poniedziałek, 12 czerwca 2017

#23 Niezłomni duchem

Zblazowany Maks siedzi na wyliniałym fotelu podrygując w rytm swojego coveru Franka Kimono - coveru, który otworzył mu drogę na krajowe listy przebojów. Siedzi, wybija rytm palcami i cholernie się nudzi. Jest popołudnie. Wszyscy pakują się albo już wyjeżdżają - nie ma sensu siedzieć pod Dobczycami, skoro Kraków odbity. Wazie nic się nie chce. Ani opalać, ani pływać, ani… a nie, akurat wciągnąć kreskę chce mu się zajebiście. Szybka decyzja i jest na motorze, prując w stronę kryjówki Zośki - laseczki z partyzantki, która dołączyła do załogi w czasie, kiedy Wrakowisko zaczęło wygrywać. Ewidentnie po to, żeby pohandlować - bo to jedna z niewielu osób, która miała na stanie coś poza niemożliwium.
Maks widzi ją, jak wchodzi do zrujnowanego domku. Kojarzył, że kryjówkę ma w innym miejscu, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby - idzie, pogwizdując, marząc o koksie, wódce i numerku ze zgrabną dilerką. Kiedy wchodzi do środka, słyszy ciche “Muszę kończyć, ktoś tu jest”, po czym Zosia schodzi z piętra, od razu witając Maksa uśmiechem. Waza próbuje z nią flirtować - ta podejmuje grę i wypytuje o to czy ktoś go śledził. Kiedy upewnia się, że przyjechał sam, każe Maksowi się rozebrać i poczekać na nią w salonie. Pomocniczy mózg przejmuje kontrolę, podpowiadając mu, że dobrym pomysłem byłoby przykucie się do łóżka.
Zosia, oczywiście, jest szpiegiem. Wchodzi z giwerą w dłoni. Nie jest już miła. Wyśmiewa Maksa, po czym wzywa litewskie wsparcie. Wychodzi na chwilę z pomieszczenia by sprawdzić czy faktycznie nikt nie szedł za Wazą. Ten wykorzystuje okazję - wyciąga ramę, wygina ją na plecach i wyskakuje przez okno. Wsiada na motor i odjeżdża, unikając kul z broni wkurwionej Zośki.

Latka lecą, seksapil ten sam.
W obozie spotyka się z Kosmą i Barbarą. Cały obóz stoi z rozdziawionymi gębami - widok gołego Maksa na motorze z ramą łóżka na plecach i rękami przyczepionymi do niej różowymi kajdankami nie jest może czymś kompletnie niedorzecznym, ale i tak nie jest lekko. Po chwili przekomarzania się i ściemy okazuje się, że Zofia nie dała za wygraną - wali ze snajperki, raniąc Maksa. Hardy z Semańską wskakują do pickupa (na pakę wskakuje goły Waza). Kosma leci do jeepa. Ruszają w pościg.
Waza stoi na pace pickupa, wrzeszcząc na Barbarę i Hardego by dali mu broń. Tylna szyba w aucie znajduje się na wysokości jego… pasa. Tomasz zerka w lusterko, po czym wrzeszczy “Barbara, widzę go w lusterku! Daj mu broń, tego się nie da odzobaczyć!”. Semańska daje mu giwerę, ale Maks musi zaczekać, aż ekipa podjedzie bliżej. Niestety, nie udaje się podjechać na tyle blisko - Zośka zręcznie manewruje po krętych uliczkach Dobczyc - kiedy pojawia się w polu widzenia bohaterów, dociera właśnie do pancernego patrolu Litwinów, który wysłano jej na pomoc.

Zemsta zza grobu


Wieczorem ekipa radzi co robić dalej. Tradycyjnie Semańska i Waza nie mogą się porozumieć. Ten ostatni wychodzi na dymek. Wchodzi głębiej w las na sikundę… i czuje, jak ktoś przykłada mu nóż do gardła. To Sasha, wredna suka odpowiedzialna za śmierć Leny. Wyciąga z Maksa gdzie jest Semańska, po czym przywiązuje Wazę szarą taśmą do drzewa. Z ptakiem na wierzchu.
Maks nie był jednak debilem. Powiedział, gdzie mieszka Hardy - wiedział, że ma psa i jest mała szansa, żeby Sasha dała radę załatwić go po cichu. Faktycznie, po chwili daje się słyszeć strzał - Semańska z Tomaszem ekspresem pakują się do środka dwoma wejściami, rozbrajają laskę (Tomasz początkowo do niej strzela, ale potem chwyta i ułatwia Barbarze ogłuszenie). Przykuwają ją w magazynie do jakiejś maszyny. W między czasie Kosma ratuje postrzelonego psa, a Barbara odnajduje Maksa. Nie jest specjalnie zadowolona z rozwoju sytuacji - Waza wkurwiony mówi, że ona nigdy nie jest zadowolona, nawet jak ktoś jej ratuje życie.
Bo Barbara jednak była u siebie i nie miała psa jako alarmu.
Po uwolnieniu Maks robi to, co musi. Idzie do magazynu, przykłada Sashy spluwę do brody i pociąga za spust. Zaczyna się kolejna kłótnia, lanie po mordach, grożenie bronią… Standard. Efektem jest pomysł, żeby poszukać wsparcia, z którym laska mogłaby się skontaktować przez krótkofalówkę - miała komunikator krótkiego zasięgu. Ekipie udaje się przechwycić dwóch litewskich żołnierzy. Podczas przesłuchania jeden jeniec (drugi poległ przy zatrzymaniu) zdradza parę szczegółów na temat sytuacji w Katowicach. Putinas na razie trzyma wszystkich za mordę. Zamierza przewieźć bombę najdalej za dwa dni. Śmigłowcem, buldożerem albo barką. Żołnierze trzymają się w trzech bazach - dwóch w Katowicach i trzeciej, pod Pszczyną, przy terminalu Orlenu. Semańska wyciąga kilka informacji na temat tego, jak słabo jest broniony. Oczywiście potwierdzają się też podejrzenia odnośnie Sashy - pojawiła się jakiś czas temu, Putinas trzymał ją na odpowiednią okazję.
Terminal to kolejny cel. Następny dzień Barbara planuje atak, natomiast Kosma z Wazą organizują sprzęt do produkcji czujników promieniowania. Zwiadowcy rozwożą go po całej okolicy - Wrakowisko dostanie sygnał, kiedy bomba zbliży się z dowolnej strony. Nie będzie wiele czasu na reakcję, ale lepsze 20 minut, niż nic.

Atak na terminal

Płońcie, kurwy cholerne!
Semańska jest oficerem nie bez powodu. Atak na terminal jest dopięty na ostatni guzik. Salwa z czołgów dewastuje Armatę. W tym czasie reszta pojazdów zamyka zwiadowców w kleszczach - Kosma łapie jedynego jeńca, który jest potrzebny Wrakowisku. Następnie czołgi odpalają po raz drugi. Paliwo zapala się i cały terminal eksploduje. Ogień jest widoczny na wiele mil.
Po powrocie nadchodzi czas na przesłuchanie. Krótka piłka - Putinas szykuje się do ataku, był konwój po benzynę. W terminalu stacjonowało około dwudziestu pięciu żołnierzy - Vladasowi została nieco ponad setka. Pytanie brzmi jednak gdzie uderzą - nie ma innego wyjścia, niż usiąść na tyłku i oczekiwać na sygnał z czujników.

Cisza przed burzą


Przed knajpę, w której ekipa zorganizowała kwaterę dowodzenia, podjeżdża Hardy. Jest w pełnym ekwipunku. Rzuca krótko: “Barbara, ja wiem o Kopczyńskim. Muszę załatwić sprawy, to jest silniejsze od wszystkiego”, po czym rusza do szoferki. Semańska podbiega do Tomasza, całuje go, po czym mówi “Zrób co musisz, potem odnajdź mnie”. Ten uśmiecha się smutno, kiwa głową i wsiada do auta.
Sekundę później ze środka wypada jeden z ludzi Wrakowiska. Wrzeszczy, że czujniki wykryły ładunek. Musi być na barce. Spławiają bombę Wisłą. Zaraz potem wybiega kolejny człowiek - mówi o dwóch konwojach, które uderzą na Kraków z zachodu i południa. Zwiadowcy wcisnęli nosy w najciemniejsze kąty - Litwini nakurwiają wszystkim, co posiadają.
Nadszedł czas decyzji.
Sprawa jest prosta. Każdy otrzymał ostrzeżenie - ci, którzy zostali w mieście zrobili to na swoją odpowiedzialność. Mariusz, Weronika, Kosma, Maks, Barbara i reszta składu zaatakują barkę. Nie ma niczego ważniejszego od ocalenia miasta. Od unieszkodliwienia bomby.
Litwini musieli wiedzieć, że Polacy będą obserwować rzekę, ale ich śmigłowiec nie jest w stanie nic zdziałać. Kosma okazuje się być nie tylko sprawnym naukowcem, ale też niesamowitym strzelcem - zdejmuje maszynę jednym strzałem. Nic nie broni już Wrakowisku i Bastionowi drogi do rzeki.
To ten moment, który określi przyszłość Planka, Semańskiej i Wazy.

Ostateczna rozgrywka

Na drugie imię ma "Wpierdol".
Bohaterowie ruszają całą paczką w stronę barki. Szybki rzut oka na mapę i wiadomo, pod jakimi mostami będzie przepływać. Nie ma czasu do namysłu, nie ma szansy na stworzenie drobiazgowego planu - dwa czołgi stają po obu stronach rzeki, ludzie poukrywani gdzie się da mają zapewnić wsparcie.
Dobrze, że przyjechało tu całe Wrakowisko. Litwini wpierdolili na barkę czołg. Obłożyli blachami, uzbroili w karabiny maszynowe, dali jeszcze na dodatek eskortę dwóch motorówek. Gdy tylko barka wypływa zza zakrętu Wisły, obie strony zaczynają ostrzał. Beton kruszy się, drzewa idą w drzazgi, ludzie umierają. Celny strzał sprawia, że mostek barki zmienia się w płonącą plątaninę nadpalonych fragmentów blachy. Nie ma jednak dość czasu na załatwienie sprawy armatami - barka wpływa pod most i zatrzymuje się pod nim. Tę chwilę wykorzystuje Kosma by wrzucić w jakiś zakamarek zagłuszacz sygnału. Chwilę później komandosi wciągają się na most i zaczynają strzelać do Polaków.
Rozpętuje się piekło.
Putinas od razu startuje do Semańskiej. Ma wyraźną przewagę - nic nie robi sobie z jej prób odstrzelania mu łba. Wyrywa Barbarze giwery i zaczyna lać ją strażackim toporem. Ta chowa się wewnątrz czołgu, ale to na nic - Vladas wrzuca tam granat, który rozwala całą elektronikę, ogłusza załogę i rani Barbarę.
...w tym czasie Hardy zaczyna swój ostatni rajd. Wbija się na plac Warsztatu, gdzie czekają już czterech zdrajcy z kałasznikowami. Serie z karabinów dziurawią pickupa Tomasza. Ten ostatkiem sił wyskakuje z wozu i kosi wszystkich ze swojej spluwy. Jest umierający. Wie o tym Kopczyński, który podchodzi do leżącego w kałuży krwi Hardego i zaczyna się z niego naśmiewać. Na pytanie czy warto było przyjechać by umrzeć, Tomasz odpowiada “Warto. Warto było” i odpala ładunek, który rozrywa samochód, jego samego i Kopczyńskiego razem z całym warsztatem.
W między czasie Maks, Tulegard, Milda i Kosma lądują na barce. Pierwsza dwójka próbuje rozprawić się z pozostawionymi strażnikami (motorówki zaczynają ciągnąć barkę dalej, w stronę Krakowa), podczas gdy naukowcy zabierają się za rozbrajanie bomby. Walka na moście powoli przechyla się na stronę Polaków, ale to ma małe znaczenie dla Barbary. Vladas łamie jej lewą rękę, okłada pięściami aż ta traci przytomność, po czym wrzuca do łazika na fotel pasażera i rusza w pościg za barką. Pięć minut później pakuje auto z rozpędzonego mostu w sam środek barki.
Tam sytuacja wygląda już inaczej. Tulegard nie żyje, zastrzelony przez jednego z komandosów z motorówki. Maks nieśmiało odpowiada ogniem, ale na pokładzie łódek wciąż zostali piloci. Dla Wrakowiska to żadna przeszkoda, bo Kosma i Milda są o krok od rozbrojenia bomby. Sytuacja kompliku… spierdala się do reszty gdy Putinas wyłazi z wraku, pakuje Mildzie kulę w łeb i zaczyna masakrować Polaków. Wygląda to jak walka Goliata z tuzinem Dawidów. Pierwszą ofiarą Vladasa jest Semańska - gruchocze jej kręgosłup, po czym rusza na Maksa. Jeden strzał z glana w szczękę wybija mu większość zębów - od tej pory Waza będzie znany jako złotousty. W tym czasie Kosma próbuje masy sztuczek, by strącić Putinasa do wody, podpalić go, nadziać na hak wysięgnika… Bezskutecznie. Tanie sztuczki Maksa też nie zdają egzaminu. Chłopaki dostają taki sam łomot, jak Semańska, powoli zmieniając się w krwawą miazgę.
Vladas popełnił jednak błąd - nie dobił Barbary, a ta udowadnia, że może strzaskał jej ciało, ale nie odebrał jej woli i determinacji. Pakuje mu kulkę w kręgosłup, a potem odpala racę - Vladas para sparaliżowany na pokład i pali się żywcem, wrzeszcząc niemiłosiernie. Chwilę później, na minutę przed odpaleniem zapalnika czasowego, Kosma rozbraja bombę.

Maks im starszy, tym piękniejszy.
Semańska nigdy nie staje już pewnie na nogach. Miesiące rehabilitacji, kolejne operacje i eksperymentalne prochy od Planka dają jej jedynie ułamek sprawności. Kiedy tylko czuje się na siłach, pakuje się do kabiny ciężarówki, żegna się z Hardym, po raz ostatni kładąc kwiaty na jego grobie, po czym odjeżdża. Nikt nigdy więcej nie słyszy słowa o Barbarze Semańskiej.
Kraków zmienia się nie do poznania. Wydarzenia ostatnich tygodni uświadomiły ludziom, że czas na zakończenie anarchii. Potrzeba rady, prezydenta, policji, wojska, służb. Potrzeba cywilizacji. Niesamowitym zbiegiem okoliczności, potwierdzonym nieziemskimi łapówkami, pierwszym prezydentem Wolnego Miasta Kraków zostaje Maksymilian Waza. Jest w zasadzie jedynie marionetką, ale za to marionetką prezentującą się w świetle reflektorów jak nikt inny. Po osiemnastu miesiącach zostaje usunięty z urzędu, kiedy kolejna afera okazuje się zbyt wielką do przykrycia. Umiera dwadzieścia lat później. Tak, jak chce, na prochach, z fiutem w miss grudnia.
Kosma początkowo trzyma się z Maksem, ale szybko okazuje się, że Waza bardziej przeszkadza, niż pomaga. Pod przykrywką zakładów farmaceutycznych zajmuje się udoskonaleniem niemożliwium. Dekadę później dawny drag jest używką, jak browar, trawka czy fajka. Plank zaczyna robić karierę. Najpierw miasto, potem odradzające się struktury międzynarodowe. Jest pierwszym, który wyciąga rękę do zdewastowanych krajów bloku wschodniego. Okazuje się zbyt uczciwy jak na polityka, ale jako naukowcowi nie można mu niczego odmówić.

O wydarzeniach, które niemal doprowadziły do unicestwienia Krakowa nie uczą w podręcznikach. Nie jest to historia, na której oparto film. Chwile te pozostały jednak w pamięci ludzi, którzy potem decydowali o losach kraju. Dlatego też, w każdym większym mieście znajduje się ulica im. Planka, patronem nagrody dla najlepszego wykonawcy jest Maks Waza, zaś w centrum Nowej Warszawy, przed pałacem prezydenckim stoi posąg z brązu przedstawiający dwie osoby: mężczyznę w mundurze gliniarza i kobietę w uniformie lotnika. Podpis brzmi: “Niezłomni duchem”.
Wierni swoim zasadom, do samego końca.

czwartek, 8 czerwca 2017

#22: Romualdus zdycha

Jeden z ludzi ustawionych na trasie ze Śląska do Krakowa melduje o dziwnym pościgu. Kilka wozów bojowych pruje za uszkodzonym hummerem - w środku tego ostatniego siedzą dwie osoby, zaś w pościgu bierze udział ze dwudziestu żołnierzy. Po chwili potwierdza to Karol, kolejna czujka na trasie. Mówi jednak, że Litwini odpuszczają, nie decydują się na wjazd do Krakowa. Tajemniczy hummer wjeżdża do miasta, kierując się na Gruzowisko Mogilskie.
Ekipa podejmuje natychmiastową decyzję - czas ruszać.

A4 bez korków? To chyba tylko po wojnie.
Na miejscu widzą, jak grupka polaków, z Markiem (który stracił rodzinę podczas egzekucji w Polfie) przesłuchuje parę Litwinów - żołnierza i jakąś babkę w kitlu. Semańska z Plankiem przejmują inicjatywę. Przekonują Polaków, że to nie miejsce i czas na wyrównywanie rachunków, a ewentualne przesłuchanie to zajęcie dla fachowców. Marek, przywódca grupy, odpuszcza, dodając tylko na odchodne, że ma nadzieję, że Barbara nie odpuści zbrodniarzom.
To jednak nie są zbrodniarze - babka to Milda Varaska, biochemik, którą Kosma zna z konferencji sprzed wojny. Towarzyszy jej Tulegard - żołnierz, zadziwiająco sceptycznie nastawiony względem władzy Putinasa. Opowiadają historię ucieczki dodając, że na Śląsku Putinas nie cieszy się szczególną popularnością. Nawet wśród swoich.
Milda opowiada o postępach w pracy nad atomówką. Była ściągnięta siłą do Katowic, gdzie z kilkoma naukowcami pracowała nad mechanizmem (zdalnym, czasowym i zbliżeniowym) zapalnika bomby. Putinas wykorzystywał nuke’a jako straszak, ale teraz będzie mieć faktycznie co zdetonować. Tulegard, zakochany w Mildzie, wyciągnął ją w ostatniej chwili - gdyby nie zwiali, zostałaby rozstrzelana z resztą uczonych. Tak jest nadzieja - nadzieja, że bomba jeszcze nie została ukończona. Ludzie mogą tkwić jeszcze w więzieniu-laboratorium, jeszcze może tlić się nadzieja na powstrzymanie szaleńca.

Rozmowa z Romualdusem


Romualdus otrzymał zadanie zlikwidowania uciekinierów. Już od pierwszej chwili bohaterowie zdają sobie sprawę, że podjął dialog, by umówić miejsce strzelaniny. Niby ma kartę przetargową - Justynę - ale nie wygląda na to, żeby miał zamiar oddać ją żywą. Bohaterów czeka trudny wybór: sprawa wygląda na oczywistą, ale nie jest łatwo pogodzić się z tym, że ich towarzyszka, osoba, która narażała za nich swoje życie, jest spisana na straty. Że nie da się jej ocalić. Podczas rozmowy dziewczyna stara się przemycić jakieś informacje, ale Litwini są czujni. Dogadują miejsce wymiany, ustalają czas za godzinę i przerywają połączenie. Semańska od razu rozkazuje Karolowi, stacjonującemu nieopodal na A4, by przyjrzał się miejscu, w którym ma dojść do zamiany Mildy i Tulegarda (w ich roli mają wystąpić dublerzy) za Justynę.

Balice


Wymiana, a w zasadzie strzelanina, ma rozegrać się na Balicach. Obie ekipy szykują pułapki, obie są świadome, że druga strona nie będzie grała czysto. Semańska rozstawia swoich ludzi kawałek od pasa startowego - z południa trzy, z północy cztery łaziki. Sama ze swoimi kompanami pakuje się do wozu bojowego i rusza na umówione miejsce. Wie czego się spodziewać, bo Karol złożył bardzo dokładne raporty: Litwini przyjechali dwoma autami, w jednym zostawili Justynę z pasażerem, drugi samochód wrócił.

Było tak pięknie, a teraz krzaki, chaszcze, trawa wyrastająca spomiędzy płyt...
Sprawa jest jasna - Justyna nie żyje, auto jest wypakowane materiałami wybuchowymi. Litwin wyskakuje z wozu, który powoli się toczy w stronę samochodu bohaterów. Ci nie zamierzają dłużej udawać - pakują się do swojego wozu i zaczynają pościg. Doskonały plan Barbary daje świetne efekty - Romualdus rozwala co prawda dwa łaziki, ale w ekspresowym tempie zostaje zredukowany do rozkładającego się białka. Ginie od kuli w skroń, jak pospolity bandzior, nie jak żołnierz, którym kiedyś był.
Przed śmiercią zdradza coś, co mrozi bohaterom krew w żyłach.
Putinas nie miał działającej głowicy. Szukał Planka, żeby zmusić go do pracy przy wyrzutni. Kiedy zorientował się, że to nie zda egzaminu, ściągnął na Śląsk (bo ładunek wymontował i przesłał do Katowic kilka dni po powrocie Wrakowiska z Poznania) najlepszych naukowców, jakich był w stanie zdobyć i kazał im dorobić mechanizm do ładunku plutonu. Prace były na ukończeniu, kiedy Milda uciekła. Teraz na pewno ma już bombę. I na sto procent użyje jej przeciwko znienawidzonym Polakom.
Zegar zagłady przesunął się na 11:59.

niedziela, 21 maja 2017

#21: Porwanie

Z Wawelu zostało gruzowisko. Mury rozsypało na zewnątrz razem z częścią stacjonujących tu pojazdów. Główne budynki zapadły się, grzebiąc wszystkich żywcem. Kosma, Semańska i Waza przybyli tu z niewielką ekipą w kilka dni po ostrzale by sprawdzić jak się ma sprawa z atomówką i poszukać trupa Putinasa - nie odnajdują jednak ani jednego, ani drugiego.
Jest zmiażdżona, wypalona wyrzutnia, ale w głowicy nie ma ładunku. Ktoś wymontował bombę na długo zanim Wawel został zniszczony - prawdopodobnie głównodowodzący litewskich wojsk, którego na miejscu również brakuje. Nie jest to niespodzianka - po przejęciu wyrzutni rakiet nikt zdrowo myślący nie zostawiłby w tym miejscu kluczowych zasobów.

Maks, niczym monstrualny Król Midas, zamienia wszystko czego się tknie w...


Śladowe promieniowanie świadczy jednak o tym, że ładunek istnieje. Istnieje i może zostać zdetonowany - jeśli tylko Litwini się na to odważą. W chwili staje się jasne, że o ile Kraków został odbity, o tyle wkrótce może nie być żadnego Krakowa. Koniecznie trzeba odnaleźć bombę. Wykryć konfidentów. Zgładzić Putinasa.

Rekonesans


Każdy dostaje własne zadanie. Maks, który po dwóch dniach walki z rzeczywistością znalazł człowieka potrafiącego wstawiać złote zęby, jest gotów ruszyć w teren. On i Kopczyński mają prostą misję - wyczaić co się dzieje na mieście, znaleźć niedobitki z Litwy, konfidentów oraz wszystko, co może być pomocne w zlikwidowaniu wojska Putinasa.
Zanim jednak reszta dostaje własne przydziały, zebranie przerywa Mariusz. Jeden z jego patroli - z Justyną i Michałem, jednym z nieznanych bohaterom ludzi Bastionu, nie zameldował się dwie godziny wcześniej. Sprawa jest poważna. Po pierwsze, Litwini na pewno nie będą się z nimi patyczkować. Po drugie, na pewno wyciągną z nich wszystkie informacje. Błyskawicznie zmieniają się priorytety. Paweł i Maks mają wybadać przede wszystkim wątek litewskich komandosów - gdzie mogli się ukrywać, kto mógł im pomagać. Reszta rozdziela się na trzy ekipy i rusza na Ruczaj, gdzie została wysłana zaginiona para.
Semańska jedzie z Kosmą i dwoma chłopakami z Wrakowiska (Maciek i Karol) zdobycznym BWP. Jadą na południowy zachód licząc, że trafią na patrol ukrywający się przed jakimś zagrożeniem (albo litewskie wojsko, stacjonujące tutaj na czas… przesłuchania). Cudem dostrzegają ukryty na uboczu wóz. Hummer nie jest specjalnie schowany, ale też nie jest na widoku.
Akcja jest błyskawiczna. Karol i Barbara na zwiadzie, Kosma z Maćkiem w odwodzie. Semańska podkrada się pod budynek, przed którym stoi hummer, upewnia się, że to nie zasadzka i atakuje litewskich żołnierzy, kiedy nadarza się okazja. Jeden pada martwy, gdy wychodzi z budynku, drugiego ciężko rani kiedy próbuje odpowiedzieć ogniem. Przesłuchanie jest bardzo chaotyczne - tamten twierdzi, że mieli na nich czekać, że patrol faktycznie jest przesłuchiwany, że Romualdus będzie się chciał porozumieć.
Semańska chce dopaść skurwiela, nie ma zamiaru pertraktować. Każe jeńcowi naściemniać przez komunikator - niby się udaje, ale Litwin przemyca w meldunku kilka słów-kluczy, które mówią Romualdusowi, że jego ludzie są więzieni, a złapała ich Semańska. Wymiana zdań kończy się wezwaniem do stawienia się w nowej, tymczasowej bazie na Kopcu Kościuszki o zmroku.
Bohaterowie spotykają się z Mariuszem i resztą ekipy, rozmawiają przez chwilę planując dalsze działania. Decydują się podjąć ryzyko - lojalność względem swoich jest najważniejsza.

Zasadzka na Kopcu


Bohaterowie prują na złamanie karku. Te kilka minut opóźnienia mogą dać Litwinom szansę na przygotowanie się do zasadzki - bo kiedy zorientują się, że coś nie gra, na pewno taką zorganizują. Pierwsze podejrzenia budzi zwiad dronem - nie widać żadnych pojazdów poza starym, pordzewiałym wrakiem osobówki jeszcze sprzed czasów wojny. Mimo wszystko, skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Semańska jedzie w hummerze razem z jeńcem, reszta czai się w osłonie czekając na sygnał do ataku.

Taka piękna pułapka.

Zasadzkę, jak się okazało, Litwini przygotowali już wcześniej.
Kosma reaguje instynktownie - wyskakuje z wozu i pada na glebie, osłaniając głowę rękami. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z tego co i dlaczego zrobił - dał się słyszeć świst odpalanej rakiety. Dochodzi do niego, że wóz bojowy już nie istnieje, a Karol nie żyje - wrak dostał centralnie w bak, rozerwało go na strzępy. Dostał również Bastion - eksplozja rzucił ludźmi jak szmacianymi lalkami. Dostał Mariusz (ale nie na tyle ciężko, żeby go wyeliminowało z walki), dostali jego ludzie. Kilku rozwaliło na strzępy.
Litwini nie poprzestają na tym. Lecą z ostrzałem na poważne. Snajperzy próbują zdjąć kolejnych żołnierzy. Draśnięty zostaje Kosma, dostają kolejni żołnierze. Odpowiadają ogniem, zmuszając Litwinów do wycofania się, ale wygląda to krucho.
Wtedy na pole walki wbiega Barbara.
Nie patyczkuje się z nieprzyjaciółmi. Minął już czas, kiedy się jest dla nich miły i gra według reguł. Przykłada karabin do ramienia i walki serią. Raz, drugi, trzeci. Uciekający żołnierze padają jak muchy. Trzy trupy i pewnie drugie tyle rannych, którzy zdążyli wpakować się do pojazdów. Tamci spieprzają. Semańska chce ruszyć w pogoń, ale stopuje ją chłodny głos Mariusza: “Mamy wielu rannych”. Żądza krwi mija - Barbara przewiesza kałacha przez plecy i leci na pomoc tym, którzy walczą o życie.
I jednemu jeńcowi.
Z szybkiego przesłuchania wynika, że Putinas opuścił Kraków, zapewne zabierając ze sobą bombę. Romualdus został po to, by katować Krakusów tak samo, jak Wrakowisko katowało litewskie wojsko. Z jego kilkunastoosobowej grupy zostało zapewne nie więcej, niż dziesięciu żołnierzy. Nie wiadomo gdzie się ukrywają - często się przenoszą. Nie jest problemem znaleźć dach nad głową w wymarłej metropolii.
Przesłuchanie kończy się egzekucją.

czwartek, 18 maja 2017

#20: Zburzenie Wawelu

Wrakowisko, Warsztat i Bastion nie są w stanie wypracować wspólnego rozwiązania. Barbara, Maks, Kosma, Weronika, Paweł, Mariusz i Tomasz, który w końcu dźwignął się z łóżka to o kilka osób zbyt wiele by wypracować kompromis. Na ten moment jedno jest pewne - atak jest bezcelowy, skoro Litwini wiedzą o przejęciu wyrzutni. Putinas nie da się tak łatwo zabić.

Mariusz deklaruje kolejne zwiady. Razem z Weroniką chcą atakować po partyzancku, zdejmować snajperkami samotnych żołnierzy i podkładać ładunki wybuchowe pod kluczowe lokacje. Sugeruje, że dobrze by było złapać jakiegoś oficera i wydusić z niego informacje o planach Putinasa. Wtedy będzie można zadać ostateczny cios.
Hardy sugeruje coś innego. Jego zdaniem armia pójdzie w rozsypkę, kiedy wyeliminuje się kluczowe figury. Z opowieści wynika, że wszystkim trzęsie Putinas, ale na pewno ma pomocników, którzy są w stanie podejmować samodzielne decyzje. Kluczem do sukcesu jest odnalezienie… zdrajcy. Litwina, którego da się przekonać, że jego oddział jest skończony i tylko współpracując może ocalić skórę.


Ślązacy



Ludzie Czekańskiego przechwytują uzbrojoną ekipę z Katowic. Ośmioro Ślązaków z krótką bronią, na trzech autach. Twierdzą, że jechali spotkać się z ruchem oporu, ale zdaniem Bastionu to szpiedzy Litwinów. Ich szefem jest Bolek Kania, który nie rusza się na krok ze swoją laską, Nataszą (ma ukraiński akcent i przyznaje, że jej rodzice emigrowali przed wojną). Bastion pobieżnie ich przeszukał, ale można jeszcze poprawić - Ślązacy burzą się, ale dostosowują do reguł gry.
Ich celem jest nawiązanie współpracy. Mają dość Litwinów panoszących się u siebie i chcieliby też mieć z nimi spokój. Z tego co wiedzą, ichniejszy kapitan słucha rozkazów pułkownika Putinasa. Ekipa jest zbyt czujna, by zaufać słabej gadce. Oberschlesien próbuje jakoś negocjować, ale nic nie trzyma się kupy. Niestety, zanim Wrakowisku udaje się przejrzeć całą sprawę, Litwini wykonują swój ruch.
Wysoko na niebie krąży sobie niewielki helikopterek z termowizją. Wesoło miota nim wiatr - nim i jego “braćmi” z litewskimi oznaczeniami, które przyfrunęły tutaj, bo ściągnął je nadajnik na samochodzie Oberschlesien. Dron mruga laserem, a chwilę później daje się słyszeć świst rakiety, która ląduje w samym centrum formacji. Potężna eksplozja rzuca ludźmi jak szmacianymi lalkami. Pierwsza, druga, trzecia. Widać Litwini pożałowali amunicji, ale to, co zobaczył operator powinno przekonać go, że zrobili dobrą robotę. Polaczki dostały nauczkę. Jeśli Polaczki będą jeszcze mocniej fikać, zbiorą atomówką. Gdyby litewskie drony przetrwały, operator zobaczyłby, że o ile zrobił sporo, to najważniejsze pojazdy w konwoju przetrwały - były zabezpieczone, ukryte, kawałek od obozu. Mógłby nawet zareagować i podświetlić inną część obozu. No, ale drony nie przetrwały.


Ktoś tu kocha zapach napalmu o poranku. Znaczy się, w środku nocy.


Kosma fatalnie obrywa. Krew, flaki na wierzchu, szok, adrenalina. Nie ma innego wyjścia, musi się sam operować. Zęby zaciśnięte na kawałku drewna. Trzęsące się z nerwów i bólu łapy. Dla udaje się. Udaje! Wrakowisko, Warsztat i Bastion zabrali rannych i ewakuowali się w ekspresowym tempie. Drogę oświetlała im łuna z płonących aut.


Misja Waza


Maks, jak to Maks, chce się popisać. Nie bacząc na nic, bierze auto, wsiada za kółko i jedzie w poszukiwaniu Litwinów. Początek jest obiecujący: dowiaduje się, że Ślązacy byli na Wawelu zanim pojechali do nich, dostaje też cynk, że masa żołnierzy zluzowała. Chleją, ćpają i ruchają. Zdaniem polskiego Biebera to idealna okazja do działania. Bardzo szybko dostaje to, czego chce - czterech podpitych żołnierzy stoi na rogu ulicy. Wytoczyli się właśnie z jakiejś knajpy. Mają problemy z utrzymaniem się w pionie - widać, że nie są w najlepszej formie.

Waza idzie do nich z podniesionymi rękoma. Tamci na początku nie kumają co się dzieje, ale zaraz potem sięgają po giwery. Maks gada jak najęty. Chce częstować ich alkoholem, prochami, obiecuje znalezienie fajnych panienek, uśmiecha się i zaczyna coś nucić pod nosem - zachowuje się, jak jakiś naćpany pojeb (czyli normalnie, biorąc pod uwagę, że wciągnął coś wcześniej, a za normalnego nie bardzo go można uznać). Problem polega na tym, że Litwini niespecjalnie kumają polski. Skończyć się może tylko w jeden sposób - strzelaniną. Kiedy okazuje się, że nie ma szansy na porozumienie, Waza zgarnia motor i zaczyna spieprzać. Tamci ruszają za nim. W okolicy kryjówki konwoju dochodzi do ostatecznego starcia. Wrakowisko jest górą, ale jednemu pojazdowi udaje się spieprzyć. Jest jasne, że zaraz poleci kolejna salwa - trzeba się błyskawicznie ewakuować. Szybciej, niż ktokolwiek miałby ochotę. Tym razem oddalają się kawałek, nad Jezioro Dobczyckie.


Atak



Bohaterom udaje się jednak zdobyć jeńca - koleś potwierdza to, co chcieli usłyszeć: na Wawelu jest sporo wojska i sprzętu, jest też Putinas. Dostają komplet danych potrzebnych do podjęcia decyzji o ataku. Waza popisuje się mówiąc, jaką to zajebistą akcję odwalił, ale szybko zostaje sprowadzony na glebę - to ma być ostatni taki wybryk, inaczej oberwie gorzej, niż w mordę. Oberwałby już w tym momencie, ale Semańska staje między Maksem a ludźmi z Warsztatu. W nagrodę za uratowane życie, Barbara wrzeszczy na Wazę. Kiedy ten zaczyna pyszczyć, wybija mu górną jedynkę.
Sam atak to fachowa robota. Ekipa puszcza zwiad, który oświetla główny budynek laserem. Plank się nie myli - odpala pełną salwę, która uderza w symbol Krakowa, burząc go doszczętnie. Straty wśród Litwinów są ogromne.
Tego wieczoru Maks bawi się z dwoma laskami. Kolejne wyzwanie zaliczone.
W tym czasie Semańska ma chujowy nastrój. Wszystko za sprawą Maćka - kiedy inni się bawią, zgarnia ją na osobności i mówi, że to Kopczyński jest odpowiedzialny za próbę zamordowania Hardego. Maciek przeprasza Barbarę, że powiedział jej o tym dopiero teraz - sam nie wiedział od razu, poznał prawdę kiedy ekipa działała pod Poznaniem.


Taki widoczek to już ostatni raz. Wawel's dead, baby!

niedziela, 19 marca 2017

#19: Rajd na Miechów

Kraków niemal opustoszał. Ludzie z okolicznych wsi, ostrzeżeni przez Wrakowisko, pobojowisko po Warsztacie i innych uciekinierów, wynieśli się z domów wraz z najcenniejszym dobytkiem. W promieniu dwudziestu kilometrów od Krakowa nie pozostała ani jedna dusza… Oczywiście, poza Litwinami oraz ludźmi, którzy postanowili się im postawić.
Tych buntowników było może dwa tuziny.


Wsparcie


Bohaterowie kryją się pod Michałowicami. Potrzeba kilku dni, aż Kosma przepali resztę chemikaliów. Potem zamierzają zapakować aparaturę na ciężarówkę i wysłać w Świętokrzyskie. Problem polega na tym, że wszyscy są w kiepskim stanie. Atak na Elektrociepłownię i na Areszt zakończyły się (jako takim) sukcesem, jednak ranni są praktycznie wszyscy. Do tego morale jest parszywe. Połowa “bojowników” zamierza poprzestać na łapaniu patroli albo pilnowaniu obozu. Coraz głośniej mówi się o porzuceniu Krakowa. Litwini, prędzej czy później, opuszczą miasto.
Chyba, że nałapią sobie wystarczająco wielu niewolników.
Na razie wszyscy czekają na decyzję Kosmy, Barbary i Maksa. Ten pierwszy ciągle warzy coś w laboratorium, więc nie ma konieczności deklarowania się w konkretnym kierunku. Plank, za sugestią Semańskiej, tym razem porzuca swoje standardowe metody zwalczania wroga i nie robi gazu. Pakuje fosfor w pancerne skorupy i zalewa je napalmem - granaty zapalające będą w sam raz na Litwinów. Zwłaszcza po ostatniej akcji z miotaczem ognia. Późnym popołudniem kończy pracę. Ludzie pakują sprzęt na ciężarówkę, która pojedzie w jakieś bezpieczne miejsce. Kończy się czas oczekiwania. Rankiem trzeba będzie podjąć decyzję.
Kiedy zapada kolejna, smutna noc, warkot silników ciężkiego pojazdu zapowiada solidne wsparcie. Przyjechali ludzie z Bastionu.
Czołg! Mamy czołg! In your face, Putinas!
Kolumna jest skromna, ale na widok Leoparda ludzie z Wrakowiska wrzeszczą ze szczęścia. Przyjechało łącznie pięć pojazdów - czołg, wóz opancerzony, dwa hummery i jedna ciężarówka. Łącznie półtora tuzina żołnierzy, w tym Mariusz Czekański z Weroniką. Przywiózł ich tutaj Paweł Kopczyński.
Wyjechali ze Szczytna nie do końca bezinteresownie. Miasto porządnie oberwało - tam też mieli poważne problemy z Litwinami - i szukają bezpiecznej przystani dla swoich ludzi. To twardziele, każdy z przydatnymi umiejętnościami, ale z terenu, gdzie wszystko zostało ogołocone, a ziemia nie wydaje plonów. Muszą przenieść się na południe. Kopczyńskiego spotkali kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Ekipa Czekańskiego miała być zwiadem, ale skoro sytuacja wygląda, jak wygląda, są w stanie zaproponować sprzedaż wiązaną - pomoc w zniszczeniu okupantów w zamian za jedną dzielnicę z okolicznymi wioskami. Terenów w Małopolsce jest dość, żeby ich pomieścić - pozostaje pytanie, co na to inni. W Szczytnie mieszka nieco ponad dwieście osób.
Podczas negocjacji stronę Szczytna trzyma Kopczyński. Oprócz standardowych warunków Paweł żąda kompletną amnestię dla siebie i swoich ludzi. Sprawę musi przyklepać Semańska, bez tego Kopczyński nie uwierzy w przyklepaną umowę. Ostatecznie bohaterowie - w tym Barbara - zgadzają się na warunki.
Czemu mają wrażenie, że podpisali właśnie cyrograf?


Posterunek



W trakcie rajdu do Krakowa zwiadowcy Czekańskiego zlokalizowali posterunek Litwinów. Jest na trasie do Kielc, w okolicy Miechowa. Wyglądało na tyle ciekawie, by warto było się nim zainteresować. Proponuje by Semańska wzięła swoich ludzi i uderzyła na nich - da im dziewczynę, która wyczaiła tamto miejsce.
Zwiadowczyni ta ma na imię Justyna, jest zgrabną, niską szatynką lubiącą cygara. Mówi, że sprawę trzeba załatwić szybko, bo wyglądało, jakby ci kolesie czekali na wsparcie. Podsłuchała coś na temat Połańca, ale nie wie czy chodziło o wybadanie terenu, czy o atak. Biorąc pod uwagę, że mają samobieżną wyrzutnię rakiet, sytuacja robi się poważna. Mariusz z Weroniką proponują, by ekipa ruszyła jak najszybciej. Sami jeszcze tej nocy przeprowadzą zwiad po Krakowie - wiedzą sporo z opowieści Kopczyńskiego i ludzi z Warsztatu, ale chcą się sami rozejrzeć.
Po godzinie łazik, BWP z litewskim jeńcem oraz Nissan Semańskiej prują już w stronę Miechowa.

Biedna dziewczyna, jeszcze nie wie kim jest Maks "Łóżkowy Dewastator" Waza
Sytuacja wygląda tak, jak opisuje Justyna (którą w między czasie Maks zdążył urobić). Stara stacja przeładunkowa firmy kurierskiej, snajper na dachu, tuzin żołnierzy (albo i więcej, kto wie ilu siedzi w magazynie?), dwa hummery i ta pieprzona wyrzutnia. To natowska M1972 - nominalnie może walnąć czterdziestoma rakietami na dwadzieścia kilometrów. Ta tutaj ma połowę zasobników - wystarczy by zrobić masakrę z uciekinierów, którzy spróbowali schronić się w Połańcu.
Plan ekipy jest prosty. Czterech ludzi z Krakowa atakuje z północy. Kosma zostaje jako drugi snajper, w większej odległości. Justyna z Maksem podchodzą bliżej i zdejmują (snajperka z tłumikiem) Litwina z dachu, następnie podbiegają do muru, wspinają się na dach drugiego budynku i podkładają tam ładunek - ten sam, którym Łukasz Wiarus chciał zdjąć ekipę przy swoim “sądzie” - Barbara otrzymała go od Hardego. Semańska z jeńcem i kierowcą z Wrakowiska jedzie litewskim wozem pod główną bramę. Kiedy otrzyma sygnał od Justyny, detonuje ładunek i zaczyna zalewać teren ogniem.


Zagłada



Plan udaje się w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Ranna zostaje Justyna, która po wrzuceniu C4 przez lufcik w dachu została ostrzelana z dwóch stron. Maks próbuje ją wyprowadzić, ale szalona dziewczyna szarżuje z kałachem i razem z Wazą rozwala jednego z pozostałych przy życiu żołnierzy. Ostatecznie kończy się kilkoma lekkimi ranami, uszkodzoną Justyną i draśnięciami. Wśród Litwinów nie ma ani jednego jeńca (Semańska zlikwidowała w między czasie tego złapanego przez Kosmę). Bohaterowie zabierają jednego hummera (drugiego Barbara uszkodziła granatem), wyrzutnię rakiet i zwijają się pod Michałowice.

Anteny na dachu na pewno upierdoli. Jak Sokołowi Millennium!
Tam Kopczyński próbuje rozkręcić imprezkę, ale bezskutecznie.
Semańska bierze flaszkę i idzie w Hardego. Rozmawiają o Putinasie - Semańska przyznaje, że to koleś, który jest winny rozwalenia Wrocławia. Podsłuchuje to Kopczyński - Barbara jednak nakrywa go na tym. Maks, niezadowolony, że nic nie wyjdzie z zaliczenia Justyny - upija się lekko i zasypia gdzieś w magazynie.
Wieczorem wraca ze zwiadu Mariusz. Litwini ponoć są ostro wkurwieni i przygotowują się do oblężenia. Mają Polfę, żywność z Ruczaju, posterunek na Hucie i twierdzę Wawel. Ludzie z Krakowa albo świetnie się ukryli… albo nie żyją. Trzeba teraz będzie podjąć decyzję co dalej? Co z wyrzutnią? Czy użyć jej by zniszczyć Wawel? Czy wykorzystać do szantażu Putinasa?
Na chwilę zanim bohaterowie siadają z Kopczyńskim, Czekańskim i Weroniką obgadać sprawy, Marek (jeden z ludzi Warsztatu, który brał udział w rajdzie na Poznań) ostrzega Wazę, że ten pierwszy wie o jego rozmowie z Litwinami. Ktoś ze Śląska pochwalił mu się, że zna cały przebieg rozmowy. Paweł ma świadka na to, że Putinas przyjechał do Krakowa zachęcony gadką Maksa o tym, jak wygląda sytuacja w mieście. Że nie jest bronione.

wtorek, 28 lutego 2017

#18:Bitwa przy Montelupich

Ten dzień był piekłem. Kilka godzin po postrzale, zagipsowany, owinięty w bandaże Kosma był już w trasie. Razem z Maksem i innymi ludźmi z Wrakowiska krążyli po województwie starając się zdobyć chemikalia potrzebne do ataku na areszt przy Montelupich. Skończyło się sukcesem, ale drugiego takiego dnia Plank nie przeżyje.
Jest wyczerpany, słaby, ma zwidy przed oczami, a przed nim i Maksem jeszcze wizyta u Kopczyńskiego. Na szczęście to niedaleko, nawet biorąc pod uwagę kolano, jakie muszą zrobić zanim dotrą do Proszowic.


Gwiazda wieczoru


U Kopczyńskiego są goście. Dwie terenowe fury i kamper na pomorskich blachach (tak, mają numery rejestracyjne!) zaparkowały w mniejszej hali. Większość obsługi siedzi właśnie tam - słychać śmiechy, brzdąkanie gitary. Generalnie, trwa jakaś dobra impreza.
Kopczyński też się na nią wybiera. Założył flanelową koszulę w kratę, przystrzygł wąsa - ewidentnie chce się pokazać z dobrej strony. Najpierw załatwi biznes z Wrakowiskiem. Sprawy wyglądają tak: Warsztat niespecjalnie chce ryzykować życiem. Kraków był fajny, ale Kraków się skończył. Pojedyncze jednostki wezmą fury i giwery, ale to tylko cztery, może pięć osób. Reszta zwija się z Kopczyńskim.
Sytuacja na mieście wygląda nieciekawie. Dealerzy Pawła wyczaili dwa czołgi - jeden stoi na dziedzińcu aresztu przy Montelupich, drugi przy Polfie. Cywile twierdzili, że w sumie jest pięć takich maszyn, czyli trzy czekają jeszcze na Wawelu. Poza Iskanderem rzecz jasna. Do tego jest sporo BWP - tuzin, może piętnaście. Litwini mieli masę maszyn i paliwa, w zasadzie poza kierowcą i pasażerem w kabinie w większości pojazdy były puste. Ta setka żołnierzy może nie być dobrze oszacowana, ale czy jest ich dwudziestu więcej, nie ma znaczenia. Problemem jest ciężki sprzęt, wyrzutnia rakiet i zakładnicy.
Podsumowując:
  • Elektrociepłownia, Polfa, areszt przy Montelupich - to miejsca gdzie są przetrzymywani zakładnicy. Poza tym mocniejsze patrole pilnują ludzi przy pracy, ale tam cywile mają taką przewagę liczebną, że gdyby ich uzbroić, po Litwinach zostałby tylko zdezintegrowany pył.
  • Czołg przy areszcie i fabryce Polfy - zawsze ktoś siedzi w środku, to będzie poważny problem. Trzy czołgi strzegą Wawelu. Zamek został zmieniony w fortecę.
  • Litwini szukają miejscówki do osiedlenia się… albo swoich ludzi, pewnie cywilów. Przeszukują zamieszkane dzielnice w poszukiwaniu najfajniejszych warunków. Jednemu wypsnęło się u dziwki, że jak wszystko się dobrze poukłada, zrobią nową unię litewsko-polską. Gdzieś tam czeka kilkaset pasożytów - bo na pewno po przyjeździe będą na nich pracować Polacy.

Gwiazdą wieczoru jest Anita Polak. Wszyscy znają jej przeboje mimo, że nigdy nie nagrała choćby jednej płyty! To około trzydziestoletnia laska o urodzie młodej dziewczyny. Jej matka była też piosenkarką, nauczyła przed śmiercią córkę nie tylko jak grać i śpiewać, ale też jakie pisać teksty. To muzyczne przeciwieństwo Wazy - spokojna, nastrojowa muzyka, którą może zagrać każdy potrafiący jako tako brzdąkać na gitarze. A na dodatek ma mądre, przemyślane teksty.
Anita przyjechała po południu. Chce dotrzeć do Lublina, ale zamierzała sobie tu zrobić przystanek na tydzień albo dwa. Na szczęście przechwycili ją ludzie Kopczyńskiego - o mały włos nie wbiła się w sam środek terenu Litwinów. Jedzie z siwym brodaczem (rzekomo nauczycielem, ale skąd u niego, u licha, broń?), jakąś młodą siksą i dwoma złotymi rączkami, przekwalifikowanymi na ochroniarzy. Chcą jechać na południe - na Słowację, może dalej, do Węgier.
Panna Polak daje koncert - Waza szybko leci do Nissana po gitarę i zaczyna plumkać jej przeboje. Próbuje przejąć inicjatywę, ale Warsztat wyraźnie buczy - nie chce prostackiego popu, woli smętną muzykę turystyczną. Kończy się szczęśliwie - w sensie koncert, bo Maks odpuszcza i pozwala sprowadzić się do roli członka zespołu, a nie lidera.
Cały wieczór kończy się katastrofą.


Litwa napada

Dobry wieeeczóóór Polaczki!

Nagle słychać strzały z broni automatycznej. Jest jasne, że litewskie wojsko dopadło Kopczyńskiego, ale nie wiadomo jak. Teraz to nieważne, trzeba się bronić. Bohaterowie czają się próbując dowiedzieć się, co się dzieje na zewnątrz. Do środka wbija się BWP - żołnierz przy włazie odpala LKM i szatkuje ludzi z Warsztatu. Pod kołami ginie brodacz od Anity Polak. Maks próbuje ratować dziewczynę, jej ludzie ostrzeliwują pojazd, a Kosma chce dostać się do Nissana. Rozpętuje się piekło.
Maks zbiera baty - pojazd obraca się i próbuje go staranować. Ratuje życie, ale kosztem złamanej ręki. Ludzie Kopczyńskiego uciekają w mrok nocy. Kosma dopada do auta, wyjmuje małą butlę z gazem szykowanym na areszt, zrywa zawór i rzuca w żołnierza przy karabinie.
Ma miejsce cud.
Butla wpada do środka. Chmura gazu dusi gościa przy karabinie (wykańczają go ochroniarze Anity i Maks) i usypia tych w środku. Ludzie panny Polak zabierają ją do swoich wozów i ewakuują się błyskawicznie. Kosma zabiera rannego Maksa i - ze skrępowanym w baleron kierowcą BWP - wracają do bazy.
To tyle jeśli chodzi o wsparcie Warsztatu.

Elektrociepłownia


Zwiad jest ryzykowny, ale ma szanse powodzenia. Semańska nie ma łatwego zadania, ale nie chodzi o to, by wyzabijać wszystkich Litwinów, ale sprawdzić jak wygląda sytuacja. Zagadać do jakiegoś pewnego człowieka. Przygotować plan walki. Okazuje się, że sprawy nie mają się dobrze, ale nie aż tak źle, jak początkowo się wydawało.
Najgorsze są te ładunki wybuchowe.
Litwini zaminowali kluczowe elementy elektrociepłowni. Barbara znajduje cztery miejsca, gdzie są umieszczone. Są uzbrojone i mogą być zdalnie zdetonowane. Po czymś takim zapadnie się hala, gdzie pracuje większość Polaków, zaś sama elektrownia zostanie uszkodzona tak, że będzie można zapomnieć o jakichkolwiek naprawach. Żołnierzy przy i w budynku nie ma wielu - czterech przy BWP na placu, czterech w samej hali plus dwa trzyosobowe patrole. A, no tak, no i snajper na kominie. Ale mu, kurwa, musi tam być zimno.
Obsługi w środku jest kilkadziesiąt osób. W większości wykształciuchy, może jedna trzecia to mechanicy, kierowcy i normalni robole. Harują po szesnaście godzin, praktycznie bez żarcia - widać, że kilku jest o krok od wybuchu i próby buntu. Semańska zagaduje jednego z kumpli, pewnego chłopaka, który nieraz pomagał Wrakowisku i przekonuje go, by ludzie z elektrociepłowni nie robili nic na własną rękę. Jeśli już będą chcieli, to dopiero z armatami, które im dostarczą.


W bazie

Mission Impossible VI: "Nie ma chuja, nie uda się"

Rankiem bohaterowie obgadują sprawy, po czym zabierają się za jeńca. Maks podchodzi do przesłuchania inaczej, niż standardowo. Litwin dostaje sporą porcję łagodnych prochów - rozluźniony, na wpół przytomny odpowiada chętnie na wszystkie zadane pytania. Mówi o tym, że jeden czołg stoi przy Polfie, a drugi na dziedzińcu aresztu. O tym, że Wawel jest zajebiście dobrze chroniony i szturm byłby samobójstwem. O tym, że za jakiś czas mają sprowadzić tu innych ludzi - zapewne cywilów. Najwięcej mówi o samych Montelupich - w czołgu siedzi służbista, który zamyka właz przez cały czas. Budynku pilnuje z góry dwóch snajperów. Ludzi nie jest dużo, ale są ładunki wybuchowe.
Nie będzie łatwo.


Ostatni element układanki


Nie da się już bardziej opóźniać planu. Wszystko jest na swoim miejscu. Trzeba tylko wybrać kto atakuje które cele. Potencjalne są trzy: Polfa, areszt i elektrociepłownia. Problemy są w zasadzie dwa. Po pierwsze, trzeba to zrobić w jednym czasie, bo kiedy Litwini zorientują się, co się dzieje albo wysadzą zakładników, albo wprowadzą wsparcie. Po drugie, niespecjalnie jest kim atakować wszystkie trzy cele. Dwa również. Elektrociepłownia jakoś sobie poradzi – Semańska da im narzędzia, robotnicy załatwią sami resztę. Trzeba podjąć trudny wybór – Polfa zostaje spisana na straty.
Bohaterowie muszą jednak załatwić sprawę tak, żeby Wrakowisko nie podzieliło się i wykonało plan. Nie może być mowy o sentymentach, o rozdzielaniu sił. Farmaceutów nie ma jak wyciągnąć, poza tym ich jest kilkanaścioro. Maks i Kosma wiedzą, że nie ma innego wyjścia – oszukują swoich ludzi mówiąc o drugiej fali ataku.
Ludzie przytakują ze zrozumieniem, ale wiedzą co się święci. Aż dziw bierze, że Waza z Plankiem nie wyczuwają, jak kiepską ściemę puścili. Bardzo szybko zrozumieją swój błąd, ale wtedy będzie za późno. Co więcej, ci, których rodziny są zamknięte w Polfie bardzo mocno postarają się przekonać kompanów, że zostawianie ludzi na pewną śmierć nie pasuje do ich wizji Wrakowiska. Bunt czy nawet coś gorszego mogą być jedynie kwestią czasu.

Atak na areszt


Wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Czwórka żołnierzy wyposażonych w broń z tłumikami miała zlikwidować czujki na dachu. W tym czasie w budynek aresztu miał być wtłoczony gaz. Po chwili pod budynek miał podjechać łazik – ludzie mieli przeciąć kraty, wyjąć okno i wpakować się do środka. Reszta? Formalność – zarzynanie Litwinów, ładowanie nieprzytomnych więźniów do ciężarówek i ucieczka na północ. Osobną kwestią było unieszkodliwienie czołgu, ale Kosma z Maksem mieli mini-plan wykoszenia sensorów i uszkodzenia gąsienic.
Ten plan był tak piękny, że nic nie mogło się spierdolić.
Coś się spierdoliło.

Tak wygląda jebana Armata, czyli T-14. Faaajna, co nie?

Ludzie, których chłopaki wysłały na Kleparz nie zlikwidowały czujek. Nie pojawili się w ogóle na dachu. Kiedy mija ustalony termin na start akcji i nic się nie dzieje, Kosma uświadamia sobie, gdzie oni są. Polfa. Ta czwórka ma tam bliskich. Dopiero w tym momencie bohaterowie domyślają się czemu tak sprawnie poszedł przydział ról. Przez głupotę tych ludzi cała akcja może wziąć w łeb. To, że w takim skromnym składzie kompletnie nie mają szansy odbić farmaceutów to już drobny detal.
Gaz jest wpuszczony, więc nie ma odwrotu. Pozostaje kwestią kilku minut zanim załoga czołgu i snajperzy domyślą się, że coś jest nie tak. Konieczna jest ekspresowa modyfikacja planu, zlikwidowanie czujek na dachu albo odwrócenie uwagi pancernych. Sekundy mijają, a bohaterowie tkwią jak sparaliżowani. W ich myślach powstają i upadają kolejne plany akcji. Nie robią nic, absolutnie nic. W końcu Litwini łapią, że coś jest nie tak. Słychać ryk odpalanego silnika, dźwięk otwieranej bramy. Słysząc to, jeden z ludzi z Wrakowiska, Jacek, szarpie Kosmę za kołnierz i wrzeszczy „Pociągnę ich za sobą, wy załatwcie resztę. Nie zmarnujcie tego!” – po czym wsiada na łazik i jedzie w stronę Starego Miasta. Na szczęście czołg rusza za nim w pościg.
W oddali, prawdopodobnie spod Polfy, słychać terkot broni maszynowej.
Do bohaterów dociera, że teraz każdy plan będzie lepszy, niż żaden. Ostrzeliwują snajperów, każąc reszcie zacząć akcję. Dostają – Wazę pocisk przebija praktycznie na wylot, posyłając z miejsca na glebę. Na szczęście Wrakowisko dostaje się do wnętrza aresztu. Kosma wpada do środka i leci w stronę dachu. W ostatniej chwili dostrzega granat zamocowany przy klapie – rozbezpiecza pułapkę, odciąga zawleczkę, po czym uchyla właz i zostawia Litwinom eksplodującą niespodziankę. Dach jest czysty, ale pozostaje kwestią czasu kiedy czołg wróci na posterunek.
Ludzie nie zajmują się detalami. Plank rozbezpiecza ładunki wybuchowe, ludzie z Wrakowiska zajmują się resztą. Nieprzytomni Litwini dostają po kulce. Polaków wsadzają do ciężarówek – Kosmie na szczęście udaje się ocucić niektórych. Bez tego nie byłoby szansy zdążyć przed powrotem pancerniaków. Kiedy słychać warkot silnika, Plank jest już gotowy do akcji. Na trasie czołgu leży jeden z ładunków, którymi Litwini mogli zburzyć areszt. Wystarczy by unieruchomić pojazd i ogłuszyć na chwilę załogę. Akcja nie udaje się idealnie – Litwini, gdy dociera do nich, że to nie partyzancki podjazd, a misja ratunkowa, ładują raz za razem w areszt. Budynek zawala się, grzebiąc pod gruzami tuzin jeńców. Większość ludzi znajduje jednak ratunek – budzą się obolali w tymczasowym obozie, gdzieś w jakiejś zrujnowanej, zapadłej wsi. Po uzupełnieniu zapasów rozjeżdżają się po szerszym terenie – muszą przeczekać w ukryciu najbliższe kilka tygodni, tak samo jak reszta Krakusów. Pozostaje mieć nadzieję, że ci, którym nie udało się uciec, nie będą bardzo cierpieć przed śmiercią.

Egzekucja


Jeńcy bardzo cierpią przed śmiercią. Na placu, gdzie jeszcze kilka dni wcześniej bohaterowie ratowali Lidkę, stoi sześcioro farmaceutów. Są skuci łańcuchem, którego końce są przytwierdzone do betonowych bloków. Dookoła pełno Litwinów, zebrało się chyba pół garnizonu. Z BWP wychodzi sam Putinas. Dwóch żołnierzy przytracza mu zbiorniki z paliwem do pleców i wręcza palnik. Dowódca staje naprzeciw ofiar i bez mrugnięcia okiem opluwa piątkę strumieniami napalmu. Biedacy wrzeszczą i wiją się, ale nie mają gdzie uciec, jak ocalić się od śmierci. Szóstą ofiarę, „zaledwie” poparzoną Putinas każe wypuścić. Jeden z przybocznych wrzeszczy, że to kara za atak i od tej pory nie będzie taryfy ulgowej. Jeśli tylko sytuacja nie wróci do normy, Litwini spalą każdego Polaka – każdego starca, kobietę, dziecko, jakiego pochwycą.
Kilka godzin później ocalała dziewczyna, łkając odpowiada o egzekucji w tymczasowym obozie Wrakowiska. Nie ma wątpliwości. To już nie okupacja, a prawdziwa wojna.

piątek, 17 lutego 2017

#17: Infiltracja, obserwacja

Bohaterowie nie zastają ruin w miejscu Wrakowiska. To nawet nie gruzowisko. Estakada została doszczętnie zniszczona. Zmazana z mapy Krakowa ogniem czołgów, rozjechana pod ich gąsienicami, wprasowana w glebę. Tylko pogięte blachy i kupa kamieni pozostały po tworzonym przez Kosmę laboratorium. Nie ostał się nawet jeden wrak z dziesiątek aut zgromadzonych na parkingu. Jedynie ludzkie zwłoki są świadectwem tego, że jeszcze kilka tygodni temu żyli i pracowali tu ludzie.
Kosma i Maks przyszli tu jednak w pewnym, konkretnym celu.
Laboratorium zostało zniszczone, jest jednak niewielka szansa, że Litwini znali lokalizację skrytki – mini magazynu z substancjami do produkcji prochów. Gdyby udało się wyciągnąć tamte materiały, nie byłoby problemu z lekami dla Hardego. Problem w tym, że okolica wygląda bardzo spokojnie – zdecydowanie zbyt spokojnie, nawet jak na ruiny.
Snajper leży ukryty na dachu Bazaru Bronowice. Budynek dawnej galerii jest opuszczony. Litwini spalili go doszczętnie podczas ataku na Kraków, ale konstrukcja nie została poważnie naruszona. To idealne miejsce do obserwacji Estakady. Facet to fachowiec. Normalny człowiek znudziłby się po kilku godzinach, on zaś trwa na warcie (ze swoim zmiennikiem) przez dwa tygodnie. Putinas rozkazał pilnowanie Estakady dopóki czystka Wrakowiska i Warsztatu nie dobiegnie końca. Istniała zbyt duża szansa, że pojawi się tu ktoś z konwoju, który wyruszył na północ, by móc ją zignorować.
Cierpliwość snajpera miała wkrótce zostać wynagrodzona.
Na środku drogi ustawił Nissana. Pomyślał, że ktoś z Wrakowiska, kto dotarłby aż tutaj, nie byłby w stanie powstrzymać się by zajrzeć do szoferki albo na pakę. Nissan był w świetnym stanie, więc już samo to powinno być nie lada przynętą. Na pace poustawiał jeszcze skrzynie, a do kabiny wsadził zwłoki jakiegoś randoma. Gdyby auto nie wystarczyło, ktoś mógłby chcieć zajrzeć do skrzynek albo spojrzeć w jakim stanie jest ciało.
A pech sprawił, że Kosma ma naturę chomika.
Nie wierzyłem, że się uda. Jebaany, po co tam idzie?
Półcalowy pocisk rozwala mu obojczyk i posyła na ziemię. Przez chwilę pełza jeszcze po ziemi próbując sprawdzić czy auto jest zaminowane, ale ekspresem odpływa - z szoku i bólu. Maks wyskakuje, wymachuje bronią i wrzeszczy. Ściąga na siebie uwagę, ale niespecjalnie o to mu chodziło - snajper wali na niego, na szczęście nie raniąc poważnie. Semańska z Wazą zaczynają masowy ostrzał. Z nimi nie ma żartów - pociski dziurawią ukrytego za osłoną Litwina. Chwilę później Barbara jest już na dachu - przeszukuje ciało, zabiera broń, rozwala motor i wraca do reszty. Rozpoznaje naszywkę na mundurze zabitego - Biała Brygada, ta sama jednostka, której piloci rozwalili Wrocław. W między czasie Kosma, z pomocą Maksa, wraca do świata żywych. Opatruje jakimś cudem ramię, po czym wsiada do kabiny i czeka, aż reszta dołączy. We trójkę jadą do skrytki, zabierają prochy, po czym wracają do obozu.
Warzenie prochów to w zasadzie formalność. Kosma rozkłada się z dala od kolumny. Problem z zasilaniem załatwia benzynowy agregat, ukryty wewnątrz głębokiej piwnicy zniszczonego domu. Plank nie ryzykuje niepotrzebnie, ale decyduje się na wyprodukowanie wszystkiego, co Hardy będzie potrzebował do powrotu do zdrowia oraz masy podstawowych leków, które produkowała Polfa. Wiadomo, że to nie będzie bayerowska aspiryna, ale dla wielu ludziom te prochy mogą ocalić życie.


Kraków to ludzie


Podczas dystrybucji prochów nieopodal przechodzi spora grupka ludzi, obładowana jak tylko się da. Dwóch mężczyzn ciągnie metalową przyczepkę, również zapakowaną po brzegi. Wrakowisko trzyma się na uboczu, ale Maks - jak to Maks - wychodzi na środek drogi i zagaja jedną laskę, z którą kręcił kilka lat temu. Ta opowiada o karawanie, kończąc pytaniem czy nie mógłby ich obdarować jakimś skromnym zapasem. Czeka ich długa droga i boją się o dzieciaki – co będzie, jak coś złapią. Mają daleko do celu, idą w stronę Słomnik. Tam ma czekać na nich bus, który zabierze ich do Połańca. Od kilku dni grupki Krakusów przenoszą się w tamtą stronę – ponoć Połaniec jest zamieszkały i wkrótce będzie mieć prąd z elektrociepłowni. Rzuca „Pamiętajcie, Kraków to ludzie, nie ruiny. Nie zamierzamy umierać za Wawel. Zorganizujemy się tam na nowo, a Litwini niech gniją w pustym mieście”. Wrakowisko pomaga im tak, jak może - oferując nocleg w obozie.
Chwilę później do bohaterów dołącza Weronika (była prawą ręką Ewki podczas rajdu na Poznań) i Arek, jeden z mechaników Kopczyńskiego. Razem mają obgadać dalsze plany. Co zrobić z konwojem, gdzie go ukryć – i czy w ogóle go ukrywać, czy raczej wynieść się z miasta i poszukać nowego domu? Weronika jest zdania, że trzeba sprawić, by Litwini poczuli się tu jak w piekle. Arek jest bardziej powściągliwy. Nie jara go partyzantka, wolałby się skontaktować z szefem i obgadać z nim możliwości. Ekipa rozpatruje masę planów. Maks jak zwykle idzie w absurd, przez co mało co nie dochodzi do bójki z Arkiem. Tego wieczoru ewidentnie nie padnie żadna decyzja. Bohaterowie wiedzą zbyt mało na temat możliwości Litwinów i tego, czym samym dysponują.
Staje więc na rozmowie z szefem.

Amnestia


Kopczyński urzęduje po staremu. Cała załoga Warsztatu jest obecna i po staremu - łata, naprawia, rzuca kurwami i po kryjomu pije. Paweł nie kryje się z wódą. Siedzi na starym, wyliniałym fotelu. Skinieniem ręki zaprasza Kosmę i Maksa do plastikowego stolika, na którym leżą korniszony, kilka kielonków i butla jakiegoś wysokoprocentowego paskudztwa. Maks z radością, a Plank z obowiązku wychyla miarkę. Kopczyński od razu zagaduje o szczegóły, o Arka i resztę załogi. Bohaterowie plotkują z nim chwilę (pijąc jeszcze jedną kolejkę), po czym zaczynają temat pomocy w odbiciu Krakowa.

Śniadanie prawdziwego Polaka.

Kopczyński jest w tej kwestii bezpośredni: nie wyśle na śmierć nikogo, kto nie pójdzie na ochotnika. A żeby zasugerował, że warto iść walczyć o Kraków potrzebuje jakiejś zachęty. Bo sam niespecjalnie jest przekonany, że warto tu zostawać - zamierzał przeczekać jeszcze chwilę i zmyć się na Lublin. Ale skoro Wrakowisko chce powalczyć, to może coś z tego będzie? Waza sam sugeruje to, co Paweł ma na myśli. Pozycja w Nowym Krakowie, jakieś fajne stanowisko blisko Rady miejskiej… Kopczyński udaje, że łasi się na coś takiego, ale prosi o konkrety. Po pierwsze, monopol. Nie chce się kryć po kątach. Chce móc sprzedawać legalnie lżejsze używki (cięższe pewnie też, ale nie przegina pały). Poza tym chce amnestii. Jeśli wyjdzie jakiś jego grzech, bohaterowie i Rada mają mu to darować. Kosma i Waza niespecjalnie mogą wypowiadać się za hipotetyczne władze miasta, ale to robią. Przybijają sztamę, walą rozchodniaka i lecą z powrotem do bazy. Mają tu wrócić wieczorem - Kopczyński zrobi w tym czasie wywiad na dzielni, sprawdzi kto się chce iść bić oraz jaki sprzęt będzie mógł włączyć do gry.

Dobranocka


Wojna po apokalipsie to nie czas na dbanie o moralność czy zasady. Bohaterowie wiedzą najlepiej - kto nie walczy wszystkim, czym może, przegrywa. Dlatego też wstępne ustalenia nie mogą pozostać w fazie planowania. Co prawda gaz bojowy byłby skuteczniejszy, ale Kosma niespecjalnie miałby go jak użyć. Pozostaje przygotować jakieś nasenne lub paraliżujące cudo… i mieć nadzieję, że nikt z zakładników od tego nie zejdzie.
Poszukiwania chemikaliów do produkcji tego cuda nie trwają długo. Znajomy Kopczyńskiego zna jednego gościa, który jeździł na Śląsk. Mniej więcej w środku drogi od Katowic trzeba zjechać z A4, pojechać trochę na południe - tam jest  skład kolesia, który handlował z Królem. I ten skład przetrwał do teraz! Plank nie jest specjalnie wybredny. Po uruchomieniu kontaktów i zasobów Wazy to tylko kwestia tego, ile tego syfu zmieści się im na pakę. Mieć się dużo. O taaak, bardzo dużo. Przedwojenny smog to pikuś w porównaniu z mgłą, która już za kilka dni zasnuje Kraków.