niedziela, 19 marca 2017

#19: Rajd na Miechów

Kraków niemal opustoszał. Ludzie z okolicznych wsi, ostrzeżeni przez Wrakowisko, pobojowisko po Warsztacie i innych uciekinierów, wynieśli się z domów wraz z najcenniejszym dobytkiem. W promieniu dwudziestu kilometrów od Krakowa nie pozostała ani jedna dusza… Oczywiście, poza Litwinami oraz ludźmi, którzy postanowili się im postawić.
Tych buntowników było może dwa tuziny.


Wsparcie


Bohaterowie kryją się pod Michałowicami. Potrzeba kilku dni, aż Kosma przepali resztę chemikaliów. Potem zamierzają zapakować aparaturę na ciężarówkę i wysłać w Świętokrzyskie. Problem polega na tym, że wszyscy są w kiepskim stanie. Atak na Elektrociepłownię i na Areszt zakończyły się (jako takim) sukcesem, jednak ranni są praktycznie wszyscy. Do tego morale jest parszywe. Połowa “bojowników” zamierza poprzestać na łapaniu patroli albo pilnowaniu obozu. Coraz głośniej mówi się o porzuceniu Krakowa. Litwini, prędzej czy później, opuszczą miasto.
Chyba, że nałapią sobie wystarczająco wielu niewolników.
Na razie wszyscy czekają na decyzję Kosmy, Barbary i Maksa. Ten pierwszy ciągle warzy coś w laboratorium, więc nie ma konieczności deklarowania się w konkretnym kierunku. Plank, za sugestią Semańskiej, tym razem porzuca swoje standardowe metody zwalczania wroga i nie robi gazu. Pakuje fosfor w pancerne skorupy i zalewa je napalmem - granaty zapalające będą w sam raz na Litwinów. Zwłaszcza po ostatniej akcji z miotaczem ognia. Późnym popołudniem kończy pracę. Ludzie pakują sprzęt na ciężarówkę, która pojedzie w jakieś bezpieczne miejsce. Kończy się czas oczekiwania. Rankiem trzeba będzie podjąć decyzję.
Kiedy zapada kolejna, smutna noc, warkot silników ciężkiego pojazdu zapowiada solidne wsparcie. Przyjechali ludzie z Bastionu.
Czołg! Mamy czołg! In your face, Putinas!
Kolumna jest skromna, ale na widok Leoparda ludzie z Wrakowiska wrzeszczą ze szczęścia. Przyjechało łącznie pięć pojazdów - czołg, wóz opancerzony, dwa hummery i jedna ciężarówka. Łącznie półtora tuzina żołnierzy, w tym Mariusz Czekański z Weroniką. Przywiózł ich tutaj Paweł Kopczyński.
Wyjechali ze Szczytna nie do końca bezinteresownie. Miasto porządnie oberwało - tam też mieli poważne problemy z Litwinami - i szukają bezpiecznej przystani dla swoich ludzi. To twardziele, każdy z przydatnymi umiejętnościami, ale z terenu, gdzie wszystko zostało ogołocone, a ziemia nie wydaje plonów. Muszą przenieść się na południe. Kopczyńskiego spotkali kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Ekipa Czekańskiego miała być zwiadem, ale skoro sytuacja wygląda, jak wygląda, są w stanie zaproponować sprzedaż wiązaną - pomoc w zniszczeniu okupantów w zamian za jedną dzielnicę z okolicznymi wioskami. Terenów w Małopolsce jest dość, żeby ich pomieścić - pozostaje pytanie, co na to inni. W Szczytnie mieszka nieco ponad dwieście osób.
Podczas negocjacji stronę Szczytna trzyma Kopczyński. Oprócz standardowych warunków Paweł żąda kompletną amnestię dla siebie i swoich ludzi. Sprawę musi przyklepać Semańska, bez tego Kopczyński nie uwierzy w przyklepaną umowę. Ostatecznie bohaterowie - w tym Barbara - zgadzają się na warunki.
Czemu mają wrażenie, że podpisali właśnie cyrograf?


Posterunek



W trakcie rajdu do Krakowa zwiadowcy Czekańskiego zlokalizowali posterunek Litwinów. Jest na trasie do Kielc, w okolicy Miechowa. Wyglądało na tyle ciekawie, by warto było się nim zainteresować. Proponuje by Semańska wzięła swoich ludzi i uderzyła na nich - da im dziewczynę, która wyczaiła tamto miejsce.
Zwiadowczyni ta ma na imię Justyna, jest zgrabną, niską szatynką lubiącą cygara. Mówi, że sprawę trzeba załatwić szybko, bo wyglądało, jakby ci kolesie czekali na wsparcie. Podsłuchała coś na temat Połańca, ale nie wie czy chodziło o wybadanie terenu, czy o atak. Biorąc pod uwagę, że mają samobieżną wyrzutnię rakiet, sytuacja robi się poważna. Mariusz z Weroniką proponują, by ekipa ruszyła jak najszybciej. Sami jeszcze tej nocy przeprowadzą zwiad po Krakowie - wiedzą sporo z opowieści Kopczyńskiego i ludzi z Warsztatu, ale chcą się sami rozejrzeć.
Po godzinie łazik, BWP z litewskim jeńcem oraz Nissan Semańskiej prują już w stronę Miechowa.

Biedna dziewczyna, jeszcze nie wie kim jest Maks "Łóżkowy Dewastator" Waza
Sytuacja wygląda tak, jak opisuje Justyna (którą w między czasie Maks zdążył urobić). Stara stacja przeładunkowa firmy kurierskiej, snajper na dachu, tuzin żołnierzy (albo i więcej, kto wie ilu siedzi w magazynie?), dwa hummery i ta pieprzona wyrzutnia. To natowska M1972 - nominalnie może walnąć czterdziestoma rakietami na dwadzieścia kilometrów. Ta tutaj ma połowę zasobników - wystarczy by zrobić masakrę z uciekinierów, którzy spróbowali schronić się w Połańcu.
Plan ekipy jest prosty. Czterech ludzi z Krakowa atakuje z północy. Kosma zostaje jako drugi snajper, w większej odległości. Justyna z Maksem podchodzą bliżej i zdejmują (snajperka z tłumikiem) Litwina z dachu, następnie podbiegają do muru, wspinają się na dach drugiego budynku i podkładają tam ładunek - ten sam, którym Łukasz Wiarus chciał zdjąć ekipę przy swoim “sądzie” - Barbara otrzymała go od Hardego. Semańska z jeńcem i kierowcą z Wrakowiska jedzie litewskim wozem pod główną bramę. Kiedy otrzyma sygnał od Justyny, detonuje ładunek i zaczyna zalewać teren ogniem.


Zagłada



Plan udaje się w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Ranna zostaje Justyna, która po wrzuceniu C4 przez lufcik w dachu została ostrzelana z dwóch stron. Maks próbuje ją wyprowadzić, ale szalona dziewczyna szarżuje z kałachem i razem z Wazą rozwala jednego z pozostałych przy życiu żołnierzy. Ostatecznie kończy się kilkoma lekkimi ranami, uszkodzoną Justyną i draśnięciami. Wśród Litwinów nie ma ani jednego jeńca (Semańska zlikwidowała w między czasie tego złapanego przez Kosmę). Bohaterowie zabierają jednego hummera (drugiego Barbara uszkodziła granatem), wyrzutnię rakiet i zwijają się pod Michałowice.

Anteny na dachu na pewno upierdoli. Jak Sokołowi Millennium!
Tam Kopczyński próbuje rozkręcić imprezkę, ale bezskutecznie.
Semańska bierze flaszkę i idzie w Hardego. Rozmawiają o Putinasie - Semańska przyznaje, że to koleś, który jest winny rozwalenia Wrocławia. Podsłuchuje to Kopczyński - Barbara jednak nakrywa go na tym. Maks, niezadowolony, że nic nie wyjdzie z zaliczenia Justyny - upija się lekko i zasypia gdzieś w magazynie.
Wieczorem wraca ze zwiadu Mariusz. Litwini ponoć są ostro wkurwieni i przygotowują się do oblężenia. Mają Polfę, żywność z Ruczaju, posterunek na Hucie i twierdzę Wawel. Ludzie z Krakowa albo świetnie się ukryli… albo nie żyją. Trzeba teraz będzie podjąć decyzję co dalej? Co z wyrzutnią? Czy użyć jej by zniszczyć Wawel? Czy wykorzystać do szantażu Putinasa?
Na chwilę zanim bohaterowie siadają z Kopczyńskim, Czekańskim i Weroniką obgadać sprawy, Marek (jeden z ludzi Warsztatu, który brał udział w rajdzie na Poznań) ostrzega Wazę, że ten pierwszy wie o jego rozmowie z Litwinami. Ktoś ze Śląska pochwalił mu się, że zna cały przebieg rozmowy. Paweł ma świadka na to, że Putinas przyjechał do Krakowa zachęcony gadką Maksa o tym, jak wygląda sytuacja w mieście. Że nie jest bronione.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz