piątek, 17 lutego 2017

#17: Infiltracja, obserwacja

Bohaterowie nie zastają ruin w miejscu Wrakowiska. To nawet nie gruzowisko. Estakada została doszczętnie zniszczona. Zmazana z mapy Krakowa ogniem czołgów, rozjechana pod ich gąsienicami, wprasowana w glebę. Tylko pogięte blachy i kupa kamieni pozostały po tworzonym przez Kosmę laboratorium. Nie ostał się nawet jeden wrak z dziesiątek aut zgromadzonych na parkingu. Jedynie ludzkie zwłoki są świadectwem tego, że jeszcze kilka tygodni temu żyli i pracowali tu ludzie.
Kosma i Maks przyszli tu jednak w pewnym, konkretnym celu.
Laboratorium zostało zniszczone, jest jednak niewielka szansa, że Litwini znali lokalizację skrytki – mini magazynu z substancjami do produkcji prochów. Gdyby udało się wyciągnąć tamte materiały, nie byłoby problemu z lekami dla Hardego. Problem w tym, że okolica wygląda bardzo spokojnie – zdecydowanie zbyt spokojnie, nawet jak na ruiny.
Snajper leży ukryty na dachu Bazaru Bronowice. Budynek dawnej galerii jest opuszczony. Litwini spalili go doszczętnie podczas ataku na Kraków, ale konstrukcja nie została poważnie naruszona. To idealne miejsce do obserwacji Estakady. Facet to fachowiec. Normalny człowiek znudziłby się po kilku godzinach, on zaś trwa na warcie (ze swoim zmiennikiem) przez dwa tygodnie. Putinas rozkazał pilnowanie Estakady dopóki czystka Wrakowiska i Warsztatu nie dobiegnie końca. Istniała zbyt duża szansa, że pojawi się tu ktoś z konwoju, który wyruszył na północ, by móc ją zignorować.
Cierpliwość snajpera miała wkrótce zostać wynagrodzona.
Na środku drogi ustawił Nissana. Pomyślał, że ktoś z Wrakowiska, kto dotarłby aż tutaj, nie byłby w stanie powstrzymać się by zajrzeć do szoferki albo na pakę. Nissan był w świetnym stanie, więc już samo to powinno być nie lada przynętą. Na pace poustawiał jeszcze skrzynie, a do kabiny wsadził zwłoki jakiegoś randoma. Gdyby auto nie wystarczyło, ktoś mógłby chcieć zajrzeć do skrzynek albo spojrzeć w jakim stanie jest ciało.
A pech sprawił, że Kosma ma naturę chomika.
Nie wierzyłem, że się uda. Jebaany, po co tam idzie?
Półcalowy pocisk rozwala mu obojczyk i posyła na ziemię. Przez chwilę pełza jeszcze po ziemi próbując sprawdzić czy auto jest zaminowane, ale ekspresem odpływa - z szoku i bólu. Maks wyskakuje, wymachuje bronią i wrzeszczy. Ściąga na siebie uwagę, ale niespecjalnie o to mu chodziło - snajper wali na niego, na szczęście nie raniąc poważnie. Semańska z Wazą zaczynają masowy ostrzał. Z nimi nie ma żartów - pociski dziurawią ukrytego za osłoną Litwina. Chwilę później Barbara jest już na dachu - przeszukuje ciało, zabiera broń, rozwala motor i wraca do reszty. Rozpoznaje naszywkę na mundurze zabitego - Biała Brygada, ta sama jednostka, której piloci rozwalili Wrocław. W między czasie Kosma, z pomocą Maksa, wraca do świata żywych. Opatruje jakimś cudem ramię, po czym wsiada do kabiny i czeka, aż reszta dołączy. We trójkę jadą do skrytki, zabierają prochy, po czym wracają do obozu.
Warzenie prochów to w zasadzie formalność. Kosma rozkłada się z dala od kolumny. Problem z zasilaniem załatwia benzynowy agregat, ukryty wewnątrz głębokiej piwnicy zniszczonego domu. Plank nie ryzykuje niepotrzebnie, ale decyduje się na wyprodukowanie wszystkiego, co Hardy będzie potrzebował do powrotu do zdrowia oraz masy podstawowych leków, które produkowała Polfa. Wiadomo, że to nie będzie bayerowska aspiryna, ale dla wielu ludziom te prochy mogą ocalić życie.


Kraków to ludzie


Podczas dystrybucji prochów nieopodal przechodzi spora grupka ludzi, obładowana jak tylko się da. Dwóch mężczyzn ciągnie metalową przyczepkę, również zapakowaną po brzegi. Wrakowisko trzyma się na uboczu, ale Maks - jak to Maks - wychodzi na środek drogi i zagaja jedną laskę, z którą kręcił kilka lat temu. Ta opowiada o karawanie, kończąc pytaniem czy nie mógłby ich obdarować jakimś skromnym zapasem. Czeka ich długa droga i boją się o dzieciaki – co będzie, jak coś złapią. Mają daleko do celu, idą w stronę Słomnik. Tam ma czekać na nich bus, który zabierze ich do Połańca. Od kilku dni grupki Krakusów przenoszą się w tamtą stronę – ponoć Połaniec jest zamieszkały i wkrótce będzie mieć prąd z elektrociepłowni. Rzuca „Pamiętajcie, Kraków to ludzie, nie ruiny. Nie zamierzamy umierać za Wawel. Zorganizujemy się tam na nowo, a Litwini niech gniją w pustym mieście”. Wrakowisko pomaga im tak, jak może - oferując nocleg w obozie.
Chwilę później do bohaterów dołącza Weronika (była prawą ręką Ewki podczas rajdu na Poznań) i Arek, jeden z mechaników Kopczyńskiego. Razem mają obgadać dalsze plany. Co zrobić z konwojem, gdzie go ukryć – i czy w ogóle go ukrywać, czy raczej wynieść się z miasta i poszukać nowego domu? Weronika jest zdania, że trzeba sprawić, by Litwini poczuli się tu jak w piekle. Arek jest bardziej powściągliwy. Nie jara go partyzantka, wolałby się skontaktować z szefem i obgadać z nim możliwości. Ekipa rozpatruje masę planów. Maks jak zwykle idzie w absurd, przez co mało co nie dochodzi do bójki z Arkiem. Tego wieczoru ewidentnie nie padnie żadna decyzja. Bohaterowie wiedzą zbyt mało na temat możliwości Litwinów i tego, czym samym dysponują.
Staje więc na rozmowie z szefem.

Amnestia


Kopczyński urzęduje po staremu. Cała załoga Warsztatu jest obecna i po staremu - łata, naprawia, rzuca kurwami i po kryjomu pije. Paweł nie kryje się z wódą. Siedzi na starym, wyliniałym fotelu. Skinieniem ręki zaprasza Kosmę i Maksa do plastikowego stolika, na którym leżą korniszony, kilka kielonków i butla jakiegoś wysokoprocentowego paskudztwa. Maks z radością, a Plank z obowiązku wychyla miarkę. Kopczyński od razu zagaduje o szczegóły, o Arka i resztę załogi. Bohaterowie plotkują z nim chwilę (pijąc jeszcze jedną kolejkę), po czym zaczynają temat pomocy w odbiciu Krakowa.

Śniadanie prawdziwego Polaka.

Kopczyński jest w tej kwestii bezpośredni: nie wyśle na śmierć nikogo, kto nie pójdzie na ochotnika. A żeby zasugerował, że warto iść walczyć o Kraków potrzebuje jakiejś zachęty. Bo sam niespecjalnie jest przekonany, że warto tu zostawać - zamierzał przeczekać jeszcze chwilę i zmyć się na Lublin. Ale skoro Wrakowisko chce powalczyć, to może coś z tego będzie? Waza sam sugeruje to, co Paweł ma na myśli. Pozycja w Nowym Krakowie, jakieś fajne stanowisko blisko Rady miejskiej… Kopczyński udaje, że łasi się na coś takiego, ale prosi o konkrety. Po pierwsze, monopol. Nie chce się kryć po kątach. Chce móc sprzedawać legalnie lżejsze używki (cięższe pewnie też, ale nie przegina pały). Poza tym chce amnestii. Jeśli wyjdzie jakiś jego grzech, bohaterowie i Rada mają mu to darować. Kosma i Waza niespecjalnie mogą wypowiadać się za hipotetyczne władze miasta, ale to robią. Przybijają sztamę, walą rozchodniaka i lecą z powrotem do bazy. Mają tu wrócić wieczorem - Kopczyński zrobi w tym czasie wywiad na dzielni, sprawdzi kto się chce iść bić oraz jaki sprzęt będzie mógł włączyć do gry.

Dobranocka


Wojna po apokalipsie to nie czas na dbanie o moralność czy zasady. Bohaterowie wiedzą najlepiej - kto nie walczy wszystkim, czym może, przegrywa. Dlatego też wstępne ustalenia nie mogą pozostać w fazie planowania. Co prawda gaz bojowy byłby skuteczniejszy, ale Kosma niespecjalnie miałby go jak użyć. Pozostaje przygotować jakieś nasenne lub paraliżujące cudo… i mieć nadzieję, że nikt z zakładników od tego nie zejdzie.
Poszukiwania chemikaliów do produkcji tego cuda nie trwają długo. Znajomy Kopczyńskiego zna jednego gościa, który jeździł na Śląsk. Mniej więcej w środku drogi od Katowic trzeba zjechać z A4, pojechać trochę na południe - tam jest  skład kolesia, który handlował z Królem. I ten skład przetrwał do teraz! Plank nie jest specjalnie wybredny. Po uruchomieniu kontaktów i zasobów Wazy to tylko kwestia tego, ile tego syfu zmieści się im na pakę. Mieć się dużo. O taaak, bardzo dużo. Przedwojenny smog to pikuś w porównaniu z mgłą, która już za kilka dni zasnuje Kraków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz