Z Wawelu zostało gruzowisko. Mury rozsypało na zewnątrz razem z częścią stacjonujących tu pojazdów. Główne budynki zapadły się, grzebiąc wszystkich żywcem. Kosma, Semańska i Waza przybyli tu z niewielką ekipą w kilka dni po ostrzale by sprawdzić jak się ma sprawa z atomówką i poszukać trupa Putinasa - nie odnajdują jednak ani jednego, ani drugiego.
Jest zmiażdżona, wypalona wyrzutnia, ale w głowicy nie ma ładunku. Ktoś wymontował bombę na długo zanim Wawel został zniszczony - prawdopodobnie głównodowodzący litewskich wojsk, którego na miejscu również brakuje. Nie jest to niespodzianka - po przejęciu wyrzutni rakiet nikt zdrowo myślący nie zostawiłby w tym miejscu kluczowych zasobów.
![]() |
| Maks, niczym monstrualny Król Midas, zamienia wszystko czego się tknie w... |
Śladowe promieniowanie świadczy jednak o tym, że ładunek istnieje. Istnieje i może zostać zdetonowany - jeśli tylko Litwini się na to odważą. W chwili staje się jasne, że o ile Kraków został odbity, o tyle wkrótce może nie być żadnego Krakowa. Koniecznie trzeba odnaleźć bombę. Wykryć konfidentów. Zgładzić Putinasa.
Rekonesans
Każdy dostaje własne zadanie. Maks, który po dwóch dniach walki z rzeczywistością znalazł człowieka potrafiącego wstawiać złote zęby, jest gotów ruszyć w teren. On i Kopczyński mają prostą misję - wyczaić co się dzieje na mieście, znaleźć niedobitki z Litwy, konfidentów oraz wszystko, co może być pomocne w zlikwidowaniu wojska Putinasa.
Zanim jednak reszta dostaje własne przydziały, zebranie przerywa Mariusz. Jeden z jego patroli - z Justyną i Michałem, jednym z nieznanych bohaterom ludzi Bastionu, nie zameldował się dwie godziny wcześniej. Sprawa jest poważna. Po pierwsze, Litwini na pewno nie będą się z nimi patyczkować. Po drugie, na pewno wyciągną z nich wszystkie informacje. Błyskawicznie zmieniają się priorytety. Paweł i Maks mają wybadać przede wszystkim wątek litewskich komandosów - gdzie mogli się ukrywać, kto mógł im pomagać. Reszta rozdziela się na trzy ekipy i rusza na Ruczaj, gdzie została wysłana zaginiona para.
Semańska jedzie z Kosmą i dwoma chłopakami z Wrakowiska (Maciek i Karol) zdobycznym BWP. Jadą na południowy zachód licząc, że trafią na patrol ukrywający się przed jakimś zagrożeniem (albo litewskie wojsko, stacjonujące tutaj na czas… przesłuchania). Cudem dostrzegają ukryty na uboczu wóz. Hummer nie jest specjalnie schowany, ale też nie jest na widoku.
Akcja jest błyskawiczna. Karol i Barbara na zwiadzie, Kosma z Maćkiem w odwodzie. Semańska podkrada się pod budynek, przed którym stoi hummer, upewnia się, że to nie zasadzka i atakuje litewskich żołnierzy, kiedy nadarza się okazja. Jeden pada martwy, gdy wychodzi z budynku, drugiego ciężko rani kiedy próbuje odpowiedzieć ogniem. Przesłuchanie jest bardzo chaotyczne - tamten twierdzi, że mieli na nich czekać, że patrol faktycznie jest przesłuchiwany, że Romualdus będzie się chciał porozumieć.
Semańska chce dopaść skurwiela, nie ma zamiaru pertraktować. Każe jeńcowi naściemniać przez komunikator - niby się udaje, ale Litwin przemyca w meldunku kilka słów-kluczy, które mówią Romualdusowi, że jego ludzie są więzieni, a złapała ich Semańska. Wymiana zdań kończy się wezwaniem do stawienia się w nowej, tymczasowej bazie na Kopcu Kościuszki o zmroku.
Bohaterowie spotykają się z Mariuszem i resztą ekipy, rozmawiają przez chwilę planując dalsze działania. Decydują się podjąć ryzyko - lojalność względem swoich jest najważniejsza.
Zasadzka na Kopcu
Bohaterowie prują na złamanie karku. Te kilka minut opóźnienia mogą dać Litwinom szansę na przygotowanie się do zasadzki - bo kiedy zorientują się, że coś nie gra, na pewno taką zorganizują. Pierwsze podejrzenia budzi zwiad dronem - nie widać żadnych pojazdów poza starym, pordzewiałym wrakiem osobówki jeszcze sprzed czasów wojny. Mimo wszystko, skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Semańska jedzie w hummerze razem z jeńcem, reszta czai się w osłonie czekając na sygnał do ataku.
![]() |
| Taka piękna pułapka. |
Zasadzkę, jak się okazało, Litwini przygotowali już wcześniej.
Kosma reaguje instynktownie - wyskakuje z wozu i pada na glebie, osłaniając głowę rękami. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z tego co i dlaczego zrobił - dał się słyszeć świst odpalanej rakiety. Dochodzi do niego, że wóz bojowy już nie istnieje, a Karol nie żyje - wrak dostał centralnie w bak, rozerwało go na strzępy. Dostał również Bastion - eksplozja rzucił ludźmi jak szmacianymi lalkami. Dostał Mariusz (ale nie na tyle ciężko, żeby go wyeliminowało z walki), dostali jego ludzie. Kilku rozwaliło na strzępy.
Litwini nie poprzestają na tym. Lecą z ostrzałem na poważne. Snajperzy próbują zdjąć kolejnych żołnierzy. Draśnięty zostaje Kosma, dostają kolejni żołnierze. Odpowiadają ogniem, zmuszając Litwinów do wycofania się, ale wygląda to krucho.
Wtedy na pole walki wbiega Barbara.
Nie patyczkuje się z nieprzyjaciółmi. Minął już czas, kiedy się jest dla nich miły i gra według reguł. Przykłada karabin do ramienia i walki serią. Raz, drugi, trzeci. Uciekający żołnierze padają jak muchy. Trzy trupy i pewnie drugie tyle rannych, którzy zdążyli wpakować się do pojazdów. Tamci spieprzają. Semańska chce ruszyć w pogoń, ale stopuje ją chłodny głos Mariusza: “Mamy wielu rannych”. Żądza krwi mija - Barbara przewiesza kałacha przez plecy i leci na pomoc tym, którzy walczą o życie.
I jednemu jeńcowi.
Z szybkiego przesłuchania wynika, że Putinas opuścił Kraków, zapewne zabierając ze sobą bombę. Romualdus został po to, by katować Krakusów tak samo, jak Wrakowisko katowało litewskie wojsko. Z jego kilkunastoosobowej grupy zostało zapewne nie więcej, niż dziesięciu żołnierzy. Nie wiadomo gdzie się ukrywają - często się przenoszą. Nie jest problemem znaleźć dach nad głową w wymarłej metropolii.
Przesłuchanie kończy się egzekucją.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz