wtorek, 15 marca 2016

#15: Ostatni dzień Leny

Kolejny dzień wita bohaterów ulewą. Wycieraczki nie wyrabiają z odławianiem brudnej, oleistej wody. Trzeba zwolnić, trzeba jechać ostrożnie. Kiedy grupa zatrzymuje się pod dachem wypalonej stacji benzynowej, Lena dostrzega w oddali potworny widok. Dwóch Oprawców ściąga z łazika szamoczącą się dziewczynę i zaczyna “przyczepiać” ją do żelaznego krzyża, zespawanego z grubej blachy i stalowych kształtowników. Przy pomocy zwojów drutu kolczastego.

Decyzja jest błyskawiczna. Ekipa podjeżdża bliżej, Lena odstrzeliwuje obu szaleńców, po czym bohaterowie zabierają się za uwalnianie młodej, przerażonej nastolatki. Ma podbite, spuchnięte oko. Twarz pokrywają jej szramy i brud, ale nawet przez nie widać, że jest ładną, młodą blondyneczką o dziewczęcej urodzie, w sam raz na celebrytkę, gwiazdę gównianej muzyki pop. Ubrana jest w kombinezon mechanika. Prawa ręka, którą Oprawcy zdążyli już okręcić drutem kolczastym, obficie krwawi. Ranami i skaleczeniami zajmuje się Kosma. Dziewczyny i Maks próbują wydobyć kim jest i skąd się tutaj wzięła.

Sasha, jak się przedstawia, była rzekomo więziona przez kilka miesięcy w Żelaznym wzgórzu. Pracowała jako mechanik, choć próbowali ją zmusić do innej roboty. Takich jak ona regularnie są zwożone dziesiątki. Część mordują Oprawcy, część jedzie na drugi poziom bunkra - do laboratoriów - skąd nie wraca nikt. Nieliczni zostają przymusowymi robotnikami. Sasha uciekła, bo we wzgórzu niedługo wybuchnie wojna o schedę po Wiktarze. Wiktar jest umierający, lekarze mówili coś o nowotworach z przerzutami. Semańska nie do końca wierzy jej opowieści, ale dziewczyna dość zgrabnie lawiruje od tematu do tematu. Ostatecznie kończy się posiłkiem, opowieścią o planach bohaterów oraz wręczeniem młodej spluwy. Tego ostatniego wkrótce przyjdzie im pożałować.

Plan




Tym razem plan jest banalny. Kosma i Maks, z wygolonymi głowami, jadą w łaziku. Semańska jest ukryta na pace, pod brezentem. Lena ściąga snajpera kryjącego się na dachu komina, kiedy tylko na placu przed bunkrem zacznie się coś dziać. Zaraz potem pakuje się do Auteczka (prowadzonego przez Ewkę) i dołącza do reszty.
Plan w ogóle nie wypala.
Kiedy ekipa jest przed bramą, widzą trupa Wiktara wynoszonego przez Oprawców. Kosma parkuje łazik na końcu garażu, po czym cała trójka chowa się po kątach. Wygląda na to, że ich nieprzyjaciel już wykitował. Teraz pozostaje jedynie kwestia tego, co zrobić z jego bojownikami.
Chwilę później na scenę wjeżdża Auteczko prowadzone przez Sashę. Młoda okazuje się być główną kandydatką do przejęcia władzy po Wiktarze. Przedstawia się jako jego córka, zaś Lenę, prowadzoną przez paskudnie wyglądającego Oprawcę, nazywa córką Króla. Razem ze swoimi stronnikami zaczynają startować do drugiej grupy, której przewodzi stary, brodaty sterydziarz.

Wszyscy przeciwko wszystkim




Sasha wrzeszczy do bohaterów, by zabrali swoje auto i odjechali. Ewka nie żyje, ale oni mogą się zabrać cali i zdrowi - Lena oczywiście zostaje. Bohaterowie obserwują, czekają cierpliwie na dalszy rozwój wypadków. Sasha się wkurwia, grozi, że jeśli w ciągu minuty nie wyjdą z ukrycia, zrobi z nimi porządek. Gregor, brodaty Oprawca, wydaje się być zainteresowany bardziej rozwaleniem Sashy, niż zlikwidowaniem bohaterów.
Po chwili plac zmienia się w pierdolone piekło. Każdy strzela do każdego. Oprawcy masakrują się łomami, siekierami, pogrzebaczami, maczetami, pistoletami, kastetami i deskami z nabitymi gwoździami. Ołów lata gęsto, dziesiątkując walczących. Jako pierwsza obrywa Sasha, ale nie pada trupem - z rozpierduchy wyciąga ją jakiś wierny stronnik (wróci, choć oszpecona tak, że każdy będzie wiedział kim jest). Oprawcy mordują się nawzajem. Gregor chce załatwić Lenę. Dziewczynie na pomoc rzuca się Maks. Broni się zaciekle, odważnie, z całych sił chroni ukochaną przed ciosami strażackiego topora, ale Oprawca jest zbyt silny. Waza po raz kolejny upada - z potrzaskanymi żebrami, rozpłatanym udem, cały pokrwawiony i posiniaczony. Gdy Gregor wznosi siekierę do ostatniego ciosu, dzieje się coś niemożliwego. Lena osłania go swoim ciałem. Oddaje życie za człowieka, który jeszcze dwa tygodnie temu był zabawką, celem, zadaniem. Kiedy topór wbija się w jej ciało, Lena wypowiada jedynie kilka słów o miłości, po czym jej oczy gasną.
Sekret delikatnej cery to masło shea...

Niedługo Gregor cieszy się swoim tryumfem. Jego dawni podwładni robią z niego krwawy ochłap mięsa, zaś całą bitwę kończy Kosma, kręcący działkiem zamontowanym na Auteczku na lewo i prawo. Oprawcy nie żyją, Gregor nie żyje. Wiktar nie żyje.
Nie żyją również Lena i Ewka.
Deszcz zmywa powoli ślady krwi, nie jest jednak w stanie zmyć smutku.
W ciszy, zamyślony, Maks, bezgłośnie łka i wyje.


Droga do domu




Po uwolnieniu ludzi więzionych w Żelaznym wzgórzu, zatankowaniu Auteczka i zabraniu części laboratorium Wiktara (tego, co dało się wrzucić do ciężarówki i zdobycznej przyczepki), grupa wraca do fabryki VW pod Poznaniem. Bohaterowie znajdują dziewczynom ładne miejsce na grób - w morzu zieleni, skryte w cieniu liści zdrowego, rozłożystego dębu. Kosma i Barbara dają Maksowi kilka minut na pożegnanie z Leną, po czym cała trójka wraca do kompanów.
Podróż do Krakowa przebiega spokojnie. Niespokojnie jednak robi się gdy konwój jest nieopodal granic miasta. Do nieba wznosi się słup czarnego dymu. Słychać terkot broni maszynowej. Ku grupie jedzie młody chłopaczek z olbrzymim plecakiem. Zatrzymuje się przed pierwszym pojazdem, po czym mówi do Barbary:
- Nie jedźcie tam. Litewskie wojsko zajęło Kraków. Padają ostatnie barykady. Mają kurwa czołgi, wozy bojowe i masę ciężkiego sprzętu. Uciekajcie, póki jeszcze możecie.

piątek, 26 lutego 2016

#14: Droga do żelaznego wzgórza


Żelazne wzgórze – miejsce, w którym niegdyś stała nowoczesna fabryka; połyskującym wówczas stalą i chromem, teraz jedynie rdzą i tłuczonym szkłem. Gdzieś pomiędzy betonowym rumowiskiem, osmalonym szkieletem dawnych hal produkcyjnych oraz wypalonymi, poskręcanymi korpusami maszyn widać nienaruszony szyb windy. Jej drzwi otwierają się z przeraźliwym zgrzytem. Z wnętrza wynurza się olbrzymia, otyła postać. Mężczyzna ma na sobie gruby, skórzany kombinezon wzmacniany żelaznymi elementami, z ramion zwisa mu peleryna z ognioodpornego materiału. Twarz o podmalowanych na czarno oczach i ustach wyobraża wyszczerzoną czaszkę. Blizny po chemicznych poparzeniach i zdeformowany nos nadają jej przerażającego wyglądu. Najstraszniejsze są jednak oczy – błękitne, szeroko otwarte, przekrwione oczy geniusza, który widział zbyt wiele.
Postać przechadza się teraz w otoczeniu kilku zbrojnych, odzianych w natowskie mundury, z ciężką bronią w ręku. Przed nim klękają w równym szeregu nędzarze. Twarz przywódcy wykrzywia paskudny grymas, będący jego wersją uśmiechu.
- Tych tutaj na dolny poziom. Ta też, i ta, ten, ten i ten na końcu też. A tych dwoje na krzyż! – ostatnie słowa wypowiada wrzeszcząc, tak by wszyscy zgromadzeni dobrze usłyszeli wydany rozkaz.
Niechcętamiść, niechcętamiść. Ojapierdolę ojapierdolę ojapierdolę. Ratuuunkuuu!

Zdrady & Zbrojenia


Ekipa zaczyna sobie rozdzielać zadania. Maks ma różne, dziwne pomysły. Jazda w kilka aut, załatwienie czołgu, ściągnięcie pościgu, który pojedzie trasą ekipy, żeby oni się powybijali z Białorusinem. Wszystkie, oczywiście, od razu umierają. Grupa ruszy na dwa auta – Auteczko i Nissana Leny. Ten drugi ma pozostać pod Berlinem. Tak na wszelki wypadek. Kosma naprawia Auteczko. Maks próbuje zwerbować mu mechaników do pomocy. Werbuje dwie osoby i Kamila, który pamięta jeszcze smak Maksa. Kamil jest wniebowzięty, że Waza go pamięta!
Mariusz życzy powodzenia, daje bohaterom skrzynkę z wyrzutnią rakiet i zaprasza do Bastionu po tym wszystkim. Barbara prosi by Bastion przekazał informację o zasadzce na ich ludzi, daje mu nieśmiertelniki odnalezione przy zwłokach członków patrolu, rozjechanego w zasadzce przez Ślązaków.
Weronika uśmiecha się smutno i mówi cicho „Do zobaczenia kiedyś tam”. Całuje Maksa w usta, patrząc na Lenę i Kamila. Lena i Maks się kłócą. Dziewczyna wyrzuca Wazie, że nie jest zwykłą, nastoletnią kurewką, która będzie za nim biegać z wywieszonym jęzorem i chichotać, kiedy ten będzie lizał się z innymi laskami. By pokazać mu, jak to wygląda z jej perspektywy, całuje Kamila. Maks reaguje natychmiastowo. Doskakuje do chłopaka, odciąga go od Leny i… masakruje mu twarz. Jeden strzał, krytyczny skutek. Kosma pojawia się na miejscu błyskawicznie. Tamuje krwotok, pakuje w Kamila prochy, unieruchamia go w bezpiecznej pozycji. Jeśli przeżyje, chłopak będzie zdecydowanym wrogiem Wazy. Tak się kończy niespełniona miłość.
Lena ma dość wszystkiego. Idzie przygotowywać Nissana. Semańska doskakuje do Wazy, ale tym razem nie próbuje go bić. Opierdala go z góry na dół. Zapowiada, że za to, co zrobił z Kamilem, po powrocie będzie go czekało coś więcej, niż pogadanka. Maks, jak gdyby nigdy nic, odpala fajkę, po czym mówi: “Nikt nie będzie ujeżdżał klaczy ze stajni Maksa”. W myślach kaja się jednak za to. Zaczyna pojmować, że nigdy wcześniej nie zmasakrowałby człowieka za to, że ten całuje jego laskę. Ba, nigdy by się nie odważył wystartować do kogoś takiego! Zmienił się bardziej, niż sądził. Zmienił, a jeszcze bardziej zmieniła go Lena.
By zapomnieć o całej sprawie, Waza rusza na poszukiwania broni. Udaje mu się zorganizować trzy koktajle mołotowa (broń obszarowa +0). W tym czasie Semańska dogaduje ostatnie szczegóły z Bastionem (mają sprzedać jeńców żołnierzom z Gniezna – na pewno się ucieszą kiedy dowiedzą się, że ci ludzie są współodpowiedzialni za śmierć ich kompanów).

Słupy & Trupy


Kilka kilometrów od fabryki VW czeka na bohaterów prezent od Borysa. Ciało Marka, zawieszone na słupie wysokiego napięcia. Smutny, przykry widok. Jedyna pociecha w tym, że napakowali go prochami, że umarł nieświadomy z tym, co się z nim dzieje. Bez bólu, którego wcześniej dostarczyli mu aż nadto. Na piersi ma zawieszoną tabliczkę z napisem „Elektrociepłownia”.
Już pędzę. Już lecę.

W radiu odzywa się Borys: „Czekamy na was w elektrowni. Mamy ze sobą przyjaciela, który nie może się doczekać spotkania”, po czym przekazuje radio Jackowi, który krzyczy „Zaminowali drogi, to…”. W tym momencie głos milknie.
Dla bohaterów dalsze kroki to żaden wybór. Głośno deklarują, że ominą elektrociepłownię, ale oczywiście zamierzają się tam wpakować. Może nie zaminowanymi drogami, może nie tak, jak miałby nadzieję zorganizować to Borys, ale jednak. Po pogrzebaniu kompana ekipa zaczyna planować zemstę. Na pewien pomysł rozwiązania sytuacji wpada Kosma…
Pogaduchy przez sekretne radio
Pomysł ten wymaga negocjacji z Oprawcami. Rozmowa z Borysem jest jak z krzywego zwierciadła. Kosma chce go przekonać, ale nie wie jak. Wie czym, ale nie ma pojęcia jak powiedzieć o tym, żeby reszta się dowiedziała, że ma pięćdziesiąt litrów prochów. Zależy mu na Jacku, ale też nie chce psuć sobie reputacji. W końcu Borys się wkurwia. Zapowiada, że zabierze się do chłopaka ze skalpelem, jeśli Plank dalej będzie sobie leciał w kulki.
Dzięki pomocy Maksa Kosmie udaje się przełączyć częstotliwość, opowiedzieć co ma do zaoferowania i co chciałby w zamian (czyli Jacka). Lena uspokaja w tym czasie Semańską i Brzeską – mówi, że Plank faktycznie ma dobry pomysł, ale nie chce by dziewczyny spaliły cały plan wkurwiając się niepotrzebnie. Kosma prawie rujnuje wszystko nie mając pomysłu na sposób wymiany, ale ostatecznie kompromis proponuje Barbara. Plac manewrowy, z którego do głównej szosy biegnie wąska, kręta uliczka. Miejsce gdzie można zastawić pułapkę, zapewnić sobie drogę ucieczki i utrudnić pościg. Wszyscy mają świadomość, że Jacek prawdopodobnie jest umierający i stanowi jedynie przynętę. Nie ma jednak innego wyjścia. Tak przynajmniej mają realną szansę na zemstę.

Plac manewrowy

Tym razem wszystkie lokacje jakieś koszmarne.

Na środek popękanej, betonowej nawierzchni wjeżdża Auteczko. Ze środka wypełzają Kosma z Maksem i zaczynają odczepiać zbiornik z Niemożliwium. Waza nie byłby sobą, gdyby nie wcisnął do kieszeni kilku garści tabletek. Na koniec Plank poprawia jeszcze ładunek wybuchowy i obaj odjeżdżają poza oświetlony reflektorami teren.
Z drugiej strony wychodzi Jacek. Słaniający się na nogach, ledwo przytomny, o porozbijanej twarzy, pobandażowanych kończynach. Widać, ze to jego ostatnie chwile. Widać, że jest przynętą, że nie ma już szansy go ocalić. Barbara waha się jedynie przez chwilę. Daje rozkaz. Lena strzela w czoło, zabijając Jacka na miejscu. Kosma detonuje ładunek, paląc całe Niemożliwium. Semańska strzela z rakiety, rozwalając na kawałki kilku Oprawców. Od razu odpalają silniki samochodów i rzucają się do ucieczki.
Szanse, jako takie, mają wyłącznie na drodze.

Gonitwa


Każda ze stron spodziewała się zdrady i każda przygotowała na pościg. Jako pierwszy rusza nieopancerzony Nissan, za nim ciągnie Semańska. Sto metrów dalej – tuzin Oprawców w łazikach i na motocyklach. Ciszę i spokój pustej drogi przerywa terkot broni maszynowej. Grupa się nie czai, wie, że teraz życie Barbary, Kosmy, Maksa, Ewki i Leny zależy od ich umiejętności walki. Strzelają ze wszystkiego, co mają. Maks okazuje się być prawdziwym potworem. Wyrzuca uzbrojoną minę, która rozwala trzech Oprawców. Raz za razem zdejmuje oprychów precyzyjnymi strzałami z Desert Eagle’a. W tym czasie Kosma i Ewka napierają z karabinów, eliminując kolejnych nieprzyjaciół.
Nagle do pościgu dołącza monster truck! Borys miał nadzieję staranować jeden z pojazdów bohaterów, ale wyjeżdża na drogę kilka metrów za nimi. Jego człowiek odpala miniguna, zaczyna kroić asfalt i oba auta. Nissan nie wytrzymuje takiego naporu ognia. Z rozwalonymi kołami i podziurawioną karoserią wpada do rowu. Lena i Maks cudem unikają zmiażdżenia pod ogromnymi kołami półciężarówki – wyskakują z wozu na ułamek sekundy przed tym, jak Borys wprasowuje go w glebę. Nie tracą czasu. Sięgają po broń i pakują pocisk za pociskiem w ostatnich motocyklistów. Kosma rozwala kolejną grupę pociskiem z wyrzutni. Niestety, minigun na monster trucku zaczyna miażdżyć Auteczko. Barbara stawia wszystko na jedną kartę.
Okręca ciężarówką tak, że jedzie równolegle do monster trucka, a Kosma wstrzeliwuje bazookę do kabiny. Booom! Samochód eksploduje w fontannie ognia. Słychać przeraźliwe krzyki palonych żywcem Oprawców – ludzi, którzy rzekomo mieli sami szukać bólu. Borys cudem się ratuje, ale tylko na chwilę. Barbara podchodzi do niego z toporkiem strażackim. I zadaje mu długą, bolesną, okrutną, krwawą, brudną, pieprzoną śmierć. Cuci go kilka razy, bo Borysowi zostało przecież kilka kończyn do zredukowania. Nie robi tego z żądzy krwi. Chce tylko wyrównać rachunki. I wyrównuje tak, że demony wojny zasypiają, sowicie wykarmione przez troskliwą Semańską.
Podmienić harpun na miniguna i będzie! Ścigał was podrasowany WAR RIG!

Osada


Podróż pod Berlin jest wyjątkowo spokojna. Na horyzoncie nie widać żywego ducha. Im dalej na zachód, tym bardziej skąpa jest roślinność, tym większe zniszczenia widać. Pordzewiałe, zepchnięte na pobocza samochody. Budynki przydrożnych barów – wybite szyby, zerwane dachy, pomazane, nadpalone, zdewastowane. Osuszone do cna stacje benzynowe. Wszystko, co cenne, dawno temu zostało rozszabrowane. Najgorzej jest w pobliżu niemieckich miasteczek i metropolii. Wojna zdmuchnęła stamtąd życie we wszelkiej formie. Nawet karaluchów brakuje. Krajobraz jest iście księżycowy: leje po bombach, wszechobecny, czarny pył. Wiecznie zachmurzone niebo.
Choć nie wróży to dobrze dalszej drodze, bohaterowie w końcu pokonują pas śmierci i przebijają się do normalnie wyglądającej okolicy. Są drzewa, trawa – choć wysuszone po zimie, wciąż zielone. Grupa w końcu trafia na ślad ludzkiej bytności: w pobliżu jednego z miasteczek widać niewielką strużkę dymu, z bliższej odległości słychać dźwięki pracującego silnika, przekrzykujących się ludzi, wrzaski i śmiechy dzieciaków. To nie jest jednak normalna osada. Rozciągnięta jest na wielkim placu, w którego centrum stoi ciężarówka wyposażona w dźwig. Z haka wisi łańcuch, przyczepiony do dwóch klatek, w których dogorywają, jak się szybko okazuje, litewscy maruderzy.
Miasteczko jest pod kontrolą Wiktara. Przeszło połowa mieszkańców jest uzależniona od błękitnych tabletek, wiele ćpunów wierzy w Witusa jak w boga. Tylko dzięki trzeźwo myślącym ochroniarzom grupa nie pakuje się w poważne kłopoty – ostrzegają postacie by nie zdradzały swojego celu i zamarkowały jakąś misją handlową z Krakowa. Ostatecznie grupie udaje się lekko podreperować auto, wymienić się informacjami i odjechać w spokoju.
Żelazne wzgórze jest już bardzo blisko.

środa, 17 lutego 2016

#13: Poznańska masakra piłą spalinową

To miała być prosta misja. Wjechać, rozejrzeć się, zabrać sprzęt, beczki z odczynnikami, przy okazji zapakować ciężarówkę po brzegi sprzętem dla Króla, a na koniec wyjechać. Bułka z masłem. Niestety, Oprawcy mieli inne zdanie na ten temat.
Kiedy Ewka z Plankiem wyciągają aparaturę z laboratorium, nagle słychać potworny wizg piły spalinowej i wrzaski jednego z ludzi Brzeskiej, zza wysokiego muru zakładu. Ktoś rzuca granaty dymne, zasnuwające całą okolicę gęstą mgłą. Drugi człowiek Warsztatu panikuje. Strzela na oślep, co daje napastnikowi pojęcie, gdzie szukać kolejnej ofiary. Jego wycie sprawia, że w Ewce i Kosmie umierają wszelkie bohaterskie zapędy. Spieprzają do budynku. Kiedy mgła zaczyna się rozwiewać widzą wybebeszone ciało jednego ze swoich ludzi. Głowa drugiego dynda spokojnie na latarni ćwierć kilometra dalej. Oboje pakują się ekspresem do ciężarówki i zabierają się do fabryki VW. Kiedy mijają głowę, widzą w oknach obserwujących ich Oprawców. Jest ich półtora tuzina. Wielki facet w ćwiekowanym kombinezonie motocyklisty wyglądający na szefa tej bandy pokazuje, że wkrótce wykończy ich wszystkich.
Wuuuum, wum wum wum. Wuuuuuuuu!


Seek and Destroy


Z Wrakowiskiem, Warsztatem i Bastionem nie ma, kurwa, żartów. Ekipa zbiera się w całości, dzieli wojskiem po połowie (jedna część zostaje z cywilami) i rusza do zakładu. Weronika pokazuje, że z niej nie tylko ładna laseczka, ale też ostra suka. Odstrzeliwuje jednego z Oprawców, z mniej więcej kilometra. Jednym pociskiem. Co prawda półcalowej średnicy, ale jednak.
Semańska podejrzewa, że Oprawcy mogli przygotować niespodziankę i tak się w rzeczywistości okazuje. Miny claymore rozstawione w płytkich dziurach w drodze - mogły zmasakrować załogi słabiej opancerzonych pojazdów, a i z samych aut zrobić sieczkę. Na szczęście dziewczyny w porę je wypatrzyły, potem Weronika z pomocą Kosmy zabezpieczyła. Okazuje się, że poza czujką nikogo nie ma na widoku. Nie ma albo nie widać, bo wszyscy mają wrażenie, że wkrótce zobaczą paskudny ryj szefa Oprawców. Albo usłyszą jego głos.

Polfa po raz drugi


Ewka rusza z Kosmą pakować aparaturę. To tylko przykrywka - chce znaleźć kwadrans, by pogadać z nim na spokojnie. Wręcza mu starego (ale dalej działającego!) smartfona, mówi “Masz, obejrzyj to!” i czeka. Na ekranie jest widok siatki folderu ze zdjęciami, jest tego prawie trzy setki. Fotki przedstawiają jakieś wypasione laboratorium. Jest tam wszystko, czego Kosma mógł kiedykolwiek potrzebować. Maszyneria, system filtracji, automaty do mieszania, regulatory temperatury, ciśnienia, wilgotności i masy innych parametrów, które są kluczowe w procesie powstawania farmaceutyków… albo Niemożliwium. Brzeska oferuje Kosmie pracę. Jest na usługach Króla, który szuka zdolnego chemika. Oferuje mu to, co widzi na zdjęciach i wszystko, czego by jeszcze chciał. Panienki, posiadłość, auto, naturalne żarcie, cokolwiek. Może manipulować składem Niemożliwium, zrobić z tego używkę, próbować zmniejszyć toksyczność. Byle tylko zaspokoić potrzeby rynku.
Kosma się zgadza.
Ja bym tam za nic nie chciał siedzieć. Czym tu się podniecać?

W tym czasie kolejna parka rusza na poszukiwanie cichego kącika. Lena udaje napaloną i robi to na tyle przekonująco, że Maks zdziera z niej majtki, kiedy tylko znajdują zamknięte pomieszczenie na uboczu. Dziewczyna ma talent. Po mistrzowsku udaje, że Waza zaspokaja ją, jak nikt inny wcześniej, jednocześnie robiąc mu dobrze tak dobrze, że Maks szczerze wierzy, że nikt inny nigdy nie zaspokoił i nie zaspokoi go tak, jak Lena. To oczywiście preludium do dalszych manipulacji. Lena zwierza się, że robi się dla niej zbyt niebezpiecznie. Chce ruszyć w świat z Maksem. Pieprzyć system, pieprzyć powolne, ustatkowane życie. Wystarczy fura z dobrym silnikiem, flacha, kreska i walizka gumek. Maks broni się jak może, ale ostatecznie staje na tym: Lena odprawi swoich ludzi, wróci do Krakowa z Maksem swoim Nissanem. Waza zbierze rzeczy, do których ma sentyment i pojadą razem w świat. Na początek na południe, gdzieś gdzie śnieg topi się w lutym, nie w maju.
Ehm. No tak. Czemu to nikogo nie dziwi?

Kiedy wszyscy pakują towar, Semańska obserwuje teren. Nagle słyszy w radiu paskudny głos Borysa. Szef Oprawców wyśmiewa ją i opowiada o tym, co znalazł - a raczej kogo znalazł, bo po chwili daje się słyszeć głos Jacka. Grozi, że załatwi jego i jakiegoś drugiego typa z Warsztatu, jeśli ekipa z Krakowa nie wyniesie się z fabryki VW i nie zostawi Bastionu na pożarcie Oprawcom. Jeśli ich ostrzegą, chłopaki będą torturowane. Kiedy na scenie pojawia się Kosma, Borys zmienia zdanie. Wystarczy, że zostawią Planka. Plank otrzyma bardzo bezpieczne stanowisko głównego chemika. Nic mu się nie stanie, poza tym, że będzie niewolnikiem. Reszta może wracać do domu. Borys weźmie Kosmę. No, chyba, że jednak wolą zdradzić Bastion.
Do peletonu dołącza Maks. Jego pyskata morda nie może pozostać cicho - rzuca jakimś tekstem, który wychwytuje Borys. Oprawca wrzeszczy do słuchawki, że jego ludzie właśnie obcinają rękę Jackowi (słychać w tle wycie). Jeśli ktokolwiek jeszcze spróbuje mu pyskować, zaczną przypalać chłopaków palnikiem. Borys nie zamierza ryzykować. W ruinach naprzeciwko zostawił paczkę z mikrofonami. Ekipa ma je założyć i trzymać ciągle przy sobie. I faktycznie, wysłany człowiek znajduje otwarte pudło z mikrofonami.
Lena słucha wszystkiego siedząc nieopodal. Zaczyna płakać. Łzy lecą jej strumieniami. Chowa głowę między kolanami i łka, nie mogąc przestać. Maks siada obok niej i próbuje pocieszyć po swojemu… śpiewając jeden ze swoich hiciorów.
W Planku odzywa się szalony naukowiec. Mruczy pod nosem, że tamci są słabi, że nie ma sensu negocjować, że trzeba pomyśleć jak ich załatwić. Zapomina, że wszystko co mówi - choćby szeptem - jest transmitowane do Oprawców. Kiedy Borys wrzeszczy o tym, że właśnie wydali wyrok na swoich kompanów i w tle daje się słyszeć rzężenie torturowanych chłopaków, Kosma zrywa i rozdeptuje mikrofon. Maks robi to samo.
Semańska wpada w furię. Wyrywa radio z ciężarówki i zaczyna nim okładać Kosmę, rozwalając mu łeb. Kiedy rzuca się na Maksa, Lena błyskawicznie ją podcina i wytrąca zakrwarione pudło. Ewka wrzeszczy do Weroniki by zdjęła czujkę - jednego z Oprawców, obserwującego przez lunetkę sytuację z mieszkania pół kilometra dalej. Przyboczna Mariusza trafia, choć niekoniecznie śmiertelnie.
Lena, zapłakana, pomaga Barbarze wstać, po czym wrzeszczy na chłopaków. Wyrzuca im głupotę, bezsensowne kozaczenie. Zgoda na zdradę Bastionu dawała szansę na opracowanie planu. Teraz nie mają nic, prócz życia Jacka i Marka na swoim sumieniu. Mówi, że wie kim jest pracodawca Oprawców. Nie mówiła nic, bo bała się zdradzić z jego tożsamością, poza tym, nie wie czy to prawda. To może być Wiktar Witus, białoruski naukowiec, pozbawiony wszelkich hamulców typ zbrodniarza wojennego. Ponoć on jest wynalazcą Niemożliwium. Siedzi gdzieś w bunkrze w między Poznaniem i Berlinem. Kiedyś był handlarzem, teraz jest świrem. Lena pracowała kiedyś zdalnie dla niego - ale jego ludzi, normalnych, już nie ma. Zostali tylko Oprawcy. Po tej przemowie bierze Maksa na bok. Prosi by się na nią nie gniewał, ale musiała to powiedzieć. Musiała, bo to nie jest gra, zabawa, tylko walka o życie. Walka, którą Jacek i Marek właśnie przegrali.

Parszywy wieczór


To najgorszy wieczór, jaki bohaterowie przeżyli, odkąd się poznali. Świadomość tego, że Jacek właśnie umiera sprawia, że wszystkim odechciewa się żyć. Nikt nie chce o tym myśleć. Barbara rzuca się w wir pracy. Rozstawia ludzi, sprawdza patrole, czyści broń, przechadza się po całym terenie - wszystko, byle tylko się czymś zająć. W tym czasie Kosma zaczyna reperować ciężarówkę. Przyłącza się do niego Maks i litrowa butelka wódki. Po jakiejś godzinie do hali wchodzi kilku mechaników. To ci sami, którzy widzieli, jak Kosma szabruje trupa gnieźnieńskiego żołnierza. Ci sami, którzy sarkali, kiedy Ewka i Plank wrócili z zasadzki przy drugiej Polfie. Mają dość tchórzliwego, samolubnego, durnego naukowca. Przyszli zrobić z nim porządek. Mają łomy, palnik i obcęgi do wyrywania paznokci. Mają też spluwy na wypadek, gdyby chciał się bronić.
Planka broni Maks. Początkowo zaczyna być nieprzyjemnie dla wszystkich, ale Maks jest bardzo skuteczny. Mechanicy dochodzą do wniosku, że może i Plank zadziałał jak idiota, ale to nie on jest winny śmierci Jacka i Marka. Z kontekstu rozmowy wynika, że Waza wiedział, że Ewka współpracuje z Królem. Panowie kłócą się przez chwilę, ale do niczego to nie doprowadza. Ot, kolejna nerwowa sytuacja w miejscu, gdzie napięcie sięga zenitu.
W tym czasie Lena odnajduje Barbarę i siada z nią na uboczu. Też ma flaszkę, którą powoli, spokojnie rozpijają. Opowiada Semańskiej o swoich planach względem Maksa. Że mu na nim zależy, że chce go wyciągnąć z Krakowa i ruszyć razem w świat. Wyciąga z Barbary kilka szczegółów z jej wcześniejszego życia. Semańska opowiada o Hardym - podkreślając, że to przyjaciel, towarzysz broni i nikt więcej. Po kilku kolejkach Lena pyta o to czy Barbara widzi siebie poza Wrakowiskiem. Wygląda na to, że to nie jest to samo miejsce, co pół roku temu. Może pora ruszyć dalej? Może pora zmienić coś w swoim życiu? Dla Semańskiej na pewno znalazłoby się zajęcie.

Ranek rostrzygnięć


Podczas montowania maszyny do uzdatniania Kosma przyznaje się, że wie o Królu. Zapytany o źródło, wydaje mechaników, którzy przyszli do Maksa i Planka, bo wydawali się jedyną rozsądną alternatywą. Ewka nie próbuje się wypierać. Godzi się zdradzić wszystkim całą prawdę, ale oczekuje, że Kosma powie po czyjej stronie jest. Że zdradzi plany opuszczenia Wrakowiska i rozpoczęcia pracy w laboratorium, które zostało dla niego przygotowane.
Ewa zabiera wszystkich na bok, prosi by usiedli i opowiada wszystko. Mówi o pierwotnym planie - planie zorganizowania nowego laboratorium, dzięki któremu Król mógłby się uniezależnić od Witusa. Białorusin fiksował od dłuższego czasu. Za prochy żądał coraz więcej, a dostarczał mniej, w dodatku towaru gorszej jakości. Tomasz wiedział, że Wiktar jest świrem, ale nie aż tak wielkim. Kiedy doszło do spotkania z Oprawcami, uruchomił swoje kanały. Witus przejrzał jego plan, okazało się, że zamierza go zlikwidować.
Kiedy Maks zaczyna się burzyć, Lena z płaczem wyznaje “Maks, ja też pracuję dla Króla”. Na to Waza zabiera ją na bok i każe wybierać. On czy Król. Lena we łzach oczywiście wybiera Maksa. Biedny, zakochany chłopak nie dostrzega prawdy, że jest jedynie marionetką w rękach wytrawnej aktorki.
Potem wybucha Barbara. Wygarnia wszystkim, że znali prawdę, ale nikt nie pofatygował się jej uświadomić. Każdy knuł za plecami, kombinował jak mógł, ale kiedy kule zaczęły latać, zaczęli się kryć pod jej spódnicą. Ostatecznie sprawa zostaje podsumowana krótko: trzeba wziąć napakowany materiałami wybuchowymi samochód i wjechać do bunkra tego skurwiela, którego ludzie zamęczyli Jacka. Zrobić porządek i wrócić robić swoje.
Maksowi się wydaje, że konwój wygląda tak.

Ewka daje każdemu kwadrans na ochłonięcie. Sama idzie przygotować broń. Lena też nie zastanawia się długo. Maks kręci się wokół ludzi z Warsztatu. Próbuje zwerbować na akcję mechaników, którzy dali mu cynk o rozmowie Ewki z Królem, ale ci delikatnie go wyśmiewają i każą spierdalać. W między czasie Semańska wypytuje Kosmę - wyrzuca mu, że nic nie powiedział, choć zdawał sobie sprawę, że tutaj nie chodzi o maszyny dla Wrakowiska, a o laboratorium dla Króla. Szydzi z jego planów zrobienia z Niemożliwium zwykłej używki. Dla Planka sprawa jest prosta. Rozwalenie Wiktara daje Królowi szansę na przejęcie rynku. Król nie posiada zdolnych chemików, będzie musiał zdać się na Planka. To daje szansę na przerobienie tabletek na coś lżejszego, zwykłą używkę, jak fajki czy kawa. Inna sprawa, że z czasem będzie można usunąć Tomasza w cień. Mając w ręku produkcję łatwo będzie usunąć ten zbędny element. Albo rozwalić laboratorium.

Ostatecznie wszyscy zabierają się do pracy. Czasu jest niewiele, a roboty masa. Opancerzyć, dozbroić, zatankować, załadować - potrzeba prawdziwego czołgu, nie zwykłej półciężarówki.

poniedziałek, 8 lutego 2016

#12: Helikopter w dymie

Strzały i eksplozje słychać już z daleka. Zwiad spostrzega walkę o stację beznynową między dwoma uzbrojonymi grupami. Pierwsza ma barwy Oberschlesien, drugiej nie rozpoznają, mają jednak solidne uzbrojenie i wozy piechoty. Obecnie jeden BWP i dwa samochody stoją wypalone, leży kilka trupów. Grupy ostrzeliwują się zza osłony. Jedna próbuje oskrzydlić drugą (idzie im marnie), tamci natomiast czekają. Prawdopodobnie na jakieś wsparcie.

Semańska wybiera ludzi do zwiadu. Cztery motocykle i ciężarówka bohaterów powinny wystarczyć - dość siły ognia, żeby dać radę rozwalić jakiegoś nadpobudliwego żołnierza (czy też tuzin), dość ludzi by ogarnąć temat i przygotować zasadzkę.

Niestety, wsparciem okazuje się być helikopter.
Black Hawk - Klasa Pancerza 33, hp 190, Atak +12 obrażenia 3k10 (kryt. x4)...


Raz za razem ładuje z wyrzutni rakiet, masakrując pancerz “Autka”. Ludzie z LKMami przy rozsuwanych drzwiach robią porządek z motocyklistami - dwóch ląduje w grobie, jeden jest ciężko ranny. Kosma cudem pakuje racę do środka kabiny. Duszący się ludzie strzelają już mniej celnie, ale dają radę uszkodzić samochód bohaterów. Tymczasem postacie pokazują klasę - Kosma i Maks rozwalają wszystkich żołnierzy, którzy czają się w sekcji transportowej. Waza rozwala pancerną szybę chroniącą kokpit i uszkadza oprzyrządowanie. Dymiący, uszkodzony helikopter ucieka przed zmasowanym ostrzałem Wrakowiska i Warsztatu, cudem tylko ratując swój śmierdzący, śląski ogon.

Ludzie z Bastionu



Obrońcy stacji benzynowej to konkretna jednostka. Dobrze uzbrojona, z załogą złożoną prawie z samych fachowców. Naprzeciw bohaterom wychodzi Mariusz Czekański, porucznik z miejsca nazwanego Bastionem oraz jego najlepsza żołnierka, Weronika - ostra laska w mundurze, z dużymi cyckami, blond włosami zawiazanymi w warkocz, lustrzankami na oczach i z paskudną snajperką na plecach. Taka polska Lara Croft.
Jak to szło? Najpierw podbiję twój kraj, a potem twoje serce.

Czekański jest ostrym negocjatorem. Opowiada o swojej mieścinie - lokacji niedaleko Szczytna, gdzie ludzie próbują zorganizować się w jakąś cywilizowaną społeczność. Mają problemy z Litwinami i Białorusinami, ale jakoś dają radę. Brakuje im paliwa i sprzętu - dlatego zaryzykowali jazdę pod Poznań, do fabryki VW.
Maks wygaduje się, że Wrakowisko jedzie w tę samą stronę. Ostateczne ustalenia kto co bierze mają się rozegrać między Ewką a Mariuszem, tymczasem przychodzi czas na przesłuchanie jeńców. Jednym z nich jest znany i lubiany… Śruba.
Śruba na coś się w końcu przydaje. Boi się niepotrzebnych tortur, więc zaczyna gadać. Kojarzy oprawców, ale to nie są ludzie na śląskiej smyczy. Kilka razy się nawet z nimi napierdalali. Mówi o pierdolonej, wielkiej, otoczonej minami, zasiekami i innym gównem bazie Oberschlesien położonej gdzieś na południu. Mówi o problemach z paliwem (przyjechali do Poznania uzupełnić zbiorniki). Mówi o zatrutych lub zaminowanych ujęciach wody. Ślązacy nie życzą sobie innych ekip. Nieliczne ujęcia pitnej wody zasabotowali albo będą sabotować. Każda próba uzupełnienia zbiorników może się wiązać z bolesną śmiercią - od trucizny albo C4.
Mariusz udaje sięz Ewką na negocjacje. Gadają bardzo długo, ale wracają uśmiechnięci. Niedługo potem Waza dowiaduje się w czym rzecz - Ewa odpuściła temat sprzętu i paliwa, żeby zdobyć namiary na zakłady chemiczne. Oficjalnie mówi o nich Kosmie w perspektywie robienia instalacji do filtrowania wody z syfu Ślązaków, ale tak naprawdę chodzi o zagarnięcie towaru dla Króla. W tamtych zakładach będą całe cysterny surowców, tony odczynników i sprzętu. Zrobi się z tego Niemożliwium na dziesiątki lat.
Wieczorem ma miejsce stypa po zabitych przyjaciołach. Semańska jest w tym czasie na zwiadzie z Jackiem. Jacek bardzo dokładnie zwiedza sobie Barabarę.

Zakłady VW


W końcu udaje się osiągnąć cel. Konwój z wolna wtacza się do starej fabryki Volkswagena. Rzędy rdzewiejących samochodów, masa zniszczonego, rozbebeszonego sprzętu. Tylko wicher hula po hali produkcyjnej. Szybko okazuje się jednak, że nie jest tak źle. Splądrowany został jedynie pierwszy budynek, a i tak nie w całości, zbiorniki paliwa i częściowo park maszyn. Z tyłu znajduje się właściwa fabryka - linia produkcyjna, warsztaty, wielopiętrowy garaż wypełniony po brzegi samochodami. Wszystko podniszczone, ze spleśniałą tapicerką, nadrdzewiałe… Ale dla mechaników Wrakowiska i Warsztatu to pestka! Lakier da się położyć na nowo, siedzenia i wnętrza i tak wymieniają, a najważniejsze - bebechy - jest nienaruszone. Bohaterowie zabezpieczają teren, rozstawiają ludzi. Zdobywają pierwsze łupy. Zaczyna się przeszukiwanie leża smoka w poszukiwaniu skarbów. Pierwszy łup - przyczepy do transportu samochodów. Bastion ma cztery, Wrakowisko i Warsztat dwie.
Nakręcony widokiem tego bogactwa Maks zastanawia się nad urządzeniem wieczorku i zapoznaniem Leny z Weroniką, przyboczną Mariusza. Nie zna jeszcze swojej dziewczyny. Nie wie, że ona nienawidzi zdrady, w jakiejkolwiek formie i ta zgodzi się tylko na czworokąt i przyprowadzi geja, ostro napalonego na Wazę. Na szczęście dla Maksa wszystko pozostaje w fazie planów...

niedziela, 24 stycznia 2016

#11: Bitwa o Sieradz

Wszystko przebiega bez problemu. Bohaterowie oszukują jeden z gangów, oferując mu prochy w zamian za atak na swoich nieprzyjaciół. Cała akcja zajmuje Maksowi pół godziny i kosztuje ekipę jedną osobówkę. Semańska z Ewką są pod wrażeniem, jak niesamowitym negocjatorem potrafi być Waza.
Może chodzi o to, z jakim towarzystwem negocjuje?

Ekipa spiskuje jeszcze bardziej. Bohaterowie chcą się upewnić, że z obu gangów zostaną niedobitki. Gdzieś umyka wszystkim, że ci ludzie to bliscy mieszkańców Sieradza, że pozwalali im żyć łudząc się, iż kiedyś porzucą swoich skrzywionych kompanów. Wrakowisko i Warsztat sprowadzają wszystkich na glebę. Nie ma miejsca na sentymenty. Trzeba przelać krew.
Spisek opiera się na ostrzeżeniu atakowanych. Robi to jeden z tutejszych. Kiedy wraca, opowiada dziwną historię o obcych - napakowanych sterydami, wydziaranych łysolach, którzy siedzą z Pyzą. Lena wspomina, że słyszała historie o Oprawcach, fanatycznych ćpunach krążących gdzieś po północnych województwach. To bezwzględni, okrutni mordercy, prawdopodobnie słudzy jakiegoś pojebanego sekciarza. Możliwe, że dzięki ostrzeżeniu zyskali właśnie zbyt dużą przewagę i atak zakończy się prawdziwą masakrą...
Na wszelki wypadek Barbara z Kosmą szykują wspomaganie - wypełnione materiałami wybuchowymi auto, które Semańska ma wpakować w jakiś wrażliwy punkt. Idealnie nadaje się do tego stacja benzynowa, wokół której gang rozciągnął obóz. Swoje trzy grosze chce dorzucić Maks - zamierza ściągnąć Pyzę w jakieś ustronne miejsce, gdzie wyrówna z nim swoje rachunki.
Podczas rozmów ma miejsce potężny zgrzyt. Barbara nazywa Wazę głupkiem. Lena włącza się do gry, krzycząc na Semańską by sobie zbyt wiele nie wyobrażała. Prowokuje Maksa starając się go skłócić z ekipą. Kończy się na słownej wymianie ognia, ale niesmak pozostaje na dłużej.

Bitwa o Sieradz

Gang atakuje o zmroku. W obozie obrońców wszystko wygląda naturalnie - ludzie chlają i ćpają, pieprzą się gdzie popadnie, leci głośna muzyka, a fajek palą tyle, że w niebo leci wielka kolumna dymu… Ale to pozory. Kiedy pierwsze motocykle napastników pojawiają się na drodze, wszyscy lecą do stanowisk ogniowych. Zaczyna się bitwa. Karabiny wypluwają tysiące pocisków. Błyskają granaty, rakietnice rozwalają łaziki, paląc załogi żywcem. Kiedy wydaje się, że atakujący rozbiją obóz bandy Pyzy, z pobliskiego budynku wynurza się tuzin Oprawców. Szarżują do walki na swoich motocyklach, najpierw siekając karabinami, potem, kiedy zbliżą się do pola walki, przechodząc do paskudnej broni białej. Bejsbole, toporki strażackie, nabijane gwożdziami pałki. Piła mechaniczna. Ten widok masakruje morale napastników. Wydaje się, że lada chwila atak będzie odparty…
...Właśnie wtedy Semańska odpala silnik samochodu-pułapki. Celuje w środek stacji benzynowej, przylegającej do obozu gangu. W idealnym momencie wyskakuje z wozu, lądując w głębokim, wypełnionym śniegiem rowie. Po sekundzie słychać eksplozję i zaraz za nią kolejną, o wiele potężniejszą. Ziemia drży, kiedy zbiorniki paliwa pod stacją są rozrywane. Kolumna ognia i dymu idzie w niebo. Na ten widok atakujący po raz kolejny podrywają się do walki. Szanse się wyrównały.
Taka szkoda. Tyle paliwa.
Maks chce się upewnić, że wszystko przebiegnie tak, jak planowali. Wyzywa Pyzę przez radio. Śmieje się z niego i wyzywa na pojedynek na granicy lasku nieopodal stacji. Szefowi ćpunów nie trzeba powtarzać dwa razy. Bierze furgon, dwóch przybocznych i jedzie na spotkanie. Walka ma miejsce na polanie oświetlonej baterią reflektorów umieszczonych na dachu furgonetki. Pyza, ogromny grubas o potężnych łapach i wyglądzie wiejskiego zakapiora, idzie spokojnie z łomem w dłoni. Maks, z wrednym uśmieszkiem, idzie mu na spotkanie z nożem w ręce.
Zapowiada się nierówna walka.

Pojedynek

Maks zaczyna z grubej rury… Lejąc w stronę Pyzy i wyzywając go od małych fiutków. Taktyka okazuje się zajebiście skuteczna. Pyza atakuje łomem, młócąc powietrze raz za razem. Wpada w prawdziwą furię. Nie widzi Maksa, cały świat zachodzi mu czerwienią. Waza popełnia błąd - próbuje kopnąć Pyzę, zamiast ośmieszać go dalej na oczach kumpli. W końcu Pyza wyprowadza celny cios - trafia lekko Maksa w żebra i to wystarcza, by wytrącić go z równowagi. Kolejne trzepnięcie łomem łamie Wazie palce lewej ręki. Chwyta się za dłoń tylko po to, by poczuć potężny ból w udzie. Ostatnim co widzi, zanim traci przytomność to biała kość lewego uda, przebijająca się przez skórę. Wszędzie tryska krew.
Jest już po walce.
Łom kontra kości Maksa 4:0
Pyza wyciąga zza pleców spluwę, przystawia Maksowi do głowy i cedzi przez zęby:
- Zabieram go ze sobą. Będzie moją gwarancją ucieczki - po czym wrzuca Wazę do auta i rusza z piskiem opon.
Lena nie czeka na rozkazy czy pozwolenie. Wsiada do pickupa i rusza w pościg. Semańska klnie pod nosem, rozkazuje Kosmie usiąść za kierownicą, a sama staje przy działku. Maks może jest wrednym cwaniakiem, ale to w końcu człowiek z Wrakowiska. Czas pokazać tym pieprzonym ćpunom, co to znaczy zadrzeć z Krakusami.

Pościg

Pościg zaczyna się przeciągać. Ludzie Pyzy ostrzeliwują dachciężarówki. Jedna z kul ociera się o policzek Semańskiej, kalecząc ją dotkliwie. Kula wystrzelona z maszynówki motocyklisty trafia ją w lewy bark, przebijając go na wylot. Widok własnej krwi sprawia, że Barbara wpada w furię. Ciągnie serię za serią. Rozwala tył motoru po lewej - kierowcę wyrzuca na kilka metrów w górę tylko po to, żeby po bolesnym lądowaniu został przygnieciony wrakiem. Drugi ma mniej szczęścia - pocisk trafia rękę, w której trzymał zapalony koktajl mołotowa. Wyjąca, żywa pochodnia wjeżdża w las, rozbijając się o wypalony pień drzewa.
Pozostała jedynie furgonetka.
Wymiana ognia nie daje wiele. Oba pojazdy są powgniatane od dziesiątek kul, ale nie żaden nie rezygnuje. Impas przełamuje Lena. Daje kierownicę kumplowi. Wychodzi na dach, po czym skacze na tył furgonu, powalając strzelca. Zaczyna okładać go pięściami. Tamten próbuje wypchnąć Lenę, ale dziewczyna stosuje jakiś chwyt i wyrzuca poobijanego, wrzeszczącego ćpuna przez tył. Kosma “nie zauważa” tego w porę i kosi go prawym kołem. Po chwili dziewczyna obraca się i rusza w stronę szoferki. Przez chwilę nic się nie dzieje. Auto jedzie sobie, jak gdyby nigdy nic. Nagle gwałtownie skręca, przewraca się na bok i sunie po asfalcie, krzesząc iskry. Zatrzymuje się na krawędzi wiaduktu - tylna połowa wisi w powietrzu. Wrakowisko i ludzie Leny zatrzymują się z piskiem opon, wyskakują z aut i mierzą do wraku z karabinów. Po minucie przez lewe drzwi próbuje wypełznąć Pyza. Jest cały we krwi, półprzytomny. Wywraca się na asfalt, bełkocząc bez sensu. Kiedy jego sto dwadzieścia kilogramów przestają przeważać auto, furgonetka przechyla się w stronę przepaści. Kosma ignoruje Pyzę, rzuca się z linką i zaczepia o podwozie. Auto wisi prawie pionowo.
W tym czasie Pyza zaczyna kojarzyć gdzie jest i co się dookoła dzieje. Widząc Planka zaczyna wrzeszczeć, krzyczy “Zdychaj!” i sięga po broń. Salwa z kilku karabinów szatkuje go na kawałki. Kosma odsuwa się z odrazą słysząc paskudne mlaśnięcia, kiedy pół setki pocisków kaliber 7,62 robią z Pyzy mielonkę. Dźwięk broni cuci Lenę. Ta wynurza się z szoferki i prosi o pomoc w wyciągnięciu Maksa. Po minucie oboje lądują na asfalcie - zmasakrowani, cali pokryci krwią.
Ale żywi.

Pobojowisko

Kosma ma ręce pełne roboty. Przestrzelony bark, pozdzierane kolano, złamania (w tym otwarte), do tego pierdylion draśnięć, zadrapań, siniaków i krwiaków… Ale jeśli Plank na czymś się zna, to właśnie na medycynie. Robi co trzeba, tak jak trzeba. W obozie będzie trzeba owinąć nogę Maksa w gips, ale najgorsze jest już za Maksem.
Wredna żmija wykorzystuje okazję i zagaduje do Kosmy:
- Pierwszy raz widzę kogoś takiego. Przed wojną musiałeś być rozchwytywanym ekspertem, nie wierzyłam, że są gdzieś jeszcze prawdziwi lekarze. Dziękuję. Dziękuję za pomoc, za to, że odratowałeś Maksa - mówi Lena, patrząc na Kosmę wielkimi, szczerymi oczami. Coś w środku Planka pęka. “Może ona jest jednak w porządku? Może po prostu zależy jej na tym skończonym głupku” - myśli Kosma i pokazuje Lenie uniesiony kciuk.
To jednak nie koniec roboty.
Urwany bak i dwie, pięćdziesięcio-litrowe beczki Niemożliwium zabrane z obozu rozbitego gangu czekają już na Planka. Ten zabiera ciężarówkę na wysypisko i… utylizuje jedną beczkę. Budzi się w nim chomik. Nie potrafi spalić wszystkich prochów. Nie, jeśli wie jakie cenne są niebieskie tabletki. Mocuje nowy bak, ale zamiast paliwem, wypełnia go Niemożliwium. Przy jego umiejętnościach nie ma szansy, żeby ktoś zauważył oszustwo.
A jednak. Młody chłopak, któremu Kosma zaimponował, ruszył za nim na motorynce. Widząc jak Plank wsypuje Niemożliwium do lewego baku, zmienia swoją opinię o Kosmie. “To nie genialny naukowiec. To kolejny skurwysyn, któremu zależy wyłącznie na kasie. Pewnie sam bierze” - myśli. Czeka w ukryciu, aż Kosma wróci pod dworzec, po czym odpala motor i wraca do domu.
Następnego dnia, kiedy konwój jedzie już w stronę Poznania, opowiada o tym Patrykowi i wszystkim innym decydentom z Sieradza. Pokazuje ślady, wypaloną - jedną - beczkę. Patryk kiwa jedynie głową, jego twarz wykrzywia się w grymasie gniewu.
- Niech oni tu, kurwa, wrócą - syczy przez zaciśnięte zęby.

Polfa

Lena prowadzi konwój bocznymi drogami. Z bitwy uciekło kilku łysych - dziewczyna boi się, że wezwą swoich kumpli i na Wrakowisko & Warsztat zacznie polować cała banda oprawców. Ewka i Semańska ufają Lenie na tyle, że zgadzają się jechać bocznymi drogami. Tempo podróży spada, ale faktycznie, udaje się uniknąć jakiegokolwiek towarzystwa.
Przynajmniej przez jedną dobę.
Już z daleka widać wysoki, dymiący komin zakładu przemysłowego. Kolumna się zatrzymuje, kto może sięga po lornetkę by sprawdzić co właściwie znajduje się przed konwojem. To niewielka fabryka - trzykondygnacyjny budynek z przyklejonym kominem, kilka niższych, mniejszych budowli i potężny, betonowy mur zwieńczony zwojami drutu kolczastego, z zespawaną z mocnych kształtowników i grubej blachy bramą. Obok stoi wieżyczka strażnicza, na górze stoi chyba tylko jedna osoba.
Kurort wypoczynkowy A.D. 2055.
Ekspresowe konsultacje radiowe kończą się decyzją o wysłaniu zwiadu. Bohaterowie, wraz z Leną, biorą jedynie ciężarówkę. Jadą spokojnie, obserwując sytuację. Kiedy podjeżdżają bliżej, z megafonu daje się słyszeć głos strażnika - każe im się wynosić i zabrania przejazdu obok zakładu. Standardowo, Maks wyjeżdża z pyskówką. Sytuacja robi się napięta, strażnik zaczyna strzelać… Ale robi to tak niezdarnie, że nawet Barbara jest przekonana, iż były to jedynie strzały ostrzegawcze. Po kolejnej minucie pyskówki brama się otwiera, a ze środka wyjeżdżają dwa opancerzone pickupy i ciężarówka ze zdemontowanym dźwigiem, który zamieniono na armatę.
Robi się nieciekawie.
Waza po raz kolejny wznosi się na wyżyny. Gada przez megafon z szybkością miniguna i… tamci odpuszczają. Zamiast walki, cała akcja kończy się rozmową. Szefowa grupy z zakładu przedstawia się jako Aneta Hałas. Potwierdza, że ona i jej ludzie (co do jednego nienawidzący zgniłej cywilizacji Zachodu, która doprowadziła Ziemię na skraj zagłady) zajęli starą fabrykę Polfy i wznowili produkcję lekarstw. Kiedy Barbara zaczyna się dogadywać z Anetą, z Maksa wychodzi burak - odpala skręta. Tamci wpadają w furię. Semańska poucza Wazę. Lena wybucha i wrzeszczy na Barbarę… Kończy się jednak dobrze. Lena opamiętuje się, przeprasza, mówi, że Semańska ma rację i Maks nie powinien prowokować tamtych. Waza idzie dopalić pod ciężarówkę, a pozostali porozumiewają się w sprawie przejazdu. Sto litrów paliwa i dwadzieścia kilogramów mięsa w zamian za prawo przejazdu - plus coś ekstra za środki odkażające, szczepionki przeciw tężcowi i wiadro przeciwbólowych.
Im większa armata, tym mniejszy fiutek...
Pięć kilometrów dalej, Ewka uruchamia prywatny kanał radiowy do Leny. Dziewczyny klną, są ostro wkurwione. Liczyły na to, że uda się im tutaj załatwić sprawę chemikaliów i odczynników dla Króla. Wprowadzenie się fanatyków pokrzyżowało im plany.
- Cóż - mówi Ewka - poszukamy czegoś pod Poznaniem.
- Jak będzie trzeba, poproszę Maksia. Maksio wszystko załatwi, widziałaś jak się dzisiaj sprawił. Jest taki przewidywalny… Ale gadane ma, ludzie to kupują. Na pewno załatwi to tak, żebyśmy dostały to, co chcemy - odpowiada Lena.

sobota, 16 stycznia 2016

#10: Piekielny rajd do Sieradza

Serce Maksa jest pełne chęci zemsty. Czuje się niedoceniony, na dodatek - choć wszystko skończyło się w zasadzie dobrze - dostał zjebkę, zamiast order.Po tradycyjnej wymianie ognia Waza rusza w trasę by znaleźć kogoś, dzięki komu mógłby się odegrać i… spuścić nieco ciśnienie z - jak się mu wydaje - niewyżytej Semańskiej. Celem okazuje się Jacek, młodszy o jakieś pięć lat od Barbary. Też żołnierz, służył z nią w jednej jednostce pod koniec wojny. Startował do niej raz po pijaku, ale trochę go upokorzyła, więc dał sobie spokój. Wróbelki jednak ćwierkają, że dalej śni “Sny o Basi”.
Urobienie zauroczonego Jacka to dla Wazy pestka. Zagaduje go w sprawie Semańskiej, proponuje zamianę na auta i po kwadransie jest już w ciężarówce mechaników. Barbarze nie przeszkadza obecność Jacka, w zasadzie nieźle się jej rozmawia. Na początku gadają o Wazie - skąd się przypętał i czemu jeździ z nią i Kosmą. Potem przechodzą na stare sprawy, zaczynają żartować, kończy się zaproszeniem na imprezę. Barbara dochodzi do wniosku, że Jacek jest okej - jeśli trafi się okazja, pójdzie z nim do łóżka. Ale bez zobowiązań.
Jeśli Jacek jest w Semańskiej zakochany, zniszczy go to zupełnie.
IV R(i)P

Gnieźnieńscy męczennicy



Wieś w zasadzie nie różniła się od innych. Wszędzie zrujnowane domostwa, powybijane szyby, przegniłe dachy. Tu i ówdzie spalona stodoła, zrównany z ziemią budunek. Wydawało się, że konwój minie to miejsce bez problemów.

A jednak nie.

Jeden z łazików wzywa Wrakowisko przez radio. Na skrzyżowaniu w środku wioski leży w rowie kilka pojazdów wojskowych. Wygląda na to, że jest już bezpiecznie, ale na wszelki wypadek nie ryzykowali badania wraków. Ta fucha należy do Kosmy i Semańskiej. Szybko okazuje się, że o żadnej zasadzce nie może być mowy. Potyczka miała miejsce ze dwa, trzy dni temu. Ofiary to żołnierze z naszywkami Gnieźnieńskiego, 1 Pułku Piechoty Zmotoryzowanej. Wyglądają na autentyczne, i - co najważniejsze - powojenne. 

Biedacy, nie mieli żadnych szans. Najpierw unieruchomiono transporter opancerzony, potem otwarto ogień z dwóch stron. Napastnicy władowali jeszcze kilka razy z rakietnicy w kabinę i przedział transportowy. Ograbili ich ze wszystkiego, co cenne, za wyjątkiem broni krótkiej (choć amunicję zabrali) i podręcznego ekwipunku. Kilometr dalej wsiedli na własne wozy i ruszyli na północ.
Barbara poznaje jedną z ofiar. To chłopak, z którym walczyła na wojnie - wziął nawet za nią kiedyś kulkę. Po tym, jak cywilizacja runęła stracili ze sobą kontakt, ale pozostawał w pamięci Semańskiej jako jeden z niewielu, którzy trzymali się dyscypliny aż do momentu rozwiązania jednostki. Prawdziwy żołnierz. Prawdziwy przyjaciel. A teraz leży martwy.
Kiedy Barbara wzywa pomoc do pochówku, Kosma grabi trupy z cenniejszych przedmiotów. Wyciąga pasy, narzędzia, zapasowe (puste) magazynki - wszystko, co takiemu chomikowi może się wydawać potrzebne. Budzi to powszechne zniesmaczenie. Ludzie mruczą pod nosem, że nie sądzili, że Kosma to taki zjebany, chciwy szabrownik. Obiecują sobie zapamiętać tę sytuację. W przyszłości Plankowi niełatwo będzie przekonać mechaników Wrakowiska kiedy będzie robić z nimi prywatne interesy.

Na skraju autostrady


Pierdolona zima. Kto to odśnieży?
Pierwszym celem Wrakowiska był Sieradz. Miasto najprawdopodobniej ma być zrujnowane (nie ma z nim kontaktu od końca wojny), ale to dobre miejsce do założenia tymczasowej bazy, puszczeniu zwiadu dalej i zdecydowania od której strony podjechać pod Poznań. Kiedy konwój dociera do starej stacji benzynowej dziesięć kilometrów od granic miasta, Brzeska zarządza postój, wzywa Barbarę, Kosmę, Maksa i kilku kierowców i zaczyna snuć plany.

Okazuje się, że Waza coś tam wie na temat Sieradza. Utknął tam pod koniec wojny. Miasto faktycznie zebrało, ale ludzie wciąż tam mieszkali. Niestety, musiał się wynosić stamtąd bardzo szybko - przeleciał dziewczynę kumpla, hiphopowca o ksywie Pyza, który w tamtym czasie miał w Sieradzu bardzo dużo do powiedzenia. Informacje Maksa nie są może kluczowe, ale wiedza, że miasto nie dostało porcji patogenów albo uranu uspokaja Brzeską. Niestety, kolejne propozycje Wazy są coraz gorsze i gorsze. Kończy się tradycyjnie - kłótnią, kiedy Ewka prosi Maksa by polazł w cholerę i dał reszcie spokojnie pracować.

I po raz drugi tego dnia Waza zaczyna planować zemstę.

Mroczne sekrety



Tym razem Maksowi udaje się zdobyć prawdziwą armatę. Przechadza się pomiędzy ludźmi Wrakowiska i Warsztatu, pyta co komu jest potrzebne, częstuje fajkami i umawia wszystkich na imprezę. Wysłuchuje uprzejmie żartów, śmieje się szczerze i głośno, opowiada coś swojego - generalnie robi za najlepszego kumpla. I to procentuje. Od jednego gościa dowiaduje się, że ktoś inny “coś wie”, kierowca łazika mówi, że ci od Wrakowiska mieli jedno tajne spotkanie. W końcu spotyka kogoś dobrze poinformowanego. Marta Nowicka jest, a raczej powinna być, prawą ręką Brzeskiej. Nie dostała tej fuchy, bo nie była zamieszana w prochy. Kopczyński dopuścił ją jednak do kilku tajemnic. Maks dowiaduje się od Marty, że Ewa Brzeska ma drugie, tajne zadanie. Wziąć część aut, dotrzeć do zakładów chemicznych i zabrać stamtąd sprzęt i składniki do produkcji Niemożliwium. Wygląda na to, że Kopczyński nie zrezygnował z kontaktów z Królem, tylko zostawił komuś innemu dystrybucję. Z parkiem maszyn Wrakowiska bardziej się przyda jako koleś od transportu. Biorąc pod uwagę siłę ognia konwoju, doświadczenie Semańskiej i umiejętności poszczególnych członków ekipy, to dla Pawła złoty interes.


Wisielec


Przy wjeździe na obwodnicę zaczyna się robić nieciekawie. Grupa dostrzega trupa powieszonego na pobliskiej latarni. Ma skrępowane ręce i poobijaną twarz. Ewidentnie ktoś z nim zatańczył przed śmiercią, ale wygląda to bardziej na przegraną bójkę i przesłuchanie, niż jakieś okrutne tortury. To Dzikus - ten sam, który w Krakowie rozjechał trupa Alka. Dalej ma barwy gangu (jakiegoś), na szyi wisi plastikowa torebka z tabletkami Niemożliwium.
Po dokładnym badaniu (na odległość) wstępne podejrzenia się potwierdzają, zaś bonusowo Kosma odnajduje odbezpieczony granat w ręce Dzikiego. Kiedy cała trójka (Maks wrócił, jest bardziej potrzebny na zwiadzie, niż Jacek) zaczyna obgadywać sytuację, Kosma dostrzega na pobliskim wiadukcie kilka zaparkowanych motorów. Oparte o barierkę postacie przez chwilę przyglądają się bohaterom, po czym wsiadają na swoje maszyny i ruszają w stronę wisielca. Chwilę później grupa dostrzega, że mają takie same barwy, jak Dzikus. Chwilę później dociera do bohaterów, że tamci nie chcą gadać. Chwilę później rozlegają się strzały. Bohaterowie wbiegają do auta, Semańska odpala silnik. Zaczynają spierdalać.
Biedny, naćpany skurwiel. Aż żal było rozstrzeliwać.

Pościg


Za autem bohaterów rusza grupa sześciu pojazdów - pięciu normalnych motorów i jednego z przyczepką, z zamontowanym LKMem. Naćpani motocykliści zaczynają pruć ile wlezie, nie bacząc na to czy w ogóle mają szansę trafić. Na starcie Kosma załatwia jednego - strąca celnym strzałem trupa Dzikus. Granat rozrywa jeden z motorów i rzuca kierowcą niczym szmacianą lalką. Semańska nie próbuje gazować ile wlezie. Wie, że tamci mają szybsze maszyny. Wie też, że Kosma spokojnie może ich rozwalić, jeśli da mu wystarczająco dużo czasu. I tak się dzieje. Waza wrzeszczy przez megafon, że oni nie zabili Dzikiego i - o dziwo - przekonuje jednego z gangerów. Skręca w boczną drogę i rezygnuje z pościgu. W tym czasie trwa wymiana ognia między resztą a Kosmą, czającym się z tyłu cięzarówki. Co chwilę eliminuje ćpunów, jednego po drugim. Ze wsparciem Maksa, walącego z desert eagle’a, rozbijają bandę w niecałe dwie minuty. Jedynym śladem walki są wgniecenia i dziury z tyłu ciężarówki.


Sieradz


Nic nie stoi na przeszkodzie by cała grupa wjechała do miasta. Kiedy konwój dociera do granic, odzywa się zwiad. Chłopaki napotkali na obóz jakichś świrów, ale na szczęście nie dali o sobie znać i w porę się wycofali. Wygląda na to, że gang, z którym mieli przyjemność się strzelać bohaterowie jest o wiele, wiele większy.
Sam Sieradz to obraz nędzy i rozpaczy. Miasto jest bardzo dokładnie zbombardowane, wygląda jak Gruzowisko Mogilskie w Krakowie. Przebić się przez ulice jest bardzo trudno. Sprawę pogarszają jeszcze - nieobsadzone ludźmi - barykady. Widać, że jeszcze niedawno ktoś trwał na posterunku, ale obecnie okopy i niby-schrony są puste.
W centrum miasta jest lepiej. Widać, że pracowały tu spychacze Główna arteria jest przejezdna, nie ma tam nawet szkła i niewielkich kamieni. Bohaterowie dostrzegają pierwszy ślad ludzkiej bytności - światła w oknach ocalałego budynku dworca autobusowego. Przed nim jest zaparkowane kilka aut, w jednym, jak się wydaje, siedzi kierowca. Semańska zarządza parking na placu przed dworcem. Kiedy wychodzi z ciężarówki, swój pojazd opuszcza również przyczajony, wystraszony kierowca zdezelowanego pickupa. To siwy, nalany facet o gęstej brodzie i czerwonej czapeczce z daszkiem. Przedstawia się jako Patryk, jeden z opiekunów ludzi żyjących na dworcu.
Dworzec został przebudowany. Żyje tu nieco mniej, niż setka ludzi. Parter to miejsce pracy, nauki i jedzenia. Piętro to noclegownia, szpital i miejsce zgromadzeń. Widać, że wszystko jest nieźle zorganizowane - jest nawet nauczycielka z niewielką grupką dzieciaków, uczących się algebry. Bohaterom nie pasuje jednak jedna rzecz. Czemu nikt nie jest uzbrojony?Patryk odpowiada niechętnie na to pytanie. To Oberschlesien, zbrojna banda Ślązaków, najechała ich przed kilkoma dniami. Zabrali broń, cenniejszy sprzęt, większość paliwa i żywności. Mają wrócić za jakiś czas. Patryk wspomina, że teoretyczną pomocą mogłaby być odrodzona armia, która organizuje się pod Gnieznem, ale nie ma czasu żeby ich wezwać. Zresztą, jednostka raczej nie fatygowałaby się, nie ryzykowałaby bitwy z siłami, którymi dysponuje Oberschlesien. Przez jakiś czas Patryk oprowadza bohaterów po dworcu, częstuje gorzką kawą i mówi o życiu w tym miejscu. Opowiada o problemach, z których głównym jest… Niemożliwium. Kilkanaście miesięcy temu pojawili się tu pierwsi dealerzy. Z czasem zaczęło się uzależniać coraz więcej osób. Rada wygnała tych, który dali się wgnać i rozstrzelała największe męty. Niestety, było ich zbyt wielu. Zorganizowali się w dwóch lub trzech gangach. Co jakiś czas atakują Sieradz, próbując wyrwać coś, za co mogą kupić dragi. Ktoś wciąż zaopatruje ćpunów w błękitne tabletki, Patryk jednak nie ma pojęcia kto.

Uwodzicielka


Ona tu jest i tańczy dla mnie...
Przed dworcem zatrzymują się dwa auta. Pierwsze to przerobiony SUV, drugie niewielka furgonetka. Maks dostrzega kierowcę pierwszego auta i czas nagle staje. Wszystko dzieje się w zwolnionym tempie (w głowie Wazy gra ta muzyka). Z samochodu wychodzi ostro umalowana, ubrana w skóry blondynka. Poprawia włosy, odpala szluga i kręcąc zgrabnym tyłeczkiem idzie w stronę dworca. Za nią ruszają cztery inne, zupełnie szare, nic nie znaczące osoby. Na spotkanie wychodzi jej Patryk. Dziewczyna od razu zwraca się do niego oferując pomoc. Mówi, że wie co się stało i chciałaby jakoś pomóc. W miarę swoich skromnych możliwości.
Cała pewność siebie dziewczyny znika, kiedy dostrzega Maksa. Pewna siebie laska zamienia się w nastolatkę, która ujrzała swojego idola. Podchodzi do grupy, przedstawia się jako Lena, po czym nieśmiało pyta czy Maks to Maks. Kiedy ten potwierdza, Lena zaczyna bełkotać. Mówi, że to niesamowite, w zasadzie niemożliwe, że chciałaby autograf, że Waza był jej idolem kiedy była nastolatką… Po chwili się reflektuje, przeprasza i rusza pogadać z Patrykiem. Obraca się jeszcze i rzuca z uśmiechem, że Maks musi się spotkać z nią na kawę. Jeszcze tego wieczoru. Tymczasem rusza do budynku dworca porozmawiać o problemach z Oberchlesien.

Planowanie


Spotkanie na drugim piętrze dworca jest co najmniej dziwne. Nikt nie wie, co powiedzieć. Każdy boi się wyskoczyć z jakimś pomysłem. Na dodatek maślany wzrok Leny i uwodzicielski wzrok (a potem też gesty) Wazy są dla wszystkich krępujące. Ciszę przerywa Maks odpalając papierosa i częstując innych. Obecność dziewczyny sprawia, że Wazie puszczają wszelkie hamulce. Wspomagający mózg w spodniach przejmuje po raz kolejny kontrolę. Jako swój target wyznacza zaimponowanie Lenie. Mówi coś o ewakuacji, o przeniesieniu ludzi do Krakowa, o zorganizowaniu transportu, przemyśleniu sprawy, ale tak by zadbać o wszystkich mieszkańców Sieradza. Patryk milczy przez chwilę, ale kiedy słyszy te wszystkie, puste obietnice i widzi, że Maks wypowiada je bardziej do Leny, niż do kogokolwiek innego, ucina jego monolog. Prosi by zostawić ten temat, bo nie ma szansy na zorganizowanie pojazdów dla kilkuset osób i nie ma możliwości, by Kraków przyjął ich wszystkich - wykarmił, odział, dał pracę i dach nad głową. Problemy Sieradza muszą zostać rozwiązane w Sieradzu.
Ostatecznie bohaterowie będą próbowali wykorzystać swój spryt, charyzmę, kontakty i umiejętności przekonywania. Klucz to nasłanie jednego gangu na drugi. Do tego wykorzystają najmocniejszy lewar, jaki można: Niemożliwium. Za obietnicę dostarczenia masy błękitnych tabletek gangery z pewnością się pozabijają. Trzeba ich tylko do tego przekonać. Trzeba kogoś o uroku Maksa, inteligencji Kosmy i determinacji Semańskiej.
Ktoś o cyckach i tyłku Leny też się może przydać.

Tanie porno


Lena zdecydowanie wie, czego chce. Przygotowuje się na wieczór perfekcyjnie. Krótka sukienka z olbrzymim, odsłaniającym koronkę biustonosza dekoltem. Czarne pończochy. Wysokie szpilki. Ostry makijaż. Delikatna biżuteria. Usta i paznokcie pomalowane na krwistoczerwony kolor. Spotykają się opuszczonym hotelu, na niby kolacji. Kolacja trwa kilkanaście minut - Lena nie wytrzymuje, odrzuca stolik z resztkami jedzenia i pustą butelką wina, siada na Maksie i zaczyna go całować. Mówi cicho “Weź mnie. Weź mnie tak, jak chcesz” i pokazuje Wazie, że laski, z którymi się spotykał były w sprawach łóżkowych jedynie amatorkami. 
Dolny mózg właśnie przejmuje władzę
Lena wie jak pobudzić faceta, jak sprawić by poczuł się jak prawdziwy ogier. Jęczy, wyje, błaga o więcej. Wie, kiedy przystopować, a kiedy podkręcić tempo, zmusić Wazę do wysiłku. Nie boi się niczego, robi wszystko to, co Maks jej każe. Niezmordowana, kocha się z Wazą przez całą noc. W końcu, pijany, naćpany, ledwo świadomy tego, co robi, Maksymilian Waza wyznaje Lenie miłość. Pułapka się zamknęła. Teraz to dziewczyna jet celebrytką, a Maks jej groupie.

W drogę!


Rankiem Lena zdradza swój prawdziwy cel - chce poprosić Ewę, by pozwoliła jej ekipie przyłączyć się do Wrakowiska. Zakochany po uszy Waza biegnie od razu do Brzeskiej. Ta o dziwo nie ma nic przeciwko, nawet bierze taką decyzję na klatę, nie radząc się wcześniej Semańskiej. Barbara przyjmuje to ze spokojem, węsząc spiski, ale ciesząc się z widoku Wazy, zachowującego się jak napalony nastolatek.
Godzinę później, na osobności Ewka i Lena gratulują sobie nawzajem udanie załatwionej sprawy. Król ma swoją wtykę w konwoju, Lena omotała Wazę, nic nie stoi więc na przeszkodzie by załatwić gangi ćpunów i ruszyć w stronę Poznania, po dawno zamówione przez Króla aparaturę i beczki z chemikaliami do produkcji błękitnych tabletek.