To miała być prosta misja. Wjechać, rozejrzeć się, zabrać sprzęt, beczki z odczynnikami, przy okazji zapakować ciężarówkę po brzegi sprzętem dla Króla, a na koniec wyjechać. Bułka z masłem. Niestety, Oprawcy mieli inne zdanie na ten temat.
Kiedy Ewka z Plankiem wyciągają aparaturę z laboratorium, nagle słychać potworny wizg piły spalinowej i wrzaski jednego z ludzi Brzeskiej, zza wysokiego muru zakładu. Ktoś rzuca granaty dymne, zasnuwające całą okolicę gęstą mgłą. Drugi człowiek Warsztatu panikuje. Strzela na oślep, co daje napastnikowi pojęcie, gdzie szukać kolejnej ofiary. Jego wycie sprawia, że w Ewce i Kosmie umierają wszelkie bohaterskie zapędy. Spieprzają do budynku. Kiedy mgła zaczyna się rozwiewać widzą wybebeszone ciało jednego ze swoich ludzi. Głowa drugiego dynda spokojnie na latarni ćwierć kilometra dalej. Oboje pakują się ekspresem do ciężarówki i zabierają się do fabryki VW. Kiedy mijają głowę, widzą w oknach obserwujących ich Oprawców. Jest ich półtora tuzina. Wielki facet w ćwiekowanym kombinezonie motocyklisty wyglądający na szefa tej bandy pokazuje, że wkrótce wykończy ich wszystkich.
![]() |
| Wuuuum, wum wum wum. Wuuuuuuuu! |
Seek and Destroy
Z Wrakowiskiem, Warsztatem i Bastionem nie ma, kurwa, żartów. Ekipa zbiera się w całości, dzieli wojskiem po połowie (jedna część zostaje z cywilami) i rusza do zakładu. Weronika pokazuje, że z niej nie tylko ładna laseczka, ale też ostra suka. Odstrzeliwuje jednego z Oprawców, z mniej więcej kilometra. Jednym pociskiem. Co prawda półcalowej średnicy, ale jednak.
Semańska podejrzewa, że Oprawcy mogli przygotować niespodziankę i tak się w rzeczywistości okazuje. Miny claymore rozstawione w płytkich dziurach w drodze - mogły zmasakrować załogi słabiej opancerzonych pojazdów, a i z samych aut zrobić sieczkę. Na szczęście dziewczyny w porę je wypatrzyły, potem Weronika z pomocą Kosmy zabezpieczyła. Okazuje się, że poza czujką nikogo nie ma na widoku. Nie ma albo nie widać, bo wszyscy mają wrażenie, że wkrótce zobaczą paskudny ryj szefa Oprawców. Albo usłyszą jego głos.
Polfa po raz drugi
Ewka rusza z Kosmą pakować aparaturę. To tylko przykrywka - chce znaleźć kwadrans, by pogadać z nim na spokojnie. Wręcza mu starego (ale dalej działającego!) smartfona, mówi “Masz, obejrzyj to!” i czeka. Na ekranie jest widok siatki folderu ze zdjęciami, jest tego prawie trzy setki. Fotki przedstawiają jakieś wypasione laboratorium. Jest tam wszystko, czego Kosma mógł kiedykolwiek potrzebować. Maszyneria, system filtracji, automaty do mieszania, regulatory temperatury, ciśnienia, wilgotności i masy innych parametrów, które są kluczowe w procesie powstawania farmaceutyków… albo Niemożliwium. Brzeska oferuje Kosmie pracę. Jest na usługach Króla, który szuka zdolnego chemika. Oferuje mu to, co widzi na zdjęciach i wszystko, czego by jeszcze chciał. Panienki, posiadłość, auto, naturalne żarcie, cokolwiek. Może manipulować składem Niemożliwium, zrobić z tego używkę, próbować zmniejszyć toksyczność. Byle tylko zaspokoić potrzeby rynku.
Kosma się zgadza.
![]() |
| Ja bym tam za nic nie chciał siedzieć. Czym tu się podniecać? |
W tym czasie kolejna parka rusza na poszukiwanie cichego kącika. Lena udaje napaloną i robi to na tyle przekonująco, że Maks zdziera z niej majtki, kiedy tylko znajdują zamknięte pomieszczenie na uboczu. Dziewczyna ma talent. Po mistrzowsku udaje, że Waza zaspokaja ją, jak nikt inny wcześniej, jednocześnie robiąc mu dobrze tak dobrze, że Maks szczerze wierzy, że nikt inny nigdy nie zaspokoił i nie zaspokoi go tak, jak Lena. To oczywiście preludium do dalszych manipulacji. Lena zwierza się, że robi się dla niej zbyt niebezpiecznie. Chce ruszyć w świat z Maksem. Pieprzyć system, pieprzyć powolne, ustatkowane życie. Wystarczy fura z dobrym silnikiem, flacha, kreska i walizka gumek. Maks broni się jak może, ale ostatecznie staje na tym: Lena odprawi swoich ludzi, wróci do Krakowa z Maksem swoim Nissanem. Waza zbierze rzeczy, do których ma sentyment i pojadą razem w świat. Na początek na południe, gdzieś gdzie śnieg topi się w lutym, nie w maju.
![]() |
| Ehm. No tak. Czemu to nikogo nie dziwi? |
Kiedy wszyscy pakują towar, Semańska obserwuje teren. Nagle słyszy w radiu paskudny głos Borysa. Szef Oprawców wyśmiewa ją i opowiada o tym, co znalazł - a raczej kogo znalazł, bo po chwili daje się słyszeć głos Jacka. Grozi, że załatwi jego i jakiegoś drugiego typa z Warsztatu, jeśli ekipa z Krakowa nie wyniesie się z fabryki VW i nie zostawi Bastionu na pożarcie Oprawcom. Jeśli ich ostrzegą, chłopaki będą torturowane. Kiedy na scenie pojawia się Kosma, Borys zmienia zdanie. Wystarczy, że zostawią Planka. Plank otrzyma bardzo bezpieczne stanowisko głównego chemika. Nic mu się nie stanie, poza tym, że będzie niewolnikiem. Reszta może wracać do domu. Borys weźmie Kosmę. No, chyba, że jednak wolą zdradzić Bastion.
Do peletonu dołącza Maks. Jego pyskata morda nie może pozostać cicho - rzuca jakimś tekstem, który wychwytuje Borys. Oprawca wrzeszczy do słuchawki, że jego ludzie właśnie obcinają rękę Jackowi (słychać w tle wycie). Jeśli ktokolwiek jeszcze spróbuje mu pyskować, zaczną przypalać chłopaków palnikiem. Borys nie zamierza ryzykować. W ruinach naprzeciwko zostawił paczkę z mikrofonami. Ekipa ma je założyć i trzymać ciągle przy sobie. I faktycznie, wysłany człowiek znajduje otwarte pudło z mikrofonami.
Lena słucha wszystkiego siedząc nieopodal. Zaczyna płakać. Łzy lecą jej strumieniami. Chowa głowę między kolanami i łka, nie mogąc przestać. Maks siada obok niej i próbuje pocieszyć po swojemu… śpiewając jeden ze swoich hiciorów.
W Planku odzywa się szalony naukowiec. Mruczy pod nosem, że tamci są słabi, że nie ma sensu negocjować, że trzeba pomyśleć jak ich załatwić. Zapomina, że wszystko co mówi - choćby szeptem - jest transmitowane do Oprawców. Kiedy Borys wrzeszczy o tym, że właśnie wydali wyrok na swoich kompanów i w tle daje się słyszeć rzężenie torturowanych chłopaków, Kosma zrywa i rozdeptuje mikrofon. Maks robi to samo.
Semańska wpada w furię. Wyrywa radio z ciężarówki i zaczyna nim okładać Kosmę, rozwalając mu łeb. Kiedy rzuca się na Maksa, Lena błyskawicznie ją podcina i wytrąca zakrwarione pudło. Ewka wrzeszczy do Weroniki by zdjęła czujkę - jednego z Oprawców, obserwującego przez lunetkę sytuację z mieszkania pół kilometra dalej. Przyboczna Mariusza trafia, choć niekoniecznie śmiertelnie.
Lena, zapłakana, pomaga Barbarze wstać, po czym wrzeszczy na chłopaków. Wyrzuca im głupotę, bezsensowne kozaczenie. Zgoda na zdradę Bastionu dawała szansę na opracowanie planu. Teraz nie mają nic, prócz życia Jacka i Marka na swoim sumieniu. Mówi, że wie kim jest pracodawca Oprawców. Nie mówiła nic, bo bała się zdradzić z jego tożsamością, poza tym, nie wie czy to prawda. To może być Wiktar Witus, białoruski naukowiec, pozbawiony wszelkich hamulców typ zbrodniarza wojennego. Ponoć on jest wynalazcą Niemożliwium. Siedzi gdzieś w bunkrze w między Poznaniem i Berlinem. Kiedyś był handlarzem, teraz jest świrem. Lena pracowała kiedyś zdalnie dla niego - ale jego ludzi, normalnych, już nie ma. Zostali tylko Oprawcy. Po tej przemowie bierze Maksa na bok. Prosi by się na nią nie gniewał, ale musiała to powiedzieć. Musiała, bo to nie jest gra, zabawa, tylko walka o życie. Walka, którą Jacek i Marek właśnie przegrali.
Parszywy wieczór
To najgorszy wieczór, jaki bohaterowie przeżyli, odkąd się poznali. Świadomość tego, że Jacek właśnie umiera sprawia, że wszystkim odechciewa się żyć. Nikt nie chce o tym myśleć. Barbara rzuca się w wir pracy. Rozstawia ludzi, sprawdza patrole, czyści broń, przechadza się po całym terenie - wszystko, byle tylko się czymś zająć. W tym czasie Kosma zaczyna reperować ciężarówkę. Przyłącza się do niego Maks i litrowa butelka wódki. Po jakiejś godzinie do hali wchodzi kilku mechaników. To ci sami, którzy widzieli, jak Kosma szabruje trupa gnieźnieńskiego żołnierza. Ci sami, którzy sarkali, kiedy Ewka i Plank wrócili z zasadzki przy drugiej Polfie. Mają dość tchórzliwego, samolubnego, durnego naukowca. Przyszli zrobić z nim porządek. Mają łomy, palnik i obcęgi do wyrywania paznokci. Mają też spluwy na wypadek, gdyby chciał się bronić.
Planka broni Maks. Początkowo zaczyna być nieprzyjemnie dla wszystkich, ale Maks jest bardzo skuteczny. Mechanicy dochodzą do wniosku, że może i Plank zadziałał jak idiota, ale to nie on jest winny śmierci Jacka i Marka. Z kontekstu rozmowy wynika, że Waza wiedział, że Ewka współpracuje z Królem. Panowie kłócą się przez chwilę, ale do niczego to nie doprowadza. Ot, kolejna nerwowa sytuacja w miejscu, gdzie napięcie sięga zenitu.
W tym czasie Lena odnajduje Barbarę i siada z nią na uboczu. Też ma flaszkę, którą powoli, spokojnie rozpijają. Opowiada Semańskiej o swoich planach względem Maksa. Że mu na nim zależy, że chce go wyciągnąć z Krakowa i ruszyć razem w świat. Wyciąga z Barbary kilka szczegółów z jej wcześniejszego życia. Semańska opowiada o Hardym - podkreślając, że to przyjaciel, towarzysz broni i nikt więcej. Po kilku kolejkach Lena pyta o to czy Barbara widzi siebie poza Wrakowiskiem. Wygląda na to, że to nie jest to samo miejsce, co pół roku temu. Może pora ruszyć dalej? Może pora zmienić coś w swoim życiu? Dla Semańskiej na pewno znalazłoby się zajęcie.
Ranek rostrzygnięć
Podczas montowania maszyny do uzdatniania Kosma przyznaje się, że wie o Królu. Zapytany o źródło, wydaje mechaników, którzy przyszli do Maksa i Planka, bo wydawali się jedyną rozsądną alternatywą. Ewka nie próbuje się wypierać. Godzi się zdradzić wszystkim całą prawdę, ale oczekuje, że Kosma powie po czyjej stronie jest. Że zdradzi plany opuszczenia Wrakowiska i rozpoczęcia pracy w laboratorium, które zostało dla niego przygotowane.
Ewa zabiera wszystkich na bok, prosi by usiedli i opowiada wszystko. Mówi o pierwotnym planie - planie zorganizowania nowego laboratorium, dzięki któremu Król mógłby się uniezależnić od Witusa. Białorusin fiksował od dłuższego czasu. Za prochy żądał coraz więcej, a dostarczał mniej, w dodatku towaru gorszej jakości. Tomasz wiedział, że Wiktar jest świrem, ale nie aż tak wielkim. Kiedy doszło do spotkania z Oprawcami, uruchomił swoje kanały. Witus przejrzał jego plan, okazało się, że zamierza go zlikwidować.
Kiedy Maks zaczyna się burzyć, Lena z płaczem wyznaje “Maks, ja też pracuję dla Króla”. Na to Waza zabiera ją na bok i każe wybierać. On czy Król. Lena we łzach oczywiście wybiera Maksa. Biedny, zakochany chłopak nie dostrzega prawdy, że jest jedynie marionetką w rękach wytrawnej aktorki.
Potem wybucha Barbara. Wygarnia wszystkim, że znali prawdę, ale nikt nie pofatygował się jej uświadomić. Każdy knuł za plecami, kombinował jak mógł, ale kiedy kule zaczęły latać, zaczęli się kryć pod jej spódnicą. Ostatecznie sprawa zostaje podsumowana krótko: trzeba wziąć napakowany materiałami wybuchowymi samochód i wjechać do bunkra tego skurwiela, którego ludzie zamęczyli Jacka. Zrobić porządek i wrócić robić swoje.
![]() |
| Maksowi się wydaje, że konwój wygląda tak. |
Ewka daje każdemu kwadrans na ochłonięcie. Sama idzie przygotować broń. Lena też nie zastanawia się długo. Maks kręci się wokół ludzi z Warsztatu. Próbuje zwerbować na akcję mechaników, którzy dali mu cynk o rozmowie Ewki z Królem, ale ci delikatnie go wyśmiewają i każą spierdalać. W między czasie Semańska wypytuje Kosmę - wyrzuca mu, że nic nie powiedział, choć zdawał sobie sprawę, że tutaj nie chodzi o maszyny dla Wrakowiska, a o laboratorium dla Króla. Szydzi z jego planów zrobienia z Niemożliwium zwykłej używki. Dla Planka sprawa jest prosta. Rozwalenie Wiktara daje Królowi szansę na przejęcie rynku. Król nie posiada zdolnych chemików, będzie musiał zdać się na Planka. To daje szansę na przerobienie tabletek na coś lżejszego, zwykłą używkę, jak fajki czy kawa. Inna sprawa, że z czasem będzie można usunąć Tomasza w cień. Mając w ręku produkcję łatwo będzie usunąć ten zbędny element. Albo rozwalić laboratorium.
Ostatecznie wszyscy zabierają się do pracy. Czasu jest niewiele, a roboty masa. Opancerzyć, dozbroić, zatankować, załadować - potrzeba prawdziwego czołgu, nie zwykłej półciężarówki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz