Żelazne wzgórze – miejsce, w którym niegdyś stała nowoczesna fabryka; połyskującym wówczas stalą i chromem, teraz jedynie rdzą i tłuczonym szkłem. Gdzieś pomiędzy betonowym rumowiskiem, osmalonym szkieletem dawnych hal produkcyjnych oraz wypalonymi, poskręcanymi korpusami maszyn widać nienaruszony szyb windy. Jej drzwi otwierają się z przeraźliwym zgrzytem. Z wnętrza wynurza się olbrzymia, otyła postać. Mężczyzna ma na sobie gruby, skórzany kombinezon wzmacniany żelaznymi elementami, z ramion zwisa mu peleryna z ognioodpornego materiału. Twarz o podmalowanych na czarno oczach i ustach wyobraża wyszczerzoną czaszkę. Blizny po chemicznych poparzeniach i zdeformowany nos nadają jej przerażającego wyglądu. Najstraszniejsze są jednak oczy – błękitne, szeroko otwarte, przekrwione oczy geniusza, który widział zbyt wiele.
Postać przechadza się teraz w otoczeniu kilku zbrojnych, odzianych w natowskie mundury, z ciężką bronią w ręku. Przed nim klękają w równym szeregu nędzarze. Twarz przywódcy wykrzywia paskudny grymas, będący jego wersją uśmiechu.
- Tych tutaj na dolny poziom. Ta też, i ta, ten, ten i ten na końcu też. A tych dwoje na krzyż! – ostatnie słowa wypowiada wrzeszcząc, tak by wszyscy zgromadzeni dobrze usłyszeli wydany rozkaz.
![]() |
| Niechcętamiść, niechcętamiść. Ojapierdolę ojapierdolę ojapierdolę. Ratuuunkuuu! |
Zdrady & Zbrojenia
Ekipa zaczyna sobie rozdzielać zadania. Maks ma różne, dziwne pomysły. Jazda w kilka aut, załatwienie czołgu, ściągnięcie pościgu, który pojedzie trasą ekipy, żeby oni się powybijali z Białorusinem. Wszystkie, oczywiście, od razu umierają. Grupa ruszy na dwa auta – Auteczko i Nissana Leny. Ten drugi ma pozostać pod Berlinem. Tak na wszelki wypadek. Kosma naprawia Auteczko. Maks próbuje zwerbować mu mechaników do pomocy. Werbuje dwie osoby i Kamila, który pamięta jeszcze smak Maksa. Kamil jest wniebowzięty, że Waza go pamięta!
Mariusz życzy powodzenia, daje bohaterom skrzynkę z wyrzutnią rakiet i zaprasza do Bastionu po tym wszystkim. Barbara prosi by Bastion przekazał informację o zasadzce na ich ludzi, daje mu nieśmiertelniki odnalezione przy zwłokach członków patrolu, rozjechanego w zasadzce przez Ślązaków.
Weronika uśmiecha się smutno i mówi cicho „Do zobaczenia kiedyś tam”. Całuje Maksa w usta, patrząc na Lenę i Kamila. Lena i Maks się kłócą. Dziewczyna wyrzuca Wazie, że nie jest zwykłą, nastoletnią kurewką, która będzie za nim biegać z wywieszonym jęzorem i chichotać, kiedy ten będzie lizał się z innymi laskami. By pokazać mu, jak to wygląda z jej perspektywy, całuje Kamila. Maks reaguje natychmiastowo. Doskakuje do chłopaka, odciąga go od Leny i… masakruje mu twarz. Jeden strzał, krytyczny skutek. Kosma pojawia się na miejscu błyskawicznie. Tamuje krwotok, pakuje w Kamila prochy, unieruchamia go w bezpiecznej pozycji. Jeśli przeżyje, chłopak będzie zdecydowanym wrogiem Wazy. Tak się kończy niespełniona miłość.
Lena ma dość wszystkiego. Idzie przygotowywać Nissana. Semańska doskakuje do Wazy, ale tym razem nie próbuje go bić. Opierdala go z góry na dół. Zapowiada, że za to, co zrobił z Kamilem, po powrocie będzie go czekało coś więcej, niż pogadanka. Maks, jak gdyby nigdy nic, odpala fajkę, po czym mówi: “Nikt nie będzie ujeżdżał klaczy ze stajni Maksa”. W myślach kaja się jednak za to. Zaczyna pojmować, że nigdy wcześniej nie zmasakrowałby człowieka za to, że ten całuje jego laskę. Ba, nigdy by się nie odważył wystartować do kogoś takiego! Zmienił się bardziej, niż sądził. Zmienił, a jeszcze bardziej zmieniła go Lena.
By zapomnieć o całej sprawie, Waza rusza na poszukiwania broni. Udaje mu się zorganizować trzy koktajle mołotowa (broń obszarowa +0). W tym czasie Semańska dogaduje ostatnie szczegóły z Bastionem (mają sprzedać jeńców żołnierzom z Gniezna – na pewno się ucieszą kiedy dowiedzą się, że ci ludzie są współodpowiedzialni za śmierć ich kompanów).
Słupy & Trupy
Kilka kilometrów od fabryki VW czeka na bohaterów prezent od Borysa. Ciało Marka, zawieszone na słupie wysokiego napięcia. Smutny, przykry widok. Jedyna pociecha w tym, że napakowali go prochami, że umarł nieświadomy z tym, co się z nim dzieje. Bez bólu, którego wcześniej dostarczyli mu aż nadto. Na piersi ma zawieszoną tabliczkę z napisem „Elektrociepłownia”.
![]() |
| Już pędzę. Już lecę. |
W radiu odzywa się Borys: „Czekamy na was w elektrowni. Mamy ze sobą przyjaciela, który nie może się doczekać spotkania”, po czym przekazuje radio Jackowi, który krzyczy „Zaminowali drogi, to…”. W tym momencie głos milknie.
Dla bohaterów dalsze kroki to żaden wybór. Głośno deklarują, że ominą elektrociepłownię, ale oczywiście zamierzają się tam wpakować. Może nie zaminowanymi drogami, może nie tak, jak miałby nadzieję zorganizować to Borys, ale jednak. Po pogrzebaniu kompana ekipa zaczyna planować zemstę. Na pewien pomysł rozwiązania sytuacji wpada Kosma…
Pogaduchy przez sekretne radio
Pomysł ten wymaga negocjacji z Oprawcami. Rozmowa z Borysem jest jak z krzywego zwierciadła. Kosma chce go przekonać, ale nie wie jak. Wie czym, ale nie ma pojęcia jak powiedzieć o tym, żeby reszta się dowiedziała, że ma pięćdziesiąt litrów prochów. Zależy mu na Jacku, ale też nie chce psuć sobie reputacji. W końcu Borys się wkurwia. Zapowiada, że zabierze się do chłopaka ze skalpelem, jeśli Plank dalej będzie sobie leciał w kulki.
Dzięki pomocy Maksa Kosmie udaje się przełączyć częstotliwość, opowiedzieć co ma do zaoferowania i co chciałby w zamian (czyli Jacka). Lena uspokaja w tym czasie Semańską i Brzeską – mówi, że Plank faktycznie ma dobry pomysł, ale nie chce by dziewczyny spaliły cały plan wkurwiając się niepotrzebnie. Kosma prawie rujnuje wszystko nie mając pomysłu na sposób wymiany, ale ostatecznie kompromis proponuje Barbara. Plac manewrowy, z którego do głównej szosy biegnie wąska, kręta uliczka. Miejsce gdzie można zastawić pułapkę, zapewnić sobie drogę ucieczki i utrudnić pościg. Wszyscy mają świadomość, że Jacek prawdopodobnie jest umierający i stanowi jedynie przynętę. Nie ma jednak innego wyjścia. Tak przynajmniej mają realną szansę na zemstę.
Plac manewrowy
![]() |
| Tym razem wszystkie lokacje jakieś koszmarne. |
Na środek popękanej, betonowej nawierzchni wjeżdża Auteczko. Ze środka wypełzają Kosma z Maksem i zaczynają odczepiać zbiornik z Niemożliwium. Waza nie byłby sobą, gdyby nie wcisnął do kieszeni kilku garści tabletek. Na koniec Plank poprawia jeszcze ładunek wybuchowy i obaj odjeżdżają poza oświetlony reflektorami teren.
Z drugiej strony wychodzi Jacek. Słaniający się na nogach, ledwo przytomny, o porozbijanej twarzy, pobandażowanych kończynach. Widać, ze to jego ostatnie chwile. Widać, że jest przynętą, że nie ma już szansy go ocalić. Barbara waha się jedynie przez chwilę. Daje rozkaz. Lena strzela w czoło, zabijając Jacka na miejscu. Kosma detonuje ładunek, paląc całe Niemożliwium. Semańska strzela z rakiety, rozwalając na kawałki kilku Oprawców. Od razu odpalają silniki samochodów i rzucają się do ucieczki.
Szanse, jako takie, mają wyłącznie na drodze.
Gonitwa
Każda ze stron spodziewała się zdrady i każda przygotowała na pościg. Jako pierwszy rusza nieopancerzony Nissan, za nim ciągnie Semańska. Sto metrów dalej – tuzin Oprawców w łazikach i na motocyklach. Ciszę i spokój pustej drogi przerywa terkot broni maszynowej. Grupa się nie czai, wie, że teraz życie Barbary, Kosmy, Maksa, Ewki i Leny zależy od ich umiejętności walki. Strzelają ze wszystkiego, co mają. Maks okazuje się być prawdziwym potworem. Wyrzuca uzbrojoną minę, która rozwala trzech Oprawców. Raz za razem zdejmuje oprychów precyzyjnymi strzałami z Desert Eagle’a. W tym czasie Kosma i Ewka napierają z karabinów, eliminując kolejnych nieprzyjaciół.
Nagle do pościgu dołącza monster truck! Borys miał nadzieję staranować jeden z pojazdów bohaterów, ale wyjeżdża na drogę kilka metrów za nimi. Jego człowiek odpala miniguna, zaczyna kroić asfalt i oba auta. Nissan nie wytrzymuje takiego naporu ognia. Z rozwalonymi kołami i podziurawioną karoserią wpada do rowu. Lena i Maks cudem unikają zmiażdżenia pod ogromnymi kołami półciężarówki – wyskakują z wozu na ułamek sekundy przed tym, jak Borys wprasowuje go w glebę. Nie tracą czasu. Sięgają po broń i pakują pocisk za pociskiem w ostatnich motocyklistów. Kosma rozwala kolejną grupę pociskiem z wyrzutni. Niestety, minigun na monster trucku zaczyna miażdżyć Auteczko. Barbara stawia wszystko na jedną kartę.
Okręca ciężarówką tak, że jedzie równolegle do monster trucka, a Kosma wstrzeliwuje bazookę do kabiny. Booom! Samochód eksploduje w fontannie ognia. Słychać przeraźliwe krzyki palonych żywcem Oprawców – ludzi, którzy rzekomo mieli sami szukać bólu. Borys cudem się ratuje, ale tylko na chwilę. Barbara podchodzi do niego z toporkiem strażackim. I zadaje mu długą, bolesną, okrutną, krwawą, brudną, pieprzoną śmierć. Cuci go kilka razy, bo Borysowi zostało przecież kilka kończyn do zredukowania. Nie robi tego z żądzy krwi. Chce tylko wyrównać rachunki. I wyrównuje tak, że demony wojny zasypiają, sowicie wykarmione przez troskliwą Semańską.
![]() |
| Podmienić harpun na miniguna i będzie! Ścigał was podrasowany WAR RIG! |
Osada
Podróż pod Berlin jest wyjątkowo spokojna. Na horyzoncie nie widać żywego ducha. Im dalej na zachód, tym bardziej skąpa jest roślinność, tym większe zniszczenia widać. Pordzewiałe, zepchnięte na pobocza samochody. Budynki przydrożnych barów – wybite szyby, zerwane dachy, pomazane, nadpalone, zdewastowane. Osuszone do cna stacje benzynowe. Wszystko, co cenne, dawno temu zostało rozszabrowane. Najgorzej jest w pobliżu niemieckich miasteczek i metropolii. Wojna zdmuchnęła stamtąd życie we wszelkiej formie. Nawet karaluchów brakuje. Krajobraz jest iście księżycowy: leje po bombach, wszechobecny, czarny pył. Wiecznie zachmurzone niebo.
Choć nie wróży to dobrze dalszej drodze, bohaterowie w końcu pokonują pas śmierci i przebijają się do normalnie wyglądającej okolicy. Są drzewa, trawa – choć wysuszone po zimie, wciąż zielone. Grupa w końcu trafia na ślad ludzkiej bytności: w pobliżu jednego z miasteczek widać niewielką strużkę dymu, z bliższej odległości słychać dźwięki pracującego silnika, przekrzykujących się ludzi, wrzaski i śmiechy dzieciaków. To nie jest jednak normalna osada. Rozciągnięta jest na wielkim placu, w którego centrum stoi ciężarówka wyposażona w dźwig. Z haka wisi łańcuch, przyczepiony do dwóch klatek, w których dogorywają, jak się szybko okazuje, litewscy maruderzy.
Miasteczko jest pod kontrolą Wiktara. Przeszło połowa mieszkańców jest uzależniona od błękitnych tabletek, wiele ćpunów wierzy w Witusa jak w boga. Tylko dzięki trzeźwo myślącym ochroniarzom grupa nie pakuje się w poważne kłopoty – ostrzegają postacie by nie zdradzały swojego celu i zamarkowały jakąś misją handlową z Krakowa. Ostatecznie grupie udaje się lekko podreperować auto, wymienić się informacjami i odjechać w spokoju.
Żelazne wzgórze jest już bardzo blisko.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz