Wszystko przebiega bez problemu. Bohaterowie oszukują jeden z gangów, oferując mu prochy w zamian za atak na swoich nieprzyjaciół. Cała akcja zajmuje Maksowi pół godziny i kosztuje ekipę jedną osobówkę. Semańska z Ewką są pod wrażeniem, jak niesamowitym negocjatorem potrafi być Waza.
Może chodzi o to, z jakim towarzystwem negocjuje?
Ekipa spiskuje jeszcze bardziej. Bohaterowie chcą się upewnić, że z obu gangów zostaną niedobitki. Gdzieś umyka wszystkim, że ci ludzie to bliscy mieszkańców Sieradza, że pozwalali im żyć łudząc się, iż kiedyś porzucą swoich skrzywionych kompanów. Wrakowisko i Warsztat sprowadzają wszystkich na glebę. Nie ma miejsca na sentymenty. Trzeba przelać krew.
Spisek opiera się na ostrzeżeniu atakowanych. Robi to jeden z tutejszych. Kiedy wraca, opowiada dziwną historię o obcych - napakowanych sterydami, wydziaranych łysolach, którzy siedzą z Pyzą. Lena wspomina, że słyszała historie o Oprawcach, fanatycznych ćpunach krążących gdzieś po północnych województwach. To bezwzględni, okrutni mordercy, prawdopodobnie słudzy jakiegoś pojebanego sekciarza. Możliwe, że dzięki ostrzeżeniu zyskali właśnie zbyt dużą przewagę i atak zakończy się prawdziwą masakrą...
Na wszelki wypadek Barbara z Kosmą szykują wspomaganie - wypełnione materiałami wybuchowymi auto, które Semańska ma wpakować w jakiś wrażliwy punkt. Idealnie nadaje się do tego stacja benzynowa, wokół której gang rozciągnął obóz. Swoje trzy grosze chce dorzucić Maks - zamierza ściągnąć Pyzę w jakieś ustronne miejsce, gdzie wyrówna z nim swoje rachunki.
Podczas rozmów ma miejsce potężny zgrzyt. Barbara nazywa Wazę głupkiem. Lena włącza się do gry, krzycząc na Semańską by sobie zbyt wiele nie wyobrażała. Prowokuje Maksa starając się go skłócić z ekipą. Kończy się na słownej wymianie ognia, ale niesmak pozostaje na dłużej.
Bitwa o Sieradz
Gang atakuje o zmroku. W obozie obrońców wszystko wygląda naturalnie - ludzie chlają i ćpają, pieprzą się gdzie popadnie, leci głośna muzyka, a fajek palą tyle, że w niebo leci wielka kolumna dymu… Ale to pozory. Kiedy pierwsze motocykle napastników pojawiają się na drodze, wszyscy lecą do stanowisk ogniowych. Zaczyna się bitwa. Karabiny wypluwają tysiące pocisków. Błyskają granaty, rakietnice rozwalają łaziki, paląc załogi żywcem. Kiedy wydaje się, że atakujący rozbiją obóz bandy Pyzy, z pobliskiego budynku wynurza się tuzin Oprawców. Szarżują do walki na swoich motocyklach, najpierw siekając karabinami, potem, kiedy zbliżą się do pola walki, przechodząc do paskudnej broni białej. Bejsbole, toporki strażackie, nabijane gwożdziami pałki. Piła mechaniczna. Ten widok masakruje morale napastników. Wydaje się, że lada chwila atak będzie odparty…
...Właśnie wtedy Semańska odpala silnik samochodu-pułapki. Celuje w środek stacji benzynowej, przylegającej do obozu gangu. W idealnym momencie wyskakuje z wozu, lądując w głębokim, wypełnionym śniegiem rowie. Po sekundzie słychać eksplozję i zaraz za nią kolejną, o wiele potężniejszą. Ziemia drży, kiedy zbiorniki paliwa pod stacją są rozrywane. Kolumna ognia i dymu idzie w niebo. Na ten widok atakujący po raz kolejny podrywają się do walki. Szanse się wyrównały.
![]() |
| Taka szkoda. Tyle paliwa. |
Maks chce się upewnić, że wszystko przebiegnie tak, jak planowali. Wyzywa Pyzę przez radio. Śmieje się z niego i wyzywa na pojedynek na granicy lasku nieopodal stacji. Szefowi ćpunów nie trzeba powtarzać dwa razy. Bierze furgon, dwóch przybocznych i jedzie na spotkanie. Walka ma miejsce na polanie oświetlonej baterią reflektorów umieszczonych na dachu furgonetki. Pyza, ogromny grubas o potężnych łapach i wyglądzie wiejskiego zakapiora, idzie spokojnie z łomem w dłoni. Maks, z wrednym uśmieszkiem, idzie mu na spotkanie z nożem w ręce.
Zapowiada się nierówna walka.
Pojedynek
Maks zaczyna z grubej rury… Lejąc w stronę Pyzy i wyzywając go od małych fiutków. Taktyka okazuje się zajebiście skuteczna. Pyza atakuje łomem, młócąc powietrze raz za razem. Wpada w prawdziwą furię. Nie widzi Maksa, cały świat zachodzi mu czerwienią. Waza popełnia błąd - próbuje kopnąć Pyzę, zamiast ośmieszać go dalej na oczach kumpli. W końcu Pyza wyprowadza celny cios - trafia lekko Maksa w żebra i to wystarcza, by wytrącić go z równowagi. Kolejne trzepnięcie łomem łamie Wazie palce lewej ręki. Chwyta się za dłoń tylko po to, by poczuć potężny ból w udzie. Ostatnim co widzi, zanim traci przytomność to biała kość lewego uda, przebijająca się przez skórę. Wszędzie tryska krew.
Jest już po walce.
![]() |
| Łom kontra kości Maksa 4:0 |
Pyza wyciąga zza pleców spluwę, przystawia Maksowi do głowy i cedzi przez zęby:
- Zabieram go ze sobą. Będzie moją gwarancją ucieczki - po czym wrzuca Wazę do auta i rusza z piskiem opon.
Lena nie czeka na rozkazy czy pozwolenie. Wsiada do pickupa i rusza w pościg. Semańska klnie pod nosem, rozkazuje Kosmie usiąść za kierownicą, a sama staje przy działku. Maks może jest wrednym cwaniakiem, ale to w końcu człowiek z Wrakowiska. Czas pokazać tym pieprzonym ćpunom, co to znaczy zadrzeć z Krakusami.
Pościg
Pościg zaczyna się przeciągać. Ludzie Pyzy ostrzeliwują dachciężarówki. Jedna z kul ociera się o policzek Semańskiej, kalecząc ją dotkliwie. Kula wystrzelona z maszynówki motocyklisty trafia ją w lewy bark, przebijając go na wylot. Widok własnej krwi sprawia, że Barbara wpada w furię. Ciągnie serię za serią. Rozwala tył motoru po lewej - kierowcę wyrzuca na kilka metrów w górę tylko po to, żeby po bolesnym lądowaniu został przygnieciony wrakiem. Drugi ma mniej szczęścia - pocisk trafia rękę, w której trzymał zapalony koktajl mołotowa. Wyjąca, żywa pochodnia wjeżdża w las, rozbijając się o wypalony pień drzewa.
Pozostała jedynie furgonetka.
Wymiana ognia nie daje wiele. Oba pojazdy są powgniatane od dziesiątek kul, ale nie żaden nie rezygnuje. Impas przełamuje Lena. Daje kierownicę kumplowi. Wychodzi na dach, po czym skacze na tył furgonu, powalając strzelca. Zaczyna okładać go pięściami. Tamten próbuje wypchnąć Lenę, ale dziewczyna stosuje jakiś chwyt i wyrzuca poobijanego, wrzeszczącego ćpuna przez tył. Kosma “nie zauważa” tego w porę i kosi go prawym kołem. Po chwili dziewczyna obraca się i rusza w stronę szoferki. Przez chwilę nic się nie dzieje. Auto jedzie sobie, jak gdyby nigdy nic. Nagle gwałtownie skręca, przewraca się na bok i sunie po asfalcie, krzesząc iskry. Zatrzymuje się na krawędzi wiaduktu - tylna połowa wisi w powietrzu. Wrakowisko i ludzie Leny zatrzymują się z piskiem opon, wyskakują z aut i mierzą do wraku z karabinów. Po minucie przez lewe drzwi próbuje wypełznąć Pyza. Jest cały we krwi, półprzytomny. Wywraca się na asfalt, bełkocząc bez sensu. Kiedy jego sto dwadzieścia kilogramów przestają przeważać auto, furgonetka przechyla się w stronę przepaści. Kosma ignoruje Pyzę, rzuca się z linką i zaczepia o podwozie. Auto wisi prawie pionowo.
W tym czasie Pyza zaczyna kojarzyć gdzie jest i co się dookoła dzieje. Widząc Planka zaczyna wrzeszczeć, krzyczy “Zdychaj!” i sięga po broń. Salwa z kilku karabinów szatkuje go na kawałki. Kosma odsuwa się z odrazą słysząc paskudne mlaśnięcia, kiedy pół setki pocisków kaliber 7,62 robią z Pyzy mielonkę. Dźwięk broni cuci Lenę. Ta wynurza się z szoferki i prosi o pomoc w wyciągnięciu Maksa. Po minucie oboje lądują na asfalcie - zmasakrowani, cali pokryci krwią.
Ale żywi.
Pobojowisko
Kosma ma ręce pełne roboty. Przestrzelony bark, pozdzierane kolano, złamania (w tym otwarte), do tego pierdylion draśnięć, zadrapań, siniaków i krwiaków… Ale jeśli Plank na czymś się zna, to właśnie na medycynie. Robi co trzeba, tak jak trzeba. W obozie będzie trzeba owinąć nogę Maksa w gips, ale najgorsze jest już za Maksem.
Wredna żmija wykorzystuje okazję i zagaduje do Kosmy:
- Pierwszy raz widzę kogoś takiego. Przed wojną musiałeś być rozchwytywanym ekspertem, nie wierzyłam, że są gdzieś jeszcze prawdziwi lekarze. Dziękuję. Dziękuję za pomoc, za to, że odratowałeś Maksa - mówi Lena, patrząc na Kosmę wielkimi, szczerymi oczami. Coś w środku Planka pęka. “Może ona jest jednak w porządku? Może po prostu zależy jej na tym skończonym głupku” - myśli Kosma i pokazuje Lenie uniesiony kciuk.
To jednak nie koniec roboty.
Urwany bak i dwie, pięćdziesięcio-litrowe beczki Niemożliwium zabrane z obozu rozbitego gangu czekają już na Planka. Ten zabiera ciężarówkę na wysypisko i… utylizuje jedną beczkę. Budzi się w nim chomik. Nie potrafi spalić wszystkich prochów. Nie, jeśli wie jakie cenne są niebieskie tabletki. Mocuje nowy bak, ale zamiast paliwem, wypełnia go Niemożliwium. Przy jego umiejętnościach nie ma szansy, żeby ktoś zauważył oszustwo.
A jednak. Młody chłopak, któremu Kosma zaimponował, ruszył za nim na motorynce. Widząc jak Plank wsypuje Niemożliwium do lewego baku, zmienia swoją opinię o Kosmie. “To nie genialny naukowiec. To kolejny skurwysyn, któremu zależy wyłącznie na kasie. Pewnie sam bierze” - myśli. Czeka w ukryciu, aż Kosma wróci pod dworzec, po czym odpala motor i wraca do domu.
Następnego dnia, kiedy konwój jedzie już w stronę Poznania, opowiada o tym Patrykowi i wszystkim innym decydentom z Sieradza. Pokazuje ślady, wypaloną - jedną - beczkę. Patryk kiwa jedynie głową, jego twarz wykrzywia się w grymasie gniewu.
- Niech oni tu, kurwa, wrócą - syczy przez zaciśnięte zęby.
Polfa
Lena prowadzi konwój bocznymi drogami. Z bitwy uciekło kilku łysych - dziewczyna boi się, że wezwą swoich kumpli i na Wrakowisko & Warsztat zacznie polować cała banda oprawców. Ewka i Semańska ufają Lenie na tyle, że zgadzają się jechać bocznymi drogami. Tempo podróży spada, ale faktycznie, udaje się uniknąć jakiegokolwiek towarzystwa.
Przynajmniej przez jedną dobę.
Już z daleka widać wysoki, dymiący komin zakładu przemysłowego. Kolumna się zatrzymuje, kto może sięga po lornetkę by sprawdzić co właściwie znajduje się przed konwojem. To niewielka fabryka - trzykondygnacyjny budynek z przyklejonym kominem, kilka niższych, mniejszych budowli i potężny, betonowy mur zwieńczony zwojami drutu kolczastego, z zespawaną z mocnych kształtowników i grubej blachy bramą. Obok stoi wieżyczka strażnicza, na górze stoi chyba tylko jedna osoba.
![]() |
| Kurort wypoczynkowy A.D. 2055. |
Ekspresowe konsultacje radiowe kończą się decyzją o wysłaniu zwiadu. Bohaterowie, wraz z Leną, biorą jedynie ciężarówkę. Jadą spokojnie, obserwując sytuację. Kiedy podjeżdżają bliżej, z megafonu daje się słyszeć głos strażnika - każe im się wynosić i zabrania przejazdu obok zakładu. Standardowo, Maks wyjeżdża z pyskówką. Sytuacja robi się napięta, strażnik zaczyna strzelać… Ale robi to tak niezdarnie, że nawet Barbara jest przekonana, iż były to jedynie strzały ostrzegawcze. Po kolejnej minucie pyskówki brama się otwiera, a ze środka wyjeżdżają dwa opancerzone pickupy i ciężarówka ze zdemontowanym dźwigiem, który zamieniono na armatę.
Robi się nieciekawie.
Waza po raz kolejny wznosi się na wyżyny. Gada przez megafon z szybkością miniguna i… tamci odpuszczają. Zamiast walki, cała akcja kończy się rozmową. Szefowa grupy z zakładu przedstawia się jako Aneta Hałas. Potwierdza, że ona i jej ludzie (co do jednego nienawidzący zgniłej cywilizacji Zachodu, która doprowadziła Ziemię na skraj zagłady) zajęli starą fabrykę Polfy i wznowili produkcję lekarstw. Kiedy Barbara zaczyna się dogadywać z Anetą, z Maksa wychodzi burak - odpala skręta. Tamci wpadają w furię. Semańska poucza Wazę. Lena wybucha i wrzeszczy na Barbarę… Kończy się jednak dobrze. Lena opamiętuje się, przeprasza, mówi, że Semańska ma rację i Maks nie powinien prowokować tamtych. Waza idzie dopalić pod ciężarówkę, a pozostali porozumiewają się w sprawie przejazdu. Sto litrów paliwa i dwadzieścia kilogramów mięsa w zamian za prawo przejazdu - plus coś ekstra za środki odkażające, szczepionki przeciw tężcowi i wiadro przeciwbólowych.
![]() |
| Im większa armata, tym mniejszy fiutek... |
Pięć kilometrów dalej, Ewka uruchamia prywatny kanał radiowy do Leny. Dziewczyny klną, są ostro wkurwione. Liczyły na to, że uda się im tutaj załatwić sprawę chemikaliów i odczynników dla Króla. Wprowadzenie się fanatyków pokrzyżowało im plany.
- Cóż - mówi Ewka - poszukamy czegoś pod Poznaniem.
- Jak będzie trzeba, poproszę Maksia. Maksio wszystko załatwi, widziałaś jak się dzisiaj sprawił. Jest taki przewidywalny… Ale gadane ma, ludzie to kupują. Na pewno załatwi to tak, żebyśmy dostały to, co chcemy - odpowiada Lena.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz