Ukryci w gruzowisku bohaterowie widzą, jak z transportera opancerzonego wysiada sześciu żołnierzy. Dwóch wyprowadza skrępowaną dziewczynę, która ma na głowie czarny worek. Prowadzą ją w stronę zbryzganej krwią ściany - miejsca, które Litwini obrali sobie na rozstrzeliwanie Polaków.
Ściągają kaptur. Dziewczyna to Lisa. Jest w fatalnym stanie. Załzawiona, z podbitym okiem, ledwo przytomna. Dowódca rozcina jej więzy, prowadzi na miejsce egzekucji i proponuje papierosa. Lisa nie wie co zrobić - śmiertelnie przerażona trzęsie się, niemalże panikuje. Niemalże, zachowuje jednak godność i gdy dostrzega Semańską spinającą się do skoku, kiwa lekko głową na nie. Barbara nie zamierza jednak słuchać.
Ani Maks, który po wzięciu kilku bachów skręta i wciągnięciu kreski wychodzi chwiejnym krokiem próbując zagadać żołnierzy. Ci baranieją. Jeden podnosi broń, ale dowódca pokazuje mu, żeby poczekał. Ciekawi go, co to za świr i czy warto marnować na niego kulkę. Waza mówi bardzo dużo, ale z tego niewiele dociera do Litwinów. Polski zna tylko sierżant, a i tak słabo. Kiedy podnosi głos, zbiera strzał z kolby w skroń. Wygląda na to, że dowódca się zawiódł, bo pokazuje żołnierzowi, żeby postawił Maksa obok Lisy. Ten gada jak najęty, w ostatniej chwili przywołując imię Romualdusa. Litwini baranieją po raz drugi - sierżant decyduje się, że lepiej jest wykonać rozkaz z opóźnieniem i wziąć Polaczka na spytki pod prądem, niż zmarnować okazję. Związują obojgu ręce i prowadzą do BWP.
W tym czasie Kosma zaczyna strzelać, a Semańska rzuca granat dymny. Robi się piekło. Litwini rozsypują się po całym Gruzowisku Mogilskim, ostrzeliwując bohaterów. Maks i Lisa szukają schronienia - kiedy ten pierwszy uwalnia rękę, sięga po broń (później się okaże, że to rura od odkurzacza) i ciągnie dziewczynę na bok. Kosma wycofuje się, próbując wciągnąć kilku dezerterów w zasadzkę. Plan prawie się udaje - dostaje w bark, ale kluczy na tyle długo, by Semańska zdołała rozwalić trzech, a Waza rozjechać czwartego przejętym wozem piechoty. Kiedy do kabiny wpada granat, Maks cudem ewakuuje się z szoferki - chwilę później ostatni żołnierz pada trupem.
| Normalnie kurwa broń +5, migbłystalna rura od odkurzacza ze szczotką negatywnej energii. |
Bohaterowie zbierają pozostały sprzęt, uwalniają Lisę, po czym pakują się do Auteczka i spieprzają na północ, gdzie zostawili swój konwój. Lidka opierdala Maksa za to, że próbował się do niej dobierać, kiedy szli do BWP.
Bo faktycznie próbował.
Ucieczka z miasta
Wiedząc już, jak poważnie wygląda sytuacja, ekipa ewakuuje się z miasta najbezpieczniejszą trasą. Lidka wie, które są najlepiej pilnowane, gdzie najczęściej trafiają się patrole - Kraków jest po prostu zbyt duży, by mogli ogarnąć całość. Po drodze próbują plotkować, ale Lisa jeszcze się nie nadaje do rozmowy. Nic dziwnego, człowiek nie urywa się ze stryczka każdego dnia.
Na miejscu, w Michałowicach, razem z ludźmi z Wrakowiska obgadują dalsze plany. Maksa, jak zwykle, ponosi fantazja - mówi o ruchu oporu, o brawurowych akcjach, o wysadzaniu Wawelu… Szybko zostaje sprowadzony na ziemię. Stwierdza, że nic tu po nim i idzie poszukać wódki, ale dziewczyny punktują go - ucieczka w alkohol to nie rozwiązanie problemu.
A problemu rozwiązać się łatwo nie da, bo oprócz setki żołnierzy Litwini mają BWP, czołgi, łaziki, tony sprzętu (w tym amunicji) i mobilną wyrzutnię rakiet, na której tkwi jedna z głowicą jądrową. Dezerterzy nie opierdalają się, ani nie patyczkują - powiesili wszystkie ważne osobistości (w tym Alicję), uwięzili w areszcie przy Nowym Kleparzu dzieciaki, fachowców oraz wszystkich innych, których śmierć mogłaby kogoś dotknąć. Każdego dnia łapią i wykańczają jakąś losową osobę. W tym tempie za dwa lata w Krakowie zostaną sami. Lidce wydaje się jednak, że terror jest tymczasowy - kiedy zima puści, będą chcieli podporzadkować sobie okoliczne wsie. Być może czekają też na jakieś wsparcie?
Hardy nadal twardy
![]() |
| Willa Hardego. Wziął na to hipotekę na 30 lat. |
Magazyn, w którym ukrywa się Hardy wygląda jak ser szwajcarski. Blacha z dziurami po kulach, pordzewiała, trzymająca się na farbie. Popękane mury, przeciekający dach. Wewnątrz wiatr hula, że hej. Ciepło daje stary piecyk, do którego umorusana dziewczyna (Hardy nazywa ją Martą) dorzuca nieco węgla. Sam Tomasz leży okutany w przeżarte przez mole koce. Jeszcze w bandażach, w gipsie. Uśmiecha się na widok bohaterów i próbuje podnieść, ale zaraz opada na materach. Jest słaby. Nawet bardziej, niż słaby.
Jest umierający.
Nie daje tego po sobie poznać, ale mówi otwarcie: rany się nie zabliźnią bez prochów. Dopóki Kraków był wolny, ludzie z Polfy przynosili mu, co potrzeba. Po tym, jak wjechali tu Litwini, nikt nie ma dostępu do leków. Opowiada o ewakuacji, którą zawdzięcza Kopczyńskiemu. On sam wyniósł się poza Kraków, ale zostawił na stanowisku czujkę - Martę - i już dwa razy przysyłał ludzi z zapasami. Trzeciego razu ewidentnie nie będzie, bo po kilkunastu minutach z oddali daje się słyszeć ryk silników. Hardy jest ewakuowany po raz kolejny.
Bohaterowie zabierają go pod Michałowice, gdzie przerzucili transport z fabryki VW. Tam będzie bezpieczny, a co ważniejsze, tam będzie miał dostęp do leków, które cudotwórca Kosma wyczaruje w wywiezionym z Wielkopolski laboratorium.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz