piątek, 26 lutego 2016

#14: Droga do żelaznego wzgórza


Żelazne wzgórze – miejsce, w którym niegdyś stała nowoczesna fabryka; połyskującym wówczas stalą i chromem, teraz jedynie rdzą i tłuczonym szkłem. Gdzieś pomiędzy betonowym rumowiskiem, osmalonym szkieletem dawnych hal produkcyjnych oraz wypalonymi, poskręcanymi korpusami maszyn widać nienaruszony szyb windy. Jej drzwi otwierają się z przeraźliwym zgrzytem. Z wnętrza wynurza się olbrzymia, otyła postać. Mężczyzna ma na sobie gruby, skórzany kombinezon wzmacniany żelaznymi elementami, z ramion zwisa mu peleryna z ognioodpornego materiału. Twarz o podmalowanych na czarno oczach i ustach wyobraża wyszczerzoną czaszkę. Blizny po chemicznych poparzeniach i zdeformowany nos nadają jej przerażającego wyglądu. Najstraszniejsze są jednak oczy – błękitne, szeroko otwarte, przekrwione oczy geniusza, który widział zbyt wiele.
Postać przechadza się teraz w otoczeniu kilku zbrojnych, odzianych w natowskie mundury, z ciężką bronią w ręku. Przed nim klękają w równym szeregu nędzarze. Twarz przywódcy wykrzywia paskudny grymas, będący jego wersją uśmiechu.
- Tych tutaj na dolny poziom. Ta też, i ta, ten, ten i ten na końcu też. A tych dwoje na krzyż! – ostatnie słowa wypowiada wrzeszcząc, tak by wszyscy zgromadzeni dobrze usłyszeli wydany rozkaz.
Niechcętamiść, niechcętamiść. Ojapierdolę ojapierdolę ojapierdolę. Ratuuunkuuu!

Zdrady & Zbrojenia


Ekipa zaczyna sobie rozdzielać zadania. Maks ma różne, dziwne pomysły. Jazda w kilka aut, załatwienie czołgu, ściągnięcie pościgu, który pojedzie trasą ekipy, żeby oni się powybijali z Białorusinem. Wszystkie, oczywiście, od razu umierają. Grupa ruszy na dwa auta – Auteczko i Nissana Leny. Ten drugi ma pozostać pod Berlinem. Tak na wszelki wypadek. Kosma naprawia Auteczko. Maks próbuje zwerbować mu mechaników do pomocy. Werbuje dwie osoby i Kamila, który pamięta jeszcze smak Maksa. Kamil jest wniebowzięty, że Waza go pamięta!
Mariusz życzy powodzenia, daje bohaterom skrzynkę z wyrzutnią rakiet i zaprasza do Bastionu po tym wszystkim. Barbara prosi by Bastion przekazał informację o zasadzce na ich ludzi, daje mu nieśmiertelniki odnalezione przy zwłokach członków patrolu, rozjechanego w zasadzce przez Ślązaków.
Weronika uśmiecha się smutno i mówi cicho „Do zobaczenia kiedyś tam”. Całuje Maksa w usta, patrząc na Lenę i Kamila. Lena i Maks się kłócą. Dziewczyna wyrzuca Wazie, że nie jest zwykłą, nastoletnią kurewką, która będzie za nim biegać z wywieszonym jęzorem i chichotać, kiedy ten będzie lizał się z innymi laskami. By pokazać mu, jak to wygląda z jej perspektywy, całuje Kamila. Maks reaguje natychmiastowo. Doskakuje do chłopaka, odciąga go od Leny i… masakruje mu twarz. Jeden strzał, krytyczny skutek. Kosma pojawia się na miejscu błyskawicznie. Tamuje krwotok, pakuje w Kamila prochy, unieruchamia go w bezpiecznej pozycji. Jeśli przeżyje, chłopak będzie zdecydowanym wrogiem Wazy. Tak się kończy niespełniona miłość.
Lena ma dość wszystkiego. Idzie przygotowywać Nissana. Semańska doskakuje do Wazy, ale tym razem nie próbuje go bić. Opierdala go z góry na dół. Zapowiada, że za to, co zrobił z Kamilem, po powrocie będzie go czekało coś więcej, niż pogadanka. Maks, jak gdyby nigdy nic, odpala fajkę, po czym mówi: “Nikt nie będzie ujeżdżał klaczy ze stajni Maksa”. W myślach kaja się jednak za to. Zaczyna pojmować, że nigdy wcześniej nie zmasakrowałby człowieka za to, że ten całuje jego laskę. Ba, nigdy by się nie odważył wystartować do kogoś takiego! Zmienił się bardziej, niż sądził. Zmienił, a jeszcze bardziej zmieniła go Lena.
By zapomnieć o całej sprawie, Waza rusza na poszukiwania broni. Udaje mu się zorganizować trzy koktajle mołotowa (broń obszarowa +0). W tym czasie Semańska dogaduje ostatnie szczegóły z Bastionem (mają sprzedać jeńców żołnierzom z Gniezna – na pewno się ucieszą kiedy dowiedzą się, że ci ludzie są współodpowiedzialni za śmierć ich kompanów).

Słupy & Trupy


Kilka kilometrów od fabryki VW czeka na bohaterów prezent od Borysa. Ciało Marka, zawieszone na słupie wysokiego napięcia. Smutny, przykry widok. Jedyna pociecha w tym, że napakowali go prochami, że umarł nieświadomy z tym, co się z nim dzieje. Bez bólu, którego wcześniej dostarczyli mu aż nadto. Na piersi ma zawieszoną tabliczkę z napisem „Elektrociepłownia”.
Już pędzę. Już lecę.

W radiu odzywa się Borys: „Czekamy na was w elektrowni. Mamy ze sobą przyjaciela, który nie może się doczekać spotkania”, po czym przekazuje radio Jackowi, który krzyczy „Zaminowali drogi, to…”. W tym momencie głos milknie.
Dla bohaterów dalsze kroki to żaden wybór. Głośno deklarują, że ominą elektrociepłownię, ale oczywiście zamierzają się tam wpakować. Może nie zaminowanymi drogami, może nie tak, jak miałby nadzieję zorganizować to Borys, ale jednak. Po pogrzebaniu kompana ekipa zaczyna planować zemstę. Na pewien pomysł rozwiązania sytuacji wpada Kosma…
Pogaduchy przez sekretne radio
Pomysł ten wymaga negocjacji z Oprawcami. Rozmowa z Borysem jest jak z krzywego zwierciadła. Kosma chce go przekonać, ale nie wie jak. Wie czym, ale nie ma pojęcia jak powiedzieć o tym, żeby reszta się dowiedziała, że ma pięćdziesiąt litrów prochów. Zależy mu na Jacku, ale też nie chce psuć sobie reputacji. W końcu Borys się wkurwia. Zapowiada, że zabierze się do chłopaka ze skalpelem, jeśli Plank dalej będzie sobie leciał w kulki.
Dzięki pomocy Maksa Kosmie udaje się przełączyć częstotliwość, opowiedzieć co ma do zaoferowania i co chciałby w zamian (czyli Jacka). Lena uspokaja w tym czasie Semańską i Brzeską – mówi, że Plank faktycznie ma dobry pomysł, ale nie chce by dziewczyny spaliły cały plan wkurwiając się niepotrzebnie. Kosma prawie rujnuje wszystko nie mając pomysłu na sposób wymiany, ale ostatecznie kompromis proponuje Barbara. Plac manewrowy, z którego do głównej szosy biegnie wąska, kręta uliczka. Miejsce gdzie można zastawić pułapkę, zapewnić sobie drogę ucieczki i utrudnić pościg. Wszyscy mają świadomość, że Jacek prawdopodobnie jest umierający i stanowi jedynie przynętę. Nie ma jednak innego wyjścia. Tak przynajmniej mają realną szansę na zemstę.

Plac manewrowy

Tym razem wszystkie lokacje jakieś koszmarne.

Na środek popękanej, betonowej nawierzchni wjeżdża Auteczko. Ze środka wypełzają Kosma z Maksem i zaczynają odczepiać zbiornik z Niemożliwium. Waza nie byłby sobą, gdyby nie wcisnął do kieszeni kilku garści tabletek. Na koniec Plank poprawia jeszcze ładunek wybuchowy i obaj odjeżdżają poza oświetlony reflektorami teren.
Z drugiej strony wychodzi Jacek. Słaniający się na nogach, ledwo przytomny, o porozbijanej twarzy, pobandażowanych kończynach. Widać, ze to jego ostatnie chwile. Widać, że jest przynętą, że nie ma już szansy go ocalić. Barbara waha się jedynie przez chwilę. Daje rozkaz. Lena strzela w czoło, zabijając Jacka na miejscu. Kosma detonuje ładunek, paląc całe Niemożliwium. Semańska strzela z rakiety, rozwalając na kawałki kilku Oprawców. Od razu odpalają silniki samochodów i rzucają się do ucieczki.
Szanse, jako takie, mają wyłącznie na drodze.

Gonitwa


Każda ze stron spodziewała się zdrady i każda przygotowała na pościg. Jako pierwszy rusza nieopancerzony Nissan, za nim ciągnie Semańska. Sto metrów dalej – tuzin Oprawców w łazikach i na motocyklach. Ciszę i spokój pustej drogi przerywa terkot broni maszynowej. Grupa się nie czai, wie, że teraz życie Barbary, Kosmy, Maksa, Ewki i Leny zależy od ich umiejętności walki. Strzelają ze wszystkiego, co mają. Maks okazuje się być prawdziwym potworem. Wyrzuca uzbrojoną minę, która rozwala trzech Oprawców. Raz za razem zdejmuje oprychów precyzyjnymi strzałami z Desert Eagle’a. W tym czasie Kosma i Ewka napierają z karabinów, eliminując kolejnych nieprzyjaciół.
Nagle do pościgu dołącza monster truck! Borys miał nadzieję staranować jeden z pojazdów bohaterów, ale wyjeżdża na drogę kilka metrów za nimi. Jego człowiek odpala miniguna, zaczyna kroić asfalt i oba auta. Nissan nie wytrzymuje takiego naporu ognia. Z rozwalonymi kołami i podziurawioną karoserią wpada do rowu. Lena i Maks cudem unikają zmiażdżenia pod ogromnymi kołami półciężarówki – wyskakują z wozu na ułamek sekundy przed tym, jak Borys wprasowuje go w glebę. Nie tracą czasu. Sięgają po broń i pakują pocisk za pociskiem w ostatnich motocyklistów. Kosma rozwala kolejną grupę pociskiem z wyrzutni. Niestety, minigun na monster trucku zaczyna miażdżyć Auteczko. Barbara stawia wszystko na jedną kartę.
Okręca ciężarówką tak, że jedzie równolegle do monster trucka, a Kosma wstrzeliwuje bazookę do kabiny. Booom! Samochód eksploduje w fontannie ognia. Słychać przeraźliwe krzyki palonych żywcem Oprawców – ludzi, którzy rzekomo mieli sami szukać bólu. Borys cudem się ratuje, ale tylko na chwilę. Barbara podchodzi do niego z toporkiem strażackim. I zadaje mu długą, bolesną, okrutną, krwawą, brudną, pieprzoną śmierć. Cuci go kilka razy, bo Borysowi zostało przecież kilka kończyn do zredukowania. Nie robi tego z żądzy krwi. Chce tylko wyrównać rachunki. I wyrównuje tak, że demony wojny zasypiają, sowicie wykarmione przez troskliwą Semańską.
Podmienić harpun na miniguna i będzie! Ścigał was podrasowany WAR RIG!

Osada


Podróż pod Berlin jest wyjątkowo spokojna. Na horyzoncie nie widać żywego ducha. Im dalej na zachód, tym bardziej skąpa jest roślinność, tym większe zniszczenia widać. Pordzewiałe, zepchnięte na pobocza samochody. Budynki przydrożnych barów – wybite szyby, zerwane dachy, pomazane, nadpalone, zdewastowane. Osuszone do cna stacje benzynowe. Wszystko, co cenne, dawno temu zostało rozszabrowane. Najgorzej jest w pobliżu niemieckich miasteczek i metropolii. Wojna zdmuchnęła stamtąd życie we wszelkiej formie. Nawet karaluchów brakuje. Krajobraz jest iście księżycowy: leje po bombach, wszechobecny, czarny pył. Wiecznie zachmurzone niebo.
Choć nie wróży to dobrze dalszej drodze, bohaterowie w końcu pokonują pas śmierci i przebijają się do normalnie wyglądającej okolicy. Są drzewa, trawa – choć wysuszone po zimie, wciąż zielone. Grupa w końcu trafia na ślad ludzkiej bytności: w pobliżu jednego z miasteczek widać niewielką strużkę dymu, z bliższej odległości słychać dźwięki pracującego silnika, przekrzykujących się ludzi, wrzaski i śmiechy dzieciaków. To nie jest jednak normalna osada. Rozciągnięta jest na wielkim placu, w którego centrum stoi ciężarówka wyposażona w dźwig. Z haka wisi łańcuch, przyczepiony do dwóch klatek, w których dogorywają, jak się szybko okazuje, litewscy maruderzy.
Miasteczko jest pod kontrolą Wiktara. Przeszło połowa mieszkańców jest uzależniona od błękitnych tabletek, wiele ćpunów wierzy w Witusa jak w boga. Tylko dzięki trzeźwo myślącym ochroniarzom grupa nie pakuje się w poważne kłopoty – ostrzegają postacie by nie zdradzały swojego celu i zamarkowały jakąś misją handlową z Krakowa. Ostatecznie grupie udaje się lekko podreperować auto, wymienić się informacjami i odjechać w spokoju.
Żelazne wzgórze jest już bardzo blisko.

środa, 17 lutego 2016

#13: Poznańska masakra piłą spalinową

To miała być prosta misja. Wjechać, rozejrzeć się, zabrać sprzęt, beczki z odczynnikami, przy okazji zapakować ciężarówkę po brzegi sprzętem dla Króla, a na koniec wyjechać. Bułka z masłem. Niestety, Oprawcy mieli inne zdanie na ten temat.
Kiedy Ewka z Plankiem wyciągają aparaturę z laboratorium, nagle słychać potworny wizg piły spalinowej i wrzaski jednego z ludzi Brzeskiej, zza wysokiego muru zakładu. Ktoś rzuca granaty dymne, zasnuwające całą okolicę gęstą mgłą. Drugi człowiek Warsztatu panikuje. Strzela na oślep, co daje napastnikowi pojęcie, gdzie szukać kolejnej ofiary. Jego wycie sprawia, że w Ewce i Kosmie umierają wszelkie bohaterskie zapędy. Spieprzają do budynku. Kiedy mgła zaczyna się rozwiewać widzą wybebeszone ciało jednego ze swoich ludzi. Głowa drugiego dynda spokojnie na latarni ćwierć kilometra dalej. Oboje pakują się ekspresem do ciężarówki i zabierają się do fabryki VW. Kiedy mijają głowę, widzą w oknach obserwujących ich Oprawców. Jest ich półtora tuzina. Wielki facet w ćwiekowanym kombinezonie motocyklisty wyglądający na szefa tej bandy pokazuje, że wkrótce wykończy ich wszystkich.
Wuuuum, wum wum wum. Wuuuuuuuu!


Seek and Destroy


Z Wrakowiskiem, Warsztatem i Bastionem nie ma, kurwa, żartów. Ekipa zbiera się w całości, dzieli wojskiem po połowie (jedna część zostaje z cywilami) i rusza do zakładu. Weronika pokazuje, że z niej nie tylko ładna laseczka, ale też ostra suka. Odstrzeliwuje jednego z Oprawców, z mniej więcej kilometra. Jednym pociskiem. Co prawda półcalowej średnicy, ale jednak.
Semańska podejrzewa, że Oprawcy mogli przygotować niespodziankę i tak się w rzeczywistości okazuje. Miny claymore rozstawione w płytkich dziurach w drodze - mogły zmasakrować załogi słabiej opancerzonych pojazdów, a i z samych aut zrobić sieczkę. Na szczęście dziewczyny w porę je wypatrzyły, potem Weronika z pomocą Kosmy zabezpieczyła. Okazuje się, że poza czujką nikogo nie ma na widoku. Nie ma albo nie widać, bo wszyscy mają wrażenie, że wkrótce zobaczą paskudny ryj szefa Oprawców. Albo usłyszą jego głos.

Polfa po raz drugi


Ewka rusza z Kosmą pakować aparaturę. To tylko przykrywka - chce znaleźć kwadrans, by pogadać z nim na spokojnie. Wręcza mu starego (ale dalej działającego!) smartfona, mówi “Masz, obejrzyj to!” i czeka. Na ekranie jest widok siatki folderu ze zdjęciami, jest tego prawie trzy setki. Fotki przedstawiają jakieś wypasione laboratorium. Jest tam wszystko, czego Kosma mógł kiedykolwiek potrzebować. Maszyneria, system filtracji, automaty do mieszania, regulatory temperatury, ciśnienia, wilgotności i masy innych parametrów, które są kluczowe w procesie powstawania farmaceutyków… albo Niemożliwium. Brzeska oferuje Kosmie pracę. Jest na usługach Króla, który szuka zdolnego chemika. Oferuje mu to, co widzi na zdjęciach i wszystko, czego by jeszcze chciał. Panienki, posiadłość, auto, naturalne żarcie, cokolwiek. Może manipulować składem Niemożliwium, zrobić z tego używkę, próbować zmniejszyć toksyczność. Byle tylko zaspokoić potrzeby rynku.
Kosma się zgadza.
Ja bym tam za nic nie chciał siedzieć. Czym tu się podniecać?

W tym czasie kolejna parka rusza na poszukiwanie cichego kącika. Lena udaje napaloną i robi to na tyle przekonująco, że Maks zdziera z niej majtki, kiedy tylko znajdują zamknięte pomieszczenie na uboczu. Dziewczyna ma talent. Po mistrzowsku udaje, że Waza zaspokaja ją, jak nikt inny wcześniej, jednocześnie robiąc mu dobrze tak dobrze, że Maks szczerze wierzy, że nikt inny nigdy nie zaspokoił i nie zaspokoi go tak, jak Lena. To oczywiście preludium do dalszych manipulacji. Lena zwierza się, że robi się dla niej zbyt niebezpiecznie. Chce ruszyć w świat z Maksem. Pieprzyć system, pieprzyć powolne, ustatkowane życie. Wystarczy fura z dobrym silnikiem, flacha, kreska i walizka gumek. Maks broni się jak może, ale ostatecznie staje na tym: Lena odprawi swoich ludzi, wróci do Krakowa z Maksem swoim Nissanem. Waza zbierze rzeczy, do których ma sentyment i pojadą razem w świat. Na początek na południe, gdzieś gdzie śnieg topi się w lutym, nie w maju.
Ehm. No tak. Czemu to nikogo nie dziwi?

Kiedy wszyscy pakują towar, Semańska obserwuje teren. Nagle słyszy w radiu paskudny głos Borysa. Szef Oprawców wyśmiewa ją i opowiada o tym, co znalazł - a raczej kogo znalazł, bo po chwili daje się słyszeć głos Jacka. Grozi, że załatwi jego i jakiegoś drugiego typa z Warsztatu, jeśli ekipa z Krakowa nie wyniesie się z fabryki VW i nie zostawi Bastionu na pożarcie Oprawcom. Jeśli ich ostrzegą, chłopaki będą torturowane. Kiedy na scenie pojawia się Kosma, Borys zmienia zdanie. Wystarczy, że zostawią Planka. Plank otrzyma bardzo bezpieczne stanowisko głównego chemika. Nic mu się nie stanie, poza tym, że będzie niewolnikiem. Reszta może wracać do domu. Borys weźmie Kosmę. No, chyba, że jednak wolą zdradzić Bastion.
Do peletonu dołącza Maks. Jego pyskata morda nie może pozostać cicho - rzuca jakimś tekstem, który wychwytuje Borys. Oprawca wrzeszczy do słuchawki, że jego ludzie właśnie obcinają rękę Jackowi (słychać w tle wycie). Jeśli ktokolwiek jeszcze spróbuje mu pyskować, zaczną przypalać chłopaków palnikiem. Borys nie zamierza ryzykować. W ruinach naprzeciwko zostawił paczkę z mikrofonami. Ekipa ma je założyć i trzymać ciągle przy sobie. I faktycznie, wysłany człowiek znajduje otwarte pudło z mikrofonami.
Lena słucha wszystkiego siedząc nieopodal. Zaczyna płakać. Łzy lecą jej strumieniami. Chowa głowę między kolanami i łka, nie mogąc przestać. Maks siada obok niej i próbuje pocieszyć po swojemu… śpiewając jeden ze swoich hiciorów.
W Planku odzywa się szalony naukowiec. Mruczy pod nosem, że tamci są słabi, że nie ma sensu negocjować, że trzeba pomyśleć jak ich załatwić. Zapomina, że wszystko co mówi - choćby szeptem - jest transmitowane do Oprawców. Kiedy Borys wrzeszczy o tym, że właśnie wydali wyrok na swoich kompanów i w tle daje się słyszeć rzężenie torturowanych chłopaków, Kosma zrywa i rozdeptuje mikrofon. Maks robi to samo.
Semańska wpada w furię. Wyrywa radio z ciężarówki i zaczyna nim okładać Kosmę, rozwalając mu łeb. Kiedy rzuca się na Maksa, Lena błyskawicznie ją podcina i wytrąca zakrwarione pudło. Ewka wrzeszczy do Weroniki by zdjęła czujkę - jednego z Oprawców, obserwującego przez lunetkę sytuację z mieszkania pół kilometra dalej. Przyboczna Mariusza trafia, choć niekoniecznie śmiertelnie.
Lena, zapłakana, pomaga Barbarze wstać, po czym wrzeszczy na chłopaków. Wyrzuca im głupotę, bezsensowne kozaczenie. Zgoda na zdradę Bastionu dawała szansę na opracowanie planu. Teraz nie mają nic, prócz życia Jacka i Marka na swoim sumieniu. Mówi, że wie kim jest pracodawca Oprawców. Nie mówiła nic, bo bała się zdradzić z jego tożsamością, poza tym, nie wie czy to prawda. To może być Wiktar Witus, białoruski naukowiec, pozbawiony wszelkich hamulców typ zbrodniarza wojennego. Ponoć on jest wynalazcą Niemożliwium. Siedzi gdzieś w bunkrze w między Poznaniem i Berlinem. Kiedyś był handlarzem, teraz jest świrem. Lena pracowała kiedyś zdalnie dla niego - ale jego ludzi, normalnych, już nie ma. Zostali tylko Oprawcy. Po tej przemowie bierze Maksa na bok. Prosi by się na nią nie gniewał, ale musiała to powiedzieć. Musiała, bo to nie jest gra, zabawa, tylko walka o życie. Walka, którą Jacek i Marek właśnie przegrali.

Parszywy wieczór


To najgorszy wieczór, jaki bohaterowie przeżyli, odkąd się poznali. Świadomość tego, że Jacek właśnie umiera sprawia, że wszystkim odechciewa się żyć. Nikt nie chce o tym myśleć. Barbara rzuca się w wir pracy. Rozstawia ludzi, sprawdza patrole, czyści broń, przechadza się po całym terenie - wszystko, byle tylko się czymś zająć. W tym czasie Kosma zaczyna reperować ciężarówkę. Przyłącza się do niego Maks i litrowa butelka wódki. Po jakiejś godzinie do hali wchodzi kilku mechaników. To ci sami, którzy widzieli, jak Kosma szabruje trupa gnieźnieńskiego żołnierza. Ci sami, którzy sarkali, kiedy Ewka i Plank wrócili z zasadzki przy drugiej Polfie. Mają dość tchórzliwego, samolubnego, durnego naukowca. Przyszli zrobić z nim porządek. Mają łomy, palnik i obcęgi do wyrywania paznokci. Mają też spluwy na wypadek, gdyby chciał się bronić.
Planka broni Maks. Początkowo zaczyna być nieprzyjemnie dla wszystkich, ale Maks jest bardzo skuteczny. Mechanicy dochodzą do wniosku, że może i Plank zadziałał jak idiota, ale to nie on jest winny śmierci Jacka i Marka. Z kontekstu rozmowy wynika, że Waza wiedział, że Ewka współpracuje z Królem. Panowie kłócą się przez chwilę, ale do niczego to nie doprowadza. Ot, kolejna nerwowa sytuacja w miejscu, gdzie napięcie sięga zenitu.
W tym czasie Lena odnajduje Barbarę i siada z nią na uboczu. Też ma flaszkę, którą powoli, spokojnie rozpijają. Opowiada Semańskiej o swoich planach względem Maksa. Że mu na nim zależy, że chce go wyciągnąć z Krakowa i ruszyć razem w świat. Wyciąga z Barbary kilka szczegółów z jej wcześniejszego życia. Semańska opowiada o Hardym - podkreślając, że to przyjaciel, towarzysz broni i nikt więcej. Po kilku kolejkach Lena pyta o to czy Barbara widzi siebie poza Wrakowiskiem. Wygląda na to, że to nie jest to samo miejsce, co pół roku temu. Może pora ruszyć dalej? Może pora zmienić coś w swoim życiu? Dla Semańskiej na pewno znalazłoby się zajęcie.

Ranek rostrzygnięć


Podczas montowania maszyny do uzdatniania Kosma przyznaje się, że wie o Królu. Zapytany o źródło, wydaje mechaników, którzy przyszli do Maksa i Planka, bo wydawali się jedyną rozsądną alternatywą. Ewka nie próbuje się wypierać. Godzi się zdradzić wszystkim całą prawdę, ale oczekuje, że Kosma powie po czyjej stronie jest. Że zdradzi plany opuszczenia Wrakowiska i rozpoczęcia pracy w laboratorium, które zostało dla niego przygotowane.
Ewa zabiera wszystkich na bok, prosi by usiedli i opowiada wszystko. Mówi o pierwotnym planie - planie zorganizowania nowego laboratorium, dzięki któremu Król mógłby się uniezależnić od Witusa. Białorusin fiksował od dłuższego czasu. Za prochy żądał coraz więcej, a dostarczał mniej, w dodatku towaru gorszej jakości. Tomasz wiedział, że Wiktar jest świrem, ale nie aż tak wielkim. Kiedy doszło do spotkania z Oprawcami, uruchomił swoje kanały. Witus przejrzał jego plan, okazało się, że zamierza go zlikwidować.
Kiedy Maks zaczyna się burzyć, Lena z płaczem wyznaje “Maks, ja też pracuję dla Króla”. Na to Waza zabiera ją na bok i każe wybierać. On czy Król. Lena we łzach oczywiście wybiera Maksa. Biedny, zakochany chłopak nie dostrzega prawdy, że jest jedynie marionetką w rękach wytrawnej aktorki.
Potem wybucha Barbara. Wygarnia wszystkim, że znali prawdę, ale nikt nie pofatygował się jej uświadomić. Każdy knuł za plecami, kombinował jak mógł, ale kiedy kule zaczęły latać, zaczęli się kryć pod jej spódnicą. Ostatecznie sprawa zostaje podsumowana krótko: trzeba wziąć napakowany materiałami wybuchowymi samochód i wjechać do bunkra tego skurwiela, którego ludzie zamęczyli Jacka. Zrobić porządek i wrócić robić swoje.
Maksowi się wydaje, że konwój wygląda tak.

Ewka daje każdemu kwadrans na ochłonięcie. Sama idzie przygotować broń. Lena też nie zastanawia się długo. Maks kręci się wokół ludzi z Warsztatu. Próbuje zwerbować na akcję mechaników, którzy dali mu cynk o rozmowie Ewki z Królem, ale ci delikatnie go wyśmiewają i każą spierdalać. W między czasie Semańska wypytuje Kosmę - wyrzuca mu, że nic nie powiedział, choć zdawał sobie sprawę, że tutaj nie chodzi o maszyny dla Wrakowiska, a o laboratorium dla Króla. Szydzi z jego planów zrobienia z Niemożliwium zwykłej używki. Dla Planka sprawa jest prosta. Rozwalenie Wiktara daje Królowi szansę na przejęcie rynku. Król nie posiada zdolnych chemików, będzie musiał zdać się na Planka. To daje szansę na przerobienie tabletek na coś lżejszego, zwykłą używkę, jak fajki czy kawa. Inna sprawa, że z czasem będzie można usunąć Tomasza w cień. Mając w ręku produkcję łatwo będzie usunąć ten zbędny element. Albo rozwalić laboratorium.

Ostatecznie wszyscy zabierają się do pracy. Czasu jest niewiele, a roboty masa. Opancerzyć, dozbroić, zatankować, załadować - potrzeba prawdziwego czołgu, nie zwykłej półciężarówki.

poniedziałek, 8 lutego 2016

#12: Helikopter w dymie

Strzały i eksplozje słychać już z daleka. Zwiad spostrzega walkę o stację beznynową między dwoma uzbrojonymi grupami. Pierwsza ma barwy Oberschlesien, drugiej nie rozpoznają, mają jednak solidne uzbrojenie i wozy piechoty. Obecnie jeden BWP i dwa samochody stoją wypalone, leży kilka trupów. Grupy ostrzeliwują się zza osłony. Jedna próbuje oskrzydlić drugą (idzie im marnie), tamci natomiast czekają. Prawdopodobnie na jakieś wsparcie.

Semańska wybiera ludzi do zwiadu. Cztery motocykle i ciężarówka bohaterów powinny wystarczyć - dość siły ognia, żeby dać radę rozwalić jakiegoś nadpobudliwego żołnierza (czy też tuzin), dość ludzi by ogarnąć temat i przygotować zasadzkę.

Niestety, wsparciem okazuje się być helikopter.
Black Hawk - Klasa Pancerza 33, hp 190, Atak +12 obrażenia 3k10 (kryt. x4)...


Raz za razem ładuje z wyrzutni rakiet, masakrując pancerz “Autka”. Ludzie z LKMami przy rozsuwanych drzwiach robią porządek z motocyklistami - dwóch ląduje w grobie, jeden jest ciężko ranny. Kosma cudem pakuje racę do środka kabiny. Duszący się ludzie strzelają już mniej celnie, ale dają radę uszkodzić samochód bohaterów. Tymczasem postacie pokazują klasę - Kosma i Maks rozwalają wszystkich żołnierzy, którzy czają się w sekcji transportowej. Waza rozwala pancerną szybę chroniącą kokpit i uszkadza oprzyrządowanie. Dymiący, uszkodzony helikopter ucieka przed zmasowanym ostrzałem Wrakowiska i Warsztatu, cudem tylko ratując swój śmierdzący, śląski ogon.

Ludzie z Bastionu



Obrońcy stacji benzynowej to konkretna jednostka. Dobrze uzbrojona, z załogą złożoną prawie z samych fachowców. Naprzeciw bohaterom wychodzi Mariusz Czekański, porucznik z miejsca nazwanego Bastionem oraz jego najlepsza żołnierka, Weronika - ostra laska w mundurze, z dużymi cyckami, blond włosami zawiazanymi w warkocz, lustrzankami na oczach i z paskudną snajperką na plecach. Taka polska Lara Croft.
Jak to szło? Najpierw podbiję twój kraj, a potem twoje serce.

Czekański jest ostrym negocjatorem. Opowiada o swojej mieścinie - lokacji niedaleko Szczytna, gdzie ludzie próbują zorganizować się w jakąś cywilizowaną społeczność. Mają problemy z Litwinami i Białorusinami, ale jakoś dają radę. Brakuje im paliwa i sprzętu - dlatego zaryzykowali jazdę pod Poznań, do fabryki VW.
Maks wygaduje się, że Wrakowisko jedzie w tę samą stronę. Ostateczne ustalenia kto co bierze mają się rozegrać między Ewką a Mariuszem, tymczasem przychodzi czas na przesłuchanie jeńców. Jednym z nich jest znany i lubiany… Śruba.
Śruba na coś się w końcu przydaje. Boi się niepotrzebnych tortur, więc zaczyna gadać. Kojarzy oprawców, ale to nie są ludzie na śląskiej smyczy. Kilka razy się nawet z nimi napierdalali. Mówi o pierdolonej, wielkiej, otoczonej minami, zasiekami i innym gównem bazie Oberschlesien położonej gdzieś na południu. Mówi o problemach z paliwem (przyjechali do Poznania uzupełnić zbiorniki). Mówi o zatrutych lub zaminowanych ujęciach wody. Ślązacy nie życzą sobie innych ekip. Nieliczne ujęcia pitnej wody zasabotowali albo będą sabotować. Każda próba uzupełnienia zbiorników może się wiązać z bolesną śmiercią - od trucizny albo C4.
Mariusz udaje sięz Ewką na negocjacje. Gadają bardzo długo, ale wracają uśmiechnięci. Niedługo potem Waza dowiaduje się w czym rzecz - Ewa odpuściła temat sprzętu i paliwa, żeby zdobyć namiary na zakłady chemiczne. Oficjalnie mówi o nich Kosmie w perspektywie robienia instalacji do filtrowania wody z syfu Ślązaków, ale tak naprawdę chodzi o zagarnięcie towaru dla Króla. W tamtych zakładach będą całe cysterny surowców, tony odczynników i sprzętu. Zrobi się z tego Niemożliwium na dziesiątki lat.
Wieczorem ma miejsce stypa po zabitych przyjaciołach. Semańska jest w tym czasie na zwiadzie z Jackiem. Jacek bardzo dokładnie zwiedza sobie Barabarę.

Zakłady VW


W końcu udaje się osiągnąć cel. Konwój z wolna wtacza się do starej fabryki Volkswagena. Rzędy rdzewiejących samochodów, masa zniszczonego, rozbebeszonego sprzętu. Tylko wicher hula po hali produkcyjnej. Szybko okazuje się jednak, że nie jest tak źle. Splądrowany został jedynie pierwszy budynek, a i tak nie w całości, zbiorniki paliwa i częściowo park maszyn. Z tyłu znajduje się właściwa fabryka - linia produkcyjna, warsztaty, wielopiętrowy garaż wypełniony po brzegi samochodami. Wszystko podniszczone, ze spleśniałą tapicerką, nadrdzewiałe… Ale dla mechaników Wrakowiska i Warsztatu to pestka! Lakier da się położyć na nowo, siedzenia i wnętrza i tak wymieniają, a najważniejsze - bebechy - jest nienaruszone. Bohaterowie zabezpieczają teren, rozstawiają ludzi. Zdobywają pierwsze łupy. Zaczyna się przeszukiwanie leża smoka w poszukiwaniu skarbów. Pierwszy łup - przyczepy do transportu samochodów. Bastion ma cztery, Wrakowisko i Warsztat dwie.
Nakręcony widokiem tego bogactwa Maks zastanawia się nad urządzeniem wieczorku i zapoznaniem Leny z Weroniką, przyboczną Mariusza. Nie zna jeszcze swojej dziewczyny. Nie wie, że ona nienawidzi zdrady, w jakiejkolwiek formie i ta zgodzi się tylko na czworokąt i przyprowadzi geja, ostro napalonego na Wazę. Na szczęście dla Maksa wszystko pozostaje w fazie planów...