niedziela, 10 stycznia 2016

#09: A skąd Litwini wracają?

Lało jak z cebra. Niebo zalewało oprawców strumieniami brudnej, oleistej wody, ale oni nic sobie z tego nie robili. Byli zajęci. Zajęci wiązaniem wrzeszczącego, oszalałego z bólu chłopaka. Drutem kolczastym. Do zespawanego ze złomu krzyża. Kiedy ich złamane umysły doszły do wniosku, że wszystko jest gotowe, postawili krzyż i wbili go głęboko w napuchniętą od wody, smaru i krwi glebę. Kilka metrów dalej kołysał się na wietrze zielono-biały znak. Większość liter była zatarta, ale można było odczytać krótki fragment.
Poznań. 12 kilometrów.

Zbliża się wiosna. Ostatnie wypadki, w połączeniu z kilkoma podjazdami Oberschlesien sprawiły, że wyprawa na północ musiała poczekać. Dopiero udane rajdy po okolicy i zatankowanie do pełna zbiorników Wrakowiska dały firmie możliwość ruszenia z tym ryzykownym projektem. Śnieg co prawda jeszcze leży, ale nie ma co czekać na zieloną trawkę. W Krakowie nic przecież nie rośnie.

Przygotowania

Pierwotny plan podróży zakładał transport do Poznania. Pierwszy etap - droga do Częstochowy - to pikuś, stamtąd zaś jest jedynie 320 kilometrów. Nawet biorąc pod uwagę, że trzeba będzie brnąć po gruzie i taplać się w błocie, droga tam nie powinna zająć więcej, niż dwie doby (z całonocnym postojem).

Kopczyński wspólnie z Alicją i Beatą proponują alternatywną trasę. Dojechać do Poznania, poszukać tam bazy, a następnie ruszyć w stronę Niemiec, Szczecina albo ku centrum kraju. Załadować ciężarówki do pełna i wracać dopiero wtedy. To alternatywa, bo może któraś z fabryk albo centrum Amazonu ocalało i zdobyczy będzie na więcej, niż jeden raz?
Nasz to ten po lewej. Wyprzedaż rocznika 2055.

Decyzja będzie należała do Ewki Brzeskiej, bo to ona zostaje wybrana na szefową. Semańska, Plank, Waza i kilka innych osób mają robić za ekspertów i rządzić, kiedy będzie potrzeba - najważniejsza jest w zasadzie ta pierwsza, która ma przejąć dowodzenie, gdy trzeba będzie przelać krew.

Wrakowisko i Warsztat inwestują w to masę towaru, paliwa, sprzętu oraz ludzi. Kopczyński chce posłać dwie ciężarówki, wóz strażacki i dwa łaziki terenowe. Wrakowisko ma przerobioną maszynę budowlaną, niewielką cysternę, dwa TIRy plus pół tuzina lekkich pojazdów. To łącznie około dwudziestu kierowców. Do tego ochrona, obsługa, mechanicy… Pojadą co najmniej trzy tuziny.

Bohaterowie wybierają ciężarówkę - solidną, opancerzoną, z mega mocnym silnikiem, przestronnym tyłem i powiększonym bakiem.

Fura ekipy Semańskiej

Paliwo ՕՕՕՕՕՕ

Kondycja ՕՕՕՕՕ

Pancerz 2

Broń 2

Aspekty: Nie do zdarcia!, Wszyscy tym jeżdżą

Sztuczki: brak

Konsekwencje: lekka, poważna, poważna

W drogę!
 
Ale on kurwa wielki...

Wyjazd już po kilkudziesięciu minutach od Częstochowy zamienia się w piekło. Kosma dostrzega na jednej z odbijająych od krajowej dróg opuszczoną kolumnę wojska. Z chciwości decyduje się na dołączenie do zwiadu, który Brzeska wysyła w tę stronę. Okazuje się, że to straszliwa pomyłka. Kolumna nie jest ani zniszczona, ani opuszczona. To litewscy dezerterzy, przerzucani z pomocą Oberschlesien na południe. Dwóch żołnierzy Wrakowiska zostaje rannych, Kosma ląduje na kolanach z lufą kałacha przytkniętą do skroni.

Zaczyna się desperackie szukanie rozwiązania. Maks nawiązuje łączność z jakimś kolesiem (przedstawia się jako Andrzej), który chętnie wysłuchuje tego, co ma do powiedzenia na temat transportu, ale Semańska w porę mu wyłącza radio. Kosma coś tam stara się wynegocjować, ale idzie mu tak sobie. Ostatecznie kończy się na heroicznym akcje Wazy. Bierze radio, granat gazowy i idzie pertraktować.

Romualdus okazuje się być kawałem skurwiela. Kiedy zaczyna się gadka z Kosmą i Maksem, ten nie cofa się przed grożeniem bronią, obietnicami tortur i wszystkim innym, co przychodzi mu do głowy. Wykorzystuje militarną przewagę, ale również to, że czterech ludzi z Wrakowiska jest na jego łasce. Rozmowa jest wyjątkowo nerwowa. Każdy powtarza co chwilę te same argumenty, ale głośniej, na końcu wrzeszcząc. Dopiero nazwisko Semańskiej, powołanie się na znajomości i obietnica zdradzenia szczegółów trasy na południe przemawiają do szefa Litwinów. W zamian za opowieści o Krakowie, okolicach i zgromadzonych tam jednostkach wojskowych, odrobinie paliwa i naprawie silników ciężarówek, Romualdus godzi się rozstać z zakładnikami.
Szybko zapada zmrok. W tej kurzawie dalsza jazda nie ma sensu. Brzeska ściąga całą kolumnę z ulicy i ukrywa za budynkami gospodarczymi jednego z domostw mijanej wsi. Okazuje się być to strzałem w dziesiątkę, bo niedługo potem na drodze pojawiają się trzy łaziki Oberschlesien, ze Śrubą za kierownicą pierwszego. Jadą szybko, ale zdecydowanie zbyt wolno na ich możliwości. Widocznie kogoś szukają… Barbara nie ryzykuje ataku. Lepiej, by Śruba zameldował, że nie znalazł konwoju, niż by nie meldował niczego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz