Styczeń 2053. Zima stulecia. Gdzieś w rowie leży, trzymając się za brzuch, Maksymilian Waza. Zaciska ranę palcami, ale spomiędzy palców wciąż leci krew. Nagle słyszy krzyki “Tutaj, szybko!”. Jakieś dwie postacie wyciągają go z rowu, kładą na czyjejś kurtce. Odciągają dłonie od boku i opatrują ranę. Dają łyk czegoś mocniejszego. Jeden z nich klepie Maksa po ramieniu i mówi “Spoko, miałeś farta. Będziesz żył”. Dwa dni później Waza spotyka tego samego człowieka w KFC. Maks znów jest na gazie, co tamtemu mocno się nie podoba. Podchodzi do niego, wyrywa mu z ręki butelkę i mówi “Człowieku, miałes farta, ale to co robisz, to proszenie się o śmierć. Zamiast krążyć po mieście bez celu i rwać łatwe dupeczki, mógłbyś się zająć czymś pożytecznym”, “Na przykład czym?” odpowiada półprzytomny Maks. “Wytrzeźwiej i przyjdź rano na Wrakowisko. Porozmawiamy o robocie. Jakby co, powołaj się na mnie - nazywam się Wiarus. Łukasz Wiarus”.
Jesień 2051. Zmęczona Semańska wraca po całym dniu jazdy do swojej kwatery. Praktycznie śpi. Nagle drogę zastępuje jej trzech karków. Wojskowe kurtki, łyse pały - polskie naziole.. Błyskają ostrza motylków. Zza pleców obdartusów słychać spokojny głos Wiarusa: “Pojebało was do reszty? To Semańska. Walczyła za kraj, jak wy sraliście jeszcze w pieluchy. Wiecie co to wojsko? Barbara pilotowała myśliwce. Ale na pewno potrafi też strzelać z tej dziewiątki, z której w was celuje” - dodaje z uśmiechem. Łysole się wycofują, Łukasz też szybko znika.
“Mówiłem, że tego się nie da zrobić” - wkurwiony Kosma rzuca kluczem w ścianę, wrzeszcząc na Wiarusa. Jest druga w nocy, środek zimy. Warsztat jest niedogrzany, obaj czują mróz nawet przez puchowe kurtki i grube rękawice.
“Chuj tam się nie da” - warczy Łukasz, po czym dodaje “Obiecałeś kurwa, że naprawisz wóz dzisiaj i radzę ci, żebyś to zrobił, choćbyś miał zdechnąć. Mam w dupie, że twoja kuzynka umiera. Wisi mi, że nikogo przy niej nie będzie. Rób swoją robotę albo wypierdalaj z Wrakowiska”.
Kosma pracuje. O piątej rano auto jest gotowe. O piątej piętnaście Sara umiera.
Współczesność.
Wieczór i noc to jedna, wielka pyskusja. Rodzą się, rozwijają i umierają tuziny niezawodnych planów. Ostatecznie bohaterowie decydują się na desperacki krok - zapakowanie samochodu materiałami wybuchowymi i, równolegle z detonacją pułapki, ostrzelanie placu i budynku Wiarusa. Plan ma tylko trzy dziury - trzeba zaminować auto, zdobyć wyrzutnię do granatów gazowych i dowiedzieć się kiedy Łukasz będzie wystawiony na strzał.
Pierwsze dwie łata ekspresowo Kosma. Ładunek to precyzyjna maszyna zniszczenia, w momencie detonacji wyrzuca do przodu pocięte, rozerwane kawałki blachy i bebechy auta, plując jednocześnie piekielnym ogniem. Trzecią… Trzecia dziura to już inna historia.
![]() |
| Będzie coś z tego? |
Kamil Wojtaszek to prawdziwy groupie. W jego kwaterze nad łóżkiem od dziesięciu lat wisi plakat Maksa - scena z koncertu na Narodowym, podczas szczytu popularności Wazy. Kamil jest nie tylko fanem Maksymiliana, ale dodatkowo gejem i jednym z ludzi Wiarusa. Naprawdę, nie mógł przepuścić okazji by zrobić dobrze swojemu idolowi i opowiedzieć mu o potężnym transporcie z Częstochowy, który tego wieczoru ma odebrać Łukasz.
Wszystko zapięte… dopięte na ostatni guzik. Pozostało więc jedynie zrealizować plan.
Ten gra pięknie przez pierwsze dwadzieścia sekund. Auto rozwala się w bramie. Fala ognia smaży twarz Wiarusa i pali żywcem jego ludzi. Ostrzał wprowadza chaos i eliminuje jednego ochroniarza za drugim. Wszystko idzie jak po maśle do momentu, kiedy Wiarus dopada do garażu i odpala silnik Twardego.
![]() |
| To co, Trzej Pancerni, Hardy i Twardy? |
Kolejne minuty to nieustanny terkot broni maszynowej i pogoń za czołgiem. Ostatecznie udaje się unieruchomić maszynę. Wiarus w akcie desperacji dopada do karabinu w wieżyczce i próbuje wyeliminować choć Semańską.
Na darmo.
Zdycha na kolanach, błagając o życie. Odbiera je mu Maks. Jeden strzał, jeden trup. Dopiero po kilkunastu sekundach do Wazy dociera to, co zrobił. Zabił człowieka. Nie był to wypadek, zaniedbanie, nieświadomość. To było zabójstwo z zimną krwią. Waza zgina się wpół i zaczyna wymiotować. Wszyscy odwracają twarze.
Kopczyński wchodzi do gry na miejsce Wiarusa. Następnego wieczoru popija whisky z Brzeską. Ewka jest wyraźnie zmartwiona, zagaduje Pawła o sprawę z Hardym.
- Będzie bieda, jeśli ktoś dowie się, że to my go chcieliśmy załatwić. Przeżył, mógł coś zapamiętać. Niedobrze - mówi.
- Chuj tam z Hardym - mówi Kopczyński - To inwalida, nie może nam zagrozić. Nic nie pamięta. Zresztą, co on tam mógł zobaczyć? Trzymaj gębę na kłódkę, to sprawa rozejdzie się po kościach.
















