niedziela, 24 maja 2015

#08: Życie i śmierć Łukasza Wiarusa


Styczeń 2053. Zima stulecia. Gdzieś w rowie leży, trzymając się za brzuch, Maksymilian Waza. Zaciska ranę palcami, ale spomiędzy palców wciąż leci krew. Nagle słyszy krzyki “Tutaj, szybko!”. Jakieś dwie postacie wyciągają go z rowu, kładą na czyjejś kurtce. Odciągają dłonie od boku i opatrują ranę. Dają łyk czegoś mocniejszego. Jeden z nich klepie Maksa po ramieniu i mówi “Spoko, miałeś farta. Będziesz żył”. Dwa dni później Waza spotyka tego samego człowieka w KFC. Maks znów jest na gazie, co tamtemu mocno się nie podoba. Podchodzi do niego, wyrywa mu z ręki butelkę i mówi “Człowieku, miałes farta, ale to co robisz, to proszenie się o śmierć. Zamiast krążyć po mieście bez celu i rwać łatwe dupeczki, mógłbyś się zająć czymś pożytecznym”, “Na przykład czym?” odpowiada półprzytomny Maks. “Wytrzeźwiej i przyjdź rano na Wrakowisko. Porozmawiamy o robocie. Jakby co, powołaj się na mnie - nazywam się Wiarus. Łukasz Wiarus”.
Jesień 2051. Zmęczona Semańska wraca po całym dniu jazdy do swojej kwatery. Praktycznie śpi. Nagle drogę zastępuje jej trzech karków. Wojskowe kurtki, łyse pały - polskie naziole.. Błyskają ostrza motylków. Zza pleców obdartusów słychać spokojny głos Wiarusa: “Pojebało was do reszty? To Semańska. Walczyła za kraj, jak wy sraliście jeszcze w pieluchy. Wiecie co to wojsko? Barbara pilotowała myśliwce. Ale na pewno potrafi też strzelać z tej dziewiątki, z której w was celuje” - dodaje z uśmiechem. Łysole się wycofują, Łukasz też szybko znika.
“Mówiłem, że tego się nie da zrobić” - wkurwiony Kosma rzuca kluczem w ścianę, wrzeszcząc na Wiarusa. Jest druga w nocy, środek zimy. Warsztat jest niedogrzany, obaj czują mróz nawet przez puchowe kurtki i grube rękawice.
“Chuj tam się nie da” - warczy Łukasz, po czym dodaje “Obiecałeś kurwa, że naprawisz wóz dzisiaj i radzę ci, żebyś to zrobił, choćbyś miał zdechnąć. Mam w dupie, że twoja kuzynka umiera. Wisi mi, że nikogo przy niej nie będzie. Rób swoją robotę albo wypierdalaj z Wrakowiska”.
Kosma pracuje. O piątej rano auto jest gotowe. O piątej piętnaście Sara umiera.

Współczesność.
Wieczór i noc to jedna, wielka pyskusja. Rodzą się, rozwijają i umierają tuziny niezawodnych planów. Ostatecznie bohaterowie decydują się na desperacki krok - zapakowanie samochodu materiałami wybuchowymi i, równolegle z detonacją pułapki, ostrzelanie placu i budynku Wiarusa. Plan ma tylko trzy dziury - trzeba zaminować auto, zdobyć wyrzutnię do granatów gazowych i dowiedzieć się kiedy Łukasz będzie wystawiony na strzał.
Pierwsze dwie łata ekspresowo Kosma. Ładunek to precyzyjna maszyna zniszczenia, w momencie detonacji wyrzuca do przodu pocięte, rozerwane kawałki blachy i bebechy auta, plując jednocześnie piekielnym ogniem. Trzecią… Trzecia dziura to już inna historia.

Będzie coś z tego?
Kamil Wojtaszek to prawdziwy groupie. W jego kwaterze nad łóżkiem od dziesięciu lat wisi plakat Maksa - scena z koncertu na Narodowym, podczas szczytu popularności Wazy. Kamil jest nie tylko fanem Maksymiliana, ale dodatkowo gejem i jednym z ludzi Wiarusa. Naprawdę, nie mógł przepuścić okazji by zrobić dobrze swojemu idolowi i opowiedzieć mu o potężnym transporcie z Częstochowy, który tego wieczoru ma odebrać Łukasz.
Wszystko zapięte… dopięte na ostatni guzik. Pozostało więc jedynie zrealizować plan.
Ten gra pięknie przez pierwsze dwadzieścia sekund. Auto rozwala się w bramie. Fala ognia smaży twarz Wiarusa i pali żywcem jego ludzi. Ostrzał wprowadza chaos i eliminuje jednego ochroniarza za drugim. Wszystko idzie jak po maśle do momentu, kiedy Wiarus dopada do garażu i odpala silnik Twardego.
To co, Trzej Pancerni, Hardy i Twardy?
Kolejne minuty to nieustanny terkot broni maszynowej i pogoń za czołgiem. Ostatecznie udaje się unieruchomić maszynę. Wiarus w akcie desperacji dopada do karabinu w wieżyczce i próbuje wyeliminować choć Semańską.
Na darmo.
Zdycha na kolanach, błagając o życie. Odbiera je mu Maks. Jeden strzał, jeden trup. Dopiero po kilkunastu sekundach do Wazy dociera to, co zrobił. Zabił człowieka. Nie był to wypadek, zaniedbanie, nieświadomość. To było zabójstwo z zimną krwią. Waza zgina się wpół i zaczyna wymiotować. Wszyscy odwracają twarze.

Kopczyński wchodzi do gry na miejsce Wiarusa. Następnego wieczoru popija whisky z Brzeską. Ewka jest wyraźnie zmartwiona, zagaduje Pawła o sprawę z Hardym.
- Będzie bieda, jeśli ktoś dowie się, że to my go chcieliśmy załatwić. Przeżył, mógł coś zapamiętać. Niedobrze - mówi.
- Chuj tam z Hardym - mówi Kopczyński - To inwalida, nie może nam zagrozić. Nic nie pamięta. Zresztą, co on tam mógł zobaczyć? Trzymaj gębę na kłódkę, to sprawa rozejdzie się po kościach.



piątek, 1 maja 2015

07# Kontratak

To był dziwny wieczór. Kiedy bohaterowie węszyli po całym Krakowie - pytali, grozili, przekupywali, oszukiwali, szantażowali i przekupywali - Łukasz Wiarus gościł na kolacji swoich zaufanych ludzi. Wszyscy, poza Damianem Wójcikiem, składali raporty o samych sukcesach. Plank, Waza i Semańska wydawali się być zupełnie zneutralizowani. Towar przyniósł masę zysku. Kopczyński znalazł się na krawędzi. Wszystko ładnie się zgrywa. Wystarczy kilka dni, by domknąć najważniejsze sprawy. Góra będzie zadowolona.
Żeby tylko Wójcik wykonał swoje zadanie...

Odejmij drzewo, dodaj betonowy filar i tak by to mniej więcej wyglądało...
Kiedy Semańska, jadąc do Hardego, dociera do okolic Pleszowskiej, widzi już z oddali wrak samochodu Tomasza. Dwie osobówki omiatają okolicę reflektorami, do tego leży kilka trójkątów. Ciężarówka stoi na poboczu, suv Hargego jest prawie okręcony wokół filaru ekranu wytłumiającego. Kilka osób chodzi dookoła, przeszukując okolicę. Gdzieś przy szoferce ciężarówki krąży Krzysiek od Kopczyńskiego.
Już na pierwszy rzut oka widać, że to była świetnie zorganizowana pułapka. Ktoś zasadził się na Hardego. Wyjechał z Pleszowskiej i uderzył go w bok a potem jeszcze raz przywalił, jak rzuciło go na ekran wytłumiający. Przy takich opadach śniegu, ktoś musiał radiem powiedzieć kierowcy ciężarówki kiedy ma ruszyć. Kierowca ciężarówki uciekł prawdopodobnie pieszo, choć Krzysiek ma podejrzenie, że spieprzył rowerem - widział na śniegu takie ślady. Kilka osób ruszyło z latarkami (trop prowadził na północ, w stronę Osiedla Mozarta), ale zgubili po drodze ślad. Wrócili chwilętemu z niczym. Krzysiek potwierdza, że to ciężarówka z Opolskiej. Nie ma pojęcia co tutaj robi. Widzi jednak ślady włamania - na zamku, w stacyjce.
Jako pierwszy pojawił się tutaj pan Mikołaj Kosowski. To starszy pan, który mieszka z żoną, Elizą, i kilkunastorgiem członków bliższej i dalszej rodziny w Dworku Białoprądnickim. Wspólnie wydobyli ciężko rannego Tomasza i zabrali go do Kosmy. W miejscu wypadku jest jeszcze Seweryn, młodszy syn Mikołaja - mówi, że nikogo tutaj nie było, więc kierowca ciężarówki albo uznał, że Hardy nie żyje, albo nie zależało mu na dobiciu rannego. Po tym, jak Tomasz wyglądał Seweryn podejrzewa, że uratować go może tylko cud.

Krew. Mnóstwo krwi. Jest wszędzie - na ubraniach, na łóżku, podłodze, nawet na ścianach. Biała kość przebija skórę w lewej nodze. Lewa ręka to wręcz ochłap mięsa, cały w strzępach. Hardy jest nieprzytomny, majaczy coś tylko. Juha leci mu z nosa i uszu. Kosma nie traci czasu. Nie ma go w zasadzie wcale! Wydaje polecenia i krzyczy, kiedy nie są wykonywane dość szybko. Najpierw najgorsze - uszkodzone, poprzebijane strzaskanymi żebrami płuco. Potem złamania. Minuty mijają. Tuzin ludzi obserwuje Planka przy pracy. Kosma nie zważa na nikogo - znów jest na sali operacyjnej, myślami wrócił do czasu sprzed wojny.
Nastawić. Zatamować krwawienie. Zaszyć. Następny.
Kiedy wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, nadchodzi kryzys. Hardy stracił zbyt dużo krwi. Zaczyna się trząść, sinieje. Ciemna plama na brzuchu wskazuje miejsce krwotoku wewnętrznego. Co z tego, że Kosma wie już co zrobić, skoro za chwilę serce Tomasza stanie.
Kosma wrzeszczy, każe przynieść akumulator. Ryczy na Semańską, która pojawiła się niewiadomo kiedy, żeby wbiła się w żyłę i zaczęła pobierać krew. Otwiera jamę brzuszną. Znów zaczyna pracować.
Minuty zamieniają się w godziny. Obserwatorzy powoli zaczynają się wykruszać. Ludzie zdają sobie sprawę, że zrobili tyle, ile mogli. Teraz przeszkadzają. Pozostaje Kosma i Barbara. Kiedy nastaje świt, padają magiczne słowa: “Będzie żył”.
Będzie żył.
Kosma stawia Tomasza na nogi...
W chwili, gdy Semańska i Plank padają nieprzytomni ze zmęczenia, dla Maksymiliana Wazy zaczyna się kolejny, piękny dzień. Jest wyspany, wypoczęty i pewny siebie. Wczoraj ekipa odwaliła kawał świetnej roboty. Wystarczy poskładać klocki do kupy i problem pod tytułem Łukasz Wiarus przestanie istnieć. Cóż, Maks nie chce czekać. Musi natychmiast spotkać się z resztą, obgadać sprawy i zająć się tym zdradzieckim skurwielem.
Waza nie zwraca uwagi na umazane krwią pomieszczenie, rannego Hardego ani nieprzytomnych przyjaciół. Rozpierdala się na krześle, pije piwo, a potem robi sobie śniadanie. Kiedy tamci się budzą, stroi sobie jeszcze żarty. W ogóle nie rozumie, czemu Semańska zaczyna mu grozić. Kiedy wkurw Barbary mija, zaczynają obgadywać sprawy. Semańska mówi, że ktoś rozjechał Hardego i Ewka twierdziła, że ktoś im rąbnął ciężarówkę. Maks przemawia do szkolenia wojskowego Barbary, mówi, że trzeba działać. Jak to zwykle bywa, snuje swoje wywody przez długie minuty. Kosma korzysta z monologu, żeby jeszcze pospać. 
Docelowo grupa ustala, że ekipa sprowadzi na pomoc Karolinę. U Maksa dowodzenie przejmuje wspomagający mózg, ale Semańska uprzedza Wazę - pakuje się na motor, potem przesiada w sedana i jedzie po dziewczynę. Ta oczywiście nie widzi problemu. Chętnie pomoże - tym bardziej, że to Barbara prosi o pomoc. Semańska zagaduje jeszcze Maćka, prosząc by umówił spotkanie z Alicją w KFC.
Kosma wykorzystuje sytuację by dosypać prochy do browara Wazy. Nie chce ryzykować, by Maks znów rozwalił im interes. Z tym czymś polski Bieber będzie potulny jak baranek. Udaje się mu połowicznie - Maks wypija Guinessa z prochami, ale narkotyk startuje tak szybko, że Waza na pewno zczai się, skąd się u niego wziął ten anielski spokój.
Ostatnią godzinę przed spotkaniem ekipa spędza na normalnych rzeczach - śniadanie, przebranie się, masakrycznie mocna kawa, Semańska jeszcze żre czekoladę. Straciła w końcu sporo krwi.

Maks zaczyna coś mówić, ale Alicja mu przerywa. Semańska zaczyna opowiadać o prochach, które pojawiły się w Krakowie - prochach, które miał przejąć Alek. Mówi o pani Krysi, która dostała towar od Damiana Wójcika. Przekomarzają się na temat dowodów. Alicja żąda zeznania Kopczyńskiego. Maks mówi o ojcu Józefie, coś bąka o córce. Barbara mówi o tym, że Paulina zabiła się z powodu niechcianej ciąży. Alicja przyznaje, że stawia to pod znakiem zapytania zeznania Józefa.
Rozmowa z Alicją jest długa, trudna i nie prowadzi donikąd. W połowie wkurwiony Maks wychodzi i z dala od KFC zaczyna rzucać kurwami na Alicję. W tym czasie sprawy w środku nie wyglądają różowo - Alicja owszem, chciała by uwierzyć Barbarze i Kosmie, ale brakuje jej kluczowych informacji. Chce zeznania Kopczyńskiego. Chce usłyszeć od niego, że wlazł na jej podwórko, narobił syfu i to z jego winy - pośrednio - zginął Alek. Kończy spotkanie długim, nudnym wywodem, po czym widząc, że nie doczeka się riposty, wychodzi.
Grupa myśli o przeprowadzce na wieś.

Warsztat przy Opolskiej wygląda jak rozdeptane mrowisko. Ludzie pracują na podwójnych obrotach - robią standardowe zamówienia i próbują poskładać do kupy swoją ciężarówkę. Gdzieś tam wita wszystkich Krzysiek - podchodzi do niego Semańska. W tym czasie Waza i Plank lecą do kanciapy Kopczyńskiego.
Maks nie owija gówna w bawełnę. Mówi prosto - Wrakowisko wywali Łukasza na zbity pysk pod warunkiem, że Paweł spotka się z Alicją i do wszystkiego się przyzna. Kopczyński wyśmiewa delikatnie ten pomysł. Wskazuje na jeden zasadniczy problem - nic na tym nie zyskuje, a bardzo dużo traci. Każe chłopakom przemyśleć sprawę i wrócić, jak będą mieli coś do zaoferowania.
W tym czasie Kosowscy podjeżdżają pod Warsztat wioząc na pace trupa. To Damian Wójcik, prawa ręka Wiarusa. Ma złamaną nogę, tkwił zamarznięty gdzieś nieopodal parku Kościuszki. Seweryn sądzi, że po rozjechaniu Hardego próbował uciec, ale wyjebał się i złamał nogę. Bojąc się pościgu, ukrył w kanale, którym płynęła rzeczka - niestety dla niego, zimno i upływ krwi sprawił, że osunął się niżej. Stracił przytomność i już jej nie odzyskał. Kosma bada szybko zwłoki - znajduje drobne szczegóły, które budzą z nim wątpliwości. Ostatecznie ekipa podsumowuje ten zgon “Nieważne, kto to zrobił”.

Druga rozmowa z Kopczyńskim wygląda lepiej. Paweł zdradza to, czego chce - protekcji Wrakowiska. Chce zająć miejsce Łukasza, w zamian oferuje rozwalenie swojej siatki dilerów.

W ekranizacji Wrakowiska ten człowiek zagra Łukasza Wiarusa
Cudem udaje się zorganizować spotkanie Alicji z Pawłem. Grupa nie ma pojęcia w jaki sposób się dogadali ani kto kogo przekonał, ale o zmroku pewne są dwie rzeczy: wracają do Wrakowiska i będą pracować pod Kopczyńskim. Alicja stawia jednak warunek - skoro Łukasz wypada, trzeba go zneutralizować na dobre. Semańska, jako najbardziej doświadczona w boju, ma się zająć akcją rozwalenia Wiarusa. Teraz nie ma miejsca na sentymenty, na tłumaczenia i na wygnanie. Facet jest winny śmierci dwóch osób - co najmniej dwóch, bo nie wiadomo co jeszcze robił w imieniu Wrakowiska.
Zapowiada się kolejna, długa noc. Po niej nastanie krwawy świt.

niedziela, 19 kwietnia 2015

#06: Rozmowy

- Mamy problem. Ktoś chce usunąć nas z rynku i zająć nasze miejsce - twarz Kopczyńskiego nie wyrażała żadnych emocji. Znikła gdzieś jowialność i przyjacielski uśmiech. Pozostał zimnokrwisty, bezwzględny biznesmen.
-Szefie, myślisz, że to Ślązacy? - powiedział Jacek, jeden ze starszych mechaników - Adrian i Piotr chyba właśnie do nich jechali. Mówili coś o Gliwicach.
- Chuj tam Ślązacy. Mówię o Wiarusie. Dam sobie rękę uciąć, że to on załatwił Alka i przejął nasz towar. Też pewnie on podkupił chłopaków - dodał Paweł spokojnym głosem.
- Wiarus? Serio? Robimy z nim przecież interesy - rzuciła Ewka.
- Już nie. Nie mam dowodów, ale wiem kto je może zdobyć. Musimy umówić się na spotkanie z Wazą, Semańską i Plankiem. Jacek, umów nas na jutro wieczór, tylko tak, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Zwłaszcza Wrakowisko, a tym bardziej Łukasz.

Świat budził się ponownie szarością. Barbara i Lisa spotkały się na kopcu, żeby pogadać i wypić piwo. Kilkadziesiąt metrów dalej budziła się grupa nędznie wyglądających postaci. Ćpuny - głównie nastolatki i ci, którzy przegrali już wszystko - kręciły się po okolicy niczym lunatycy albo zombie. Drżące z zimna, półprzytomne postacie wyglądały żałośnie. Lidka wspomniała "stare" czasy, kiedy nie było jeszcze niemożliwium. Teraz coraz więcej ludzi decyduje się na ucieczkę, a tym samym na powolną śmierć.
Chwilę potem Semańska jedzie do Kosmy, gdzie powoli dochodzi do siebie Maks. Wczorajsza bójka okazała się być poważniejsza, niż na to wyglądało - upadając, Waza rozbił sobie głowę, co skończyło się na masie krwi i łagodnym wstrząsie mózgu. Jak zwykle - więcej szczęścia, niż rozumu. Cała trójka zaczyna planować dalsze kroki - Maks wtrąca kilka zdań do Karoliny (którą Kosma wysłał do siebie jeszcze poprzedniego dnia). Plank i Semańska żartują na temat przejęcia funkcji przez wspomagający mózg, po czym krótko podsumowują posiadane informacje - na ten moment jedyną opcją jest przyciśnięcie Brzeskiej. Pakują się do sedana Barbary i jadą szukać Ewy.

Klasyka nie umiera. Fuck yeah!
Ta mieszka na południowych Bronowicach, w Enklawie - niewielkim, mocno ocieplonym budynku, zamieszkałym przez blisko setkę osób. Enklawa jest świetnie zorganizowana - pokryli cały dach (i dachy sąsiednich budynków) kolektorami, mają zapasowe zasilanie, bieżącą wodę i kanalizację. Organizują własną ochronę, otworzyli też bar mleczny - i to właśnie tam grupa odnajduje Brzeską.
Wejście do baru wygląda jak wejście do saloonu - wszyscy przerywają rozmowy i patrzą na intruzów, którzy wkroczyli na ich teren. Szczęśliwie, ludzie kojarzą bohaterów i po sekundzie wracają do jedzenie i gadania. Kosma i Maks (Semańska czeka "na nasłuchu" w aucie) zauważają Ewę i przysiadają się do niej.
Kolejne kilka minut to ostra dyskusja. Waza zaczyna od wzmianki na temat romansu Ewki z Alkiem, co mocno wkurwia tę pierwszą. Pod płaszczykiem agresji bohaterowie dostrzegają jednak strach - lęk przed ujawnieniem tematu, co na pewno odbiłoby się na reputacji Brzeskiej jako uczciwej i lojalnej babki. Ostatecznie, kiedy chłopaki zaczynają głośno mówić na temat prochów, Ewa ustawia spotkanie na starym boisku, ale głośno puszcza im zjebkę i każe spierdalać. Przy wyjściu jeden koks łapie Maksa za kołnierz i rozkazuje, żeby nigdy się tu nie pokazywali - Enklawa to miejsce, gdzie nie ma miejsca na prochy.

Stare boisko było spoko miejscówą przed wojną. Otoczone wysokim murem, z zadaszonymi trybunami - w sam raz na turniej amatorów, piknik albo koncert. Do teraz zachowały się fragmenty muru, jedna z trybun z wyrwaną większością krzeseł i zarośnięta, zachwaszczona murawa. Tutaj trwa dalszy ciąg rozmowy z Brzeską - która nie jest już takim chojrakiem, jak w barze mlecznym. Na początek prosi, żeby bohaterowie się tu nie kręcili i nie mówili cokolwiek na temat prochów. Kosma już jest kojarzony jako człowiek, który robi auta dilerom, a Maks ma od lat szemraną reputację.
Brzeska zdradza, że w nocy kiedy zginął, Alek miał odebrać z Wrakowiska naprawdę dużą partię narkotyków. Praktycznie cały towar zniknął - tylko resztki zostawiono na pożarcie dla Hardego. Nie ma pojęcia kto jest odpowiedzialny za śmierć Skromnego, ale jest pewna, że po stronie Wrakowiska o całej sprawie wiedziały tylko dwie osoby (a przynajmniej z tyloma Opolska robiła biznes) - Borys i Karol, dwaj ochroniarze podkupieni przez Kopczyńskiego.
Ewka wyciąga od grupy szczegóły ich "wygnania". Opowiada trochę o Łukaszu i planowanej wyprawie w okolice Poznania. Jej zdaniem cała impreza to genialny pomysł - jeśli promieniowanie faktycznie nie jest już groźne, to będzie miejsce pełne działającej, zaawansowanej technologii. Warsztat mógłby ściągnąć praktycznie wszystko, co jest potrzebne - od części po elementy linii montażowej. Do tego trzeba jednak odpowiedniego, niezawodnego transportu, dobrego rozeznania w terenie, zapasów, itd. Wiarus jej zdaniem jest odpowiednim człowiekiem do tej roboty.
Na koniec Semańska prosi by Ewka dała znać grupie jeśli dowie się czegoś o Alku - ta odpowiada, że to zależy od tego co to będą za informacje. Ekipa pakuje się do auta i jedzie na Opolską.

Droga do warsztatu przebiega bez problemu - standardowo, grupa przekrzykuje się, każdy stara przeforsować pomysły odnośnie dalszych ruchów. Wychodząc z zakrętu Barbara dostrzega kątem oka jakiegoś naprutego kolesia, idącego środkiem ulicy. Omija go, po czym z piskiem opon zatrzymuje auto na poboczu. Wybiega z samochodu i trochę szarpie tego gościa - ten nic nie kojarzy, jest na niemożliwium. Kiedy wraca do samochodu zaczyna wykład - pokazuje Wazie ćpuna krzycząc, że tak działają prochy, nad których dystrybucją Maks się zastanawiał.
Rozpętuje się piekło.
Grupa zaczyna się przekonywać i przekrzykiwać. Kosma forsuje pomysł usuwania efektów ubocznych i sprzedaży "ulepszonego" produktu. Maks chce handlować niezależnie od tego czy będzie to v1 czy v2. Semańska nie chce o tym słyszeć. Chłopakom udaje się przekonać Barbarę do pomysłu Planka. Stawia dwa warunki. Po pierwsze, nic nie sprzedadzą, zanim towar nie stanie się tak nieszkodliwy jak fajki albo piwo. Po drugie, testować to gówno będą mogli wyłącznie na Barbarze.
Kawał ciężarówki.
Warsztat przy Opolskiej zaczyna pracę nad jakąś olbrzymią maszyną budowlaną. Główna platforma jest pusta, ale bez wątpienia zostanie tam zamontowany ciężki sprzęt. Czyżby umowa między Wrakowiskiem a Opolską weszła w fazę realizacji?

Kopczyński jest mile zaskoczony widokiem bohaterów. Obie strony odkrywają wszystkie karty (tak przynajmniej się wszystkim wydaje). Bohaterowie opowiadają całą swą historię - problemy z gazem bojowym, śledztwo w sprawie morderstwa Alka, późniejsze kłopoty z Łukaszem i szczegóły dotyczące "sądu", który skończył się wygnaniem. Mówią o swoich planach mając nadzieję, że Kopczyński da im broń, z której będą mogli wystrzelić. Niestety, Paweł wie jedynie, gdzie szukać pocisków. Potwierdza, że we Wrakowisku mieli swoich ludzi. Potwierdza, że Alek miał przejąć olbrzymi transport niemożliwium. Potwierdza, że nie ufa Łukaszowi i chce jego śmierci lub wygnania z Krakowa. Oferuje swoją pomoc, wspominając jedynie w kilku słowach o tym, by bohaterowie nie dorzucali do ognia wspólnych interesów z Królem (a co oczywiście przekłada się w praktyce na trzymaniu Hardego na smyczy). Radzi by grupa spróbowała dotrzeć do dilerów, którzy rozprowadzili jego towar po Krakowie. Wiedząc (i mając dowód w postaci świadka) kto im sprzedał tabletki będą mogli udowodnić, że Łukasz zabił Alka. To samo wystarczy by wyrwać chwasta.
W rozmowie na początku pada nazwisko Tomasza Króla - choć jest zawiedziony wygnaniem z Wrakowiska, wciąż jest zainteresowany współpracą z bohaterami. Spotkanie ma zostać umówione lada dzień.

Kolejny dzień to jeden wielki objazd Krakowa. Maks uruchamia wszystkie swoje kontakty. Przepytuje, przekupuje i zastrasza. Łasi się i rzuca kurwami. Oddaje cenne błyskotki. Obiecuje złote góry. I odnosi zajebisty sukces. Kiedy zapada zmierzch, grupa zasiada w kuchni pani Krysi. Przy herbacie z miodem i ciasteczkach opowiada o partii towaru sprzedanej przez Damiana Wójcika - praktycznie prawej ręki Wiarusa. Z jej zeznaniami grupa nie będzie miała absolutnie żadnego problemu z udowodnieniem winy.
Na koniec pozostała jeszcze jedna sprawa - Borys. Sawicka chce się upewnić, że doda swoje kiedy Łukasz będzie już szedł na dno. Ekipa składa mu wizytę w stróżowce. Po kilku minutach przekonywania i gróźb powstaje porozumienie: jeśli Wiarus będzie stał na krawędzi, zeznania Borysa dadzą mu solidnego kopa. Ochroniarz chce tylko jednego - zachować pracę.

Kiedy wszystko wydaje się dograne i bohaterowie są już w swoich domach, Ewka Brzeska wpada z krzykiem do mieszkania Semańskiej. Wrzeszczy o tym, że ktoś godzinę temu ukradł z Opolskiej ciężarówkę - nie wie kto i w jakim celu, ale podejrzewa Łukasza. Pewnie skończy się na świństwie i oskarżeniu, a jako dowód posłuży "porzucone" auto. Barbara nie zastanawiając się wsiada do auta i jedzie do Hardego...
W między czasie Tomasz wraca z Alwerni. Jest ciemna noc, sypie mokrym śniegiem, paskudnie wieje. Widoczność prawie zerowa, dlatego wlecze się wyjątkowo powoli. Monotonny ruch wycieraczek usypia czujność Hardego. Ciężarówka uderza w bok jego auta, rzucając nim na kilka metrów. Kiedy Hardy odzyskuje orientację, dostrzega potężne reflektory skierowane wprost na jego auto. Próbuje uruchomić silnik, ale jest zbyt późno...
Tak świeci śmierć!

niedziela, 12 kwietnia 2015

#05: Bójka

To był idealny dzień. Kolacja, impreza, potem łóżko. Wyczerpany, ale szczęśliwy Maksymilian leżał na wielkim, hotelowym łóżku, wpatrując się w przymocowane do sufitu lustro. Przytulona do niego dziewczyna nieśmiało jeździła palcem po jego chudej klatce. Paulina Wawrzycka - modelka, lat 18, idealna figura, burza blond włosów. Uległa jak plastelina. Waza był daleki od przyznania, że to miłość, ale zależało mu na niej. To mogło być coś większego.
- Maks, muszę ci coś powiedzieć - powiedziała, nieśmiało przygryzając wargę.
- No, co tam? - burknął pewny siebie Waza.
- Jestem w ciąży - dopowiedziała.
- Ale jak? Na pewno? - wyjąkał z siebie chłopak.
- Tak, na sto procent. Początek trzeciego miesiąca - dodała Paula.
Świat Maksymiliana Wazy, lat 17, właśnie się rozpadł. Zanim zdążył zastanowić się nad swoimi słowami, rzucił:
- Musisz usunąć ciążę. Nie chcę wychowywać jakiegoś bachora. Jestem zbyt młody.
Dwa dni później policja wyłowiła z Wisły ciało osiemnastoletniej dziewczyny, która zrozpaczona rzuciła się z mostu. Media roztrząsały historię przez długie dni. Tuż obok kamer cierpiał samotnie jej ojciec, Józef.

To nie był romans z happy endem.
Wraz z wygnaniem z Wrakowiska z bohaterów ulatuje większość pary.
Semańska rusza wcześniejszym tropem. Kombinuje, jak wyciągnąć od ludzi Kopczyńskiego jak wyglądały ich interesy i czemu w ogóle Alek pojawił się we Wrakowisku w tę feralną noc. Wszystko było tak dobrze dograne, że takie coś nie miało się prawa zdarzyć! Albo był to niesamowity wypadek… albo ktoś zorganizował to tak, by Alek został nakryty. Na swój cel Barbara bierze Ewę Brzeską – dziewczynę, która odbierała prochy z Alkiem. Ewka ma opinię ostrej babki. Farbuje włosy na fioletowo, rzuca kurwami i chujami jak chłop, pali i pije tyle, co inni, a na dodatek jest zajebistym mechanikiem. Jest też bardzo lojalna względem swoich – no i to wychodzi, kiedy Semańska próbuje wydobyć z niej prawdę. Barbara jedzie na emocjach, mówi o Karolinie, o tym, że koniecznie trzeba się dowiedzieć, kto załatwił Skromnego, ale Brzeska każe jej spieprzać. Prowokuje bójkę – Semańska zachowuje jednak zimną krew.
Kosma stara się olać Wrakowisko i zacząć nowy rozdział. Niestety, bez wsparcia firmy nie ma szansy na normalnych klientów – w końcu przez te kilka dni jedyne, co udaje mu się zorganizować, to przerobienie bryk ludzi cieszących się słabą reputacją. Do Wrakowiska dociera plotka, że Plank zabrał się za przerabianie aut dla dilerów narkotyków.
Maks łączy przyjemność z pracą. Uderza do Karoliny – ta po kilku piwach zwierza mu się, że ktoś zostawił jej plecak pełen fajek, wódy, lekarstw i talonów na paliwo z dopiskiem „To za ostatnią robotę Alka – był spoko kumpel”. Oboje starają się przekonać nawzajem – dziewczyna do tego, by Waza pomógł dorwać zabójcę; Maks stara się uświadomić Karoli, że Łukasz jest skurwysynem i trzeba koniecznie zepsuć mu reputację. Ponoszą porażkę, choć Maksowi udaje się uświadomić Karolinie, że Wiarus jest podejrzanym typem i na pewno nie załatwił ekipie wylotu bo tak kazało mu sumienie. Waza stara się jeszcze dowiedzieć co stało się z Kamilą. Szybkie śledztwo kończy się sukcesem – przyjechał po nią jakiś koleś z Katowic. Po godzinnej rozmowie spakowała się i wyjechała. Nie wyglądała na pobitą albo zastraszoną, ale wyraźnie się im spieszyło.
Dalsze godziny to jedno, długie pasmo rozmów i kłótni. Waza strzela pomysłami jak z karabinu maszynowego. Że można zabić Łukasza. Że można zepsuć mu renomę. Że trzeba jechać na Śląsk po Kamilę. Że trzeba znaleźć ojca Józefa. Że Beata i Alicja powinny pożałować tego, co zrobiły. To ostatnie w połączeniu z kilkoma kurwami sprawia, że Semańska zaczyna się szarpać z Maksem. Kończy się siniakami i zwichniętą kostką (umiarkowana konsekwencja: Kulejący). Grupa rozchodzi się w różne strony.
Semańska spotyka zapłakaną Karolinę – ktoś zaatakował ją kilka minut wcześniej. Dwóch typów najpierw ją podcięło, potem założyło na głowę foliową torbę i zaczęło dusić. Kilka razy uderzyli ją po brzuchu, potem zostawili, grożąc, że jeśli nie odpuści sprawy z Alkiem, stanie się coś gorszego. Karolina jako tako kojarzy głosy tych typów – jeden mówi jak rasowy pijak, drugi z lekka zaciąga po Śląsku.

Worki wielofunkcyjne - w sam raz do śmieci albo do duszenia.
Dalszy ciąg wieczoru to kolejne plany. Najpierw Kosmy z Maksem, potem całej trójki z cichą obecnością Karoliny, którą Semańska dokuje u Planka. Bohaterowie dochodzą do wniosku, że trzeba zająć się sprawą tej dziewczyny, odnaleźć ojca Józefa (który ponoć urlopuje się gdzieś w Alwerni) i we wszystko wmieszać Hardego.
Ten ostatni ma dla grupy prawdziwą bombę. Ładunek C4 znajdował się pod maską auta, które dostał Waza. Tomasz przypomina sobie (zresztą reszta też), że Wiarus cały czas trzymał rękę w kieszeni, kiedy rozgrywał się sąd nad bohaterami. Stał tak, że gdyby ktoś odpalił ładunek, zebraliby wszyscy, ale nie on. Hardy dogaduje z Semańską dalsze plany – oczywiście przy wódeczce. Obiecuje pomóc zarówno w złapaniu typów, które pobiły Karolę i w odnalezieniu ojca Józefa. To ostatnie ma zresztą załatwić sam – Łukaszowi może chodzić o to, żeby grupa pojawiła się gdzieś w okolicy.
Hardy nie bez powodu jest świetnym śledczym. Udaje mu się zdobyć ważne informacje – Kopczyński zwolnił ze swojego warsztatu dwóch typów, którzy pasują do opisu skurwieli, którzy dusili Karolę. Grupa jedzie na Bronowice, gdzie Adrian i Piotrek czekają na transport (zapewne na Śląsk). Wszyscy rzecz jasna są pod bronią. Po kilku minutach kłótni ludzie Kopczyńskiego przyznają się do pobicia – mówią, że Alek handlował prochami i poszedł na Wrakowisko by odebrać paczkę. Karolina może położyć cały interes. Niestety, Paweł nie docenił ich „inicjatywy” i wywalił obu na zbity pysk. Adrian sprzedaje grupie jeszcze jedną plotkę – Ewka miała romans z Alkiem. Skromny zastanawiał się nad zostawieniem Karoliny. Pewnie dlatego Brzeska była tak niechętna do współpracy.
Maks pokazuje na koniec jakim jest bucem. Stara się pobić obu za to co zrobili, ale oni nie mają zamiaru dać sobie wpierdolić. Po krótkiej bójce Adrian ląduje na glebie, ale Piotrek nie jest taki cienki. Obala Wazę na ziemię i sprzedaje mu kilka prostych – sprawa kończy się bardzo poważnie (ciężka konsekwencja: Wstrząs mózgu). Nieprzytomnego Maksa zabiera Kosma. Czeka go długa rekonwalescencja.

niedziela, 1 marca 2015

#04: Wyrok

- Wszystko idzie zgodnie z planem - ton głosu Łukasza nie pozostawiał cienia wątpliwości, że wie co mówi - Prowokacja się udała. Wrakowisko rzuciło się do gardła Kopczyńskiemu. Jak tylko zrobią pierwszy ruch, Król zrobi z nimi porządek. Ale to za jakiś czas. Trzeba ich jeszcze wycisnąć do końca. I wyrównać rachunki.
To mówiąc Łukasz odłożył mikrofon radia i wyłączył je, po czym schował do skrytki. Zszedł z dachu na klatkę, gdzie czekał już na niego ochroniarz. Razem przeszli do jednego z opuszczonych mieszkań. Przy rozbitym oknie stał młody chłopak. Wyglądał, jakby przejechała go ciężarówka - ewidentnie ktoś go niedawno ciężko pobił.
- Młody, więc mówisz, że dostałeś to od Wazy? - powiedział Łukasz obracając w dłoni srebrną, grawerowaną zippo.
- Tak, żeby między nami wszystko było okej - odpowiedział tamten.
- Świetnie. Idealnie - rzucił Łukasz i wpakował Młodemu kulkę w czoło.

Skacowanego Maksa budzi rankiem Kamila. Jest wystraszona, pobudzona, chce jak najszybciej powiedzieć mu to, co ma do powiedzenia i się zwinąć. Opowiada o tym, że rankiem przyszedł do niej Młody mówiąc, że ma sprawę do Wazy. Znalazł jakiś magazyn Niemożliwium i chciałby, żeby razem go obrobili i potem rozprowadzili towar, ale nie ufa reszcie grupy. Czeka przy Rumowisku Mogilskim do południa - potem się zwinie i poszuka lepszego partnera do biznesu. Maks słucha co trzecie słowa. Nalewa jej i sobie drinka, zaczyna się przymilać. Kamila jest jednak zbyt wystraszona - mówi tylko, żeby zrobił to, co chce, odpowiada wymijająco na resztę pytań Maksa i się zwija. Rzekomo do roboty.

Lekko najebany Maks leci do Kosmy. Razem kombinują czy jechać na spotkanie, w jakim składzie i co mówić. Kosma pakuje do bagażnika masę złomu, który ma im rzekomo pomóc. Ostatecznie decydują się skonsultować z Barbarą, ale tutaj... Całują jedynie klamkę. Semańskiej nie ma, rano gdzieś pojechała. Chłopaki nie mają wyboru. Załatwiają sobie krótkofalówki i jadą na Mogilskie.

Kosma zostaje nieco z tyłu, ma iść od północy. W tym czasie Maks podjeżdża od ruin Rynku. Mija alejkę, w której stoi niesamowita fura - widać, że ktoś ją niedawno zostawił. Tym kimś okazuje się być Łukasz - przeprasza za oszustwo mówiąc, że z nim na pewno bohaterowie by się nie spotkali. Wali od razu, że popełnił błąd i wziął bohaterów za kogoś innego - wysłał na nich ludzi Dzikusa sądząc, że są w zmowie z Kopczyńskim. Jako jakieś zadośćuczynienie oferuje auto, które mijał Maks. Bardzo długo bajeruje Wazę, starając się go urobić na różne sposoby. Ostatecznie stwierdza, że chciałby pomóc im usunąć Niemożliwium z Krakowa - ma kontakty, które mogłyby pomóc w tej sprawie. Prosi tylko, by Maks to przemyślał i spotkał się z nim i Alicją popołudniem we Wrakowisku. Odchodzi, nie zwracając uwagi na Wazę, który wyciąga broń, mierzy do niego, po czym chowa ją z powrotem i idzie w swoją stronę...
...Czyli do auta. Procenty robią swoje - zostawia rower, pakuje się za kółko i rusza z kopyta. Wali prosto na Opolską, stamtąd na złomowisko Kosmy.
Jak nie kijem, to marchewką z napędem na cztery koła.
W tym czasie Barbara spotyka się z kilkoma osobami. Pierwsze dwie to Chudy (stary stróż na Wrakowisku) i Borys (dawny ochroniarz, wciągnięty przez Łukasza, który po tym, jak mało co nie wykitował, zmienił robotę na spokojniejszą). Od tego drugiego dowiaduje się, że Alek i jakaś Brzeska czasem odbierali stąd różne paczki - brał od nich łapówki. Feralnej nocy Skromny wszedł i wyjechał jakąś czerwoną Corsą. Przez te interesy Borys stracił zaufanie Łukasza - ten kazał mu trzymać gębę na kłódkę i informować go o tym, co ludzie Kopczyńskiego robią. Na koniec Barbara puszcza jeszcze przez Chudego plotę, że Alek miał się hajtać z Karoliną.
Zaraz po tym Semańska leci na Estakadę. Tam zagaduje Maćka - wiecznie zakatarzonego nerda, który jest pseudoksięgowym - w sprawie tej Corsy. Okazuje się, że to auto zdobyte przypadkiem. Stało prawie miesiąc na złomowisku i wyjechało podczas nocy, kiedy zginął Skromny. Maciek daje jeszcze Semańskiej cynk o zajebistym Nissanie, który czeka na nowego właściciela.
W zamian za te informacje Barbara ma mu załatwić randkę z Anką - dilerką z Bazaru Bronowice. Semańska idzie na łatwiznę - uderza do Lisy, łamie ją szybko przypominajką o wypaplaniu czegoś Śrubie, po czym proponuje, by umówienie Ani z Maćkiem wyrównało rachunki. Dziewczyna okazuje się być rozbawiona całą sytuacją - kojarzy tego nerda i nie jest specjalnie przerażona spędzeniem z nim kilku godzin.
Semańska wraca na Estakadę, żeby dogadać z Maćkiem szczegóły. Kiedy kończy rozmowę, widzi nową furę Wazy, jadącą solidną osiemdziesiątką w stronę Wrakowiska. Od razu widać, że jest jeszcze nietrzeźwy. Barbara opieprza jadącego z tyłu Kosmę i razem pakują się na warsztat Planka. Tam obgadują (raczej wrzeszcząc) całą sytuację. Plank próbuje otworzyć zablokowany bagażnik samochodu. Kiedy słychać silniki zbliżających się motorów, Kosmie się udaje - w środku leży ciało (zapewne Młodego) zawinięte w plastikowy worek. Semańska zamyka Planka w garażu, sama z Wazą lecą do bramy, gdzie właśnie zaparkowało dwóch siepaczy Alicji. Alicja życzy sobie by cała trójka przyjechała natychmiast do Wrakowiska.
Ależ gustowny blaszak!
Jedyne co Kosma jest w stanie zrobić, to ukryć ciało (i spluwę, z której chłopaka zabito) w kanale. Jadą razem na złomowisko, gdzie wcześniej oglądali białą furgonetkę z prochami. Tam czeka już Łukasz, Alicja i Beata.
Rozpętuje się piekło.

Jakiś świadek Beaty widział rzekomo, jak Waza z Kopczyńskim i jakimiś dwoma ludźmi z warsztatu kropnęli Młodego. Mieli potem zapakować ciało do worka, a ten do bagażnika auta, którym Maks chwilę wcześniej podjechał. Alicja oczekuje wyjaśnień - dopowiada, że poprosiła o przyjazd Hardego.
Kolejna godzina to wielka kłótnia. Rzucanie mięsem, wzajemne oskarżenia, licytowanie się argumentami i domysłami. Hardy nie ma wiele do dodania. Ostatecznie Alicja proponuje by sprawdzić bagażnik (robi to Beata) i złomowisko Kosmy. Ta propozycja eskaluje dyskusję jeszcze bardziej. Kiedy bitewny kurz nieco opada, wszyscy wspólnie decydują o dalszych działaniach: Hardy z Kosmą i jednym z ludzi Alicji jadą na złomowisko, reszta do warsztatu. Na bazie tego co Tomasz znajdzie oraz zeznań Kopczyńskiego ma być podjęta ostateczna decyzja. Kompromis powstaje dopiero po kilku minutach kłótni - co sprawia, że Hardy nabiera pewności, co znajdzie na miejscu. Zagaduje o to Planka - ten potwierdza, że faktycznie, próbowali ukryć ciało, które zostało im podrzucone w aucie przekazanym przez Łukasza. Ze względu na zaufanie względem Semańskiej i świetną reputację grupy Hardy obiecuje stanąć po ich stronie - nie może jednak skłamać i ukryć zwłok. Tej granicy nie przekroczy. We dwóch wchodzą do blaszaka i zabierają worek wraz ze spluwą, z której zabito Młodego, po czym wracają do Wrakowiska.
W tym czasie reszta dociera na Opolską. Kopczyński jest w świetnym humorze. Traci go jednak, kiedy Semańska zaczyna mówić w jakiej sprawie przyjechali. Stwierdza, że faktycznie, robi interesy z Łukaszem i tego dnia załatwiał dla niego ciężarówki. Wiarus potwierdza te słowa. Liczył na zgodę Alicji na wysłanie konwoju na północ, do terenów zbombardowanych atomówkami. Paweł nie ma alibi - byli z nim tylko dwaj ludzie, których świadek Beaty wskazał jako współwinnych morderstwa.
Na te słowa Maksymilian - nie po raz pierwszy - wybucha. Zaczyna mówić o oskarżeniu o morderstwo, o przekrętach Łukasza. Kilka osób zaczyna mówić jednocześnie, Alicja próbuje bezskutecznie uciszyć Wazę. Ostatecznie w kanciapie pozostaje jedynie Semańska i Maks - ten ostatni zdradza czego dotyczy cała sprawa i potwierdza, że interesy z warsztatem przy Opolskiej są wciąż aktualne.

Po powrocie z warsztatu przychodzi czas rozstrzygnięcia. Widok trupa na pace samochodu Hardego przelewa czarę goryczy - Alicja mówi coraz mniej i mniej, przestaje słuchać argumentów. Łukasz zbija je jeden po drugim, czasem odpowiadając absurdalnie. Podnosi głos, co do tej pory praktycznie nigdy mu się nie zdarzało. Beata, wciąż wściekła na chłopaków również nie daje się przekonać. Mówi, jakby była na miejscu, jakby sama była tym świadkiem. W końcu Alicja prosi by wszyscy się uciszyli. Stwierdza krótko:
- Nie wiem czy zabiłeś go z powodu interesów, bo byłeś najebany albo naćpany czy z innego powodu. Wiem jedno. Ojciec Józef jest ostatnią osobą, którą podejrzewałabym o kłamstwo. Gdyby chodziło o Łukasza albo Beatę mogłabym mieć wątpliwości, ale nie teraz. Nie mamy dowodów na to morderstwo, a skoro Hardy wstawia się za tobą, mam związane ręce. Mogę zrobić tylko jedno. Kazać się wynosić z Wrakowiska.
Po tych słowach odeszła do ochroniarzy, wydając im krótkie polecenie. Tamci podeszli do bohaterów, zagadnęli by zebrali swoje rzeczy i wyjechali. Hardy poprosił Barbarę by zaprowadziła jego auto pod mieszkanie - sam wsiadł za kółko bryki, którą podrzucił Wazie Łukasz.

Przychodzi trudny czas rozstania. Ludzie z Wrakowiska unikają wzroku bohaterów. Nie wiedząc, w jaki sposób zawinili, część z nich szczerze im współczuje. Kosma, Barbara i Maks byli mocną załogą. Wyrzucenie ich na zbity pysk za byle co nie byłoby w stylu Alicji.
Wieczorem Waza szuka pocieszenia w ramionach Kamili. Nie może jej jednak nigdzie odnaleźć. Nie ma jej w mieszkaniu, u siostry ani w pracy. Dziewczyny z sąsiednich straganów mówią, że nie było jej tego dnia w pracy. Kamila znikła. Pytanie brzmi, z czyjego rozkazu?

Kilometr dalej wystraszony Maciek siada z Anką przy stole. U Czarnego okazuje się być bardzo spokojnym, kameralnym i przede wszystkim - zadbanym lokalem. W głowie chłopaka huczą słowa Barbary. "Bądź sobą. Nie udawaj kogoś innego." - powtarzał sobie to raz za razem przez cały dzień, aż w końcu uwierzył, że to dobry pomysł. Początkową, krępującą ciszę przerywa Ania prosząc Maćka by opowiedział jej jak to było z tą randką. Potem idzie coraz lepiej. Wieczór kończy się obietnicą kolejnego spotkania.
Przynajmniej to spotkanie miało szczęśliwe zakończenie.
Było kameralnie? Było.

niedziela, 22 lutego 2015

#03: Prowokacja

Mury tej monumentalnej budowli pamiętają jeszcze wieki średnie. Niegdyś była to prawdziwa forteca, zamek wręcz nie do zdobycia. Później, pięciogwiazdkowym hotelem. Teraz zaś było to miejsce kaźni. Katownia.
Mury celi już dawno przybrały brunatną barwę. Nikt nie ścierał krwi, nie dbał o porządek w tym miejscu. Obecni gospodarze uważali zresztą, że wpłynie to pozytywnie na przesłuchania. Co któryś łamał się już kiedy zobaczył, jakie przyjemności go tu czekają.
Dwóch rosłych mężczyzn – polskich sprzedawczyków na usługach białoruskiej armii – spoglądało z wyższością na człowieka w kajdanach. Jeden z nich rzekł:
- To Kosma Plank? Ten słynny naukowiec?
- To był Kosma. Teraz to tylko kawał mięsa – rzucił drugi, po czym obaj się roześmiali, jakby był to dobry żart. Po chwili kontynuował:
- Słuchaj, Plank. To, co się działo do tej pory to była tylko prezentacja. Wiemy, że nie jest łatwo cię złamać. Ale wiesz już, ile bólu potrafimy zadać. Ciekawe czy będziesz równie oporny, kiedy wykorzystamy nasze sztuczki na niej?
Po tych słowach żołnierz w białoruskim mundurze wprowadził do celi wystraszoną kobietę. Zlepione, długie włosy zasłaniały jej większość twarzy, ale i tak było widać, że ktoś już ją bił.
- Kosma, błagam cię, zrób to, co każą, ja już tego nie wytrzymam!
Kosma się łamie. Następne tygodnie pracuje dla Białorusinów, przygotowując ten sam gaz bojowy, który wiele lat później odnajdzie w rozbitym transportowcu. Po wszystkim odwiedza go kobieta, dla której złamał zasady. Piękna, bez śladów pobicia. Szydzi z jego litości i współczucia, zdradza tajemnicę - cały czas pracowała z oprawcami Planka.

Przyjedźcie tu na wakacje, weźcie dzieci i całe rodziny. *****, nie mniej!
Rok 2055.
Przy białej, rdzewiejącej furgonetce stoi pięć osób: Alicja, Hardy oraz Waza, Semańska i Plank. Cel rozmowy: wyjaśnienie skąd w środku znalazło się wojskowe radio i dwie paczki Niemożliwium. Zdaniem Alicji ktoś wykorzystał teren Wrakowiska do własnych interesów, być może by dodatkowo podkopać reputację firmy. Zadanie wykrycia sprawcy spoczywa na barkach grupy, w dużej mierze z powodu specyficznej reputacji Maksa. Ten ostatni nie może darować sobie okazji - podprowadza kilka tabletek dragu na wypadek, gdyby miała się kiedyś przydać. Jedynie Kosma to zauważa, ale nie zdradza kompana słowem, przynajmniej przy szefowej i przy Hardym.
Paranoiczna czujność Semańskiej tym razem okazuje się pomocna. Przegrzebanie całej furgonetki owocuje znalezieniem śladu - strzępka marynarki. W 2055 roku mało kto chodzi w garniakach, przynajmniej o takiej jakości. Nie jest to ślad wskazujący ewidentnie na winę Łukasza, ale grupa ma już przynajmniej pierwszy trop.

Po krótkiej rozmowie bohaterowie się rozdzielają. Kosma olewa zadanie i zaczyna szukać nowej miejscówki, w której byłby w stanie przeprowadzać badania z prawdziwego zdarzenia. Okazuje się, że kilometr na północ, w jednej z odnóg Jasnogórskiej jest idealna miejscówka - opuszczony, solidnie podpiwniczony budynek. Trzeba go tylko odnowić, ogrzać, podpiąć zasilanie, sprawdzić kanalizację, dostarczyć sprzęt, zamontować monitoring i zabezpieczenia, zamaskować panele słoneczne... Drobiazg. Da się załatwić w pięć minut.
Semańska rusza do warsztatu na Opolskiej, gdzie pracował Skromny. Poznaje tam dwóch mechaników - Krzyśka, przeciętniaka pilnującego własnych spraw oraz Pawła, szefa jednej z załóg. Dla niego pracował Alek. Paweł sprzedaje Barbarze bajkę o tym, że Skromny uparł się, żeby zrobić tamtej nocy amortyzatory dla jednej ciężarówki i poszedł sam na Wrakowisko. Krzyśkowi coś nie pasuje w tej historii, ale trzyma gębę na kłódkę. Umawia się potem z Semańską na piwko wieczorem w knajpce w dawnym KFC.
Waza rusza na poszukiwanie dragów. Przechodzi pół dzielnicy, zagaduje, przypala skręty. Dowiaduje się, że Paweł Kopczyński - ten sam wąsaty Polak, z którym rozmawiała chwilę wcześniej  Barbara - sprowadza Niemożliwium spoza Krakowa. Upewnia się jeszcze, że to ten sam towar, który znalazł się na Wrakowisku. Umawia się na koniec na wieczór z Kamilą - swoją dupeczką, która przy okazji jest dilerką lekkich prochów na północno-zachodni Kraków.

Czy te wąsy mogą kłamać?
Popołudnie to idealny moment, żeby wszamać przypieczonego, powojennego kurczaka. W KFC nie jest jeszcze tłoczno, można spokojnie pogadać. Grupa zaczyna podsumowywać dotychczasowo zdobyte informacje. Przerywa im na moment Krzysiek, który mówi Semańskiej, że nie może być mowy o noszeniu na piechtę amortyzatorów z tak ciężkiej maszyny. Paweł ewidentnie coś naściemniał.

W głowach bohaterów rodzi się szatański plan. Prowokacja. Pozorowane spotkanie. Zdobycie kluczowych informacji. Profit!
Ekipa buduje mikrofon z nagrywaniem na smartfonie. Jedzie potem do Pawła Kopczyńskiego, żeby przekonać go do zdradzenia swojego dostawcy. Chcą robić wspólne interesy. Udaje im się przekonać mechanika do zdradzenia nazwiska producenta (Tomasz Król) i umówienia wspólnego spotkania.
Kopczyński choć wierzy, że chcą robić interesy, oszukuje bohaterów. Zamierza upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Poucza swoich ludzi by zrobili bohaterom reputację dilerów. Dzielnica (narkomani i sprzedawcy) będą przekonani, że Kosma i Maks z Wrakowiska będą ruszać z dystrybucją Niemożliwium poza Krakowem. Teraz, jeśli Kopczyński popłynie, razem z nim popłyną Waza i Plank, a tym samym pójdzie się walić reputacja Wrakowiska.

Po krótkiej rozmowie przy piwku idą to Alicji omówić wszystko. Dumni, pewni siebie zapowiadają mocny materiał, puszczają nagranie z telefonu i dodają, że będzie zajebiście ważne spotkanie. Efekt? Dostają zjebę z góry na dół. Kopczyński tak pokierował rozmową, by w jej trakcie to bohaterowie wyszli na zdeterminowanych do wspólnego handlu, on jest dość ostrożny i asekuracyjny. Alicja podkreśla, że to dokładnie coś przeciwnego, niż chciała osiągnąć. Jeśli Paweł wpadnie, Wrakowisku się też nieźle oberwie. Grupa, a zwłaszcza Maks, jest innego zdania. Bohaterowie (tak, głównie Maks) kłócą się z Alicją przez kilka minut. Ta na koniec każe im wszystko odkręcić albo wylatują z Wrakowiska. Waza eksploduje. Wytyka Alicji wyniosłość, krótkowzroczność i małostkowość. Krzyczy na nią mówiąc, że gówno osiągnęła i gówno zbudowała. Wychodzi, trzaskając drzwiami.

Ekipa jedzie do Hardego. Tomasz aktualnie jest mocno zajęty. Leje dilera, który wskazał Wazie Kopczyńskiego. Diler krzyczy, że to Maks sprzedał mu tabletki. Semańska z ekipą przekonują Hardego, że tamten ściemnia i chodzi im o odkrycie tożsamości producenta, a potem - jeśli to będzie możliwe - wykończenie skurczybyka. Waza zagaduje Hardego - prosi o kilka minut rozmowy z więźniem. Tomasz z uśmiechem stwierdza, że nie będzie katował na śmierć kogoś za sprzedawanie tabletek. Nie strzela się w łeb detaliście, więc Maksymilian ma drogę wolną.
Te kilka minut rozmowy to mega porażka Wazy. Diler okłamuje go w sprawie tego, jak widzi sytuację (a widzi tak: Maks wsypał go Hardemu). Maks daje swoją srebrną zippo dilerowi i łyka ściemę, że między nim a dilerem jest wszystko spoko. 
Gówno, nic nie jest spoko, ale na razie Maks jeszcze nie wie, z jakimi konsekwencjami będzie się wiązało oddanie swojej ulubionej, stylizowanej zapalniczki.

Na koniec, kiedy grupa rozjeżdża się do swoich domów, na Maksa czeka karteczka na drzwiach. Kamila zostawia "ciepłą" wiadomość odnośnie olania spotkania.

niedziela, 15 lutego 2015

#02: Kret

Gdzieś we Wrakowisku...
W jednej z zupełnie zrujnowanych, przerdzewiałych do reszty furgonetek otulona grubą kurtką, zakapturzona postać rozmawiała przez radio. "Śruba zjebał, zamiast załatwić sprawę polubwnie" było pierwszym, co powiedziała. Później przyszła kolej na ostrą wymianę zdań. Ostatnim, co powiedział kret Ślązaków, było "Dobra, spróbuję to załatwić. Najwyżej załatwicie mi miejscówkę w Gliwicach.". Rozłączył się, schował radiostację, po czym zapalił latarkę i wyszedł na zewnątrz.
Snop światła oślepił młodego chłopaka o burzy blond włosów i przydymianych goglach na szyi.
- Dużo słyszałeś? - zapytał kret, podnosząc ręczną kuszę.
- Łukasz, no co ty? - tyle tylko zdołał powiedzieć młody, zanim kret wpakował mu pierwszy bełt w brzuch. Kolejne dwa poszły w klatkę piersiową.

Tej nocy naćpany, pijany Dzikus, pędząc swoją podrasowaną bryką przejechał - jak mu się zdawało - totalnie naprutego kolesia. Wysiadł z auta, podszedł do niego chwiejnym krokiem. Już na pierwszy rzut oka było widać, że tamten jest trupem. Podrzucił mu na wszelki wypadek kilka ampułek i spieprzył stamtąd tak szybko, jak się dało.
Tak kiedyś wyglądało Rondo Ofiar Katynia. Środek oraz północno-zachodnia część z jezdniami jest wasza.
Świt.
Bohaterowie zebrali się w ten mroźny, zimowy poranek by na krytym tarasie Estakady pogadać z Łukaszem i kimś z szefostwa o planach dotyczących pojemników z gazem bojowym. Widzą, jak dwóch sprzątaczy pakuje do worka ciało Skromnego - chłopaka, którego ktoś rozjechał w nocy.
Szychą okazuje się być Alicja, jedna z rozsądniejszych osób we Wrakowisku. Łukasz przyprowadził ze sobą Beatę - z jej zdaniem złomiarze również się liczą. Spokojna wymiana zdań bardzo szybko zamienia się w pyskówkę. Strony licytują się na argumenty (a potem jadą na ostro, wytykając sobie głupotę i zupełną beztroskę w działaniu), odsłaniają słabe strony by zbić słowo przeciwnika (Barbara zdradza, że była słabym dowódcą, który nie dbał o dyscyplinę). Ostatecznie grupa stawia na swoim. Pojemniki - na jej odpowiedzialność - mają zostać zdezaktywowane w Wadowicach.
Łukasz odchodzi, proponując by grupa przegadała szczegóły z Beatą i Alicją. Kosma i Maks każą tej pierwszej też iść. Ten policzek będzie na długo zapamiętany.
Tak, tak, to ten słynny Tomasz Hardy. Pies nie załapał się w kadr.
Barbara leci do Hardego - znajomego z wojska, obecnie świrniętego stróża prawa. Po drodze spotyka Karolinę, dziewczynę Alka Skromnego. Zapłakana opowiada wersję zdarzeń z ostatniej nocy, która wyklucza by chłopak szedł naćpany środkiem ulicy. Miał poszukać jakiejś części we Wrakowisku, wrócić na warsztat przy Opolskiej a potem pojechać do niej. Był w warsztacie przed północą. Do Karoliny nigdy nie dotarł. Przyciśnięta, Semańska obiecuje zrobić porządek ze skurwielem winnym śmierci Alka.
Rozmowa z Hardym nie przynosi nic ciekawego - oprócz przyłapania Łukasza na kłamstwie. Twierdził, że w pobliżu Wadowic wciąż są osady. Jeśli dezaktywacja pójdzie nie tak, szlag trafi niewinnych cywilów.

W między czasie Plank z Wazą dogadują się z Alicją - ta organizuje im nieco sprzętu, który powinien ułatwić całą robotę. Zamieniają kilka słów z Karoliną. Maksymilian jest w pełni sobą - zagaduje dziewczynę i pociesza ją tak, żeby był grunt do dalszego pocieszania w łóżku. Następnie cała grupa bardzo długo dywaguje nad następnym ruchem. Ostatecznie próbują zorganizować sprzęt ochronny. Dostaną go od starego dilera, Mariana, w zamian za przysługę - przechowanie narwanego gnojka, który... zeszłej nocy rozjechał jakiegoś trupka. Ma ksywę Dzikus i jest wyjątkowym prymitywem.

Ostatecznie bohaterowie biorą ryzyko na siebie. W piwnicy Kosmy odpalają sprzęt i przez całą noc spuszczają gaz ze zbiorników do granatów. Zajebisty sukces owocuje zrobieniem trzech skrzynek po dwanaście sztuk. Te schodzą na pniu - w zamian za to grupa zdobywa karabin maszynowy 20 mm z ośmioma skrzynkami amunicji. Co najlepsze - wszystko jest tak zorganizowane, że ślady prowadzą do Oberschlesien.

Rankiem jadą do kostnicy obejrzeć zwłoki Skromnego. To nieprzyjemny widok, ale rozjechany trup to nie pierwszyzna dla Kosmy. Oględziny ciała i rzeczy przy nim znalezionych prowadzą do jednego wniosku - nie żył, kiedy Dziki go rozjechał. Ktoś załatwił go z kuszy - zebrał trzy razy, nie miał absolutnie żadnych szans by przeżyć. Ampułki z prochami podrzucił mu zapewne ten gnojek.
Po wyjściu z kostnicy grupa spotyka Hardego, który doszedł już do pewnych wniosków. Wie, że Alek został zamordowany, ale brakuje tropów, by móc go (przynajmniej teraz) schwytać. Tomasz chce jednak unieszkodliwić Dzikusa - w końcu mógł tamtej nocy przejechać żywego. Wymiana zdań upewnia Hardego, że ma rację. Ogłasza ludziom, że za gnoja jest nagroda - każdy może uderzyć do niego lub do Semańskiej.

Dzień upływa pod znakiem oszustwa. Grupa przygotowuje się - i puste pojemniki - do drogi do Wadowic. Kosma produkuje prymitywną (ale skuteczną) pułapkę, którą można zrzucić z ciężarówki na ścigające ją auta. Maks i Barbara szukają amunicji do kałasznikowa. I udaje się, ale nie za darmo. Znajomek prowadzi Semańską do Ilie, Ten sprzedaje jej za grosze jeden magazynek, ale niestety sprawy nie daje się załatwić incognito. Łukasz dowiaduje się, że Barbara kupuje broń u wroga - i może to w przyszłości wykorzystać.
Pusta droga nocą. Tyyyle widać!
Koniec to prawdziwa rozpierducha. Grupa jedzie w stronę Wadowic. Po minięciu Zatora w lusterku pojawiają się światła kilku motocykli. Kosma skręca do opuszczonej stodoły, ale jest już niestety zbyt późno. Napastnicy - ziomki Dzikiego przekonane przez Łukasza, że grupa jedzie powiesić ich szefa - próbują podejść bohaterów. Kończy się precyzyjnym trafieniem Barbary i serią z karabinu maszynowego odpaloną przez Kosmę, Reszta zdradza swoje zamiary. Maks wraca do Krakowa by przekonać Mariana, żeby zabrał Dzikusa (skoro wie o nim Łukasz, będą wiedzieć i inni). Kosma z Semańską odprawiają szopkę przed jeńcami (niby dezaktywują gaz), potem puszczają ich wolno.