Gdzieś we Wrakowisku...
W jednej z zupełnie zrujnowanych, przerdzewiałych do reszty furgonetek otulona grubą kurtką, zakapturzona postać rozmawiała przez radio. "Śruba zjebał, zamiast załatwić sprawę polubwnie" było pierwszym, co powiedziała. Później przyszła kolej na ostrą wymianę zdań. Ostatnim, co powiedział kret Ślązaków, było "Dobra, spróbuję to załatwić. Najwyżej załatwicie mi miejscówkę w Gliwicach.". Rozłączył się, schował radiostację, po czym zapalił latarkę i wyszedł na zewnątrz.
Snop światła oślepił młodego chłopaka o burzy blond włosów i przydymianych goglach na szyi.
- Dużo słyszałeś? - zapytał kret, podnosząc ręczną kuszę.
- Łukasz, no co ty? - tyle tylko zdołał powiedzieć młody, zanim kret wpakował mu pierwszy bełt w brzuch. Kolejne dwa poszły w klatkę piersiową.
Tej nocy naćpany, pijany Dzikus, pędząc swoją podrasowaną bryką przejechał - jak mu się zdawało - totalnie naprutego kolesia. Wysiadł z auta, podszedł do niego chwiejnym krokiem. Już na pierwszy rzut oka było widać, że tamten jest trupem. Podrzucił mu na wszelki wypadek kilka ampułek i spieprzył stamtąd tak szybko, jak się dało.
![]() |
| Tak kiedyś wyglądało Rondo Ofiar Katynia. Środek oraz północno-zachodnia część z jezdniami jest wasza. |
Świt.
Bohaterowie zebrali się w ten mroźny, zimowy poranek by na krytym tarasie Estakady pogadać z Łukaszem i kimś z szefostwa o planach dotyczących pojemników z gazem bojowym. Widzą, jak dwóch sprzątaczy pakuje do worka ciało Skromnego - chłopaka, którego ktoś rozjechał w nocy.
Szychą okazuje się być Alicja, jedna z rozsądniejszych osób we Wrakowisku. Łukasz przyprowadził ze sobą Beatę - z jej zdaniem złomiarze również się liczą. Spokojna wymiana zdań bardzo szybko zamienia się w pyskówkę. Strony licytują się na argumenty (a potem jadą na ostro, wytykając sobie głupotę i zupełną beztroskę w działaniu), odsłaniają słabe strony by zbić słowo przeciwnika (Barbara zdradza, że była słabym dowódcą, który nie dbał o dyscyplinę). Ostatecznie grupa stawia na swoim. Pojemniki - na jej odpowiedzialność - mają zostać zdezaktywowane w Wadowicach.
Łukasz odchodzi, proponując by grupa przegadała szczegóły z Beatą i Alicją. Kosma i Maks każą tej pierwszej też iść. Ten policzek będzie na długo zapamiętany.
![]() |
| Tak, tak, to ten słynny Tomasz Hardy. Pies nie załapał się w kadr. |
Barbara leci do Hardego - znajomego z wojska, obecnie świrniętego stróża prawa. Po drodze spotyka Karolinę, dziewczynę Alka Skromnego. Zapłakana opowiada wersję zdarzeń z ostatniej nocy, która wyklucza by chłopak szedł naćpany środkiem ulicy. Miał poszukać jakiejś części we Wrakowisku, wrócić na warsztat przy Opolskiej a potem pojechać do niej. Był w warsztacie przed północą. Do Karoliny nigdy nie dotarł. Przyciśnięta, Semańska obiecuje zrobić porządek ze skurwielem winnym śmierci Alka.
Rozmowa z Hardym nie przynosi nic ciekawego - oprócz przyłapania Łukasza na kłamstwie. Twierdził, że w pobliżu Wadowic wciąż są osady. Jeśli dezaktywacja pójdzie nie tak, szlag trafi niewinnych cywilów.
W między czasie Plank z Wazą dogadują się z Alicją - ta organizuje im nieco sprzętu, który powinien ułatwić całą robotę. Zamieniają kilka słów z Karoliną. Maksymilian jest w pełni sobą - zagaduje dziewczynę i pociesza ją tak, żeby był grunt do dalszego pocieszania w łóżku. Następnie cała grupa bardzo długo dywaguje nad następnym ruchem. Ostatecznie próbują zorganizować sprzęt ochronny. Dostaną go od starego dilera, Mariana, w zamian za przysługę - przechowanie narwanego gnojka, który... zeszłej nocy rozjechał jakiegoś trupka. Ma ksywę Dzikus i jest wyjątkowym prymitywem.
Ostatecznie bohaterowie biorą ryzyko na siebie. W piwnicy Kosmy odpalają sprzęt i przez całą noc spuszczają gaz ze zbiorników do granatów. Zajebisty sukces owocuje zrobieniem trzech skrzynek po dwanaście sztuk. Te schodzą na pniu - w zamian za to grupa zdobywa karabin maszynowy 20 mm z ośmioma skrzynkami amunicji. Co najlepsze - wszystko jest tak zorganizowane, że ślady prowadzą do Oberschlesien.
Rankiem jadą do kostnicy obejrzeć zwłoki Skromnego. To nieprzyjemny widok, ale rozjechany trup to nie pierwszyzna dla Kosmy. Oględziny ciała i rzeczy przy nim znalezionych prowadzą do jednego wniosku - nie żył, kiedy Dziki go rozjechał. Ktoś załatwił go z kuszy - zebrał trzy razy, nie miał absolutnie żadnych szans by przeżyć. Ampułki z prochami podrzucił mu zapewne ten gnojek.
Po wyjściu z kostnicy grupa spotyka Hardego, który doszedł już do pewnych wniosków. Wie, że Alek został zamordowany, ale brakuje tropów, by móc go (przynajmniej teraz) schwytać. Tomasz chce jednak unieszkodliwić Dzikusa - w końcu mógł tamtej nocy przejechać żywego. Wymiana zdań upewnia Hardego, że ma rację. Ogłasza ludziom, że za gnoja jest nagroda - każdy może uderzyć do niego lub do Semańskiej.
Dzień upływa pod znakiem oszustwa. Grupa przygotowuje się - i puste pojemniki - do drogi do Wadowic. Kosma produkuje prymitywną (ale skuteczną) pułapkę, którą można zrzucić z ciężarówki na ścigające ją auta. Maks i Barbara szukają amunicji do kałasznikowa. I udaje się, ale nie za darmo. Znajomek prowadzi Semańską do Ilie, Ten sprzedaje jej za grosze jeden magazynek, ale niestety sprawy nie daje się załatwić incognito. Łukasz dowiaduje się, że Barbara kupuje broń u wroga - i może to w przyszłości wykorzystać.
![]() |
| Pusta droga nocą. Tyyyle widać! |
Koniec to prawdziwa rozpierducha. Grupa jedzie w stronę Wadowic. Po minięciu Zatora w lusterku pojawiają się światła kilku motocykli. Kosma skręca do opuszczonej stodoły, ale jest już niestety zbyt późno. Napastnicy - ziomki Dzikiego przekonane przez Łukasza, że grupa jedzie powiesić ich szefa - próbują podejść bohaterów. Kończy się precyzyjnym trafieniem Barbary i serią z karabinu maszynowego odpaloną przez Kosmę, Reszta zdradza swoje zamiary. Maks wraca do Krakowa by przekonać Mariana, żeby zabrał Dzikusa (skoro wie o nim Łukasz, będą wiedzieć i inni). Kosma z Semańską odprawiają szopkę przed jeńcami (niby dezaktywują gaz), potem puszczają ich wolno.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz