niedziela, 21 maja 2017

#21: Porwanie

Z Wawelu zostało gruzowisko. Mury rozsypało na zewnątrz razem z częścią stacjonujących tu pojazdów. Główne budynki zapadły się, grzebiąc wszystkich żywcem. Kosma, Semańska i Waza przybyli tu z niewielką ekipą w kilka dni po ostrzale by sprawdzić jak się ma sprawa z atomówką i poszukać trupa Putinasa - nie odnajdują jednak ani jednego, ani drugiego.
Jest zmiażdżona, wypalona wyrzutnia, ale w głowicy nie ma ładunku. Ktoś wymontował bombę na długo zanim Wawel został zniszczony - prawdopodobnie głównodowodzący litewskich wojsk, którego na miejscu również brakuje. Nie jest to niespodzianka - po przejęciu wyrzutni rakiet nikt zdrowo myślący nie zostawiłby w tym miejscu kluczowych zasobów.

Maks, niczym monstrualny Król Midas, zamienia wszystko czego się tknie w...


Śladowe promieniowanie świadczy jednak o tym, że ładunek istnieje. Istnieje i może zostać zdetonowany - jeśli tylko Litwini się na to odważą. W chwili staje się jasne, że o ile Kraków został odbity, o tyle wkrótce może nie być żadnego Krakowa. Koniecznie trzeba odnaleźć bombę. Wykryć konfidentów. Zgładzić Putinasa.

Rekonesans


Każdy dostaje własne zadanie. Maks, który po dwóch dniach walki z rzeczywistością znalazł człowieka potrafiącego wstawiać złote zęby, jest gotów ruszyć w teren. On i Kopczyński mają prostą misję - wyczaić co się dzieje na mieście, znaleźć niedobitki z Litwy, konfidentów oraz wszystko, co może być pomocne w zlikwidowaniu wojska Putinasa.
Zanim jednak reszta dostaje własne przydziały, zebranie przerywa Mariusz. Jeden z jego patroli - z Justyną i Michałem, jednym z nieznanych bohaterom ludzi Bastionu, nie zameldował się dwie godziny wcześniej. Sprawa jest poważna. Po pierwsze, Litwini na pewno nie będą się z nimi patyczkować. Po drugie, na pewno wyciągną z nich wszystkie informacje. Błyskawicznie zmieniają się priorytety. Paweł i Maks mają wybadać przede wszystkim wątek litewskich komandosów - gdzie mogli się ukrywać, kto mógł im pomagać. Reszta rozdziela się na trzy ekipy i rusza na Ruczaj, gdzie została wysłana zaginiona para.
Semańska jedzie z Kosmą i dwoma chłopakami z Wrakowiska (Maciek i Karol) zdobycznym BWP. Jadą na południowy zachód licząc, że trafią na patrol ukrywający się przed jakimś zagrożeniem (albo litewskie wojsko, stacjonujące tutaj na czas… przesłuchania). Cudem dostrzegają ukryty na uboczu wóz. Hummer nie jest specjalnie schowany, ale też nie jest na widoku.
Akcja jest błyskawiczna. Karol i Barbara na zwiadzie, Kosma z Maćkiem w odwodzie. Semańska podkrada się pod budynek, przed którym stoi hummer, upewnia się, że to nie zasadzka i atakuje litewskich żołnierzy, kiedy nadarza się okazja. Jeden pada martwy, gdy wychodzi z budynku, drugiego ciężko rani kiedy próbuje odpowiedzieć ogniem. Przesłuchanie jest bardzo chaotyczne - tamten twierdzi, że mieli na nich czekać, że patrol faktycznie jest przesłuchiwany, że Romualdus będzie się chciał porozumieć.
Semańska chce dopaść skurwiela, nie ma zamiaru pertraktować. Każe jeńcowi naściemniać przez komunikator - niby się udaje, ale Litwin przemyca w meldunku kilka słów-kluczy, które mówią Romualdusowi, że jego ludzie są więzieni, a złapała ich Semańska. Wymiana zdań kończy się wezwaniem do stawienia się w nowej, tymczasowej bazie na Kopcu Kościuszki o zmroku.
Bohaterowie spotykają się z Mariuszem i resztą ekipy, rozmawiają przez chwilę planując dalsze działania. Decydują się podjąć ryzyko - lojalność względem swoich jest najważniejsza.

Zasadzka na Kopcu


Bohaterowie prują na złamanie karku. Te kilka minut opóźnienia mogą dać Litwinom szansę na przygotowanie się do zasadzki - bo kiedy zorientują się, że coś nie gra, na pewno taką zorganizują. Pierwsze podejrzenia budzi zwiad dronem - nie widać żadnych pojazdów poza starym, pordzewiałym wrakiem osobówki jeszcze sprzed czasów wojny. Mimo wszystko, skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Semańska jedzie w hummerze razem z jeńcem, reszta czai się w osłonie czekając na sygnał do ataku.

Taka piękna pułapka.

Zasadzkę, jak się okazało, Litwini przygotowali już wcześniej.
Kosma reaguje instynktownie - wyskakuje z wozu i pada na glebie, osłaniając głowę rękami. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z tego co i dlaczego zrobił - dał się słyszeć świst odpalanej rakiety. Dochodzi do niego, że wóz bojowy już nie istnieje, a Karol nie żyje - wrak dostał centralnie w bak, rozerwało go na strzępy. Dostał również Bastion - eksplozja rzucił ludźmi jak szmacianymi lalkami. Dostał Mariusz (ale nie na tyle ciężko, żeby go wyeliminowało z walki), dostali jego ludzie. Kilku rozwaliło na strzępy.
Litwini nie poprzestają na tym. Lecą z ostrzałem na poważne. Snajperzy próbują zdjąć kolejnych żołnierzy. Draśnięty zostaje Kosma, dostają kolejni żołnierze. Odpowiadają ogniem, zmuszając Litwinów do wycofania się, ale wygląda to krucho.
Wtedy na pole walki wbiega Barbara.
Nie patyczkuje się z nieprzyjaciółmi. Minął już czas, kiedy się jest dla nich miły i gra według reguł. Przykłada karabin do ramienia i walki serią. Raz, drugi, trzeci. Uciekający żołnierze padają jak muchy. Trzy trupy i pewnie drugie tyle rannych, którzy zdążyli wpakować się do pojazdów. Tamci spieprzają. Semańska chce ruszyć w pogoń, ale stopuje ją chłodny głos Mariusza: “Mamy wielu rannych”. Żądza krwi mija - Barbara przewiesza kałacha przez plecy i leci na pomoc tym, którzy walczą o życie.
I jednemu jeńcowi.
Z szybkiego przesłuchania wynika, że Putinas opuścił Kraków, zapewne zabierając ze sobą bombę. Romualdus został po to, by katować Krakusów tak samo, jak Wrakowisko katowało litewskie wojsko. Z jego kilkunastoosobowej grupy zostało zapewne nie więcej, niż dziesięciu żołnierzy. Nie wiadomo gdzie się ukrywają - często się przenoszą. Nie jest problemem znaleźć dach nad głową w wymarłej metropolii.
Przesłuchanie kończy się egzekucją.

czwartek, 18 maja 2017

#20: Zburzenie Wawelu

Wrakowisko, Warsztat i Bastion nie są w stanie wypracować wspólnego rozwiązania. Barbara, Maks, Kosma, Weronika, Paweł, Mariusz i Tomasz, który w końcu dźwignął się z łóżka to o kilka osób zbyt wiele by wypracować kompromis. Na ten moment jedno jest pewne - atak jest bezcelowy, skoro Litwini wiedzą o przejęciu wyrzutni. Putinas nie da się tak łatwo zabić.

Mariusz deklaruje kolejne zwiady. Razem z Weroniką chcą atakować po partyzancku, zdejmować snajperkami samotnych żołnierzy i podkładać ładunki wybuchowe pod kluczowe lokacje. Sugeruje, że dobrze by było złapać jakiegoś oficera i wydusić z niego informacje o planach Putinasa. Wtedy będzie można zadać ostateczny cios.
Hardy sugeruje coś innego. Jego zdaniem armia pójdzie w rozsypkę, kiedy wyeliminuje się kluczowe figury. Z opowieści wynika, że wszystkim trzęsie Putinas, ale na pewno ma pomocników, którzy są w stanie podejmować samodzielne decyzje. Kluczem do sukcesu jest odnalezienie… zdrajcy. Litwina, którego da się przekonać, że jego oddział jest skończony i tylko współpracując może ocalić skórę.


Ślązacy



Ludzie Czekańskiego przechwytują uzbrojoną ekipę z Katowic. Ośmioro Ślązaków z krótką bronią, na trzech autach. Twierdzą, że jechali spotkać się z ruchem oporu, ale zdaniem Bastionu to szpiedzy Litwinów. Ich szefem jest Bolek Kania, który nie rusza się na krok ze swoją laską, Nataszą (ma ukraiński akcent i przyznaje, że jej rodzice emigrowali przed wojną). Bastion pobieżnie ich przeszukał, ale można jeszcze poprawić - Ślązacy burzą się, ale dostosowują do reguł gry.
Ich celem jest nawiązanie współpracy. Mają dość Litwinów panoszących się u siebie i chcieliby też mieć z nimi spokój. Z tego co wiedzą, ichniejszy kapitan słucha rozkazów pułkownika Putinasa. Ekipa jest zbyt czujna, by zaufać słabej gadce. Oberschlesien próbuje jakoś negocjować, ale nic nie trzyma się kupy. Niestety, zanim Wrakowisku udaje się przejrzeć całą sprawę, Litwini wykonują swój ruch.
Wysoko na niebie krąży sobie niewielki helikopterek z termowizją. Wesoło miota nim wiatr - nim i jego “braćmi” z litewskimi oznaczeniami, które przyfrunęły tutaj, bo ściągnął je nadajnik na samochodzie Oberschlesien. Dron mruga laserem, a chwilę później daje się słyszeć świst rakiety, która ląduje w samym centrum formacji. Potężna eksplozja rzuca ludźmi jak szmacianymi lalkami. Pierwsza, druga, trzecia. Widać Litwini pożałowali amunicji, ale to, co zobaczył operator powinno przekonać go, że zrobili dobrą robotę. Polaczki dostały nauczkę. Jeśli Polaczki będą jeszcze mocniej fikać, zbiorą atomówką. Gdyby litewskie drony przetrwały, operator zobaczyłby, że o ile zrobił sporo, to najważniejsze pojazdy w konwoju przetrwały - były zabezpieczone, ukryte, kawałek od obozu. Mógłby nawet zareagować i podświetlić inną część obozu. No, ale drony nie przetrwały.


Ktoś tu kocha zapach napalmu o poranku. Znaczy się, w środku nocy.


Kosma fatalnie obrywa. Krew, flaki na wierzchu, szok, adrenalina. Nie ma innego wyjścia, musi się sam operować. Zęby zaciśnięte na kawałku drewna. Trzęsące się z nerwów i bólu łapy. Dla udaje się. Udaje! Wrakowisko, Warsztat i Bastion zabrali rannych i ewakuowali się w ekspresowym tempie. Drogę oświetlała im łuna z płonących aut.


Misja Waza


Maks, jak to Maks, chce się popisać. Nie bacząc na nic, bierze auto, wsiada za kółko i jedzie w poszukiwaniu Litwinów. Początek jest obiecujący: dowiaduje się, że Ślązacy byli na Wawelu zanim pojechali do nich, dostaje też cynk, że masa żołnierzy zluzowała. Chleją, ćpają i ruchają. Zdaniem polskiego Biebera to idealna okazja do działania. Bardzo szybko dostaje to, czego chce - czterech podpitych żołnierzy stoi na rogu ulicy. Wytoczyli się właśnie z jakiejś knajpy. Mają problemy z utrzymaniem się w pionie - widać, że nie są w najlepszej formie.

Waza idzie do nich z podniesionymi rękoma. Tamci na początku nie kumają co się dzieje, ale zaraz potem sięgają po giwery. Maks gada jak najęty. Chce częstować ich alkoholem, prochami, obiecuje znalezienie fajnych panienek, uśmiecha się i zaczyna coś nucić pod nosem - zachowuje się, jak jakiś naćpany pojeb (czyli normalnie, biorąc pod uwagę, że wciągnął coś wcześniej, a za normalnego nie bardzo go można uznać). Problem polega na tym, że Litwini niespecjalnie kumają polski. Skończyć się może tylko w jeden sposób - strzelaniną. Kiedy okazuje się, że nie ma szansy na porozumienie, Waza zgarnia motor i zaczyna spieprzać. Tamci ruszają za nim. W okolicy kryjówki konwoju dochodzi do ostatecznego starcia. Wrakowisko jest górą, ale jednemu pojazdowi udaje się spieprzyć. Jest jasne, że zaraz poleci kolejna salwa - trzeba się błyskawicznie ewakuować. Szybciej, niż ktokolwiek miałby ochotę. Tym razem oddalają się kawałek, nad Jezioro Dobczyckie.


Atak



Bohaterom udaje się jednak zdobyć jeńca - koleś potwierdza to, co chcieli usłyszeć: na Wawelu jest sporo wojska i sprzętu, jest też Putinas. Dostają komplet danych potrzebnych do podjęcia decyzji o ataku. Waza popisuje się mówiąc, jaką to zajebistą akcję odwalił, ale szybko zostaje sprowadzony na glebę - to ma być ostatni taki wybryk, inaczej oberwie gorzej, niż w mordę. Oberwałby już w tym momencie, ale Semańska staje między Maksem a ludźmi z Warsztatu. W nagrodę za uratowane życie, Barbara wrzeszczy na Wazę. Kiedy ten zaczyna pyszczyć, wybija mu górną jedynkę.
Sam atak to fachowa robota. Ekipa puszcza zwiad, który oświetla główny budynek laserem. Plank się nie myli - odpala pełną salwę, która uderza w symbol Krakowa, burząc go doszczętnie. Straty wśród Litwinów są ogromne.
Tego wieczoru Maks bawi się z dwoma laskami. Kolejne wyzwanie zaliczone.
W tym czasie Semańska ma chujowy nastrój. Wszystko za sprawą Maćka - kiedy inni się bawią, zgarnia ją na osobności i mówi, że to Kopczyński jest odpowiedzialny za próbę zamordowania Hardego. Maciek przeprasza Barbarę, że powiedział jej o tym dopiero teraz - sam nie wiedział od razu, poznał prawdę kiedy ekipa działała pod Poznaniem.


Taki widoczek to już ostatni raz. Wawel's dead, baby!