wtorek, 28 lutego 2017

#18:Bitwa przy Montelupich

Ten dzień był piekłem. Kilka godzin po postrzale, zagipsowany, owinięty w bandaże Kosma był już w trasie. Razem z Maksem i innymi ludźmi z Wrakowiska krążyli po województwie starając się zdobyć chemikalia potrzebne do ataku na areszt przy Montelupich. Skończyło się sukcesem, ale drugiego takiego dnia Plank nie przeżyje.
Jest wyczerpany, słaby, ma zwidy przed oczami, a przed nim i Maksem jeszcze wizyta u Kopczyńskiego. Na szczęście to niedaleko, nawet biorąc pod uwagę kolano, jakie muszą zrobić zanim dotrą do Proszowic.


Gwiazda wieczoru


U Kopczyńskiego są goście. Dwie terenowe fury i kamper na pomorskich blachach (tak, mają numery rejestracyjne!) zaparkowały w mniejszej hali. Większość obsługi siedzi właśnie tam - słychać śmiechy, brzdąkanie gitary. Generalnie, trwa jakaś dobra impreza.
Kopczyński też się na nią wybiera. Założył flanelową koszulę w kratę, przystrzygł wąsa - ewidentnie chce się pokazać z dobrej strony. Najpierw załatwi biznes z Wrakowiskiem. Sprawy wyglądają tak: Warsztat niespecjalnie chce ryzykować życiem. Kraków był fajny, ale Kraków się skończył. Pojedyncze jednostki wezmą fury i giwery, ale to tylko cztery, może pięć osób. Reszta zwija się z Kopczyńskim.
Sytuacja na mieście wygląda nieciekawie. Dealerzy Pawła wyczaili dwa czołgi - jeden stoi na dziedzińcu aresztu przy Montelupich, drugi przy Polfie. Cywile twierdzili, że w sumie jest pięć takich maszyn, czyli trzy czekają jeszcze na Wawelu. Poza Iskanderem rzecz jasna. Do tego jest sporo BWP - tuzin, może piętnaście. Litwini mieli masę maszyn i paliwa, w zasadzie poza kierowcą i pasażerem w kabinie w większości pojazdy były puste. Ta setka żołnierzy może nie być dobrze oszacowana, ale czy jest ich dwudziestu więcej, nie ma znaczenia. Problemem jest ciężki sprzęt, wyrzutnia rakiet i zakładnicy.
Podsumowując:
  • Elektrociepłownia, Polfa, areszt przy Montelupich - to miejsca gdzie są przetrzymywani zakładnicy. Poza tym mocniejsze patrole pilnują ludzi przy pracy, ale tam cywile mają taką przewagę liczebną, że gdyby ich uzbroić, po Litwinach zostałby tylko zdezintegrowany pył.
  • Czołg przy areszcie i fabryce Polfy - zawsze ktoś siedzi w środku, to będzie poważny problem. Trzy czołgi strzegą Wawelu. Zamek został zmieniony w fortecę.
  • Litwini szukają miejscówki do osiedlenia się… albo swoich ludzi, pewnie cywilów. Przeszukują zamieszkane dzielnice w poszukiwaniu najfajniejszych warunków. Jednemu wypsnęło się u dziwki, że jak wszystko się dobrze poukłada, zrobią nową unię litewsko-polską. Gdzieś tam czeka kilkaset pasożytów - bo na pewno po przyjeździe będą na nich pracować Polacy.

Gwiazdą wieczoru jest Anita Polak. Wszyscy znają jej przeboje mimo, że nigdy nie nagrała choćby jednej płyty! To około trzydziestoletnia laska o urodzie młodej dziewczyny. Jej matka była też piosenkarką, nauczyła przed śmiercią córkę nie tylko jak grać i śpiewać, ale też jakie pisać teksty. To muzyczne przeciwieństwo Wazy - spokojna, nastrojowa muzyka, którą może zagrać każdy potrafiący jako tako brzdąkać na gitarze. A na dodatek ma mądre, przemyślane teksty.
Anita przyjechała po południu. Chce dotrzeć do Lublina, ale zamierzała sobie tu zrobić przystanek na tydzień albo dwa. Na szczęście przechwycili ją ludzie Kopczyńskiego - o mały włos nie wbiła się w sam środek terenu Litwinów. Jedzie z siwym brodaczem (rzekomo nauczycielem, ale skąd u niego, u licha, broń?), jakąś młodą siksą i dwoma złotymi rączkami, przekwalifikowanymi na ochroniarzy. Chcą jechać na południe - na Słowację, może dalej, do Węgier.
Panna Polak daje koncert - Waza szybko leci do Nissana po gitarę i zaczyna plumkać jej przeboje. Próbuje przejąć inicjatywę, ale Warsztat wyraźnie buczy - nie chce prostackiego popu, woli smętną muzykę turystyczną. Kończy się szczęśliwie - w sensie koncert, bo Maks odpuszcza i pozwala sprowadzić się do roli członka zespołu, a nie lidera.
Cały wieczór kończy się katastrofą.


Litwa napada

Dobry wieeeczóóór Polaczki!

Nagle słychać strzały z broni automatycznej. Jest jasne, że litewskie wojsko dopadło Kopczyńskiego, ale nie wiadomo jak. Teraz to nieważne, trzeba się bronić. Bohaterowie czają się próbując dowiedzieć się, co się dzieje na zewnątrz. Do środka wbija się BWP - żołnierz przy włazie odpala LKM i szatkuje ludzi z Warsztatu. Pod kołami ginie brodacz od Anity Polak. Maks próbuje ratować dziewczynę, jej ludzie ostrzeliwują pojazd, a Kosma chce dostać się do Nissana. Rozpętuje się piekło.
Maks zbiera baty - pojazd obraca się i próbuje go staranować. Ratuje życie, ale kosztem złamanej ręki. Ludzie Kopczyńskiego uciekają w mrok nocy. Kosma dopada do auta, wyjmuje małą butlę z gazem szykowanym na areszt, zrywa zawór i rzuca w żołnierza przy karabinie.
Ma miejsce cud.
Butla wpada do środka. Chmura gazu dusi gościa przy karabinie (wykańczają go ochroniarze Anity i Maks) i usypia tych w środku. Ludzie panny Polak zabierają ją do swoich wozów i ewakuują się błyskawicznie. Kosma zabiera rannego Maksa i - ze skrępowanym w baleron kierowcą BWP - wracają do bazy.
To tyle jeśli chodzi o wsparcie Warsztatu.

Elektrociepłownia


Zwiad jest ryzykowny, ale ma szanse powodzenia. Semańska nie ma łatwego zadania, ale nie chodzi o to, by wyzabijać wszystkich Litwinów, ale sprawdzić jak wygląda sytuacja. Zagadać do jakiegoś pewnego człowieka. Przygotować plan walki. Okazuje się, że sprawy nie mają się dobrze, ale nie aż tak źle, jak początkowo się wydawało.
Najgorsze są te ładunki wybuchowe.
Litwini zaminowali kluczowe elementy elektrociepłowni. Barbara znajduje cztery miejsca, gdzie są umieszczone. Są uzbrojone i mogą być zdalnie zdetonowane. Po czymś takim zapadnie się hala, gdzie pracuje większość Polaków, zaś sama elektrownia zostanie uszkodzona tak, że będzie można zapomnieć o jakichkolwiek naprawach. Żołnierzy przy i w budynku nie ma wielu - czterech przy BWP na placu, czterech w samej hali plus dwa trzyosobowe patrole. A, no tak, no i snajper na kominie. Ale mu, kurwa, musi tam być zimno.
Obsługi w środku jest kilkadziesiąt osób. W większości wykształciuchy, może jedna trzecia to mechanicy, kierowcy i normalni robole. Harują po szesnaście godzin, praktycznie bez żarcia - widać, że kilku jest o krok od wybuchu i próby buntu. Semańska zagaduje jednego z kumpli, pewnego chłopaka, który nieraz pomagał Wrakowisku i przekonuje go, by ludzie z elektrociepłowni nie robili nic na własną rękę. Jeśli już będą chcieli, to dopiero z armatami, które im dostarczą.


W bazie

Mission Impossible VI: "Nie ma chuja, nie uda się"

Rankiem bohaterowie obgadują sprawy, po czym zabierają się za jeńca. Maks podchodzi do przesłuchania inaczej, niż standardowo. Litwin dostaje sporą porcję łagodnych prochów - rozluźniony, na wpół przytomny odpowiada chętnie na wszystkie zadane pytania. Mówi o tym, że jeden czołg stoi przy Polfie, a drugi na dziedzińcu aresztu. O tym, że Wawel jest zajebiście dobrze chroniony i szturm byłby samobójstwem. O tym, że za jakiś czas mają sprowadzić tu innych ludzi - zapewne cywilów. Najwięcej mówi o samych Montelupich - w czołgu siedzi służbista, który zamyka właz przez cały czas. Budynku pilnuje z góry dwóch snajperów. Ludzi nie jest dużo, ale są ładunki wybuchowe.
Nie będzie łatwo.


Ostatni element układanki


Nie da się już bardziej opóźniać planu. Wszystko jest na swoim miejscu. Trzeba tylko wybrać kto atakuje które cele. Potencjalne są trzy: Polfa, areszt i elektrociepłownia. Problemy są w zasadzie dwa. Po pierwsze, trzeba to zrobić w jednym czasie, bo kiedy Litwini zorientują się, co się dzieje albo wysadzą zakładników, albo wprowadzą wsparcie. Po drugie, niespecjalnie jest kim atakować wszystkie trzy cele. Dwa również. Elektrociepłownia jakoś sobie poradzi – Semańska da im narzędzia, robotnicy załatwią sami resztę. Trzeba podjąć trudny wybór – Polfa zostaje spisana na straty.
Bohaterowie muszą jednak załatwić sprawę tak, żeby Wrakowisko nie podzieliło się i wykonało plan. Nie może być mowy o sentymentach, o rozdzielaniu sił. Farmaceutów nie ma jak wyciągnąć, poza tym ich jest kilkanaścioro. Maks i Kosma wiedzą, że nie ma innego wyjścia – oszukują swoich ludzi mówiąc o drugiej fali ataku.
Ludzie przytakują ze zrozumieniem, ale wiedzą co się święci. Aż dziw bierze, że Waza z Plankiem nie wyczuwają, jak kiepską ściemę puścili. Bardzo szybko zrozumieją swój błąd, ale wtedy będzie za późno. Co więcej, ci, których rodziny są zamknięte w Polfie bardzo mocno postarają się przekonać kompanów, że zostawianie ludzi na pewną śmierć nie pasuje do ich wizji Wrakowiska. Bunt czy nawet coś gorszego mogą być jedynie kwestią czasu.

Atak na areszt


Wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Czwórka żołnierzy wyposażonych w broń z tłumikami miała zlikwidować czujki na dachu. W tym czasie w budynek aresztu miał być wtłoczony gaz. Po chwili pod budynek miał podjechać łazik – ludzie mieli przeciąć kraty, wyjąć okno i wpakować się do środka. Reszta? Formalność – zarzynanie Litwinów, ładowanie nieprzytomnych więźniów do ciężarówek i ucieczka na północ. Osobną kwestią było unieszkodliwienie czołgu, ale Kosma z Maksem mieli mini-plan wykoszenia sensorów i uszkodzenia gąsienic.
Ten plan był tak piękny, że nic nie mogło się spierdolić.
Coś się spierdoliło.

Tak wygląda jebana Armata, czyli T-14. Faaajna, co nie?

Ludzie, których chłopaki wysłały na Kleparz nie zlikwidowały czujek. Nie pojawili się w ogóle na dachu. Kiedy mija ustalony termin na start akcji i nic się nie dzieje, Kosma uświadamia sobie, gdzie oni są. Polfa. Ta czwórka ma tam bliskich. Dopiero w tym momencie bohaterowie domyślają się czemu tak sprawnie poszedł przydział ról. Przez głupotę tych ludzi cała akcja może wziąć w łeb. To, że w takim skromnym składzie kompletnie nie mają szansy odbić farmaceutów to już drobny detal.
Gaz jest wpuszczony, więc nie ma odwrotu. Pozostaje kwestią kilku minut zanim załoga czołgu i snajperzy domyślą się, że coś jest nie tak. Konieczna jest ekspresowa modyfikacja planu, zlikwidowanie czujek na dachu albo odwrócenie uwagi pancernych. Sekundy mijają, a bohaterowie tkwią jak sparaliżowani. W ich myślach powstają i upadają kolejne plany akcji. Nie robią nic, absolutnie nic. W końcu Litwini łapią, że coś jest nie tak. Słychać ryk odpalanego silnika, dźwięk otwieranej bramy. Słysząc to, jeden z ludzi z Wrakowiska, Jacek, szarpie Kosmę za kołnierz i wrzeszczy „Pociągnę ich za sobą, wy załatwcie resztę. Nie zmarnujcie tego!” – po czym wsiada na łazik i jedzie w stronę Starego Miasta. Na szczęście czołg rusza za nim w pościg.
W oddali, prawdopodobnie spod Polfy, słychać terkot broni maszynowej.
Do bohaterów dociera, że teraz każdy plan będzie lepszy, niż żaden. Ostrzeliwują snajperów, każąc reszcie zacząć akcję. Dostają – Wazę pocisk przebija praktycznie na wylot, posyłając z miejsca na glebę. Na szczęście Wrakowisko dostaje się do wnętrza aresztu. Kosma wpada do środka i leci w stronę dachu. W ostatniej chwili dostrzega granat zamocowany przy klapie – rozbezpiecza pułapkę, odciąga zawleczkę, po czym uchyla właz i zostawia Litwinom eksplodującą niespodziankę. Dach jest czysty, ale pozostaje kwestią czasu kiedy czołg wróci na posterunek.
Ludzie nie zajmują się detalami. Plank rozbezpiecza ładunki wybuchowe, ludzie z Wrakowiska zajmują się resztą. Nieprzytomni Litwini dostają po kulce. Polaków wsadzają do ciężarówek – Kosmie na szczęście udaje się ocucić niektórych. Bez tego nie byłoby szansy zdążyć przed powrotem pancerniaków. Kiedy słychać warkot silnika, Plank jest już gotowy do akcji. Na trasie czołgu leży jeden z ładunków, którymi Litwini mogli zburzyć areszt. Wystarczy by unieruchomić pojazd i ogłuszyć na chwilę załogę. Akcja nie udaje się idealnie – Litwini, gdy dociera do nich, że to nie partyzancki podjazd, a misja ratunkowa, ładują raz za razem w areszt. Budynek zawala się, grzebiąc pod gruzami tuzin jeńców. Większość ludzi znajduje jednak ratunek – budzą się obolali w tymczasowym obozie, gdzieś w jakiejś zrujnowanej, zapadłej wsi. Po uzupełnieniu zapasów rozjeżdżają się po szerszym terenie – muszą przeczekać w ukryciu najbliższe kilka tygodni, tak samo jak reszta Krakusów. Pozostaje mieć nadzieję, że ci, którym nie udało się uciec, nie będą bardzo cierpieć przed śmiercią.

Egzekucja


Jeńcy bardzo cierpią przed śmiercią. Na placu, gdzie jeszcze kilka dni wcześniej bohaterowie ratowali Lidkę, stoi sześcioro farmaceutów. Są skuci łańcuchem, którego końce są przytwierdzone do betonowych bloków. Dookoła pełno Litwinów, zebrało się chyba pół garnizonu. Z BWP wychodzi sam Putinas. Dwóch żołnierzy przytracza mu zbiorniki z paliwem do pleców i wręcza palnik. Dowódca staje naprzeciw ofiar i bez mrugnięcia okiem opluwa piątkę strumieniami napalmu. Biedacy wrzeszczą i wiją się, ale nie mają gdzie uciec, jak ocalić się od śmierci. Szóstą ofiarę, „zaledwie” poparzoną Putinas każe wypuścić. Jeden z przybocznych wrzeszczy, że to kara za atak i od tej pory nie będzie taryfy ulgowej. Jeśli tylko sytuacja nie wróci do normy, Litwini spalą każdego Polaka – każdego starca, kobietę, dziecko, jakiego pochwycą.
Kilka godzin później ocalała dziewczyna, łkając odpowiada o egzekucji w tymczasowym obozie Wrakowiska. Nie ma wątpliwości. To już nie okupacja, a prawdziwa wojna.

piątek, 17 lutego 2017

#17: Infiltracja, obserwacja

Bohaterowie nie zastają ruin w miejscu Wrakowiska. To nawet nie gruzowisko. Estakada została doszczętnie zniszczona. Zmazana z mapy Krakowa ogniem czołgów, rozjechana pod ich gąsienicami, wprasowana w glebę. Tylko pogięte blachy i kupa kamieni pozostały po tworzonym przez Kosmę laboratorium. Nie ostał się nawet jeden wrak z dziesiątek aut zgromadzonych na parkingu. Jedynie ludzkie zwłoki są świadectwem tego, że jeszcze kilka tygodni temu żyli i pracowali tu ludzie.
Kosma i Maks przyszli tu jednak w pewnym, konkretnym celu.
Laboratorium zostało zniszczone, jest jednak niewielka szansa, że Litwini znali lokalizację skrytki – mini magazynu z substancjami do produkcji prochów. Gdyby udało się wyciągnąć tamte materiały, nie byłoby problemu z lekami dla Hardego. Problem w tym, że okolica wygląda bardzo spokojnie – zdecydowanie zbyt spokojnie, nawet jak na ruiny.
Snajper leży ukryty na dachu Bazaru Bronowice. Budynek dawnej galerii jest opuszczony. Litwini spalili go doszczętnie podczas ataku na Kraków, ale konstrukcja nie została poważnie naruszona. To idealne miejsce do obserwacji Estakady. Facet to fachowiec. Normalny człowiek znudziłby się po kilku godzinach, on zaś trwa na warcie (ze swoim zmiennikiem) przez dwa tygodnie. Putinas rozkazał pilnowanie Estakady dopóki czystka Wrakowiska i Warsztatu nie dobiegnie końca. Istniała zbyt duża szansa, że pojawi się tu ktoś z konwoju, który wyruszył na północ, by móc ją zignorować.
Cierpliwość snajpera miała wkrótce zostać wynagrodzona.
Na środku drogi ustawił Nissana. Pomyślał, że ktoś z Wrakowiska, kto dotarłby aż tutaj, nie byłby w stanie powstrzymać się by zajrzeć do szoferki albo na pakę. Nissan był w świetnym stanie, więc już samo to powinno być nie lada przynętą. Na pace poustawiał jeszcze skrzynie, a do kabiny wsadził zwłoki jakiegoś randoma. Gdyby auto nie wystarczyło, ktoś mógłby chcieć zajrzeć do skrzynek albo spojrzeć w jakim stanie jest ciało.
A pech sprawił, że Kosma ma naturę chomika.
Nie wierzyłem, że się uda. Jebaany, po co tam idzie?
Półcalowy pocisk rozwala mu obojczyk i posyła na ziemię. Przez chwilę pełza jeszcze po ziemi próbując sprawdzić czy auto jest zaminowane, ale ekspresem odpływa - z szoku i bólu. Maks wyskakuje, wymachuje bronią i wrzeszczy. Ściąga na siebie uwagę, ale niespecjalnie o to mu chodziło - snajper wali na niego, na szczęście nie raniąc poważnie. Semańska z Wazą zaczynają masowy ostrzał. Z nimi nie ma żartów - pociski dziurawią ukrytego za osłoną Litwina. Chwilę później Barbara jest już na dachu - przeszukuje ciało, zabiera broń, rozwala motor i wraca do reszty. Rozpoznaje naszywkę na mundurze zabitego - Biała Brygada, ta sama jednostka, której piloci rozwalili Wrocław. W między czasie Kosma, z pomocą Maksa, wraca do świata żywych. Opatruje jakimś cudem ramię, po czym wsiada do kabiny i czeka, aż reszta dołączy. We trójkę jadą do skrytki, zabierają prochy, po czym wracają do obozu.
Warzenie prochów to w zasadzie formalność. Kosma rozkłada się z dala od kolumny. Problem z zasilaniem załatwia benzynowy agregat, ukryty wewnątrz głębokiej piwnicy zniszczonego domu. Plank nie ryzykuje niepotrzebnie, ale decyduje się na wyprodukowanie wszystkiego, co Hardy będzie potrzebował do powrotu do zdrowia oraz masy podstawowych leków, które produkowała Polfa. Wiadomo, że to nie będzie bayerowska aspiryna, ale dla wielu ludziom te prochy mogą ocalić życie.


Kraków to ludzie


Podczas dystrybucji prochów nieopodal przechodzi spora grupka ludzi, obładowana jak tylko się da. Dwóch mężczyzn ciągnie metalową przyczepkę, również zapakowaną po brzegi. Wrakowisko trzyma się na uboczu, ale Maks - jak to Maks - wychodzi na środek drogi i zagaja jedną laskę, z którą kręcił kilka lat temu. Ta opowiada o karawanie, kończąc pytaniem czy nie mógłby ich obdarować jakimś skromnym zapasem. Czeka ich długa droga i boją się o dzieciaki – co będzie, jak coś złapią. Mają daleko do celu, idą w stronę Słomnik. Tam ma czekać na nich bus, który zabierze ich do Połańca. Od kilku dni grupki Krakusów przenoszą się w tamtą stronę – ponoć Połaniec jest zamieszkały i wkrótce będzie mieć prąd z elektrociepłowni. Rzuca „Pamiętajcie, Kraków to ludzie, nie ruiny. Nie zamierzamy umierać za Wawel. Zorganizujemy się tam na nowo, a Litwini niech gniją w pustym mieście”. Wrakowisko pomaga im tak, jak może - oferując nocleg w obozie.
Chwilę później do bohaterów dołącza Weronika (była prawą ręką Ewki podczas rajdu na Poznań) i Arek, jeden z mechaników Kopczyńskiego. Razem mają obgadać dalsze plany. Co zrobić z konwojem, gdzie go ukryć – i czy w ogóle go ukrywać, czy raczej wynieść się z miasta i poszukać nowego domu? Weronika jest zdania, że trzeba sprawić, by Litwini poczuli się tu jak w piekle. Arek jest bardziej powściągliwy. Nie jara go partyzantka, wolałby się skontaktować z szefem i obgadać z nim możliwości. Ekipa rozpatruje masę planów. Maks jak zwykle idzie w absurd, przez co mało co nie dochodzi do bójki z Arkiem. Tego wieczoru ewidentnie nie padnie żadna decyzja. Bohaterowie wiedzą zbyt mało na temat możliwości Litwinów i tego, czym samym dysponują.
Staje więc na rozmowie z szefem.

Amnestia


Kopczyński urzęduje po staremu. Cała załoga Warsztatu jest obecna i po staremu - łata, naprawia, rzuca kurwami i po kryjomu pije. Paweł nie kryje się z wódą. Siedzi na starym, wyliniałym fotelu. Skinieniem ręki zaprasza Kosmę i Maksa do plastikowego stolika, na którym leżą korniszony, kilka kielonków i butla jakiegoś wysokoprocentowego paskudztwa. Maks z radością, a Plank z obowiązku wychyla miarkę. Kopczyński od razu zagaduje o szczegóły, o Arka i resztę załogi. Bohaterowie plotkują z nim chwilę (pijąc jeszcze jedną kolejkę), po czym zaczynają temat pomocy w odbiciu Krakowa.

Śniadanie prawdziwego Polaka.

Kopczyński jest w tej kwestii bezpośredni: nie wyśle na śmierć nikogo, kto nie pójdzie na ochotnika. A żeby zasugerował, że warto iść walczyć o Kraków potrzebuje jakiejś zachęty. Bo sam niespecjalnie jest przekonany, że warto tu zostawać - zamierzał przeczekać jeszcze chwilę i zmyć się na Lublin. Ale skoro Wrakowisko chce powalczyć, to może coś z tego będzie? Waza sam sugeruje to, co Paweł ma na myśli. Pozycja w Nowym Krakowie, jakieś fajne stanowisko blisko Rady miejskiej… Kopczyński udaje, że łasi się na coś takiego, ale prosi o konkrety. Po pierwsze, monopol. Nie chce się kryć po kątach. Chce móc sprzedawać legalnie lżejsze używki (cięższe pewnie też, ale nie przegina pały). Poza tym chce amnestii. Jeśli wyjdzie jakiś jego grzech, bohaterowie i Rada mają mu to darować. Kosma i Waza niespecjalnie mogą wypowiadać się za hipotetyczne władze miasta, ale to robią. Przybijają sztamę, walą rozchodniaka i lecą z powrotem do bazy. Mają tu wrócić wieczorem - Kopczyński zrobi w tym czasie wywiad na dzielni, sprawdzi kto się chce iść bić oraz jaki sprzęt będzie mógł włączyć do gry.

Dobranocka


Wojna po apokalipsie to nie czas na dbanie o moralność czy zasady. Bohaterowie wiedzą najlepiej - kto nie walczy wszystkim, czym może, przegrywa. Dlatego też wstępne ustalenia nie mogą pozostać w fazie planowania. Co prawda gaz bojowy byłby skuteczniejszy, ale Kosma niespecjalnie miałby go jak użyć. Pozostaje przygotować jakieś nasenne lub paraliżujące cudo… i mieć nadzieję, że nikt z zakładników od tego nie zejdzie.
Poszukiwania chemikaliów do produkcji tego cuda nie trwają długo. Znajomy Kopczyńskiego zna jednego gościa, który jeździł na Śląsk. Mniej więcej w środku drogi od Katowic trzeba zjechać z A4, pojechać trochę na południe - tam jest  skład kolesia, który handlował z Królem. I ten skład przetrwał do teraz! Plank nie jest specjalnie wybredny. Po uruchomieniu kontaktów i zasobów Wazy to tylko kwestia tego, ile tego syfu zmieści się im na pakę. Mieć się dużo. O taaak, bardzo dużo. Przedwojenny smog to pikuś w porównaniu z mgłą, która już za kilka dni zasnuje Kraków.

wtorek, 7 lutego 2017

#16: Egzekucja

Ukryci w gruzowisku bohaterowie widzą, jak z transportera opancerzonego wysiada sześciu żołnierzy. Dwóch wyprowadza skrępowaną dziewczynę, która ma na głowie czarny worek. Prowadzą ją w stronę zbryzganej krwią ściany - miejsca, które Litwini obrali sobie na rozstrzeliwanie Polaków.
Ściągają kaptur. Dziewczyna to Lisa. Jest w fatalnym stanie. Załzawiona, z podbitym okiem, ledwo przytomna. Dowódca rozcina jej więzy, prowadzi na miejsce egzekucji i proponuje papierosa. Lisa nie wie co zrobić - śmiertelnie przerażona trzęsie się, niemalże panikuje. Niemalże, zachowuje jednak godność i gdy dostrzega Semańską spinającą się do skoku, kiwa lekko głową na nie. Barbara nie zamierza jednak słuchać.
Ani Maks, który po wzięciu kilku bachów skręta i wciągnięciu kreski wychodzi chwiejnym krokiem próbując zagadać żołnierzy. Ci baranieją. Jeden podnosi broń, ale dowódca pokazuje mu, żeby poczekał. Ciekawi go, co to za świr i czy warto marnować na niego kulkę. Waza mówi bardzo dużo, ale z tego niewiele dociera do Litwinów. Polski zna tylko sierżant, a i tak słabo. Kiedy podnosi głos, zbiera strzał z kolby w skroń. Wygląda na to, że dowódca się zawiódł, bo pokazuje żołnierzowi, żeby postawił Maksa obok Lisy. Ten gada jak najęty, w ostatniej chwili przywołując imię Romualdusa. Litwini baranieją po raz drugi - sierżant decyduje się, że lepiej jest wykonać rozkaz z opóźnieniem i wziąć Polaczka na spytki pod prądem, niż zmarnować okazję. Związują obojgu ręce i prowadzą do BWP.
W tym czasie Kosma zaczyna strzelać, a Semańska rzuca granat dymny. Robi się piekło. Litwini rozsypują się po całym Gruzowisku Mogilskim, ostrzeliwując bohaterów. Maks i Lisa szukają schronienia - kiedy ten pierwszy uwalnia rękę, sięga po broń (później się okaże, że to rura od odkurzacza) i ciągnie dziewczynę na bok. Kosma wycofuje się, próbując wciągnąć kilku dezerterów w zasadzkę. Plan prawie się udaje - dostaje w bark, ale kluczy na tyle długo, by Semańska zdołała rozwalić trzech, a Waza rozjechać czwartego przejętym wozem piechoty. Kiedy do kabiny wpada granat, Maks cudem ewakuuje się z szoferki - chwilę później ostatni żołnierz pada trupem.
Normalnie kurwa broń +5, migbłystalna rura od odkurzacza ze szczotką negatywnej energii.

Bohaterowie zbierają pozostały sprzęt, uwalniają Lisę, po czym pakują się do Auteczka i spieprzają na północ, gdzie zostawili swój konwój. Lidka opierdala Maksa za to, że próbował się do niej dobierać, kiedy szli do BWP.
Bo faktycznie próbował.

Ucieczka z miasta


Wiedząc już, jak poważnie wygląda sytuacja, ekipa ewakuuje się z miasta najbezpieczniejszą trasą. Lidka wie, które są najlepiej pilnowane, gdzie najczęściej trafiają się patrole - Kraków jest po prostu zbyt duży, by mogli ogarnąć całość. Po drodze próbują plotkować, ale Lisa jeszcze się nie nadaje do rozmowy. Nic dziwnego, człowiek nie urywa się ze stryczka każdego dnia.
Na miejscu, w Michałowicach, razem z ludźmi z Wrakowiska obgadują dalsze plany. Maksa, jak zwykle, ponosi fantazja - mówi o ruchu oporu, o brawurowych akcjach, o wysadzaniu Wawelu… Szybko zostaje sprowadzony na ziemię. Stwierdza, że nic tu po nim i idzie poszukać wódki, ale dziewczyny punktują go - ucieczka w alkohol to nie rozwiązanie problemu.
A problemu rozwiązać się łatwo nie da, bo oprócz setki żołnierzy Litwini mają BWP, czołgi, łaziki, tony sprzętu (w tym amunicji) i mobilną wyrzutnię rakiet, na której tkwi jedna z głowicą jądrową. Dezerterzy nie opierdalają się, ani nie patyczkują - powiesili wszystkie ważne osobistości (w tym Alicję), uwięzili w areszcie przy Nowym Kleparzu dzieciaki, fachowców oraz wszystkich innych, których śmierć mogłaby kogoś dotknąć. Każdego dnia łapią i wykańczają jakąś losową osobę. W tym tempie za dwa lata w Krakowie zostaną sami. Lidce wydaje się jednak, że terror jest tymczasowy - kiedy zima puści, będą chcieli podporzadkować sobie okoliczne wsie. Być może czekają też na jakieś wsparcie?

Hardy nadal twardy


Willa Hardego. Wziął na to hipotekę na 30 lat.

Magazyn, w którym ukrywa się Hardy wygląda jak ser szwajcarski. Blacha z dziurami po kulach, pordzewiała, trzymająca się na farbie. Popękane mury, przeciekający dach. Wewnątrz wiatr hula, że hej. Ciepło daje stary piecyk, do którego umorusana dziewczyna (Hardy nazywa ją Martą) dorzuca nieco węgla. Sam Tomasz leży okutany w przeżarte przez mole koce. Jeszcze w bandażach, w gipsie. Uśmiecha się na widok bohaterów i próbuje podnieść, ale zaraz opada na materach. Jest słaby. Nawet bardziej, niż słaby.
Jest umierający.
Nie daje tego po sobie poznać, ale mówi otwarcie: rany się nie zabliźnią bez prochów. Dopóki Kraków był wolny, ludzie z Polfy przynosili mu, co potrzeba. Po tym, jak wjechali tu Litwini, nikt nie ma dostępu do leków. Opowiada o ewakuacji, którą zawdzięcza Kopczyńskiemu. On sam wyniósł się poza Kraków, ale zostawił na stanowisku czujkę - Martę - i już dwa razy przysyłał ludzi z zapasami. Trzeciego razu ewidentnie nie będzie, bo po kilkunastu minutach z oddali daje się słyszeć ryk silników. Hardy jest ewakuowany po raz kolejny.
Bohaterowie zabierają go pod Michałowice, gdzie przerzucili transport z fabryki VW. Tam będzie bezpieczny, a co ważniejsze, tam będzie miał dostęp do leków, które cudotwórca Kosma wyczaruje w wywiezionym z Wielkopolski laboratorium.