niedziela, 24 stycznia 2016

#11: Bitwa o Sieradz

Wszystko przebiega bez problemu. Bohaterowie oszukują jeden z gangów, oferując mu prochy w zamian za atak na swoich nieprzyjaciół. Cała akcja zajmuje Maksowi pół godziny i kosztuje ekipę jedną osobówkę. Semańska z Ewką są pod wrażeniem, jak niesamowitym negocjatorem potrafi być Waza.
Może chodzi o to, z jakim towarzystwem negocjuje?

Ekipa spiskuje jeszcze bardziej. Bohaterowie chcą się upewnić, że z obu gangów zostaną niedobitki. Gdzieś umyka wszystkim, że ci ludzie to bliscy mieszkańców Sieradza, że pozwalali im żyć łudząc się, iż kiedyś porzucą swoich skrzywionych kompanów. Wrakowisko i Warsztat sprowadzają wszystkich na glebę. Nie ma miejsca na sentymenty. Trzeba przelać krew.
Spisek opiera się na ostrzeżeniu atakowanych. Robi to jeden z tutejszych. Kiedy wraca, opowiada dziwną historię o obcych - napakowanych sterydami, wydziaranych łysolach, którzy siedzą z Pyzą. Lena wspomina, że słyszała historie o Oprawcach, fanatycznych ćpunach krążących gdzieś po północnych województwach. To bezwzględni, okrutni mordercy, prawdopodobnie słudzy jakiegoś pojebanego sekciarza. Możliwe, że dzięki ostrzeżeniu zyskali właśnie zbyt dużą przewagę i atak zakończy się prawdziwą masakrą...
Na wszelki wypadek Barbara z Kosmą szykują wspomaganie - wypełnione materiałami wybuchowymi auto, które Semańska ma wpakować w jakiś wrażliwy punkt. Idealnie nadaje się do tego stacja benzynowa, wokół której gang rozciągnął obóz. Swoje trzy grosze chce dorzucić Maks - zamierza ściągnąć Pyzę w jakieś ustronne miejsce, gdzie wyrówna z nim swoje rachunki.
Podczas rozmów ma miejsce potężny zgrzyt. Barbara nazywa Wazę głupkiem. Lena włącza się do gry, krzycząc na Semańską by sobie zbyt wiele nie wyobrażała. Prowokuje Maksa starając się go skłócić z ekipą. Kończy się na słownej wymianie ognia, ale niesmak pozostaje na dłużej.

Bitwa o Sieradz

Gang atakuje o zmroku. W obozie obrońców wszystko wygląda naturalnie - ludzie chlają i ćpają, pieprzą się gdzie popadnie, leci głośna muzyka, a fajek palą tyle, że w niebo leci wielka kolumna dymu… Ale to pozory. Kiedy pierwsze motocykle napastników pojawiają się na drodze, wszyscy lecą do stanowisk ogniowych. Zaczyna się bitwa. Karabiny wypluwają tysiące pocisków. Błyskają granaty, rakietnice rozwalają łaziki, paląc załogi żywcem. Kiedy wydaje się, że atakujący rozbiją obóz bandy Pyzy, z pobliskiego budynku wynurza się tuzin Oprawców. Szarżują do walki na swoich motocyklach, najpierw siekając karabinami, potem, kiedy zbliżą się do pola walki, przechodząc do paskudnej broni białej. Bejsbole, toporki strażackie, nabijane gwożdziami pałki. Piła mechaniczna. Ten widok masakruje morale napastników. Wydaje się, że lada chwila atak będzie odparty…
...Właśnie wtedy Semańska odpala silnik samochodu-pułapki. Celuje w środek stacji benzynowej, przylegającej do obozu gangu. W idealnym momencie wyskakuje z wozu, lądując w głębokim, wypełnionym śniegiem rowie. Po sekundzie słychać eksplozję i zaraz za nią kolejną, o wiele potężniejszą. Ziemia drży, kiedy zbiorniki paliwa pod stacją są rozrywane. Kolumna ognia i dymu idzie w niebo. Na ten widok atakujący po raz kolejny podrywają się do walki. Szanse się wyrównały.
Taka szkoda. Tyle paliwa.
Maks chce się upewnić, że wszystko przebiegnie tak, jak planowali. Wyzywa Pyzę przez radio. Śmieje się z niego i wyzywa na pojedynek na granicy lasku nieopodal stacji. Szefowi ćpunów nie trzeba powtarzać dwa razy. Bierze furgon, dwóch przybocznych i jedzie na spotkanie. Walka ma miejsce na polanie oświetlonej baterią reflektorów umieszczonych na dachu furgonetki. Pyza, ogromny grubas o potężnych łapach i wyglądzie wiejskiego zakapiora, idzie spokojnie z łomem w dłoni. Maks, z wrednym uśmieszkiem, idzie mu na spotkanie z nożem w ręce.
Zapowiada się nierówna walka.

Pojedynek

Maks zaczyna z grubej rury… Lejąc w stronę Pyzy i wyzywając go od małych fiutków. Taktyka okazuje się zajebiście skuteczna. Pyza atakuje łomem, młócąc powietrze raz za razem. Wpada w prawdziwą furię. Nie widzi Maksa, cały świat zachodzi mu czerwienią. Waza popełnia błąd - próbuje kopnąć Pyzę, zamiast ośmieszać go dalej na oczach kumpli. W końcu Pyza wyprowadza celny cios - trafia lekko Maksa w żebra i to wystarcza, by wytrącić go z równowagi. Kolejne trzepnięcie łomem łamie Wazie palce lewej ręki. Chwyta się za dłoń tylko po to, by poczuć potężny ból w udzie. Ostatnim co widzi, zanim traci przytomność to biała kość lewego uda, przebijająca się przez skórę. Wszędzie tryska krew.
Jest już po walce.
Łom kontra kości Maksa 4:0
Pyza wyciąga zza pleców spluwę, przystawia Maksowi do głowy i cedzi przez zęby:
- Zabieram go ze sobą. Będzie moją gwarancją ucieczki - po czym wrzuca Wazę do auta i rusza z piskiem opon.
Lena nie czeka na rozkazy czy pozwolenie. Wsiada do pickupa i rusza w pościg. Semańska klnie pod nosem, rozkazuje Kosmie usiąść za kierownicą, a sama staje przy działku. Maks może jest wrednym cwaniakiem, ale to w końcu człowiek z Wrakowiska. Czas pokazać tym pieprzonym ćpunom, co to znaczy zadrzeć z Krakusami.

Pościg

Pościg zaczyna się przeciągać. Ludzie Pyzy ostrzeliwują dachciężarówki. Jedna z kul ociera się o policzek Semańskiej, kalecząc ją dotkliwie. Kula wystrzelona z maszynówki motocyklisty trafia ją w lewy bark, przebijając go na wylot. Widok własnej krwi sprawia, że Barbara wpada w furię. Ciągnie serię za serią. Rozwala tył motoru po lewej - kierowcę wyrzuca na kilka metrów w górę tylko po to, żeby po bolesnym lądowaniu został przygnieciony wrakiem. Drugi ma mniej szczęścia - pocisk trafia rękę, w której trzymał zapalony koktajl mołotowa. Wyjąca, żywa pochodnia wjeżdża w las, rozbijając się o wypalony pień drzewa.
Pozostała jedynie furgonetka.
Wymiana ognia nie daje wiele. Oba pojazdy są powgniatane od dziesiątek kul, ale nie żaden nie rezygnuje. Impas przełamuje Lena. Daje kierownicę kumplowi. Wychodzi na dach, po czym skacze na tył furgonu, powalając strzelca. Zaczyna okładać go pięściami. Tamten próbuje wypchnąć Lenę, ale dziewczyna stosuje jakiś chwyt i wyrzuca poobijanego, wrzeszczącego ćpuna przez tył. Kosma “nie zauważa” tego w porę i kosi go prawym kołem. Po chwili dziewczyna obraca się i rusza w stronę szoferki. Przez chwilę nic się nie dzieje. Auto jedzie sobie, jak gdyby nigdy nic. Nagle gwałtownie skręca, przewraca się na bok i sunie po asfalcie, krzesząc iskry. Zatrzymuje się na krawędzi wiaduktu - tylna połowa wisi w powietrzu. Wrakowisko i ludzie Leny zatrzymują się z piskiem opon, wyskakują z aut i mierzą do wraku z karabinów. Po minucie przez lewe drzwi próbuje wypełznąć Pyza. Jest cały we krwi, półprzytomny. Wywraca się na asfalt, bełkocząc bez sensu. Kiedy jego sto dwadzieścia kilogramów przestają przeważać auto, furgonetka przechyla się w stronę przepaści. Kosma ignoruje Pyzę, rzuca się z linką i zaczepia o podwozie. Auto wisi prawie pionowo.
W tym czasie Pyza zaczyna kojarzyć gdzie jest i co się dookoła dzieje. Widząc Planka zaczyna wrzeszczeć, krzyczy “Zdychaj!” i sięga po broń. Salwa z kilku karabinów szatkuje go na kawałki. Kosma odsuwa się z odrazą słysząc paskudne mlaśnięcia, kiedy pół setki pocisków kaliber 7,62 robią z Pyzy mielonkę. Dźwięk broni cuci Lenę. Ta wynurza się z szoferki i prosi o pomoc w wyciągnięciu Maksa. Po minucie oboje lądują na asfalcie - zmasakrowani, cali pokryci krwią.
Ale żywi.

Pobojowisko

Kosma ma ręce pełne roboty. Przestrzelony bark, pozdzierane kolano, złamania (w tym otwarte), do tego pierdylion draśnięć, zadrapań, siniaków i krwiaków… Ale jeśli Plank na czymś się zna, to właśnie na medycynie. Robi co trzeba, tak jak trzeba. W obozie będzie trzeba owinąć nogę Maksa w gips, ale najgorsze jest już za Maksem.
Wredna żmija wykorzystuje okazję i zagaduje do Kosmy:
- Pierwszy raz widzę kogoś takiego. Przed wojną musiałeś być rozchwytywanym ekspertem, nie wierzyłam, że są gdzieś jeszcze prawdziwi lekarze. Dziękuję. Dziękuję za pomoc, za to, że odratowałeś Maksa - mówi Lena, patrząc na Kosmę wielkimi, szczerymi oczami. Coś w środku Planka pęka. “Może ona jest jednak w porządku? Może po prostu zależy jej na tym skończonym głupku” - myśli Kosma i pokazuje Lenie uniesiony kciuk.
To jednak nie koniec roboty.
Urwany bak i dwie, pięćdziesięcio-litrowe beczki Niemożliwium zabrane z obozu rozbitego gangu czekają już na Planka. Ten zabiera ciężarówkę na wysypisko i… utylizuje jedną beczkę. Budzi się w nim chomik. Nie potrafi spalić wszystkich prochów. Nie, jeśli wie jakie cenne są niebieskie tabletki. Mocuje nowy bak, ale zamiast paliwem, wypełnia go Niemożliwium. Przy jego umiejętnościach nie ma szansy, żeby ktoś zauważył oszustwo.
A jednak. Młody chłopak, któremu Kosma zaimponował, ruszył za nim na motorynce. Widząc jak Plank wsypuje Niemożliwium do lewego baku, zmienia swoją opinię o Kosmie. “To nie genialny naukowiec. To kolejny skurwysyn, któremu zależy wyłącznie na kasie. Pewnie sam bierze” - myśli. Czeka w ukryciu, aż Kosma wróci pod dworzec, po czym odpala motor i wraca do domu.
Następnego dnia, kiedy konwój jedzie już w stronę Poznania, opowiada o tym Patrykowi i wszystkim innym decydentom z Sieradza. Pokazuje ślady, wypaloną - jedną - beczkę. Patryk kiwa jedynie głową, jego twarz wykrzywia się w grymasie gniewu.
- Niech oni tu, kurwa, wrócą - syczy przez zaciśnięte zęby.

Polfa

Lena prowadzi konwój bocznymi drogami. Z bitwy uciekło kilku łysych - dziewczyna boi się, że wezwą swoich kumpli i na Wrakowisko & Warsztat zacznie polować cała banda oprawców. Ewka i Semańska ufają Lenie na tyle, że zgadzają się jechać bocznymi drogami. Tempo podróży spada, ale faktycznie, udaje się uniknąć jakiegokolwiek towarzystwa.
Przynajmniej przez jedną dobę.
Już z daleka widać wysoki, dymiący komin zakładu przemysłowego. Kolumna się zatrzymuje, kto może sięga po lornetkę by sprawdzić co właściwie znajduje się przed konwojem. To niewielka fabryka - trzykondygnacyjny budynek z przyklejonym kominem, kilka niższych, mniejszych budowli i potężny, betonowy mur zwieńczony zwojami drutu kolczastego, z zespawaną z mocnych kształtowników i grubej blachy bramą. Obok stoi wieżyczka strażnicza, na górze stoi chyba tylko jedna osoba.
Kurort wypoczynkowy A.D. 2055.
Ekspresowe konsultacje radiowe kończą się decyzją o wysłaniu zwiadu. Bohaterowie, wraz z Leną, biorą jedynie ciężarówkę. Jadą spokojnie, obserwując sytuację. Kiedy podjeżdżają bliżej, z megafonu daje się słyszeć głos strażnika - każe im się wynosić i zabrania przejazdu obok zakładu. Standardowo, Maks wyjeżdża z pyskówką. Sytuacja robi się napięta, strażnik zaczyna strzelać… Ale robi to tak niezdarnie, że nawet Barbara jest przekonana, iż były to jedynie strzały ostrzegawcze. Po kolejnej minucie pyskówki brama się otwiera, a ze środka wyjeżdżają dwa opancerzone pickupy i ciężarówka ze zdemontowanym dźwigiem, który zamieniono na armatę.
Robi się nieciekawie.
Waza po raz kolejny wznosi się na wyżyny. Gada przez megafon z szybkością miniguna i… tamci odpuszczają. Zamiast walki, cała akcja kończy się rozmową. Szefowa grupy z zakładu przedstawia się jako Aneta Hałas. Potwierdza, że ona i jej ludzie (co do jednego nienawidzący zgniłej cywilizacji Zachodu, która doprowadziła Ziemię na skraj zagłady) zajęli starą fabrykę Polfy i wznowili produkcję lekarstw. Kiedy Barbara zaczyna się dogadywać z Anetą, z Maksa wychodzi burak - odpala skręta. Tamci wpadają w furię. Semańska poucza Wazę. Lena wybucha i wrzeszczy na Barbarę… Kończy się jednak dobrze. Lena opamiętuje się, przeprasza, mówi, że Semańska ma rację i Maks nie powinien prowokować tamtych. Waza idzie dopalić pod ciężarówkę, a pozostali porozumiewają się w sprawie przejazdu. Sto litrów paliwa i dwadzieścia kilogramów mięsa w zamian za prawo przejazdu - plus coś ekstra za środki odkażające, szczepionki przeciw tężcowi i wiadro przeciwbólowych.
Im większa armata, tym mniejszy fiutek...
Pięć kilometrów dalej, Ewka uruchamia prywatny kanał radiowy do Leny. Dziewczyny klną, są ostro wkurwione. Liczyły na to, że uda się im tutaj załatwić sprawę chemikaliów i odczynników dla Króla. Wprowadzenie się fanatyków pokrzyżowało im plany.
- Cóż - mówi Ewka - poszukamy czegoś pod Poznaniem.
- Jak będzie trzeba, poproszę Maksia. Maksio wszystko załatwi, widziałaś jak się dzisiaj sprawił. Jest taki przewidywalny… Ale gadane ma, ludzie to kupują. Na pewno załatwi to tak, żebyśmy dostały to, co chcemy - odpowiada Lena.

sobota, 16 stycznia 2016

#10: Piekielny rajd do Sieradza

Serce Maksa jest pełne chęci zemsty. Czuje się niedoceniony, na dodatek - choć wszystko skończyło się w zasadzie dobrze - dostał zjebkę, zamiast order.Po tradycyjnej wymianie ognia Waza rusza w trasę by znaleźć kogoś, dzięki komu mógłby się odegrać i… spuścić nieco ciśnienie z - jak się mu wydaje - niewyżytej Semańskiej. Celem okazuje się Jacek, młodszy o jakieś pięć lat od Barbary. Też żołnierz, służył z nią w jednej jednostce pod koniec wojny. Startował do niej raz po pijaku, ale trochę go upokorzyła, więc dał sobie spokój. Wróbelki jednak ćwierkają, że dalej śni “Sny o Basi”.
Urobienie zauroczonego Jacka to dla Wazy pestka. Zagaduje go w sprawie Semańskiej, proponuje zamianę na auta i po kwadransie jest już w ciężarówce mechaników. Barbarze nie przeszkadza obecność Jacka, w zasadzie nieźle się jej rozmawia. Na początku gadają o Wazie - skąd się przypętał i czemu jeździ z nią i Kosmą. Potem przechodzą na stare sprawy, zaczynają żartować, kończy się zaproszeniem na imprezę. Barbara dochodzi do wniosku, że Jacek jest okej - jeśli trafi się okazja, pójdzie z nim do łóżka. Ale bez zobowiązań.
Jeśli Jacek jest w Semańskiej zakochany, zniszczy go to zupełnie.
IV R(i)P

Gnieźnieńscy męczennicy



Wieś w zasadzie nie różniła się od innych. Wszędzie zrujnowane domostwa, powybijane szyby, przegniłe dachy. Tu i ówdzie spalona stodoła, zrównany z ziemią budunek. Wydawało się, że konwój minie to miejsce bez problemów.

A jednak nie.

Jeden z łazików wzywa Wrakowisko przez radio. Na skrzyżowaniu w środku wioski leży w rowie kilka pojazdów wojskowych. Wygląda na to, że jest już bezpiecznie, ale na wszelki wypadek nie ryzykowali badania wraków. Ta fucha należy do Kosmy i Semańskiej. Szybko okazuje się, że o żadnej zasadzce nie może być mowy. Potyczka miała miejsce ze dwa, trzy dni temu. Ofiary to żołnierze z naszywkami Gnieźnieńskiego, 1 Pułku Piechoty Zmotoryzowanej. Wyglądają na autentyczne, i - co najważniejsze - powojenne. 

Biedacy, nie mieli żadnych szans. Najpierw unieruchomiono transporter opancerzony, potem otwarto ogień z dwóch stron. Napastnicy władowali jeszcze kilka razy z rakietnicy w kabinę i przedział transportowy. Ograbili ich ze wszystkiego, co cenne, za wyjątkiem broni krótkiej (choć amunicję zabrali) i podręcznego ekwipunku. Kilometr dalej wsiedli na własne wozy i ruszyli na północ.
Barbara poznaje jedną z ofiar. To chłopak, z którym walczyła na wojnie - wziął nawet za nią kiedyś kulkę. Po tym, jak cywilizacja runęła stracili ze sobą kontakt, ale pozostawał w pamięci Semańskiej jako jeden z niewielu, którzy trzymali się dyscypliny aż do momentu rozwiązania jednostki. Prawdziwy żołnierz. Prawdziwy przyjaciel. A teraz leży martwy.
Kiedy Barbara wzywa pomoc do pochówku, Kosma grabi trupy z cenniejszych przedmiotów. Wyciąga pasy, narzędzia, zapasowe (puste) magazynki - wszystko, co takiemu chomikowi może się wydawać potrzebne. Budzi to powszechne zniesmaczenie. Ludzie mruczą pod nosem, że nie sądzili, że Kosma to taki zjebany, chciwy szabrownik. Obiecują sobie zapamiętać tę sytuację. W przyszłości Plankowi niełatwo będzie przekonać mechaników Wrakowiska kiedy będzie robić z nimi prywatne interesy.

Na skraju autostrady


Pierdolona zima. Kto to odśnieży?
Pierwszym celem Wrakowiska był Sieradz. Miasto najprawdopodobniej ma być zrujnowane (nie ma z nim kontaktu od końca wojny), ale to dobre miejsce do założenia tymczasowej bazy, puszczeniu zwiadu dalej i zdecydowania od której strony podjechać pod Poznań. Kiedy konwój dociera do starej stacji benzynowej dziesięć kilometrów od granic miasta, Brzeska zarządza postój, wzywa Barbarę, Kosmę, Maksa i kilku kierowców i zaczyna snuć plany.

Okazuje się, że Waza coś tam wie na temat Sieradza. Utknął tam pod koniec wojny. Miasto faktycznie zebrało, ale ludzie wciąż tam mieszkali. Niestety, musiał się wynosić stamtąd bardzo szybko - przeleciał dziewczynę kumpla, hiphopowca o ksywie Pyza, który w tamtym czasie miał w Sieradzu bardzo dużo do powiedzenia. Informacje Maksa nie są może kluczowe, ale wiedza, że miasto nie dostało porcji patogenów albo uranu uspokaja Brzeską. Niestety, kolejne propozycje Wazy są coraz gorsze i gorsze. Kończy się tradycyjnie - kłótnią, kiedy Ewka prosi Maksa by polazł w cholerę i dał reszcie spokojnie pracować.

I po raz drugi tego dnia Waza zaczyna planować zemstę.

Mroczne sekrety



Tym razem Maksowi udaje się zdobyć prawdziwą armatę. Przechadza się pomiędzy ludźmi Wrakowiska i Warsztatu, pyta co komu jest potrzebne, częstuje fajkami i umawia wszystkich na imprezę. Wysłuchuje uprzejmie żartów, śmieje się szczerze i głośno, opowiada coś swojego - generalnie robi za najlepszego kumpla. I to procentuje. Od jednego gościa dowiaduje się, że ktoś inny “coś wie”, kierowca łazika mówi, że ci od Wrakowiska mieli jedno tajne spotkanie. W końcu spotyka kogoś dobrze poinformowanego. Marta Nowicka jest, a raczej powinna być, prawą ręką Brzeskiej. Nie dostała tej fuchy, bo nie była zamieszana w prochy. Kopczyński dopuścił ją jednak do kilku tajemnic. Maks dowiaduje się od Marty, że Ewa Brzeska ma drugie, tajne zadanie. Wziąć część aut, dotrzeć do zakładów chemicznych i zabrać stamtąd sprzęt i składniki do produkcji Niemożliwium. Wygląda na to, że Kopczyński nie zrezygnował z kontaktów z Królem, tylko zostawił komuś innemu dystrybucję. Z parkiem maszyn Wrakowiska bardziej się przyda jako koleś od transportu. Biorąc pod uwagę siłę ognia konwoju, doświadczenie Semańskiej i umiejętności poszczególnych członków ekipy, to dla Pawła złoty interes.


Wisielec


Przy wjeździe na obwodnicę zaczyna się robić nieciekawie. Grupa dostrzega trupa powieszonego na pobliskiej latarni. Ma skrępowane ręce i poobijaną twarz. Ewidentnie ktoś z nim zatańczył przed śmiercią, ale wygląda to bardziej na przegraną bójkę i przesłuchanie, niż jakieś okrutne tortury. To Dzikus - ten sam, który w Krakowie rozjechał trupa Alka. Dalej ma barwy gangu (jakiegoś), na szyi wisi plastikowa torebka z tabletkami Niemożliwium.
Po dokładnym badaniu (na odległość) wstępne podejrzenia się potwierdzają, zaś bonusowo Kosma odnajduje odbezpieczony granat w ręce Dzikiego. Kiedy cała trójka (Maks wrócił, jest bardziej potrzebny na zwiadzie, niż Jacek) zaczyna obgadywać sytuację, Kosma dostrzega na pobliskim wiadukcie kilka zaparkowanych motorów. Oparte o barierkę postacie przez chwilę przyglądają się bohaterom, po czym wsiadają na swoje maszyny i ruszają w stronę wisielca. Chwilę później grupa dostrzega, że mają takie same barwy, jak Dzikus. Chwilę później dociera do bohaterów, że tamci nie chcą gadać. Chwilę później rozlegają się strzały. Bohaterowie wbiegają do auta, Semańska odpala silnik. Zaczynają spierdalać.
Biedny, naćpany skurwiel. Aż żal było rozstrzeliwać.

Pościg


Za autem bohaterów rusza grupa sześciu pojazdów - pięciu normalnych motorów i jednego z przyczepką, z zamontowanym LKMem. Naćpani motocykliści zaczynają pruć ile wlezie, nie bacząc na to czy w ogóle mają szansę trafić. Na starcie Kosma załatwia jednego - strąca celnym strzałem trupa Dzikus. Granat rozrywa jeden z motorów i rzuca kierowcą niczym szmacianą lalką. Semańska nie próbuje gazować ile wlezie. Wie, że tamci mają szybsze maszyny. Wie też, że Kosma spokojnie może ich rozwalić, jeśli da mu wystarczająco dużo czasu. I tak się dzieje. Waza wrzeszczy przez megafon, że oni nie zabili Dzikiego i - o dziwo - przekonuje jednego z gangerów. Skręca w boczną drogę i rezygnuje z pościgu. W tym czasie trwa wymiana ognia między resztą a Kosmą, czającym się z tyłu cięzarówki. Co chwilę eliminuje ćpunów, jednego po drugim. Ze wsparciem Maksa, walącego z desert eagle’a, rozbijają bandę w niecałe dwie minuty. Jedynym śladem walki są wgniecenia i dziury z tyłu ciężarówki.


Sieradz


Nic nie stoi na przeszkodzie by cała grupa wjechała do miasta. Kiedy konwój dociera do granic, odzywa się zwiad. Chłopaki napotkali na obóz jakichś świrów, ale na szczęście nie dali o sobie znać i w porę się wycofali. Wygląda na to, że gang, z którym mieli przyjemność się strzelać bohaterowie jest o wiele, wiele większy.
Sam Sieradz to obraz nędzy i rozpaczy. Miasto jest bardzo dokładnie zbombardowane, wygląda jak Gruzowisko Mogilskie w Krakowie. Przebić się przez ulice jest bardzo trudno. Sprawę pogarszają jeszcze - nieobsadzone ludźmi - barykady. Widać, że jeszcze niedawno ktoś trwał na posterunku, ale obecnie okopy i niby-schrony są puste.
W centrum miasta jest lepiej. Widać, że pracowały tu spychacze Główna arteria jest przejezdna, nie ma tam nawet szkła i niewielkich kamieni. Bohaterowie dostrzegają pierwszy ślad ludzkiej bytności - światła w oknach ocalałego budynku dworca autobusowego. Przed nim jest zaparkowane kilka aut, w jednym, jak się wydaje, siedzi kierowca. Semańska zarządza parking na placu przed dworcem. Kiedy wychodzi z ciężarówki, swój pojazd opuszcza również przyczajony, wystraszony kierowca zdezelowanego pickupa. To siwy, nalany facet o gęstej brodzie i czerwonej czapeczce z daszkiem. Przedstawia się jako Patryk, jeden z opiekunów ludzi żyjących na dworcu.
Dworzec został przebudowany. Żyje tu nieco mniej, niż setka ludzi. Parter to miejsce pracy, nauki i jedzenia. Piętro to noclegownia, szpital i miejsce zgromadzeń. Widać, że wszystko jest nieźle zorganizowane - jest nawet nauczycielka z niewielką grupką dzieciaków, uczących się algebry. Bohaterom nie pasuje jednak jedna rzecz. Czemu nikt nie jest uzbrojony?Patryk odpowiada niechętnie na to pytanie. To Oberschlesien, zbrojna banda Ślązaków, najechała ich przed kilkoma dniami. Zabrali broń, cenniejszy sprzęt, większość paliwa i żywności. Mają wrócić za jakiś czas. Patryk wspomina, że teoretyczną pomocą mogłaby być odrodzona armia, która organizuje się pod Gnieznem, ale nie ma czasu żeby ich wezwać. Zresztą, jednostka raczej nie fatygowałaby się, nie ryzykowałaby bitwy z siłami, którymi dysponuje Oberschlesien. Przez jakiś czas Patryk oprowadza bohaterów po dworcu, częstuje gorzką kawą i mówi o życiu w tym miejscu. Opowiada o problemach, z których głównym jest… Niemożliwium. Kilkanaście miesięcy temu pojawili się tu pierwsi dealerzy. Z czasem zaczęło się uzależniać coraz więcej osób. Rada wygnała tych, który dali się wgnać i rozstrzelała największe męty. Niestety, było ich zbyt wielu. Zorganizowali się w dwóch lub trzech gangach. Co jakiś czas atakują Sieradz, próbując wyrwać coś, za co mogą kupić dragi. Ktoś wciąż zaopatruje ćpunów w błękitne tabletki, Patryk jednak nie ma pojęcia kto.

Uwodzicielka


Ona tu jest i tańczy dla mnie...
Przed dworcem zatrzymują się dwa auta. Pierwsze to przerobiony SUV, drugie niewielka furgonetka. Maks dostrzega kierowcę pierwszego auta i czas nagle staje. Wszystko dzieje się w zwolnionym tempie (w głowie Wazy gra ta muzyka). Z samochodu wychodzi ostro umalowana, ubrana w skóry blondynka. Poprawia włosy, odpala szluga i kręcąc zgrabnym tyłeczkiem idzie w stronę dworca. Za nią ruszają cztery inne, zupełnie szare, nic nie znaczące osoby. Na spotkanie wychodzi jej Patryk. Dziewczyna od razu zwraca się do niego oferując pomoc. Mówi, że wie co się stało i chciałaby jakoś pomóc. W miarę swoich skromnych możliwości.
Cała pewność siebie dziewczyny znika, kiedy dostrzega Maksa. Pewna siebie laska zamienia się w nastolatkę, która ujrzała swojego idola. Podchodzi do grupy, przedstawia się jako Lena, po czym nieśmiało pyta czy Maks to Maks. Kiedy ten potwierdza, Lena zaczyna bełkotać. Mówi, że to niesamowite, w zasadzie niemożliwe, że chciałaby autograf, że Waza był jej idolem kiedy była nastolatką… Po chwili się reflektuje, przeprasza i rusza pogadać z Patrykiem. Obraca się jeszcze i rzuca z uśmiechem, że Maks musi się spotkać z nią na kawę. Jeszcze tego wieczoru. Tymczasem rusza do budynku dworca porozmawiać o problemach z Oberchlesien.

Planowanie


Spotkanie na drugim piętrze dworca jest co najmniej dziwne. Nikt nie wie, co powiedzieć. Każdy boi się wyskoczyć z jakimś pomysłem. Na dodatek maślany wzrok Leny i uwodzicielski wzrok (a potem też gesty) Wazy są dla wszystkich krępujące. Ciszę przerywa Maks odpalając papierosa i częstując innych. Obecność dziewczyny sprawia, że Wazie puszczają wszelkie hamulce. Wspomagający mózg w spodniach przejmuje po raz kolejny kontrolę. Jako swój target wyznacza zaimponowanie Lenie. Mówi coś o ewakuacji, o przeniesieniu ludzi do Krakowa, o zorganizowaniu transportu, przemyśleniu sprawy, ale tak by zadbać o wszystkich mieszkańców Sieradza. Patryk milczy przez chwilę, ale kiedy słyszy te wszystkie, puste obietnice i widzi, że Maks wypowiada je bardziej do Leny, niż do kogokolwiek innego, ucina jego monolog. Prosi by zostawić ten temat, bo nie ma szansy na zorganizowanie pojazdów dla kilkuset osób i nie ma możliwości, by Kraków przyjął ich wszystkich - wykarmił, odział, dał pracę i dach nad głową. Problemy Sieradza muszą zostać rozwiązane w Sieradzu.
Ostatecznie bohaterowie będą próbowali wykorzystać swój spryt, charyzmę, kontakty i umiejętności przekonywania. Klucz to nasłanie jednego gangu na drugi. Do tego wykorzystają najmocniejszy lewar, jaki można: Niemożliwium. Za obietnicę dostarczenia masy błękitnych tabletek gangery z pewnością się pozabijają. Trzeba ich tylko do tego przekonać. Trzeba kogoś o uroku Maksa, inteligencji Kosmy i determinacji Semańskiej.
Ktoś o cyckach i tyłku Leny też się może przydać.

Tanie porno


Lena zdecydowanie wie, czego chce. Przygotowuje się na wieczór perfekcyjnie. Krótka sukienka z olbrzymim, odsłaniającym koronkę biustonosza dekoltem. Czarne pończochy. Wysokie szpilki. Ostry makijaż. Delikatna biżuteria. Usta i paznokcie pomalowane na krwistoczerwony kolor. Spotykają się opuszczonym hotelu, na niby kolacji. Kolacja trwa kilkanaście minut - Lena nie wytrzymuje, odrzuca stolik z resztkami jedzenia i pustą butelką wina, siada na Maksie i zaczyna go całować. Mówi cicho “Weź mnie. Weź mnie tak, jak chcesz” i pokazuje Wazie, że laski, z którymi się spotykał były w sprawach łóżkowych jedynie amatorkami. 
Dolny mózg właśnie przejmuje władzę
Lena wie jak pobudzić faceta, jak sprawić by poczuł się jak prawdziwy ogier. Jęczy, wyje, błaga o więcej. Wie, kiedy przystopować, a kiedy podkręcić tempo, zmusić Wazę do wysiłku. Nie boi się niczego, robi wszystko to, co Maks jej każe. Niezmordowana, kocha się z Wazą przez całą noc. W końcu, pijany, naćpany, ledwo świadomy tego, co robi, Maksymilian Waza wyznaje Lenie miłość. Pułapka się zamknęła. Teraz to dziewczyna jet celebrytką, a Maks jej groupie.

W drogę!


Rankiem Lena zdradza swój prawdziwy cel - chce poprosić Ewę, by pozwoliła jej ekipie przyłączyć się do Wrakowiska. Zakochany po uszy Waza biegnie od razu do Brzeskiej. Ta o dziwo nie ma nic przeciwko, nawet bierze taką decyzję na klatę, nie radząc się wcześniej Semańskiej. Barbara przyjmuje to ze spokojem, węsząc spiski, ale ciesząc się z widoku Wazy, zachowującego się jak napalony nastolatek.
Godzinę później, na osobności Ewka i Lena gratulują sobie nawzajem udanie załatwionej sprawy. Król ma swoją wtykę w konwoju, Lena omotała Wazę, nic nie stoi więc na przeszkodzie by załatwić gangi ćpunów i ruszyć w stronę Poznania, po dawno zamówione przez Króla aparaturę i beczki z chemikaliami do produkcji błękitnych tabletek.

niedziela, 10 stycznia 2016

#09: A skąd Litwini wracają?

Lało jak z cebra. Niebo zalewało oprawców strumieniami brudnej, oleistej wody, ale oni nic sobie z tego nie robili. Byli zajęci. Zajęci wiązaniem wrzeszczącego, oszalałego z bólu chłopaka. Drutem kolczastym. Do zespawanego ze złomu krzyża. Kiedy ich złamane umysły doszły do wniosku, że wszystko jest gotowe, postawili krzyż i wbili go głęboko w napuchniętą od wody, smaru i krwi glebę. Kilka metrów dalej kołysał się na wietrze zielono-biały znak. Większość liter była zatarta, ale można było odczytać krótki fragment.
Poznań. 12 kilometrów.

Zbliża się wiosna. Ostatnie wypadki, w połączeniu z kilkoma podjazdami Oberschlesien sprawiły, że wyprawa na północ musiała poczekać. Dopiero udane rajdy po okolicy i zatankowanie do pełna zbiorników Wrakowiska dały firmie możliwość ruszenia z tym ryzykownym projektem. Śnieg co prawda jeszcze leży, ale nie ma co czekać na zieloną trawkę. W Krakowie nic przecież nie rośnie.

Przygotowania

Pierwotny plan podróży zakładał transport do Poznania. Pierwszy etap - droga do Częstochowy - to pikuś, stamtąd zaś jest jedynie 320 kilometrów. Nawet biorąc pod uwagę, że trzeba będzie brnąć po gruzie i taplać się w błocie, droga tam nie powinna zająć więcej, niż dwie doby (z całonocnym postojem).

Kopczyński wspólnie z Alicją i Beatą proponują alternatywną trasę. Dojechać do Poznania, poszukać tam bazy, a następnie ruszyć w stronę Niemiec, Szczecina albo ku centrum kraju. Załadować ciężarówki do pełna i wracać dopiero wtedy. To alternatywa, bo może któraś z fabryk albo centrum Amazonu ocalało i zdobyczy będzie na więcej, niż jeden raz?
Nasz to ten po lewej. Wyprzedaż rocznika 2055.

Decyzja będzie należała do Ewki Brzeskiej, bo to ona zostaje wybrana na szefową. Semańska, Plank, Waza i kilka innych osób mają robić za ekspertów i rządzić, kiedy będzie potrzeba - najważniejsza jest w zasadzie ta pierwsza, która ma przejąć dowodzenie, gdy trzeba będzie przelać krew.

Wrakowisko i Warsztat inwestują w to masę towaru, paliwa, sprzętu oraz ludzi. Kopczyński chce posłać dwie ciężarówki, wóz strażacki i dwa łaziki terenowe. Wrakowisko ma przerobioną maszynę budowlaną, niewielką cysternę, dwa TIRy plus pół tuzina lekkich pojazdów. To łącznie około dwudziestu kierowców. Do tego ochrona, obsługa, mechanicy… Pojadą co najmniej trzy tuziny.

Bohaterowie wybierają ciężarówkę - solidną, opancerzoną, z mega mocnym silnikiem, przestronnym tyłem i powiększonym bakiem.

Fura ekipy Semańskiej

Paliwo ՕՕՕՕՕՕ

Kondycja ՕՕՕՕՕ

Pancerz 2

Broń 2

Aspekty: Nie do zdarcia!, Wszyscy tym jeżdżą

Sztuczki: brak

Konsekwencje: lekka, poważna, poważna

W drogę!
 
Ale on kurwa wielki...

Wyjazd już po kilkudziesięciu minutach od Częstochowy zamienia się w piekło. Kosma dostrzega na jednej z odbijająych od krajowej dróg opuszczoną kolumnę wojska. Z chciwości decyduje się na dołączenie do zwiadu, który Brzeska wysyła w tę stronę. Okazuje się, że to straszliwa pomyłka. Kolumna nie jest ani zniszczona, ani opuszczona. To litewscy dezerterzy, przerzucani z pomocą Oberschlesien na południe. Dwóch żołnierzy Wrakowiska zostaje rannych, Kosma ląduje na kolanach z lufą kałacha przytkniętą do skroni.

Zaczyna się desperackie szukanie rozwiązania. Maks nawiązuje łączność z jakimś kolesiem (przedstawia się jako Andrzej), który chętnie wysłuchuje tego, co ma do powiedzenia na temat transportu, ale Semańska w porę mu wyłącza radio. Kosma coś tam stara się wynegocjować, ale idzie mu tak sobie. Ostatecznie kończy się na heroicznym akcje Wazy. Bierze radio, granat gazowy i idzie pertraktować.

Romualdus okazuje się być kawałem skurwiela. Kiedy zaczyna się gadka z Kosmą i Maksem, ten nie cofa się przed grożeniem bronią, obietnicami tortur i wszystkim innym, co przychodzi mu do głowy. Wykorzystuje militarną przewagę, ale również to, że czterech ludzi z Wrakowiska jest na jego łasce. Rozmowa jest wyjątkowo nerwowa. Każdy powtarza co chwilę te same argumenty, ale głośniej, na końcu wrzeszcząc. Dopiero nazwisko Semańskiej, powołanie się na znajomości i obietnica zdradzenia szczegółów trasy na południe przemawiają do szefa Litwinów. W zamian za opowieści o Krakowie, okolicach i zgromadzonych tam jednostkach wojskowych, odrobinie paliwa i naprawie silników ciężarówek, Romualdus godzi się rozstać z zakładnikami.
Szybko zapada zmrok. W tej kurzawie dalsza jazda nie ma sensu. Brzeska ściąga całą kolumnę z ulicy i ukrywa za budynkami gospodarczymi jednego z domostw mijanej wsi. Okazuje się być to strzałem w dziesiątkę, bo niedługo potem na drodze pojawiają się trzy łaziki Oberschlesien, ze Śrubą za kierownicą pierwszego. Jadą szybko, ale zdecydowanie zbyt wolno na ich możliwości. Widocznie kogoś szukają… Barbara nie ryzykuje ataku. Lepiej, by Śruba zameldował, że nie znalazł konwoju, niż by nie meldował niczego.