sobota, 7 lutego 2015

#01: Wprowadzenie

Rok 2041.

Patrol F-16 NATO przebija się przez pokrywę chmur i zmierza na wschód, oddalając się coraz bardziej od granicy Niemiec. Paskudna pogoda ogranicza widoczność, ale na szczęście instrumenty pracują prawidłowo. Na radarach pojawiają się obiekty. Szybkie rozpoznanie: litewskie myśliwce. Te kilkanaście sekund później łamią szyk i przygotowują się do natarcia. Rozpoczyna się walka. Formacja rozdziela się, rozpoczynają się powietrzne pojedynki. W słuchawkach ciągłe krzyki, wydawane rozkazy, wykrzyczane ostrzeżenia. Major Semańska bierze na cel lidera wrogiej grupy.
Nagle słyszy komunikat "Semańska, tam jest coś jeszcze. Przejmij go!". Ignoruje głos podwładnego i kontynuuje ostrzał. Dwie minuty później jest po wszystkim. Szczątki litewskiego myśliwca rozpadają się na setki części. Radość trwa jednak ułamek sekundy. 
Przerywa ją potężny ryk eksplozji.
W miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu był Wrocław rodzi się drugie słońce.
F-16 uciekają z miejsca eksplozji. Ostatnim, co widzi Semańska to Tu-95 z wymalowanym na kadłubie łbem niedźwiedzia polarnego, znikający gdzieś pośród chmur...
Coś takiego, tylko z wymalowanym niedźwiedziem zamiast gwiazd.

Rok 2055.

Skacowany Maks Waza wychodzi z kwatery nowo poznanej panienki i chwiejnym krokiem idzie w stronę swojej chaty. Zabawa zrobiła swoje - zmęczony nie zauważa, jak jego śladem rusza para łysych osiłków. Świadomość, że coś jest nie tak pojawia się dopiero, kiedy drogę zastępuje mu Śruba - Ślązak, którego parę miesięcy wcześniej nieźle wykołował.
Śruba pojawił się w konkretnym celu. Na złomowisku Kosmy, kompana Wazy, leży coś cennego, co Ślązaki chcą zabrać dla siebie. Maksymilian musi tylko zająć kumpla wódeczką - oni włamią się, zabiorą towar i prysną, zanim ktokolwiek zauważy. Chojrak Waza każe tamtym spierdalać.
Zaczyna zbierać łomot.
Szybko pojawia się przyciągająca kłopoty jak magnes Semańska. Dwa chlaśnięcia nożem i cała śląska czwórka zaczyna spieprzać. Maks wciska Barbarze kit, że nie zna tych kolesi i na tym wymiana ognia się kończy.

Śruba nie zamierza dać za wygraną. Towar, który chce skroić to pojemniki z bronią chemiczną, którą Kosma wyciągnął z uszkodzonego, ruskiego transportowca z pomocą Lisy. Razem ze swoimi ludźmi włamuje się na złomowisko Planka i zaczyna szukać pojemników. W tym czasie Kosma z Maksem kończą drugą ćwiartkę bimbru. Radosną atmosferę niszczy wielka, czerwona dioda alarmu - Plank nie był głupi i rozpiął na całym złomowisku sieć zabezpieczeń. Bierze granat błyskowy i razem z Wazą lecą zrobić porządek z oprychami Śruby.
Cała akcja przebiega błyskawicznie. Granat ogłusza i oślepia trzech oprychów, Semańska (ta potrafi się pojawić wszędzie, gdzie się dzieje jakaś zadyma!) strzela do Śruby. We trójkę skutecznie go zastraszają - Ślązak rzuca kałacha i kładzie ręce za głowę.
Na miejscu akcji pojawia się Łukasz (diler złomiarzy - taka trochę szycha w ekipie) i Krzepki, ochroniarz z Bazaru Bronowice. Domagają się wyjaśnień. Śruba tłumaczy się na tyle skutecznie, że Barbara i Kosma nabierają podejrzeń, że Maks faktycznie wisiał mu kasę i w jakiś sposób ułatwił akcję. A na pewno nie ostrzegł kolegi...
Na takim złomowisku to muszą być skarby, że ho ho ho!
Cała banda - oprócz Kosmy, który łata swoje złomowisko - pakuje Śrubę i jego pałkarzy do karceru. Tam wyduszają z niego, że cynk o pojemnikach dała mu Lisa. Miał kupca, który dałby za taką broń kupę forsy. Bohaterowie zbierają się w kwaterze Planka i obgadują co robić dalej. Po burzliwej dyskusji podejmują decyzję, że Kosma będzie próbował robić granaty gazowe z tym czymś z pojemników, a Waza to będzie sprzedawał. Oczywiście nie mają jeszcze pojęcia czy uda się tak ustawić objętość gazu, by jednym strzałem nie położyć trupem wszystkich w promieniu pół kilometra. Bo chętnych Waza znajdzie na pewno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz