niedziela, 22 lutego 2015

#03: Prowokacja

Mury tej monumentalnej budowli pamiętają jeszcze wieki średnie. Niegdyś była to prawdziwa forteca, zamek wręcz nie do zdobycia. Później, pięciogwiazdkowym hotelem. Teraz zaś było to miejsce kaźni. Katownia.
Mury celi już dawno przybrały brunatną barwę. Nikt nie ścierał krwi, nie dbał o porządek w tym miejscu. Obecni gospodarze uważali zresztą, że wpłynie to pozytywnie na przesłuchania. Co któryś łamał się już kiedy zobaczył, jakie przyjemności go tu czekają.
Dwóch rosłych mężczyzn – polskich sprzedawczyków na usługach białoruskiej armii – spoglądało z wyższością na człowieka w kajdanach. Jeden z nich rzekł:
- To Kosma Plank? Ten słynny naukowiec?
- To był Kosma. Teraz to tylko kawał mięsa – rzucił drugi, po czym obaj się roześmiali, jakby był to dobry żart. Po chwili kontynuował:
- Słuchaj, Plank. To, co się działo do tej pory to była tylko prezentacja. Wiemy, że nie jest łatwo cię złamać. Ale wiesz już, ile bólu potrafimy zadać. Ciekawe czy będziesz równie oporny, kiedy wykorzystamy nasze sztuczki na niej?
Po tych słowach żołnierz w białoruskim mundurze wprowadził do celi wystraszoną kobietę. Zlepione, długie włosy zasłaniały jej większość twarzy, ale i tak było widać, że ktoś już ją bił.
- Kosma, błagam cię, zrób to, co każą, ja już tego nie wytrzymam!
Kosma się łamie. Następne tygodnie pracuje dla Białorusinów, przygotowując ten sam gaz bojowy, który wiele lat później odnajdzie w rozbitym transportowcu. Po wszystkim odwiedza go kobieta, dla której złamał zasady. Piękna, bez śladów pobicia. Szydzi z jego litości i współczucia, zdradza tajemnicę - cały czas pracowała z oprawcami Planka.

Przyjedźcie tu na wakacje, weźcie dzieci i całe rodziny. *****, nie mniej!
Rok 2055.
Przy białej, rdzewiejącej furgonetce stoi pięć osób: Alicja, Hardy oraz Waza, Semańska i Plank. Cel rozmowy: wyjaśnienie skąd w środku znalazło się wojskowe radio i dwie paczki Niemożliwium. Zdaniem Alicji ktoś wykorzystał teren Wrakowiska do własnych interesów, być może by dodatkowo podkopać reputację firmy. Zadanie wykrycia sprawcy spoczywa na barkach grupy, w dużej mierze z powodu specyficznej reputacji Maksa. Ten ostatni nie może darować sobie okazji - podprowadza kilka tabletek dragu na wypadek, gdyby miała się kiedyś przydać. Jedynie Kosma to zauważa, ale nie zdradza kompana słowem, przynajmniej przy szefowej i przy Hardym.
Paranoiczna czujność Semańskiej tym razem okazuje się pomocna. Przegrzebanie całej furgonetki owocuje znalezieniem śladu - strzępka marynarki. W 2055 roku mało kto chodzi w garniakach, przynajmniej o takiej jakości. Nie jest to ślad wskazujący ewidentnie na winę Łukasza, ale grupa ma już przynajmniej pierwszy trop.

Po krótkiej rozmowie bohaterowie się rozdzielają. Kosma olewa zadanie i zaczyna szukać nowej miejscówki, w której byłby w stanie przeprowadzać badania z prawdziwego zdarzenia. Okazuje się, że kilometr na północ, w jednej z odnóg Jasnogórskiej jest idealna miejscówka - opuszczony, solidnie podpiwniczony budynek. Trzeba go tylko odnowić, ogrzać, podpiąć zasilanie, sprawdzić kanalizację, dostarczyć sprzęt, zamontować monitoring i zabezpieczenia, zamaskować panele słoneczne... Drobiazg. Da się załatwić w pięć minut.
Semańska rusza do warsztatu na Opolskiej, gdzie pracował Skromny. Poznaje tam dwóch mechaników - Krzyśka, przeciętniaka pilnującego własnych spraw oraz Pawła, szefa jednej z załóg. Dla niego pracował Alek. Paweł sprzedaje Barbarze bajkę o tym, że Skromny uparł się, żeby zrobić tamtej nocy amortyzatory dla jednej ciężarówki i poszedł sam na Wrakowisko. Krzyśkowi coś nie pasuje w tej historii, ale trzyma gębę na kłódkę. Umawia się potem z Semańską na piwko wieczorem w knajpce w dawnym KFC.
Waza rusza na poszukiwanie dragów. Przechodzi pół dzielnicy, zagaduje, przypala skręty. Dowiaduje się, że Paweł Kopczyński - ten sam wąsaty Polak, z którym rozmawiała chwilę wcześniej  Barbara - sprowadza Niemożliwium spoza Krakowa. Upewnia się jeszcze, że to ten sam towar, który znalazł się na Wrakowisku. Umawia się na koniec na wieczór z Kamilą - swoją dupeczką, która przy okazji jest dilerką lekkich prochów na północno-zachodni Kraków.

Czy te wąsy mogą kłamać?
Popołudnie to idealny moment, żeby wszamać przypieczonego, powojennego kurczaka. W KFC nie jest jeszcze tłoczno, można spokojnie pogadać. Grupa zaczyna podsumowywać dotychczasowo zdobyte informacje. Przerywa im na moment Krzysiek, który mówi Semańskiej, że nie może być mowy o noszeniu na piechtę amortyzatorów z tak ciężkiej maszyny. Paweł ewidentnie coś naściemniał.

W głowach bohaterów rodzi się szatański plan. Prowokacja. Pozorowane spotkanie. Zdobycie kluczowych informacji. Profit!
Ekipa buduje mikrofon z nagrywaniem na smartfonie. Jedzie potem do Pawła Kopczyńskiego, żeby przekonać go do zdradzenia swojego dostawcy. Chcą robić wspólne interesy. Udaje im się przekonać mechanika do zdradzenia nazwiska producenta (Tomasz Król) i umówienia wspólnego spotkania.
Kopczyński choć wierzy, że chcą robić interesy, oszukuje bohaterów. Zamierza upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Poucza swoich ludzi by zrobili bohaterom reputację dilerów. Dzielnica (narkomani i sprzedawcy) będą przekonani, że Kosma i Maks z Wrakowiska będą ruszać z dystrybucją Niemożliwium poza Krakowem. Teraz, jeśli Kopczyński popłynie, razem z nim popłyną Waza i Plank, a tym samym pójdzie się walić reputacja Wrakowiska.

Po krótkiej rozmowie przy piwku idą to Alicji omówić wszystko. Dumni, pewni siebie zapowiadają mocny materiał, puszczają nagranie z telefonu i dodają, że będzie zajebiście ważne spotkanie. Efekt? Dostają zjebę z góry na dół. Kopczyński tak pokierował rozmową, by w jej trakcie to bohaterowie wyszli na zdeterminowanych do wspólnego handlu, on jest dość ostrożny i asekuracyjny. Alicja podkreśla, że to dokładnie coś przeciwnego, niż chciała osiągnąć. Jeśli Paweł wpadnie, Wrakowisku się też nieźle oberwie. Grupa, a zwłaszcza Maks, jest innego zdania. Bohaterowie (tak, głównie Maks) kłócą się z Alicją przez kilka minut. Ta na koniec każe im wszystko odkręcić albo wylatują z Wrakowiska. Waza eksploduje. Wytyka Alicji wyniosłość, krótkowzroczność i małostkowość. Krzyczy na nią mówiąc, że gówno osiągnęła i gówno zbudowała. Wychodzi, trzaskając drzwiami.

Ekipa jedzie do Hardego. Tomasz aktualnie jest mocno zajęty. Leje dilera, który wskazał Wazie Kopczyńskiego. Diler krzyczy, że to Maks sprzedał mu tabletki. Semańska z ekipą przekonują Hardego, że tamten ściemnia i chodzi im o odkrycie tożsamości producenta, a potem - jeśli to będzie możliwe - wykończenie skurczybyka. Waza zagaduje Hardego - prosi o kilka minut rozmowy z więźniem. Tomasz z uśmiechem stwierdza, że nie będzie katował na śmierć kogoś za sprzedawanie tabletek. Nie strzela się w łeb detaliście, więc Maksymilian ma drogę wolną.
Te kilka minut rozmowy to mega porażka Wazy. Diler okłamuje go w sprawie tego, jak widzi sytuację (a widzi tak: Maks wsypał go Hardemu). Maks daje swoją srebrną zippo dilerowi i łyka ściemę, że między nim a dilerem jest wszystko spoko. 
Gówno, nic nie jest spoko, ale na razie Maks jeszcze nie wie, z jakimi konsekwencjami będzie się wiązało oddanie swojej ulubionej, stylizowanej zapalniczki.

Na koniec, kiedy grupa rozjeżdża się do swoich domów, na Maksa czeka karteczka na drzwiach. Kamila zostawia "ciepłą" wiadomość odnośnie olania spotkania.

niedziela, 15 lutego 2015

#02: Kret

Gdzieś we Wrakowisku...
W jednej z zupełnie zrujnowanych, przerdzewiałych do reszty furgonetek otulona grubą kurtką, zakapturzona postać rozmawiała przez radio. "Śruba zjebał, zamiast załatwić sprawę polubwnie" było pierwszym, co powiedziała. Później przyszła kolej na ostrą wymianę zdań. Ostatnim, co powiedział kret Ślązaków, było "Dobra, spróbuję to załatwić. Najwyżej załatwicie mi miejscówkę w Gliwicach.". Rozłączył się, schował radiostację, po czym zapalił latarkę i wyszedł na zewnątrz.
Snop światła oślepił młodego chłopaka o burzy blond włosów i przydymianych goglach na szyi.
- Dużo słyszałeś? - zapytał kret, podnosząc ręczną kuszę.
- Łukasz, no co ty? - tyle tylko zdołał powiedzieć młody, zanim kret wpakował mu pierwszy bełt w brzuch. Kolejne dwa poszły w klatkę piersiową.

Tej nocy naćpany, pijany Dzikus, pędząc swoją podrasowaną bryką przejechał - jak mu się zdawało - totalnie naprutego kolesia. Wysiadł z auta, podszedł do niego chwiejnym krokiem. Już na pierwszy rzut oka było widać, że tamten jest trupem. Podrzucił mu na wszelki wypadek kilka ampułek i spieprzył stamtąd tak szybko, jak się dało.
Tak kiedyś wyglądało Rondo Ofiar Katynia. Środek oraz północno-zachodnia część z jezdniami jest wasza.
Świt.
Bohaterowie zebrali się w ten mroźny, zimowy poranek by na krytym tarasie Estakady pogadać z Łukaszem i kimś z szefostwa o planach dotyczących pojemników z gazem bojowym. Widzą, jak dwóch sprzątaczy pakuje do worka ciało Skromnego - chłopaka, którego ktoś rozjechał w nocy.
Szychą okazuje się być Alicja, jedna z rozsądniejszych osób we Wrakowisku. Łukasz przyprowadził ze sobą Beatę - z jej zdaniem złomiarze również się liczą. Spokojna wymiana zdań bardzo szybko zamienia się w pyskówkę. Strony licytują się na argumenty (a potem jadą na ostro, wytykając sobie głupotę i zupełną beztroskę w działaniu), odsłaniają słabe strony by zbić słowo przeciwnika (Barbara zdradza, że była słabym dowódcą, który nie dbał o dyscyplinę). Ostatecznie grupa stawia na swoim. Pojemniki - na jej odpowiedzialność - mają zostać zdezaktywowane w Wadowicach.
Łukasz odchodzi, proponując by grupa przegadała szczegóły z Beatą i Alicją. Kosma i Maks każą tej pierwszej też iść. Ten policzek będzie na długo zapamiętany.
Tak, tak, to ten słynny Tomasz Hardy. Pies nie załapał się w kadr.
Barbara leci do Hardego - znajomego z wojska, obecnie świrniętego stróża prawa. Po drodze spotyka Karolinę, dziewczynę Alka Skromnego. Zapłakana opowiada wersję zdarzeń z ostatniej nocy, która wyklucza by chłopak szedł naćpany środkiem ulicy. Miał poszukać jakiejś części we Wrakowisku, wrócić na warsztat przy Opolskiej a potem pojechać do niej. Był w warsztacie przed północą. Do Karoliny nigdy nie dotarł. Przyciśnięta, Semańska obiecuje zrobić porządek ze skurwielem winnym śmierci Alka.
Rozmowa z Hardym nie przynosi nic ciekawego - oprócz przyłapania Łukasza na kłamstwie. Twierdził, że w pobliżu Wadowic wciąż są osady. Jeśli dezaktywacja pójdzie nie tak, szlag trafi niewinnych cywilów.

W między czasie Plank z Wazą dogadują się z Alicją - ta organizuje im nieco sprzętu, który powinien ułatwić całą robotę. Zamieniają kilka słów z Karoliną. Maksymilian jest w pełni sobą - zagaduje dziewczynę i pociesza ją tak, żeby był grunt do dalszego pocieszania w łóżku. Następnie cała grupa bardzo długo dywaguje nad następnym ruchem. Ostatecznie próbują zorganizować sprzęt ochronny. Dostaną go od starego dilera, Mariana, w zamian za przysługę - przechowanie narwanego gnojka, który... zeszłej nocy rozjechał jakiegoś trupka. Ma ksywę Dzikus i jest wyjątkowym prymitywem.

Ostatecznie bohaterowie biorą ryzyko na siebie. W piwnicy Kosmy odpalają sprzęt i przez całą noc spuszczają gaz ze zbiorników do granatów. Zajebisty sukces owocuje zrobieniem trzech skrzynek po dwanaście sztuk. Te schodzą na pniu - w zamian za to grupa zdobywa karabin maszynowy 20 mm z ośmioma skrzynkami amunicji. Co najlepsze - wszystko jest tak zorganizowane, że ślady prowadzą do Oberschlesien.

Rankiem jadą do kostnicy obejrzeć zwłoki Skromnego. To nieprzyjemny widok, ale rozjechany trup to nie pierwszyzna dla Kosmy. Oględziny ciała i rzeczy przy nim znalezionych prowadzą do jednego wniosku - nie żył, kiedy Dziki go rozjechał. Ktoś załatwił go z kuszy - zebrał trzy razy, nie miał absolutnie żadnych szans by przeżyć. Ampułki z prochami podrzucił mu zapewne ten gnojek.
Po wyjściu z kostnicy grupa spotyka Hardego, który doszedł już do pewnych wniosków. Wie, że Alek został zamordowany, ale brakuje tropów, by móc go (przynajmniej teraz) schwytać. Tomasz chce jednak unieszkodliwić Dzikusa - w końcu mógł tamtej nocy przejechać żywego. Wymiana zdań upewnia Hardego, że ma rację. Ogłasza ludziom, że za gnoja jest nagroda - każdy może uderzyć do niego lub do Semańskiej.

Dzień upływa pod znakiem oszustwa. Grupa przygotowuje się - i puste pojemniki - do drogi do Wadowic. Kosma produkuje prymitywną (ale skuteczną) pułapkę, którą można zrzucić z ciężarówki na ścigające ją auta. Maks i Barbara szukają amunicji do kałasznikowa. I udaje się, ale nie za darmo. Znajomek prowadzi Semańską do Ilie, Ten sprzedaje jej za grosze jeden magazynek, ale niestety sprawy nie daje się załatwić incognito. Łukasz dowiaduje się, że Barbara kupuje broń u wroga - i może to w przyszłości wykorzystać.
Pusta droga nocą. Tyyyle widać!
Koniec to prawdziwa rozpierducha. Grupa jedzie w stronę Wadowic. Po minięciu Zatora w lusterku pojawiają się światła kilku motocykli. Kosma skręca do opuszczonej stodoły, ale jest już niestety zbyt późno. Napastnicy - ziomki Dzikiego przekonane przez Łukasza, że grupa jedzie powiesić ich szefa - próbują podejść bohaterów. Kończy się precyzyjnym trafieniem Barbary i serią z karabinu maszynowego odpaloną przez Kosmę, Reszta zdradza swoje zamiary. Maks wraca do Krakowa by przekonać Mariana, żeby zabrał Dzikusa (skoro wie o nim Łukasz, będą wiedzieć i inni). Kosma z Semańską odprawiają szopkę przed jeńcami (niby dezaktywują gaz), potem puszczają ich wolno.

sobota, 7 lutego 2015

#01: Wprowadzenie

Rok 2041.

Patrol F-16 NATO przebija się przez pokrywę chmur i zmierza na wschód, oddalając się coraz bardziej od granicy Niemiec. Paskudna pogoda ogranicza widoczność, ale na szczęście instrumenty pracują prawidłowo. Na radarach pojawiają się obiekty. Szybkie rozpoznanie: litewskie myśliwce. Te kilkanaście sekund później łamią szyk i przygotowują się do natarcia. Rozpoczyna się walka. Formacja rozdziela się, rozpoczynają się powietrzne pojedynki. W słuchawkach ciągłe krzyki, wydawane rozkazy, wykrzyczane ostrzeżenia. Major Semańska bierze na cel lidera wrogiej grupy.
Nagle słyszy komunikat "Semańska, tam jest coś jeszcze. Przejmij go!". Ignoruje głos podwładnego i kontynuuje ostrzał. Dwie minuty później jest po wszystkim. Szczątki litewskiego myśliwca rozpadają się na setki części. Radość trwa jednak ułamek sekundy. 
Przerywa ją potężny ryk eksplozji.
W miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu był Wrocław rodzi się drugie słońce.
F-16 uciekają z miejsca eksplozji. Ostatnim, co widzi Semańska to Tu-95 z wymalowanym na kadłubie łbem niedźwiedzia polarnego, znikający gdzieś pośród chmur...
Coś takiego, tylko z wymalowanym niedźwiedziem zamiast gwiazd.

Rok 2055.

Skacowany Maks Waza wychodzi z kwatery nowo poznanej panienki i chwiejnym krokiem idzie w stronę swojej chaty. Zabawa zrobiła swoje - zmęczony nie zauważa, jak jego śladem rusza para łysych osiłków. Świadomość, że coś jest nie tak pojawia się dopiero, kiedy drogę zastępuje mu Śruba - Ślązak, którego parę miesięcy wcześniej nieźle wykołował.
Śruba pojawił się w konkretnym celu. Na złomowisku Kosmy, kompana Wazy, leży coś cennego, co Ślązaki chcą zabrać dla siebie. Maksymilian musi tylko zająć kumpla wódeczką - oni włamią się, zabiorą towar i prysną, zanim ktokolwiek zauważy. Chojrak Waza każe tamtym spierdalać.
Zaczyna zbierać łomot.
Szybko pojawia się przyciągająca kłopoty jak magnes Semańska. Dwa chlaśnięcia nożem i cała śląska czwórka zaczyna spieprzać. Maks wciska Barbarze kit, że nie zna tych kolesi i na tym wymiana ognia się kończy.

Śruba nie zamierza dać za wygraną. Towar, który chce skroić to pojemniki z bronią chemiczną, którą Kosma wyciągnął z uszkodzonego, ruskiego transportowca z pomocą Lisy. Razem ze swoimi ludźmi włamuje się na złomowisko Planka i zaczyna szukać pojemników. W tym czasie Kosma z Maksem kończą drugą ćwiartkę bimbru. Radosną atmosferę niszczy wielka, czerwona dioda alarmu - Plank nie był głupi i rozpiął na całym złomowisku sieć zabezpieczeń. Bierze granat błyskowy i razem z Wazą lecą zrobić porządek z oprychami Śruby.
Cała akcja przebiega błyskawicznie. Granat ogłusza i oślepia trzech oprychów, Semańska (ta potrafi się pojawić wszędzie, gdzie się dzieje jakaś zadyma!) strzela do Śruby. We trójkę skutecznie go zastraszają - Ślązak rzuca kałacha i kładzie ręce za głowę.
Na miejscu akcji pojawia się Łukasz (diler złomiarzy - taka trochę szycha w ekipie) i Krzepki, ochroniarz z Bazaru Bronowice. Domagają się wyjaśnień. Śruba tłumaczy się na tyle skutecznie, że Barbara i Kosma nabierają podejrzeń, że Maks faktycznie wisiał mu kasę i w jakiś sposób ułatwił akcję. A na pewno nie ostrzegł kolegi...
Na takim złomowisku to muszą być skarby, że ho ho ho!
Cała banda - oprócz Kosmy, który łata swoje złomowisko - pakuje Śrubę i jego pałkarzy do karceru. Tam wyduszają z niego, że cynk o pojemnikach dała mu Lisa. Miał kupca, który dałby za taką broń kupę forsy. Bohaterowie zbierają się w kwaterze Planka i obgadują co robić dalej. Po burzliwej dyskusji podejmują decyzję, że Kosma będzie próbował robić granaty gazowe z tym czymś z pojemników, a Waza to będzie sprzedawał. Oczywiście nie mają jeszcze pojęcia czy uda się tak ustawić objętość gazu, by jednym strzałem nie położyć trupem wszystkich w promieniu pół kilometra. Bo chętnych Waza znajdzie na pewno...