niedziela, 24 maja 2015

#08: Życie i śmierć Łukasza Wiarusa


Styczeń 2053. Zima stulecia. Gdzieś w rowie leży, trzymając się za brzuch, Maksymilian Waza. Zaciska ranę palcami, ale spomiędzy palców wciąż leci krew. Nagle słyszy krzyki “Tutaj, szybko!”. Jakieś dwie postacie wyciągają go z rowu, kładą na czyjejś kurtce. Odciągają dłonie od boku i opatrują ranę. Dają łyk czegoś mocniejszego. Jeden z nich klepie Maksa po ramieniu i mówi “Spoko, miałeś farta. Będziesz żył”. Dwa dni później Waza spotyka tego samego człowieka w KFC. Maks znów jest na gazie, co tamtemu mocno się nie podoba. Podchodzi do niego, wyrywa mu z ręki butelkę i mówi “Człowieku, miałes farta, ale to co robisz, to proszenie się o śmierć. Zamiast krążyć po mieście bez celu i rwać łatwe dupeczki, mógłbyś się zająć czymś pożytecznym”, “Na przykład czym?” odpowiada półprzytomny Maks. “Wytrzeźwiej i przyjdź rano na Wrakowisko. Porozmawiamy o robocie. Jakby co, powołaj się na mnie - nazywam się Wiarus. Łukasz Wiarus”.
Jesień 2051. Zmęczona Semańska wraca po całym dniu jazdy do swojej kwatery. Praktycznie śpi. Nagle drogę zastępuje jej trzech karków. Wojskowe kurtki, łyse pały - polskie naziole.. Błyskają ostrza motylków. Zza pleców obdartusów słychać spokojny głos Wiarusa: “Pojebało was do reszty? To Semańska. Walczyła za kraj, jak wy sraliście jeszcze w pieluchy. Wiecie co to wojsko? Barbara pilotowała myśliwce. Ale na pewno potrafi też strzelać z tej dziewiątki, z której w was celuje” - dodaje z uśmiechem. Łysole się wycofują, Łukasz też szybko znika.
“Mówiłem, że tego się nie da zrobić” - wkurwiony Kosma rzuca kluczem w ścianę, wrzeszcząc na Wiarusa. Jest druga w nocy, środek zimy. Warsztat jest niedogrzany, obaj czują mróz nawet przez puchowe kurtki i grube rękawice.
“Chuj tam się nie da” - warczy Łukasz, po czym dodaje “Obiecałeś kurwa, że naprawisz wóz dzisiaj i radzę ci, żebyś to zrobił, choćbyś miał zdechnąć. Mam w dupie, że twoja kuzynka umiera. Wisi mi, że nikogo przy niej nie będzie. Rób swoją robotę albo wypierdalaj z Wrakowiska”.
Kosma pracuje. O piątej rano auto jest gotowe. O piątej piętnaście Sara umiera.

Współczesność.
Wieczór i noc to jedna, wielka pyskusja. Rodzą się, rozwijają i umierają tuziny niezawodnych planów. Ostatecznie bohaterowie decydują się na desperacki krok - zapakowanie samochodu materiałami wybuchowymi i, równolegle z detonacją pułapki, ostrzelanie placu i budynku Wiarusa. Plan ma tylko trzy dziury - trzeba zaminować auto, zdobyć wyrzutnię do granatów gazowych i dowiedzieć się kiedy Łukasz będzie wystawiony na strzał.
Pierwsze dwie łata ekspresowo Kosma. Ładunek to precyzyjna maszyna zniszczenia, w momencie detonacji wyrzuca do przodu pocięte, rozerwane kawałki blachy i bebechy auta, plując jednocześnie piekielnym ogniem. Trzecią… Trzecia dziura to już inna historia.

Będzie coś z tego?
Kamil Wojtaszek to prawdziwy groupie. W jego kwaterze nad łóżkiem od dziesięciu lat wisi plakat Maksa - scena z koncertu na Narodowym, podczas szczytu popularności Wazy. Kamil jest nie tylko fanem Maksymiliana, ale dodatkowo gejem i jednym z ludzi Wiarusa. Naprawdę, nie mógł przepuścić okazji by zrobić dobrze swojemu idolowi i opowiedzieć mu o potężnym transporcie z Częstochowy, który tego wieczoru ma odebrać Łukasz.
Wszystko zapięte… dopięte na ostatni guzik. Pozostało więc jedynie zrealizować plan.
Ten gra pięknie przez pierwsze dwadzieścia sekund. Auto rozwala się w bramie. Fala ognia smaży twarz Wiarusa i pali żywcem jego ludzi. Ostrzał wprowadza chaos i eliminuje jednego ochroniarza za drugim. Wszystko idzie jak po maśle do momentu, kiedy Wiarus dopada do garażu i odpala silnik Twardego.
To co, Trzej Pancerni, Hardy i Twardy?
Kolejne minuty to nieustanny terkot broni maszynowej i pogoń za czołgiem. Ostatecznie udaje się unieruchomić maszynę. Wiarus w akcie desperacji dopada do karabinu w wieżyczce i próbuje wyeliminować choć Semańską.
Na darmo.
Zdycha na kolanach, błagając o życie. Odbiera je mu Maks. Jeden strzał, jeden trup. Dopiero po kilkunastu sekundach do Wazy dociera to, co zrobił. Zabił człowieka. Nie był to wypadek, zaniedbanie, nieświadomość. To było zabójstwo z zimną krwią. Waza zgina się wpół i zaczyna wymiotować. Wszyscy odwracają twarze.

Kopczyński wchodzi do gry na miejsce Wiarusa. Następnego wieczoru popija whisky z Brzeską. Ewka jest wyraźnie zmartwiona, zagaduje Pawła o sprawę z Hardym.
- Będzie bieda, jeśli ktoś dowie się, że to my go chcieliśmy załatwić. Przeżył, mógł coś zapamiętać. Niedobrze - mówi.
- Chuj tam z Hardym - mówi Kopczyński - To inwalida, nie może nam zagrozić. Nic nie pamięta. Zresztą, co on tam mógł zobaczyć? Trzymaj gębę na kłódkę, to sprawa rozejdzie się po kościach.



piątek, 1 maja 2015

07# Kontratak

To był dziwny wieczór. Kiedy bohaterowie węszyli po całym Krakowie - pytali, grozili, przekupywali, oszukiwali, szantażowali i przekupywali - Łukasz Wiarus gościł na kolacji swoich zaufanych ludzi. Wszyscy, poza Damianem Wójcikiem, składali raporty o samych sukcesach. Plank, Waza i Semańska wydawali się być zupełnie zneutralizowani. Towar przyniósł masę zysku. Kopczyński znalazł się na krawędzi. Wszystko ładnie się zgrywa. Wystarczy kilka dni, by domknąć najważniejsze sprawy. Góra będzie zadowolona.
Żeby tylko Wójcik wykonał swoje zadanie...

Odejmij drzewo, dodaj betonowy filar i tak by to mniej więcej wyglądało...
Kiedy Semańska, jadąc do Hardego, dociera do okolic Pleszowskiej, widzi już z oddali wrak samochodu Tomasza. Dwie osobówki omiatają okolicę reflektorami, do tego leży kilka trójkątów. Ciężarówka stoi na poboczu, suv Hargego jest prawie okręcony wokół filaru ekranu wytłumiającego. Kilka osób chodzi dookoła, przeszukując okolicę. Gdzieś przy szoferce ciężarówki krąży Krzysiek od Kopczyńskiego.
Już na pierwszy rzut oka widać, że to była świetnie zorganizowana pułapka. Ktoś zasadził się na Hardego. Wyjechał z Pleszowskiej i uderzył go w bok a potem jeszcze raz przywalił, jak rzuciło go na ekran wytłumiający. Przy takich opadach śniegu, ktoś musiał radiem powiedzieć kierowcy ciężarówki kiedy ma ruszyć. Kierowca ciężarówki uciekł prawdopodobnie pieszo, choć Krzysiek ma podejrzenie, że spieprzył rowerem - widział na śniegu takie ślady. Kilka osób ruszyło z latarkami (trop prowadził na północ, w stronę Osiedla Mozarta), ale zgubili po drodze ślad. Wrócili chwilętemu z niczym. Krzysiek potwierdza, że to ciężarówka z Opolskiej. Nie ma pojęcia co tutaj robi. Widzi jednak ślady włamania - na zamku, w stacyjce.
Jako pierwszy pojawił się tutaj pan Mikołaj Kosowski. To starszy pan, który mieszka z żoną, Elizą, i kilkunastorgiem członków bliższej i dalszej rodziny w Dworku Białoprądnickim. Wspólnie wydobyli ciężko rannego Tomasza i zabrali go do Kosmy. W miejscu wypadku jest jeszcze Seweryn, młodszy syn Mikołaja - mówi, że nikogo tutaj nie było, więc kierowca ciężarówki albo uznał, że Hardy nie żyje, albo nie zależało mu na dobiciu rannego. Po tym, jak Tomasz wyglądał Seweryn podejrzewa, że uratować go może tylko cud.

Krew. Mnóstwo krwi. Jest wszędzie - na ubraniach, na łóżku, podłodze, nawet na ścianach. Biała kość przebija skórę w lewej nodze. Lewa ręka to wręcz ochłap mięsa, cały w strzępach. Hardy jest nieprzytomny, majaczy coś tylko. Juha leci mu z nosa i uszu. Kosma nie traci czasu. Nie ma go w zasadzie wcale! Wydaje polecenia i krzyczy, kiedy nie są wykonywane dość szybko. Najpierw najgorsze - uszkodzone, poprzebijane strzaskanymi żebrami płuco. Potem złamania. Minuty mijają. Tuzin ludzi obserwuje Planka przy pracy. Kosma nie zważa na nikogo - znów jest na sali operacyjnej, myślami wrócił do czasu sprzed wojny.
Nastawić. Zatamować krwawienie. Zaszyć. Następny.
Kiedy wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, nadchodzi kryzys. Hardy stracił zbyt dużo krwi. Zaczyna się trząść, sinieje. Ciemna plama na brzuchu wskazuje miejsce krwotoku wewnętrznego. Co z tego, że Kosma wie już co zrobić, skoro za chwilę serce Tomasza stanie.
Kosma wrzeszczy, każe przynieść akumulator. Ryczy na Semańską, która pojawiła się niewiadomo kiedy, żeby wbiła się w żyłę i zaczęła pobierać krew. Otwiera jamę brzuszną. Znów zaczyna pracować.
Minuty zamieniają się w godziny. Obserwatorzy powoli zaczynają się wykruszać. Ludzie zdają sobie sprawę, że zrobili tyle, ile mogli. Teraz przeszkadzają. Pozostaje Kosma i Barbara. Kiedy nastaje świt, padają magiczne słowa: “Będzie żył”.
Będzie żył.
Kosma stawia Tomasza na nogi...
W chwili, gdy Semańska i Plank padają nieprzytomni ze zmęczenia, dla Maksymiliana Wazy zaczyna się kolejny, piękny dzień. Jest wyspany, wypoczęty i pewny siebie. Wczoraj ekipa odwaliła kawał świetnej roboty. Wystarczy poskładać klocki do kupy i problem pod tytułem Łukasz Wiarus przestanie istnieć. Cóż, Maks nie chce czekać. Musi natychmiast spotkać się z resztą, obgadać sprawy i zająć się tym zdradzieckim skurwielem.
Waza nie zwraca uwagi na umazane krwią pomieszczenie, rannego Hardego ani nieprzytomnych przyjaciół. Rozpierdala się na krześle, pije piwo, a potem robi sobie śniadanie. Kiedy tamci się budzą, stroi sobie jeszcze żarty. W ogóle nie rozumie, czemu Semańska zaczyna mu grozić. Kiedy wkurw Barbary mija, zaczynają obgadywać sprawy. Semańska mówi, że ktoś rozjechał Hardego i Ewka twierdziła, że ktoś im rąbnął ciężarówkę. Maks przemawia do szkolenia wojskowego Barbary, mówi, że trzeba działać. Jak to zwykle bywa, snuje swoje wywody przez długie minuty. Kosma korzysta z monologu, żeby jeszcze pospać. 
Docelowo grupa ustala, że ekipa sprowadzi na pomoc Karolinę. U Maksa dowodzenie przejmuje wspomagający mózg, ale Semańska uprzedza Wazę - pakuje się na motor, potem przesiada w sedana i jedzie po dziewczynę. Ta oczywiście nie widzi problemu. Chętnie pomoże - tym bardziej, że to Barbara prosi o pomoc. Semańska zagaduje jeszcze Maćka, prosząc by umówił spotkanie z Alicją w KFC.
Kosma wykorzystuje sytuację by dosypać prochy do browara Wazy. Nie chce ryzykować, by Maks znów rozwalił im interes. Z tym czymś polski Bieber będzie potulny jak baranek. Udaje się mu połowicznie - Maks wypija Guinessa z prochami, ale narkotyk startuje tak szybko, że Waza na pewno zczai się, skąd się u niego wziął ten anielski spokój.
Ostatnią godzinę przed spotkaniem ekipa spędza na normalnych rzeczach - śniadanie, przebranie się, masakrycznie mocna kawa, Semańska jeszcze żre czekoladę. Straciła w końcu sporo krwi.

Maks zaczyna coś mówić, ale Alicja mu przerywa. Semańska zaczyna opowiadać o prochach, które pojawiły się w Krakowie - prochach, które miał przejąć Alek. Mówi o pani Krysi, która dostała towar od Damiana Wójcika. Przekomarzają się na temat dowodów. Alicja żąda zeznania Kopczyńskiego. Maks mówi o ojcu Józefie, coś bąka o córce. Barbara mówi o tym, że Paulina zabiła się z powodu niechcianej ciąży. Alicja przyznaje, że stawia to pod znakiem zapytania zeznania Józefa.
Rozmowa z Alicją jest długa, trudna i nie prowadzi donikąd. W połowie wkurwiony Maks wychodzi i z dala od KFC zaczyna rzucać kurwami na Alicję. W tym czasie sprawy w środku nie wyglądają różowo - Alicja owszem, chciała by uwierzyć Barbarze i Kosmie, ale brakuje jej kluczowych informacji. Chce zeznania Kopczyńskiego. Chce usłyszeć od niego, że wlazł na jej podwórko, narobił syfu i to z jego winy - pośrednio - zginął Alek. Kończy spotkanie długim, nudnym wywodem, po czym widząc, że nie doczeka się riposty, wychodzi.
Grupa myśli o przeprowadzce na wieś.

Warsztat przy Opolskiej wygląda jak rozdeptane mrowisko. Ludzie pracują na podwójnych obrotach - robią standardowe zamówienia i próbują poskładać do kupy swoją ciężarówkę. Gdzieś tam wita wszystkich Krzysiek - podchodzi do niego Semańska. W tym czasie Waza i Plank lecą do kanciapy Kopczyńskiego.
Maks nie owija gówna w bawełnę. Mówi prosto - Wrakowisko wywali Łukasza na zbity pysk pod warunkiem, że Paweł spotka się z Alicją i do wszystkiego się przyzna. Kopczyński wyśmiewa delikatnie ten pomysł. Wskazuje na jeden zasadniczy problem - nic na tym nie zyskuje, a bardzo dużo traci. Każe chłopakom przemyśleć sprawę i wrócić, jak będą mieli coś do zaoferowania.
W tym czasie Kosowscy podjeżdżają pod Warsztat wioząc na pace trupa. To Damian Wójcik, prawa ręka Wiarusa. Ma złamaną nogę, tkwił zamarznięty gdzieś nieopodal parku Kościuszki. Seweryn sądzi, że po rozjechaniu Hardego próbował uciec, ale wyjebał się i złamał nogę. Bojąc się pościgu, ukrył w kanale, którym płynęła rzeczka - niestety dla niego, zimno i upływ krwi sprawił, że osunął się niżej. Stracił przytomność i już jej nie odzyskał. Kosma bada szybko zwłoki - znajduje drobne szczegóły, które budzą z nim wątpliwości. Ostatecznie ekipa podsumowuje ten zgon “Nieważne, kto to zrobił”.

Druga rozmowa z Kopczyńskim wygląda lepiej. Paweł zdradza to, czego chce - protekcji Wrakowiska. Chce zająć miejsce Łukasza, w zamian oferuje rozwalenie swojej siatki dilerów.

W ekranizacji Wrakowiska ten człowiek zagra Łukasza Wiarusa
Cudem udaje się zorganizować spotkanie Alicji z Pawłem. Grupa nie ma pojęcia w jaki sposób się dogadali ani kto kogo przekonał, ale o zmroku pewne są dwie rzeczy: wracają do Wrakowiska i będą pracować pod Kopczyńskim. Alicja stawia jednak warunek - skoro Łukasz wypada, trzeba go zneutralizować na dobre. Semańska, jako najbardziej doświadczona w boju, ma się zająć akcją rozwalenia Wiarusa. Teraz nie ma miejsca na sentymenty, na tłumaczenia i na wygnanie. Facet jest winny śmierci dwóch osób - co najmniej dwóch, bo nie wiadomo co jeszcze robił w imieniu Wrakowiska.
Zapowiada się kolejna, długa noc. Po niej nastanie krwawy świt.